Wolałeś pozostać anonimowy w tym artykule. Dlaczego?

Adrian: Po pierwsze ze strachu – nie jestem gotowy na to, aby otrzymywać wiadomości z pogróżkami od obcych ludzi, którzy żywią nienawiść do osób LGBT. Po drugie, z troski o moich rodziców, o babcię, o młodszego brata. Oni o mnie wiedzą, szanują mnie, poznali nawet mojego partnera i to mi daje dużo szczęścia. Jednak żyją w małym miasteczku i nie chcę żeby stali się ofiarami plotek lub co gorsza, agresji ze strony sąsiadów, Kościoła czy dalszej rodziny.

Mimo to podjąłeś odważną decyzję o publicznym coming oucie w Twojej pracy. Co skłoniło Cię do napisania listu do wszystkich pracowników w Twojej firmie?

Adrian: Ostatecznym impulsem do działania były żarty kolegów i koleżanek z pracy. Nie były one wymierzone we mnie, ale i tak czułem się nimi dotknięty. To oczywiście była iskra, bo frustracja narastała przez wiele lat. Słyszałem w firmie osoby mówiące o „pedałach”, żarty o „kontaktach męsko-męskich”. Postanowiłem się ujawnić, żeby uwrażliwić współpracowników na to, że to, co mówią, może ranić kogoś w ich otoczeniu, kogoś, kogo znają i szanują. Na publikację listu miała również wpływ ostra kampania prezydencka Andrzeja Dudy i nagonka na osoby LGBT w mediach publicznych – chciałem udowodnić, że obraz prezentowany w TVP ma się nijak do tego jak wyglądają osoby LGBT, jakie mają wartości, że to jest ktoś z ich otoczenia, a nie tylko ktoś zza szkła telewizora przedstawiony w jak najgorszym świetle, pokazany jako zboczenie czy fetyszysta.. Mam po prostu dość siedzenia cicho i przyjmowania tych wszystkich negatywnych komunikatów.

Drogie koleżanki i koledzy,
Nie chciałem tego "załatwiać" w ten sposób, ale chyba przyszedł na to czas. Pracuję tu już 2.5 roku i chciałbym coś zmienić, żeby ludziom takim jak ja pracowało się lepiej. Być może niektórzy z Was uważają, że powinienem to przemilczeć, ale w ten sposób nic się nie zmieni.
Jestem gejem. Pewnie dla większości z Was może to być zaskoczenie, może niektórzy z Was będą mnie omijać szerokim łukiem, ale wolę to niż po raz kolejny przemilczenie "niepoprawnego politycznie" żartu na temat osób homoseksualnych. [...] 
Taki się urodziłem, nie mam na to wpływu, nie chciałbym żeby było to obiektem żartów w naszej firmie. W ostatnim czasie nasłuchałem się sporo o sobie w mediach publicznych, że nie jestem człowiekiem, miałem okazję słyszeć też busa jeżdżącego po Warszawie z hasłami anty-LGBT, daje się przyzwolenie na taki język w mediach i ludzie zaczynają to traktować jako chleb powszedni. Jakbym mógł zostać osobą "normalną" (bo tak się nazywa osoby heteroseksualne), z chęcią bym się zamienił, bo życie w takim kraju jak Polska nie jest łatwe.
Nie chciałbym też żebyście myśleli, że czuję do Was urazę czy żebyście musieli mnie przepraszać, bo wierzę, że nie robiliście tego przeciwko komuś :) Liczę na Waszą empatię i że po prostu następnym razem pomyślicie o kimś takim jak ja i wtedy ten żart nie wyda wam się już aż tak zabawny.
Chciałbym żeby nasza  firma była tolerancyjna, gdzie się wzajemnie szanujemy i gdzie osoby LGBT mogą czuć się bezpiecznie. Mam nadzieję, że jak już mnie poznaliście to inaczej będziecie patrzeć na te obrazy pokazywane w mediach i zobaczycie, że LGBT to też ludzie, którzy z Wami na co dzień pracują. Liczę na wyrozumiałość w tym temacie. Dziękuję. (fragmenty maila)

To na pewno nie była łatwa decyzja, ale pewnie emocje po wysłaniu maila sięgały zenitu. Z jakimi reakcjami po jego wysłaniu się spotkałeś?

