Pochodzisz z małej miejscowości. Jak to jest być gejem na prowincji?

Oskar: W małych miastach na „takie” tematy się nie rozmawia. By przedstawić poziom edukacji, wystarczy, że przywołam wspomnienie lekcji PDŻ w podstawówce, gdzie nauczycielka opowiadała nam, że nie należy się myć codziennie, bo grozi to przeziębieniem. Tak więc przez długi czas nie miałem pojęcia, że w ogóle jest coś takiego jak homoseksualizm. Od kiedy tylko pamiętam, wiedziałem za to, że jestem inny, ale nie wiedziałem co to znaczy. Później, jak już byłem bardziej świadomy i wyedukowany, to niestety musiałem się ukrywać. Spotykałem się z dziewczynami, aby ludzie nie gadali.

Twój pierwszy coming out był bolesny?

Oskar: Zdecydowanie tak. Po raz pierwszy powiedziałem o tym, kim jestem, mojej ówczesnej przyjaciółce… która właśnie wyznała mi miłość. Była w niezłym szoku. Widocznie dobrze się ukrywałem – robiłem to po to, by przypadkiem nie dowiedział się o mnie nikt z mojej rodziny.

To ich opinii bałeś się najbardziej?

Oskar: Tak, dlatego chciałem jak najszybciej wyprowadzić się z domu do dużego miasta, aby móc w końcu odetchnąć pełną piersią - żyć i robić to, na co mam ochotę.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez @oskar.kacprzak Sie 28, 2019 o 6:48 PDT

Ale rozumiem, że w końcu im powiedziałeś sam? Jak zareagowała twoja rodzina, znajomi?

Oskar: To były różne i bardzo skrajne reakcje. Najwięcej wsparcia dostałem jednak od tych, od których się tego zupełnie nie spodziewałem. Mój ojczym i dziadek zareagowali chyba najlepiej ze wszystkich. Mama się popłakała, ale nie z tego powodu, że jestem gejem, ale z obawy, że mogę zostać skrzywdzony. Boi się, że zostanę pobity, zwyzywany. W szczególności, że to ciągnie się od szkoły, gdzie na korytarzach wyzywano mnie od „pedałów” i „pedziów”.

Już wtedy, nie zaalarmowało to Twojej rodziny?

Oskar: Pamiętam, że moja babcia zaproponowała kiedyś mojej mamie, aby ta wysłała mnie na leczenie, bo z pewnością są na to jakieś tabletki.

ZOBACZ TEŻ:  "Jestem gejem. Niektórzy będą mnie omijać szerokim łukiem, ale wolę to niż milczenie"

Czy ktokolwiek próbował zrozumieć, stanąć po twojej stronie?

Oskar: Wyzwiska, przemoc, wyśmiewanie to była moja codzienność w podstawówce, gimnazjum. Ale to w liceum było chyba najgorzej. Chodziłem do zespołu szkół, w którym były klasy o profilach rolniczych. Do tej szkoły przyjeżdżali uczniowie z okolicznych wsi. Dla nich każdy, kto się wyróżniał był celem do ataku. Trzeba było go obrzucić wyzwiskami, pchnąć lub opluć. Pamiętam taką historię, że kiedyś, ktoś rozrzucił po klasie kartki z napisem: „Oskar to pedał”. Zgłosiłem to wychowawczyni, a ona odparła, że to moja wina bo ich prowokuje. Aby wejść do szkoły musiałem przejść ulicą, która szła wzdłuż pola, na którym pracowali przy wykopkach uczniowie. Gdy mnie zobaczyli zaczęli we mnie rzucać burakami i ziemniakami. Zostałem też dwa razy pobity w Łodzi, w której mieszkałem przez 5 lat.

Bierność, zwłaszcza dorosłych, na tego typu zachowania, to chyba największy grzech. W tym przypadku słowa bolą niemal tak samo jak przemoc fizyczna. Jakie określenia używane wobec osób LGBT bolą cię najbardziej?

Oskar: Zdecydowanie „pedofil”. Niektórzy ludzie, przez ogromne braki w edukacji łączą albo nie odróżniają jednego od drugiego. Odbieranie człowieczeństwa, jak w przypadku ostatnich słów najważniejszych w Polsce urzędników, też nie jest niczym przyjemnym. Ja miałem to szczęście, że od najmłodszych lat najbliżsi umacniali moje poczucie wartości i dodawali siły, by nie przejmować się opiniami innych. Dzięki temu przetrwałem wszystkie najgorsze momenty, do których zaliczam zwłaszcza okres szkolny. Niestety nie wszystkie dzieciaki mają tyle szczęścia i bardzo często popadają w depresje lub popełniają samobójstwa. To bardzo duży i złożony problem. Ostanie zachowania polityków, którzy mianowali LGBT naczelnym wrogiem polskości i dali przyzwolenie na agresje wobec nas pogorszą tylko tę sytuacje.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez @oskar.kacprzak Cze 2, 2020 o 10:58 PDT

Jak w idealnym świecie chciałbyś być traktowany?

