Po raz pierwszy spotykam Dodę na sesji zdjęciowej dla Glamour: w mocnym makijażu, na szpilkach i wieczorowej sukni. Wydaje się wyniosła i niedostępna, nie patrzy mi w oczy. Po tak kiepskim wstępie uprzedzam się jeszcze bardziej, a stereotyp wyuzdanej piosenkarki bardzo mi do niej pasuje. Myślę: „No tak, jutro czeka mnie rozmowa ze zblazowaną gwiazdą”. Na wywiad umawiamy się w modnym miejscu w centrum Warszawy, które sama wybrała. Nagle dzwoni jej agentka, że Doda bardzo prosi, bym poczekała na nią godzinę(!), bo jej pies miał wypadek i musi z nim jechać do weterynarza. Po półtorej godziny, gdy moja cierpliwość jest u kresu, wchodzi Doda. Jest zdenerwowana, zasmucona i bezbronna. Ma na sobie obcisły podkoszulek z krzykliwym srebrnym napisem, obcisłe dżinsy, szpilki i wielki biały kapelusz, za to zero makijażu. Wpatruję się przez chwilę i nie mogę uwierzyć, bo brak make-upu zmienia ją nie do poznania. Bardzo mnie przeprasza, ale jej psu wszedł kleszcz w okolice oka.
Pies krwawił. „Jeździłam od weterynarza do weterynarza, bo wszystkie lecznice były zamknięte – mówi. – Muszę coś zjeść (jest godz. 13.30 – przyp. aut.), jeszcze nie miałam nic w ustach.” Zamawia naraz: jajecznicę na szynce, dużą sałatkę z halumi, ciemne pieczywo i kawę, koniecznie ze słodzikiem.

Gdy pytam o dietę, odpowiada: „Żrę na potęgę. Ale za to nigdy po godz. 18. Tak sobie postanowiłam. Muszę dbać o linię, bo od kiedy przestałam uprawiać sport (Doda jest córką olimpijczyka i medalisty mistrzostw świata w podnoszeniu ciężarów, Pawła Rabczewskiego, trenowała lekkoatletykę, była mistrzynią województwa w biegu na 1000 i 600 m, w skoku w dal, pchnięciu kulą, zdobyła brąz w biegu na 100 m na mistrzostwach Polski – przyp. aut.) to tyłek mi rośnie.”

Na początku dziwi mnie, że – w przeciwieństwie do wielu osób – Doda nie cenzuruje się w rozmowie ze mną, używa slangu i dosadnych określeń. Cenię to. Po kilku pytaniach o jej rozpadające się małżeństwo z piłkarzem Radkiem Majdanem do restauracji wchodzi on we własnej osobie i siada opodal. Zamieram. Myślę: „No to już po wywiadzie”. Ale Doda odpowiada, patrząc na niego ze złością: „No co ty? On nic nie słyszy, a poza tym przecież wie, co ja o nim myślę”. I na głos mówi: „No więc, gdy poznałam Tommie’ego Lee...”.

Porzebne ci oczyszczenie jak w piosence "Katharsis"?

DODA: Kiedyś napisałam list do swojego męża o tym, co mnie boli, jak się z tym wszystkim czuję. Miałam wtedy jazdę na te wszystkie psychologiczne książki, głupoty w stylu „Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus”. On nigdy go ode mnie nie dostał, ale powstała ta piosenka. Po tym, gdy podjęłam decyzję, że chcę się z nim rozwieść, teraz lepiej się z nim dogaduję jako znajoma. Bo nasze wtedy problemy tak narosły, a powód rozstania był tak okrutny... Zmieniłam stosunek o 360 stopni. Zaczęłam podchodzić do niego z dystansem, luzem, teraz jestem w stanie się z nim kumplować.

Po tym, gdy cię zdradził, powiedziałaś, że facetowi należy się druga szansa, ale już z inną. Nie ma w tobie litości?

DODA: Facetowi nie, ale człowiekowi tak. Z Radkiem można góry przenosić. Jest fajny, wesoły, tym zauroczył mnie kilka lat temu. To najbliższy mi człowiek, kiedyś bym życie za niego oddała, ale między nami już nigdy nie będzie uczucia, intymnego związku. Limit mojej głupoty został wyczerpany. Chociaż on myśli inaczej. Każdy ma takie sytuacje, że może zdradzić. Ja mam takie dziesięć razy dziennie.

Taaak?