Adrian: To były bardzo pozytywne reakcje. Odezwało się do mnie prywatnie kilka osób - gratulowali odwagi. Kilka osób mnie nawet przeprosiło. Inni zapewniali, że to nic nie zmienia w naszych przyszłych kontaktach. Dostałem również wsparcie od prezesa firmy. Wyraził nadzieję, że będę czuł się w firmie bezpiecznie. Zostało również opublikowane oświadczenie firmy, w którym podkreślono, że „szacunek do drugiego człowieka” jest jedną z naszych głównych wartości. To było bardzo miłe, mam wielkie szczęście, że pracuję w takiej firmie. Mam też nadzieję, że nie tylko mi będzie dzięki temu łatwiej, ale też innym obecnym i przyszłym pracownikom LGBT w mojej firmie. Jestem z siebie dumny!

A jakie uczucia towarzyszyły ci, gdy po raz pierwszy uświadomiłeś sobie, że jesteś odmiennej orientacji?

Adrian: Pierwszy raz poczułem to, gdy miałem ok. 10 lat. Nie byłem świadomy co to jest, nie znałem przecież pojęcia „homoseksualizm”. Była to dziwna fascynacja mężczyznami. Dojrzewało to we mnie przez wiele lat. Bałem się tej myśli i oszukiwałem się do tego stopnia, że w gimnazjum nawet umówiłem się na dwie randki z dziewczynami. W liceum byłem już pewien, że nie czuję pociągu do kobiet, że dziwnie mi się rozmawia z kolegami o tym, która „laska” jest ładna. Ta świadomość była dla mnie bardzo trudna – najgorsze było ciągłe oszukiwanie rodziców i bliskich, kłamanie im prosto w oczy, wymijające odpowiedzi o dziewczyny. Czułem się w tym czasie bardzo samotny.

ZOBACZ TEŻ: Tokarczuk, Almodóvar, Guadagnino i cały świat kultury wzywa Komisję Europejską do obrony osób LGBT w Polsce

Komu zdecydowałeś się zwierzyć po raz pierwszy?

Adrian: Pierwszymi, z którymi o tym rozmawiałem, były obce osoby w Internecie, ludzie tacy jak ja, zrozumiałem, że nie jestem sam. Tak poznałem swojego przyjaciela, z którym utrzymuję kontakt do dziś. Potem zwierzyłem się znajomemu w klasie maturalnej. Poszliśmy na wódkę, upiliśmy się i coś we mnie pękło, powiedziałem mu, że jestem „inny” i rozpłakałem się. Jego reakcja bardzo mnie zaskoczyła – przytulił mnie i powiedział, że po maturze ułożę sobie życie w Warszawie, że tam będzie mi łatwiej. Dziś nie mamy kontaktu, ale jestem mu bardzo wdzięczny za tamte słowa.

A czyjej opinii bałeś się najbardziej?

Adrian: Oczywiście, że rodziców. To ich akceptacji najbardziej potrzebujemy. Dlatego tę rozmowę w swojej głowie wałkowałem przez jakieś 12 lat i dopiero, kiedy skończyłem studia i miałem stabilną pracę zdecydowałem się na ten krok. Wcześniej bałem się, że zostanę bez środków do życia, bo słyszałem o takich historiach nawet wśród moich znajomych. Miałem gorsze dni, mój związek się nie układał, potrzebowałem wsparcia bliskich. Coming out-u dokonałem przez Skype. Posadziłem moich rodziców przed kamerką i powiedziałem, że nie będę miał żony, że prawdopodobnie nie będę miał dzieci. Mój tata od razu to zaakceptował, zapewnił, że kocha mnie bez względu na wszystko. Mama potrzebowała więcej czasu, prawdopodobnie ze względu na to, co słyszała w kościele. Bardzo to przeżyła – domyślam się, że zburzyłem jej wszystkie marzenia o cudownej synowej, pięknym ślubie czy wielu wnukach (na szczęście mają jeszcze drugiego syna). Przez pewien czas nie poruszałem tematu, dałem jej się z tym oswoić.  Sam przecież potrzebowałem wielu lat, żeby siebie zaakceptować. Teraz mamy świetne relacje. Rozmawiamy swobodnie, rodzice pytają o mojego partnera. To uwalniające uczucie, gdy nie muszę już udawać, że jestem u koleżanki, skończyły się też świąteczne życzenia, żebym znalazł sobie dziewczynę. Są ze mnie dumni, kochają mnie i wspierają, a ja im za to bardzo dziękuję.