Oskar: Mi wystarczy tylko to i może aż to, by nikt nie traktował mnie inaczej. Bycie homo czy hetero to nie powód ani do smutku ani do radości. Ani nikogo się nie powinno za to karać ani nagradzać. Nie lubię używać tego słowa ale to powinno być N-O-R-M-A-L-N-E.

Czy oficjalnie – w pracy, wśród nowych znajomych mówisz o sobie otwarcie?

Oskar: Na całe szczęście stworzyłem własne miejsce na tym świecie – otworzyłem agencję, White Noise, która reprezentuje młodych i zdolnych twórców, ale również współtworzy eventy, sesje zdjęciowe oraz zajmuje się PR  marek modowych i lifestylowych. Wszyscy, z którymi mam styczność nie zwracają uwagi na to, jakiej ktoś jest orientacji czy jaki ma kolor skóry. W moim zespole mam samych zdolnych, utalentowanych i tolerancyjnych ludzi. U nas liczy się właśnie inność i oryginalność – to, co każdy powinien w sobie i w innych pielęgnować.

ZOBACZ TEŻ: Tokarczuk, Almodóvar, Guadagnino i cały świat kultury wzywa Komisję Europejską do obrony osób LGBT w Polsce

Czy uważasz, że osobom LGBT żyje się łatwiej w miastach, pracując w dużych korporacjach niż na prowincjach?

Oskar: Kiedyś pracowałem w jednej w największych firm odzieżowych w Polsce i Europie Wschodniej i tam, każdy był traktowany równo. Po 5 latach przeszedłem do mniejszej korporacji, która również zajmuje się odzieżą, ale jest z małego miasta. Przepaść jest diametralnie różna. Na całe szczęście w warszawskim zespole nie było takich problemów, ale w centrali… Słyszałem, że ktoś na zebraniu skomentował, że kolory w prezentacji są podobne do tych, z tęczy, a przecież firma nie promuje LGBT. Mimo wszystko wydaje mi się, że nie można uogólniać, bo wszędzie, czy to w dużej firmie czy w małej, zawsze znajdzie się jakaś czarna owca, która będzie karmić swoje kompleksy tego typu dyskryminującymi zachowaniami.

Jesteś w długoletnim szczęśliwym związku. Jak wygląda codzienność jednopłciowych par w Polsce?

Oskar: Życie par jednopłciowych nie jest usłane różami. Nie trzymamy się za ręce ani nie okazujemy sobie czułości w miejscach publicznych ze względu na strach przed pobiciem czy wyzwiskami. Dla mnie największym problemem są jednak tak podstawowe rzeczy jak brak dostępu do informacji medycznych w razie wypadku partnera, brak ulg podatkowych czy możliwości dziedziczenia, brak związków partnerskich itd. itd.

Czy myślisz, że coming out-y pozwolą oswoić statystycznemu Polakowi „tęczowe” osoby czy wręcz odwrotnie – prowokują i są „niepotrzebną manifestacją uczuć”?

Oskar: Nie jestem fanem coming out-ów. Samo znaczenie słowa „przyznać”, że musisz się „przyznać komuś do czegoś”, sugeruje coś złego. Czy osoby hetero zbierają rodzinę i przyznają się do tego, że są hetero? Nie mogę się doczekać dnia, w którym ujawnianie się nie będzie potrzebne, a seksualność nie będzie niczyją sprawą, jak tylko własną. Zdaję sobie jednak sprawę, że coming out-y są potrzebne, bo przybliżają temat LGBTQ+ tym, którzy prawdopodobnie nigdy nie spotkali takiej osoby. Każdy, kto mieszka w większym mieście na 100% zna osobę LGBTQ+, co najwyżej może o tym nie wiedzieć. Z racji swojej pracy znam wiele osób w show-biznesie, które się ukrywają. Przed ujawnieniem blokuje ich strach przed utratą pracy i kontraktów.

Mieszkasz w dużym mieście, pracujesz w dużej, własnej agencji skupiającej artystów i kreatywne osoby, jesteś w szczęśliwym związku. Czy mimo wszystko nadal masz jakieś obawy?

Oskar: Boje się, że dojdziemy do poziomu Rosji. Nie wyobrażam sobie, że pójdę do więzienia za to, że kocham. Boje się też, że nie będę mógł przejść się ulicą, bo będę się bał, że zostanę pobity. Nie chcę żyć w ciągłym strachu. Wydaje mi się, że 15 lat temu było lepiej niż jest teraz. 15 lat temu myślałem, że niedługo zostaną wprowadzone związki partnerskie. Teraz nie jestem pewien niczego.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez @oskar.kacprzak Mar 18, 2020 o 10:49 PDT