DODA: No pewnie. No oczywiście, jeśli się kogoś kocha, to już się nie korzysta z takich sytuacji. Wiadomo, że faceci zamieniają się głowami i myślą tą mniejszą. To był taki cios, taki ból: mam 23 lata, może gdybym była starsza, patrzyłabym na to z większym dystansem. To był dla mnie idealny związek, z bajki. Dostałam jak nożem! Jestem Wodnikiem, nie umiem się rozstawać w kłótni. Nie umiem go wyrzucić, nie potrafię na siłę być chamką. Radek czasem śpi u mnie, pomaga mi w domowych czynnościach, które z racji obowiązków przytłaczają mnie na maksa.

Jakoś nie chce mi się wierzyć, że się widzicie i nic...

DODA: Pytasz o to, czy się bzykamy? (Doda spoglądając na Radka, wzdraga się – przy. aut.). Nasze rozstanie to była masakra. Po prostu próbujemy to teraz unormować. Jest rozwód, za miesiąc wszyscy się przekonają, że nie ma to nic wspólnego z jakimś chorym ruchem marketingowym. Nie będę robić nic, by coś komuś udowadniać. Wolę mieć peace, freedom, love.

To prawda, że dogadujesz się tylko z facetami? Nie chciałaś się wypłakać w rękaw kobiecie - przyjaciółce?

DODA: Ale ja mam przyjaciółkę. O, ile ja łez wylałam! Ile nocy nieprzespanych! Ale to już za mną.

A twój brat nie chciał lać Radka? Kim jest? Nie ma problemu z twoim wizerunkiem?

DODA: U mnie w rodzinie nikt nigdy się nie wtrąca w moje sprawy – to mnie denerwuje, drażni. Dopóki ja nie zadzwonię, jest spokój. Mój brat jest psychologiem, mieszka w Gdańsku. On jest taki intelektualista, okularki, szmery, bajery. Teraz zajmuje się bookowaniem moich koncertów i zarabia pięć razy więcej. Zawsze mieliśmy taką kosę, że to szok. Ale teraz wydorośleliśmy i podaliśmy sobie ręce. Ma córkę, Milenę. Ten dzieciak jest tak piękny! Ja nie lubię małych dzieci. Sama jestem dzieckiem. Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego ją tak uwielbiam.

Podobno chciałabyś przyfrunąć na scenę, ale nikt cię nie rozumie i nie umie realizować twoich potrzeb.

DODA: A widziałaś, jak wjechałam z 12 metrów w Sopocie na kole? Tak, oni nic nie rozumieją. Tu nie ma możliwości, by zrobić show. Albo scena nie pasuje, albo realizatorzy nie nakręcą, albo reżyser jest zdegustowany pomysłem. Jedyne wyjście to zbudować scenę pod moją koncepcję, ale to się mija z celem, bo musiałabym dopłacać pieniądze. Oglądam koncerty Britney Spears, Aguilery – mam pomysł i tylko się wkurzam. Mam zły humor, bo wiem, że takie show w Polsce jest niemożliwe. Dlatego stoję w miejscu i się nie rozwijam i nie będę się rozwijać! Każdy udaje, że to jest takie megaambitne, wyjść na scenę i bronić się muzyką. A to jest żałosne. Uwielbiam Britney Spears i nie wstydzę się tego. Środowisko rockandrollowe może mnie zlinczować. Mam to gdzieś.

Jej ogolona głowa też ci się podoba?

DODA: Mogę sobie wyobrazić, że po rozstaniu z Justinem była megasamotna. Ja też, gdy po koncertach wracam do hotelu, to odczuwam, ale ona milion razy bardziej. A poza tym, gdy oddajesz facetowi wszystko, łącznie ze swoją ekstrawagą, wizerunkiem seksbomby i rodzisz mu dzieci i po ciąży wyglądasz jak prosię, tylko po to, by on był zadowolony, bo tak naprawdę masz w dupie, jak się prezentujesz i to, że krytykuje cię cały świat, a on cię zostawia i jeszcze na tym zarabia, to ja się całkowicie z nią zgadzam i mocno trzymam za nią kciuki. Każdej lasce by odpierdoliło mniej lub bardziej.

Ciebie chyba non stop ktoś krytykuje? Twój wygląd, styl, a jednak nie chcesz stylisty.

DODA: Krytyka w ogóle do mnie nie dociera. Jestem zapatrzona w siebie na maksa. Nie lubię ciuchów, które nie podkreślają walorów kobiety. Mam ładne nogi, biust, tyłek, kiedy mam to pokazywać, jak nie teraz? Mówię: chcę seksowny strój z nutą prowokacji, nieprzekraczający granicy wyuzdania i nie ma nikogo, kto by to poczuł, zaproponował coś wystrzałowego.

A gdzie jest granica wyuzdania?

