Opowieść podręcznej” to jeden z najmocniejszych seriali ostatnich lat. Ekranizacja antyutopijnej powieści Margaret Atwood, której akcja rozgrywa się w przyszłości, w fikcyjnym totalitarnym państwie Gilead na terenie byłego już USA. Władzę sprawują w nim religijni fundamentaliści z partii Bank Myśli Synów Jakuba. Ta władza należy tylko do mężczyzn, podczas gdy kobiety zostały sprowadzone do trzech ról - żon, służących oraz podręcznych, które jako nieliczne płodne kobiety mają za zadanie rodzić dzieci dla dobra systemu. Te pierwsze to Żony (Wifes), te drugie Marty (Marthas). "Opowieść podręcznej " to koszmar kobiet, do którego odniesienia możemy znaleźć także w naszej teraźniejszości.

Rozmawiamy z Amandą Brugel, która w nowym sezonie "Opowieści podręcznej" gra Ritę, jedną ze służących w domu Mart.

Chodzą słuchy, że drugi sezon „Opowieści podręcznej” będzie bardziej skupiony na Martach. Jak rozwinęłaś Ritę, swoją postać, od początku całej historii?

Mocno czuję, że Rita wszystkim zamieszała w głowie od początku pierwszego sezonu. Nie wiadomo, kim naprawdę jest. Czy naprawdę była championem w Gilead? Czy wypiła Kool-Aid? Być może to ktoś, kto po prostu nosi maskę i robi wszystko, żeby przeżyć? Czytając książkę, miałam swoje własne wyobrażenie Rity i jestem pewna, że w drugim sezonie ta postać mocno się rozwinie. Sądzę też, że Rita ma naprawdę wielkie serce. Nie ważąc na okoliczności, w których przyszło jej żyć, pomaga. Podręczne, zwłaszcza te, które są w ciąży, mogą sobie jakoś poradzić w świecie, ale Marty – one są do zastąpienia w każdej minucie. Rita boi się cokolwiek powiedzieć, dlatego jest tak cicha i subtelna.

W sezonie drugim jednak zobaczymy pewien przełom mojej postaci, pokaże trochę więcej siebie, swojego kolorytu.

Obecnie mówi się dużo o intersekcjonalności (zazębianiu kategorii społecznych) w kontekście feminizmu. W „Opowieści podręcznej” głównym motywem jest rola płci (gender), jednak wśród Mart zdecydowanie widzi się tę intersekcjonalność. Czy uważasz, że Rita jest przedstawicielką takiego sposobu myślenia?

Tak, zdecydowanie. To ciekawe, ponieważ obejrzałam ostatnio sporo filmów o niewolnictwie, żeby przyjrzeć się z bliska postaciom, temu jak się zachowują. Przyglądałam się zwłaszcza kobietom w niewoli kontra tym, które cieszą się nieskrępowaną wolnością.

Jakie filmy o niewolnictwie oglądałaś?

Ostatnio obejrzałam „Zniewolony. 12 years a slave”. Lupita Nyong’o ma tam niesamowity język ciała. Możesz obserwować go nawet bez dźwięku i wciąż widzisz jej historię jak na dłoni. To jest postać, którą oglądałam, zapętlając je występ.

Bardzo dużo też piszę sama. Próbuję rozpisać moją postać Rity, zwłaszcza, kiedy mam mniej dialogu, a więcej mimiki. Wiele scen z Ritą wymaga specjalnego komunikatu – często to tylko spojrzenie lub grymas. Czuję jednak, ze jestem w stanie tym napisać całą narrację.

Jedna z najbardziej przerażających rzeczy w Republice Gilead to fakt, że nikomu nie można ufać. Kobiety nie mogą ufać sobie nawzajem. W ostatnim odcinku pierwszego sezonu pojawia się jednak cień nadziei, kiedy otrzymujesz sekretną wiadomość ukrytą przez Offred w łazience. Czy tego typu kobiece wsparcie zobaczymy w sezonie drugim?

Tak. Kobieca solidarność to bardzo mocny, wyrazisty motyw w drugim sezonie „Opowieści podręcznej”. Nie chcę zdradzać zbyt wielu detali, ale pewne granice będą się zacierać. Rita nie będzie już tylko biernie wykonywać swoich zajęć, będą się tworzyć pewne relacje. I będą to bardzo interesujące kobiece relacje.

Serial „Opowieść podręcznej” stała się pewnego rodzaju symbolem. Elementem kulturowej i politycznej dyskusji. Jak Ty sama odbierasz ten temat?

