Czy w kontekście takiej produkcji jaką jest „Sexify”, są jakieś tematy tabu?

Piotr Domalewski: Na pewno polityka jest takim tematem. Nawet gdybyśmy chcieli o niej porozmawiać w kontekście produkcji.

W takim razie nie mogę nie zapytać, czy „Sexify” powstawało na kanwie ostatnich wydarzeń w kraju?

Kalina Alabrudzińska: „Sexify” powstało dużo wcześniej niż moment, w którym kobiety wyszły na ulicę. Piotr zaczął tworzyć scenariusz i bohaterów już w listopadzie 2019 r. „Sexify” powstał, bo wiemy, że seks jest w Polsce tematem wstydliwym, a seks kobiet obarczony tyloma ograniczeniami, obciążeniami i presją, że to najwyższy czas się z tym zmierzyć. 

W polskim kinie nie często podejmowany jest temat kobiecego orgazmu. W telewizji pojawiają się reklamy specyfików na męskie problemy, ale zupełnie nie mówi się o tym, że równie istotną kwestią jest ta, kobiecej przyjemności. Skąd pomysł na tę perspektywę i oddanie głosu młodym kobietom?

Piotr: Ja akurat nie lubię tych „męskich” reklam o lekarstwach – są dosyć bolesne (śmiech). To bardzo ryzykowne traktowanie reklam na zaburzenia męskiej erekcji jako wykluczenie kobiet z dyskursu o seksie. 

Kalina: Kobiety dopiero powoli zaczynają mówić głośno o swoich potrzebach, zdobywają silny głos w mediach i popkulturze. I cieszę się, że przyłożyliśmy się do tego, że ten temat jeszcze mocniej zaistnieje w Polsce, nawet jeśli wzbudza kontrowersje, czy będzie trudny lub komuś się nie spodoba. Fakt, że mówimy głośno o czymś, co jest tematem tabu, ma szansę pomóc młodym kobietom odkrywać siebie, swoje potrzeby i żyć pełnią swojego życia.

Zobacz zwiastun:

Czy tworząc serial „Sexify” wychodziliście z założenia, że kobiety potrzebują takiego lekkiego, trochę popkulturowego przewodnika?

Kalina: To nie było tak, że poczuliśmy misję czy jakiś plan - bardziej szliśmy torem dobrego kina rozrywkowego,  złożonych postaci i ciekawego świata. Nie mieliśmy ambicji zostać edukatorami seksualnymi, chcieliśmy po prostu oddać głos kobietom. 

Podczas seansu „Sexify” miałam taką refleksję, że w kanonie polskich produkcji była taka luka, którą trzeba zapełnić. 

Kalina: Tak, zgadzam się, ale nadawanie misyjności twórczej ma bardzo krótkie nogi. Będąc twórcą trzeba się skupić na ciekawych bohaterach, prawdzie, świeżości w opowiadaniu, bo to koniec końców sprawi, że ludzie będą oglądać daną produkcję i będzie im się podobać. 

Obalacie wiele mitów dotyczących chociażby polskiej katolickiej pruderii czy symbolu Matki Polki. „Rodzina przedsiębiorstwo uświęcone przez Boga” czy „jestem żoną, matką – to mi wystarcza”, te zdania, które wypowiadają bohaterki serialu sprawiają, że nie możecie uniknąć nawiązania do atmosfery, jaką mamy obecnie w kraju.

Piotr: My chcieliśmy pokazać konfrontację postaw i pokoleń. Te słowa mówi matka bohaterki, która została wychowana w innej rzeczywistości i odpowiada za utrwalanie takiej rzeczywistości, a córka jako przedstawicielka młodego pokolenia w ogóle się z tym nie zgadza. Bo kto powiedział, że tak ma być, jak było? Gdzie to jest napisane? Ja jestem człowiekiem, którego można przekonać argumentami – dajcie mi ten spis prawd życia, a uwierzę, ale przecież nikt tego nigdzie nie napisał.

Są rodzice, którzy przekazują nam te niepisane zasady, pokolenie millenialsów – trzydziesto- i czterdziestolatków, które je "przetrawiają" i ci, supermłodzi, którzy już wiedzą czego chcą, i jest to coś zupełnie innego, niż pokolenie ich rodziców. Jestem ciekawa czy słuchaliście głosu tego młodego pokolenia, by problemy bohaterów były jak najbardziej autentyczne?

Piotr: Muszę przyznać, że jestem psychofanem memów i całą wiedzę, jaką mam o młodzieży, pochodzi z memów.

Kalina: Piotr rzeczywiście zarzucał nas memami podczas tworzenia Sexify (śmiech). Te procesy, które zachodzą w bohaterkach, są uniwersalne. Na przykład to, że uświadamiają sobie, że żyją w utrwalonym schemacie i wcale nie czują się w nim dobrze. Odważanie się na życie własnym życiem to też jest motyw bliski osobom w każdym wieku. Mimo że ja jestem starsza od bohaterek „Sexify”, utożsamiam się z nimi, bo podobne odkrycia, jakich one dokonują ja zrobiłam również, ale 10 lat później niż one. 

Czy w czasie produkcji pojawiła wam się myśl czy i kto się boi kobiecego orgazmu?

Kalina: Tak. Wiele osób się go boi.

Piotr: Myślę, że najbardziej osoby, które chcą temat zamieść pod przysłowiowy dywan.

Kalina: Myślę, że kobiety nie tyle boją się swojej przyjemności, co czują , że nie bardzo mają do niej prawo. I o tym prawie mówimy głośno w "Sexify", że mają prawo czuć swoje ciało, doceniać je, czuć się w nim swobodnie, cieszyć się nim. 

O „Sexify” mówi się, że to polska odpowiedź na netfliksowy hit „Sex education”. Gillian Anderson, która zagrała tam jedną z głównych ról, w jednym z wywiadów przyznała, że była zszokowana brakiem edukacji seksualnej w Polsce.

Kalina i Piotr: Też jesteśmy tym zszokowani.

Piotr: Ja jestem większością rzeczy, jakie dzieją się w Polsce zszokowany. Tu się dzieje – nic nie stoi w miejscu.

Miejmy nadzieję, że wasza produkcja otworzy głowy i horyzonty.

Piotr: My nie jesteśmy raczej narodem rewolucjonistów. To na spokojnie trzeba usiąść. Ja byłbym w tym temacie szedł raczej w kierunku „Siłaczki”.

Obstawiam raczej „Syzyfowe prace”. W serialu jest dużo odważnych scen. Wiem, że Netflix  m.in. w serialu „Bridgertonowie” korzystał z pomocy tzw. asystentki intymności - czy braliście pod uwagę jej obecność przy kręceniu bardziej intymnych scen? 

Kalina: Netflix wręcz wymaga obecności na planie asystentki intymności, która oprócz tego, że bardzo wspiera aktorów w najtrudniejszych scenach, by czuli się komfortowo, to również wymyśla choreografię granych aktów seksualnych. Muszę przyznać, że główne aktorki najpierw musiały przezwyciężyć szok, spowodowany tym, że ktoś się nimi zajmuje w tych kategoriach ich zawodowego życia. Dopiero wtedy mogły w pełni korzystać z ich nieocenionej wiedzy i pomocy. To jest zaskakujące odkrycie – okazuje się, że asystentki intymności zawsze były bardzo potrzebne na planie, tylko my, twórcy, nie zdawalibyśmy sobie sprawy nawet jak bardzo.