DODA: To zależy od dnia. Dziś jestem w dżinsach, chociaż myślałam pół godziny, w co się ubrać, ale gdy zobaczyłam mojego psa, włożyłam cokolwiek. Ale czasem, jak nie włożę krótkich spodenek, to się sobie po prostu nie podobam. Jak nie miałam pieniędzy, robiłam sobie takie ciuchy! Gdy teraz o tym pomyślę! W ogóle kiedyś miałam bardziej oryginalny styl, dopracowany. Pieniądze rozbestwiają. Teraz widzę zwykły czarny T-shirt z napisem Cavalli i już się podoba. Kiedyś bym nie zwróciła uwagi. Trzeba być zmobilizowanym, by robić unikatowe rzeczy.

Ty szyjesz?

DODA: Oczywiście, że tak. Moja babcia była krawcową.

Nie masz kompleksu małego miasteczka?

Nie takie małe. Kiedyś wojewódzkie. Czy ja wiem? Zawsze byłam gwiazdą w swoim mieście. Nie wypieram się, skąd pochodzę. Przeciwnie, jestem patriotyczna. Rodzice wpajali mi to od dziecka. Jak przyjechałam do Warszawy osiem lat temu i wyskoczyłam w długich, czarnych kozakach. Wiesz, stolica, ja z Ciechanowa. Włożyłam zajebistą biało-czerwono-czarną skórę i spódnicę z łańcuchami, to ludzie się taaak za mną oglądali.

Doda, może oni się oglądali, bo to był obciach?

DODA: Nie tam obciach. Później wszystkie dupy zaczęły tak chodzić ubrane.

Masz fanaberie diwy, tak jak na przykład Jennifer Lopez, która się kąpie w kozim mleku?

DODA: Co ty, w jakim mleku? Ona pewnie nawet nie wie, co to jest. Te wszystkie głupoty wymyślają spece od PR. Przed koncertem muszę mieć zajebisty pokój, gdzie nade mną nie ma imprezy, a obok płaczących dzieci. A to uważam za normalne. Zawsze są truskawki, winko, soczki fit - tylko i wyłącznie. Wszystko light. Nikt nie może ze mną rozmawiać przed koncertem, wkurzać mnie.

Wino pijesz na rozluźnienie?

DODA: Tak, piję dwie lampki przed koncertem, bo ja się na wszystkie koncerty spóźniam, więc jestem tak zestresowana! Wszystko przez niego (Doda ze złością spogląda na Radka). Bo ja się boję latać samolotem. On mnie tak nastraszył. Opowiadał o katastrofach. Więc wszędzie jeżdżę samochodem, a wiesz, jak to jest, korki itd.

Już swoim srebrnym kabrioletem? Robiłaś kurs prawa jazdy na oczach całej Polski, zdałaś za drugim podejściem.

DODA: Nie. Mama mi zabroniła jeździć sportowym samochodem. Dopiero za pół roku. Powiedziała, że nie chce się cały czas bać o mnie i denerwować w Ciechanowie. I ja się z nią zgadzam, bo ja jestem bardzo energiczna i porywcza. Póki co zafunduję sobie wolniejsze i mniejsze auto, ale lexus czeka w boksach (śmiech). Aha, i chcę powiedzieć, że to będzie biały perłowy, nie srebrny kabriolet, a to wielka różnica.

Doda, jak dolecisz do Ameryki, jeśli boisz się latać? Przecież twoim marzeniem jest międzynarodowa kariera.

DODA: Kiedyś latałam, więc jakoś dolecę. Najchętniej chciałabym, aby zawsze do swojej kabiny zapraszali mnie - jak to często robią - piloci. Wtedy oni włączają automatycznego pilota, gadamy sobie i niczego się nie boję. Tak, pojadę do USA. Ale to zależy od mojej wytwórni. Od tego, jaki znajdą na mnie pomysł, jak mnie wypromują. I tak jestem już stara na ten cały show-biznes. Ale myślę, że z nową płytą zadziałamy.

Może Tommy Lee pomoże? Jak było z tym spotkaniem?

DODA: Ale to była jazda! Niesamowita sytuacja, naprawdę. Wydawało się, że Mediolan to mekka modelek. Zajebistych dup i nikt tu na ciebie nie zwróci uwagi. A mnie na ulicy ludzie kręcili telefonami! Byłam na koncercie i przypadkowo na niego wpadłam, zauważyłam, że taaaak się odkręca, o mało nie wpadł na krawężnik. Ja zapomniałam języka angielskiego. Zawsze mi się włącza coś takiego ze stresu. Pomyślałam, co mam teraz robić? On wraca i pyta, czy może zrobić sobie ze mną zdjęcie? On! Ze mną! Może myślał, że jestem Pamelą, że będziemy coś kombinować? I pod pretekstem poprosił o mojego maila. Ale, żeby nie wyszło, że się ekscytowałam jego towarzystwem, to mówię: "Sorry jestem rockstar i muszę lecieć"

I będziesz utrzymywać z nim kontakt?