A znajomi?

Adrian: Mam najlepszych przyjaciół na świecie! Akceptują mnie, szanują, poznawali moich partnerów, jeździmy razem na wakacje. W takim środowisku można czuć się bezpiecznie, być szczęśliwym i wdzięcznym, że pomogli mi w drodze do samoakceptacji, wspierali mnie, wysłuchiwali. Miałem okazję być świadkiem na ślubie mojego przyjaciela, który odbywał się w północno-wschodniej Polsce. Nie chciałem po raz kolejny zapraszać koleżanki jako osoby towarzyszącej – poszedłem tam razem z moim partnerem. Reakcje gości były bardzo pozytywne. No i ta ostatnia reakcja, w mojej firmie – to daje otuchę. Oczywiście jest w najbliższych strach o mnie, obawa, że ktoś mnie zaatakuje. Widzą tę aktualną nagonkę na osoby LGBT.

Przekonałeś się kiedyś o tych niebezpieczeństwach na własnej skórze?

Adrian: Kiedyś jechaliśmy z chłopakiem rowerami przez Warszawę i jakiś „dresik” krzyknął do nas „pedały”. Zabolało, chociaż to tylko słowa. Najgorzej wspominam firmę, gdzie w jednym pokoju siedziałem z 5 homofobami  - żarty o osobach homoseksualnych czy teksty w stylu „gdybym był z gejem w jednym pomieszczeniu to nie wiem, co bym mu zrobił”, „homoseksualizm to tylko moda, to niezgodne z naturą” albo wyśmiewanie się z chłopaka, który przyszedł na rekrutację, że na pewno był „ciepły”, to była codzienność. Raz, chyba przez tłumiony w sobie lęk, zrobiło mi się słabo, widziałem mroczki, zabrało mnie pogotowie. Na szczęście stres minął, zrobiono mi badania i to nie było nic poważnego. Ciało zaczęło dawać mi sygnały, że nie jest to dla mnie dobre miejsce. Wytrzymałem tam prawie rok, nie miałem odwagi się przeciwstawić – uciekłem stamtąd.

Czy teraz zawsze już będziesz mówić o sobie otwarcie: w pracy, w nowym gronie znajomych?

Adrian: Raczej nie, podchodzę do tego z lekką rezerwą. Wciąż mam w sobie lęk. Chciałbym, żeby na początku znajomości można mnie było poznać przez pryzmat tego, jakim jestem człowiekiem, a nie jakiej jestem orientacji – bez uprzedzeń.

Co w ogóle myślisz o coming out-ach? Czy według Ciebie to potrzebne gesty czy jak sądzą niektórzy „niepotrzebna manifestacja”?

Adrian: Myślę, że coming out-y są potrzebne. Ukrywanie się całe życie przed rodziną, przed znajomymi nie zmieni naszego społeczeństwa. Kiedy najbliżsi są świadomi, że to ich syn, córka, przyjaciel, sąsiad czy współpracownik, nabiera to dla nich znaczenia osobistego, inaczej odbierają komunikaty przekazywane w mediach czy reagują w rozmowach, gdy ktoś mówi coś przykrego na temat osób, które znają. Mogą też zmienić zdanie w sprawie związków partnerskich, ponieważ zacznie zależeć im na szczęściu bliskiej osoby.

Jak wygląda codzienność par homoseksualnych w Polsce? Czy pozwalacie sobie na jakieś czułości w miejscach publicznych bez lęku o zaczepki?

Adrian: Oglądamy seriale siedząc na kanapie, chodzimy na spacery, kłócimy się, sprzątamy, gotujemy, robimy zakupy, spotykamy się ze znajomymi - czyli tak, jak większość młodych par w Polsce. Przynajmniej w zaciszu domowym - w miejscach publicznych jest inaczej – stresujemy się, musimy uważać, myśleć o tym, żeby w tramwaju za głośno nie powiedzieć „kochanie”. Raczej nie okazujemy sobie czułości, jedynie tam, gdzie czujemy się bezpiecznie, czyli w mieszkaniach znajomych, na imprezach, w mniejszym gronie. W kinie, restauracjach czy barach jesteśmy ostrożniejsi – chwycimy się za rękę pod stołem, dotkniemy kolanami – na tyle sobie pozwalamy. Zdarzyło się nam pocałować na koncercie czy się przytulić, ale z tyłu głowy jest gdzieś strach, że mogłoby to spotkać się z agresją. Jeśli jakaś osoba heteroseksualna to czyta, chciałbym żeby doceniła to, że nie musi myśleć o tym na co dzień, że może chwycić partnera czy partnerkę za rękę, a nawet pocałować!