To błogosławieństwo i także niespodzianka. W zasadzie tworząc serial od podstaw nie spodziewasz się, że będzie on częścią ruchu społecznego czy może się przyczynić do zmian politycznych. Książkę miałam w rękach już jako nastolatka. Napisałam o niej pracę, żeby dostać się na uniwersytet, skupiając się na bohaterce, którą przyszło mi grać. „Opowieść podręcznej” zawsze była dla mnie symbolem feminizmu. Oraz historią kobiecych relacji i równości, w bardzo ciężkich i nietypowych okolicznościach.

Czuję, że serial otworzył pewną dyskusję i napędził dialog w globalnym wymiarze. To przywilej. Czasem jest to dość przerażające, ponieważ na naszych barkach spoczywa spora odpowiedzialność za ukierunkowanie tej dyskusji. Nie chcesz nikogo obrazić. Chcesz, żeby ten dialog szedł w dobrą stronę i był pozytywny. Na przeciętnym serialu telewizyjnym nie ma takiego nacisku.

Czujesz, że ten serial faktycznie pomaga zmienić rzeczywistość? I jeśli tak, to w jaki konkretny sposób?

Nie wiem czy zmienia, ale czuję, że pomaga rozmawiać. Daje ludziom pozwolenie na otwarte mówienie o równości, o tym, czym jest kobiece ciało etc. Czuję, że ludzie mogą czytać tę historię jako ostrzeżenie i widzą, że istnieje zagrożenie w naszych własnych społeczeństwach, że możemy iść w stronę takiej Republiki Gilead. To taka baśń, z której można wyciągnąć wnioski. Kiedy widzisz na ekranie jak może wyglądać twój świat w przyszłości, jak wygląda dramat nierówności płci – musisz o tym rozmawiać.

Czy inspirację dla swojej postaci w „Opowieści” czerpiesz więc z prawdziwego życia?

Tak, każdego dnia. Podam ci przykład. Nie mogę przytoczyć tutaj, w której konkretnie scenie, bo wszystko popsuję spoilerem, ale ostatnio oglądałam Czarną Panterę. Nagrałam iPhonem sposób wchodzenia ludzi do kina, rozmowy widzów przed seansem i tuż po nim. Chciałam przyjrzeć się z bliska takim interakcjom, wyczuć nastroje osób o różnym kolorze skóry. I właśnie taką fizyczność widzę w Ricie, takie inspiracje czerpię.

Macierzyństwo to kolejny duży temat w drugim sezonie „Opowieści podręcznej”. Myślę, że June ma ogromny problem z urodzeniem dziecka w tak okropnym świecie, jakim jest Republika Gilead. To z kolei prowokuje do refleksji nad światem, w którym sami żyjemy i nad tym, czy powinniśmy się dwa razy zastanowić zanim poczniemy dziecko w takiej rzeczywistości. Co o tym sądzisz?

To bardzo ważne i bardzo dobre pytanie. Moja odpowiedź – naprawdę sądzę, że ludzkość zawsze przetrwa. Całe wcześniejsze pokolenia mogą to potwierdzić. Dla przykładu – moi dziadkowie mogli mieć opory przed posiadaniem dzieci w czasie wojny i w mrocznych czasach rasizmu w Stanach.

Każdy zadaje sobie to pytanie: na co narażamy swoje dzieci? Myślę, że jeśli zadajesz sobie takie pytania, chcesz dla swoich dzieci wszystkiego co najlepsze, chcesz dla nich lepszego życia. Jeśli będziesz mieć szczęście, nauczysz je jak przetrwać w dzisiejszym świecie. Republika Gilead to bardzo dziwne, zupełnie odrealnione miejsce. W tym sezonie wiele kobiet bohaterek zda sobie sprawę, że Gilead to po prostu niebezpieczeństwo. Tym co je połączy, jest idea, że razem, wspólnymi siłami mogą ochronić kolejne pokolenie. Położą na szali wszystko, żeby ochronić swoje dziecko i mieć pewność, że zapewniły mu wszystko co możliwie najlepsze.

„Opowieść podręcznej” jest bardzo bezpośrednim serialem, ale wszystko, co do tej pory powiedziałaś o kolejnym sezonie sprawia, że bądź co bądź może to być pozytywna historia. Za wszystkim stoi bowiem siła kobiet i mocne feministyczne relacje. Tak właśnie sama odbierasz tę produkcję?

Tak, zawsze ją tak odbierałam. Zawsze czytałam ją jako love story między kobietami, zawsze. To mądra opowieść o tym, jak będąc razem, pracując razem, możemy przetrwać najgorsze okoliczności. Jak wielką siłę posiadają kobiety. W rodzeniu dzieci, poruszaniu się w męskim świecie, w naszych relacjach. Uważam, że kobiety to naprawdę niezwykłe stworzenia.

Drugi sezon "Opowieści podręcznej" można oglądać na Showmax.