DODA: Mailujemy do siebie, nie wiem, co z tego wyniknie. Ale zobacz, jak on wygląda! Jak brudnopis. On ma na twarzy wyrysowane wszystkie narkotyki świata.

A ty jaki masz do nich stosunek?

DODA: Bardzo optymistyczny. Nie jestem przeciwna. Po imprezie zawsze można sobie coś walnąć...

Zależy co.

DODA: Spróbowałam już wszystkiego, w młodym wieku. Nic mnie nie zaskoczy. Wiem, co lubię, czego się bać, czego unikać. Miałam dobrego kolegę, który spróbował, mając trzydziestkę. Byłam świadkiem, jak upadł na dno. To nie zależy od wieku. Tylko od podejścia. Ja jestem tak pewna siebie, dowartościowana, zakochana w życiu. Gardzę uzależnieniami. Paliłam papierosy trzy lata, jak zrozumiałam, że bez nich nie funkcjonuję, od razu rzuciłam.

Jest w tobie pokora?

DODA: A co myślisz, że nie? Nie jestem skromna. Na pewno. Czy jestem pokorna? Nie chcę udawać kogoś, kim nie jestem. Uważam, że jestem zajebistą dziewczyną pod każdym względem. Każdy ma swoje wady. Jestem wybuchowa. Jestem choleryczką. Ale przecież ja śpiewam rocka! Nie mogę być ślamazarna. Muszę być pobudzona cały czas.

Co cię pobudza?

DODA: Wszystko. Jestem z rodziny sportowców. Jak biegałam na 100 m, to musiałam być zmobilizowana od razu. Nie mogłam się po prostu rozkręcać. Przed koncertem jestem tak zdecydowana, zdeterminowana, że nic nie jest w stanie mnie pokonać.

Nowa płyta, rozwód. Nowy etap w życiu. Jak je sobie teraz wyobrażasz?

DODA: Chcę kupić nowe mieszkanie. Takie, gdzie oni mi nigdzie na pewno nie wejdą. Teraz z aparatami wiszą mi na drzewach. Nie mogę nawet wyjść z psem. Z Radkiem będę się przyjaźnić. Czekam na nową miłość z utęsknieniem.

No tak, ale jaka ona ma być?

DODA: Nie potrafię być z normalnym facetem. Jestem pokręcona jak "Lato z radiem". U mnie musi być telenowela, uniesienie. Do trzydziestki skorzystam. Teraz wolę się spotykać z osobami, z którymi nie powinnam się spotykać. Jak już powiedziałam, czekam na wielką miłość. A jaka ona będzie, to nie będę jej rozpatrywać pod kątem, czy on będzie do życia, czy nie. Tylko będę brała, co mi życie daje.

A co z instytucją małżeństwa?

DODA: O Jezu! (śmiech) Przecież chyba wychodzimy za mąż po to, by się rozwieść i... znowu wyjść za mąż. Ja teraz jestem zainteresowana tylko facetami z przedziału powietrza. Oraz przedział ogień, czyli: Baran, Strzelec oraz Wodnik, Bliźniak, Lew i Waga.

Przed poznaniem kogoś będziesz pytać o znak zodiaku?

DODA: Zawsze pytam. A ty jaki jesteś?

Bliźniak.

DODA: No tak, to przedział powietrza, jak ja. Charakteryzujemy się błyskotliwością, lotnością umysłu. Jesteśmy geniuszami, nasze znaki zmieniły świat.

A jeśli ktoś nie jest w twoim przedziale zodiakalnym, to w ogóle z nim gadasz?

DODA: Nie, no gadam, gadam... A nawet wychodzę za mąż! (Doda spogląda na Radka. I nagle wszyscy w knajpie przerywają wszelkie czynności, bo jedynym, co świdruje i dźwięczy i trwa w nieskończoność, jest jej charakterystyczny perlisty śmiech!).

Fotografia: MATEUSZ STANKIEWICZ.
Stylizacja: Gisele Mobella.
Makijaż: Iza Wójcik/Metaluna.
Fryzury: Piotr Wasiński.
Scenografia: Magda Araszkiewicz

Sylwetka gwiazdy : Doda Dorota Rabczewska