ZOBACZ TEŻ: "Boję się, że nie doczekam dnia swojego ślubu"

Sytuacja osób LGBT żyjących w dużych miastach, pracujących w dużych firmach, korporacjach, przedstawia się jednak znacznie lepiej niż tych, żyjących na prowincjach.

Adrian: Zdecydowanie tak. Sam spędziłem 19 lat w małym miasteczku, gdzie o osobach homoseksualnych słyszało się tylko z serialu „Magda M.”, a przecież w moim mieście takie osoby też były, tylko był to temat tabu, coś wstydliwego. Na prowincji wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, plotkuje się, wytyka palcami. Utrudnione życie mają nie tylko osoby LGBT, ale też rozwodnicy, ateiści, osoby o innym kolorze skóry czy innej narodowości. W dużych miastach można żyć swoim życiem - jest się anonimowym. W dużych korporacjach wprowadzona jest np. polityka dot. tolerancji, nie ma przyzwolenia na homofobię. Dzięki temu pracownicy czują się bezpieczniej, bo wszelkie przejawy nienawiści są tłumione z szacunku do drugiej osoby. To też kwestia edukacji i mentalności.

Czego w obecnej sytuacji politycznej i narastającej nagonki w kraju, boisz się najbardziej?

Adrian: Najbardziej boję się przyzwolenia na nienawiść, braku reakcji policji, rządu czy wymiaru sprawiedliwości na komunikaty z cyklu „pedały do gazu”, „samobójstwa osób LGBT są OK”, „homoseksualizm=pedofilia”. Jeśli ktoś nie jest świadomy wymiaru tego problemu, polecam profil „Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych”, gdzie codziennie publikowane są publiczne wpisy zwykłych ludzi w mediach społecznościowych. Boję się, że finalnie ta agresja przestanie być tylko słowna i zaczną się napaści na osoby LGBT, najścia na ich mieszkania i aresztowania za propagowanie „ideologii”. W sumie to już się dzieje.

Niestety słowa pogardy i nienawiści padają już nie tylko z ust anonimowych internautów, ale też osób publicznych, polityków. Co myślisz o strefach wolnych od LGBT, słowach polityków takich jak te: „że LGBT to nie ludzie, a ideologia” (Andrzej Duda), „cała Polska powinna być wolna od LGBT” (wiceminister Kowalski), „Ideologia LGBT pochodzi z tego samego korzenia, co narodowy socjalizm hitlerowski”(poseł Czarnek)?

Adrian: To bardzo przykre i raniące. Najbardziej frustruje mnie, że po tych wypowiedziach najczęściej pada, „ale przecież my szanujemy gejów”. Powstaje z tego sprzeczny komunikat, z jednej strony pełen nienawiści, a z drugiej: „przecież nie mówimy nic złego, jesteśmy wyrozumiali”. Każdy więc może wybrać sobie tę część, z którą się identyfikuje, jednocześnie nie odczuwając żadnych wyrzutów sumienia i to za zgodą Kościoła. Z tego co wiem, autorzy tych słów, to często praktykujący katolicy, którzy powinni wyznawać nauki Jezusa, a w tych słowach nie ma krzty miłości do bliźniego, nie ma zrozumienia, nie ma szacunku – jest tylko nienawiść. Swoją drogą, w książce Frédérica Martela „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie” pokazana jest zależność, że im ktoś jest bardziej homofobiczny, tym ma większe skłonności homoseksualne albo nawet ukrywa, że żyje w homoseksualnym związku. Być może podobna zależność jest wśród polskich polityków?

Ostatnio uwaga tych ostatnich skoncentrowała się szczególnie na tęczowej fladze. Co ona dla Ciebie oznacza?

Adrian: Tęczowa flaga symbolizuje dla mnie przede wszystkim „szacunek”, „równość” oraz „wolność”. Chciałbym, żeby ludzie, którzy ją zrywają, niszczą i palą, zrozumieli, jakie wartości prezentuje, że to nie jest nic strasznego, że osoby LGBT są w ich społecznościach, że chcą tego samego, co oni: miłości, szacunku, a przede wszystkim, że też są Polakami.