Karolina i Marek. Mieszkają w jej trzech pokojach wartych pięćset tysięcy. Chcą kupić większe lokum: za siedemset. Umówili się, że ona sprzeda to, w którym mieszkają, a on ma wziąć dwieście tysięcy kredytu (bo nie ma czego sprzedać). Już mają iść do banku, gdy on nagle mówi: „Zastanowiłem się, nie wezmę kredytu. To niesprawiedliwe, że tylko ja będę go spłacał. Powinniśmy się tym kredytem podzielić po połowie”.

Mężczyzna Bez Winy i Wstydu

Na jakim podłożu wyrasta Mężczyzna Bez Winy i Wstydu? Kto go hoduje, pielęgnuje, podlewa?

Mężczyźni Bez Winy i Wstydu rosną w Rozpieszczalniach Tulipanów, najczęściej w domach z deficytami, a potem w związkach z kobietami, które nie potrafią wyznaczyć granic. W domach rodzinnych MBWiW raczej nie było ojca. Lub bywał, lecz rzadko. Mężczyzna mógł być też wychowywany przez samotną matkę. W taki oto sposób rośnie grupa facetów, którzy lepiej radzą sobie z komputerem niż z kobietą. Zaczęło się to na tyle dawno, że chłopcy dorośli – metrykalnie – i mają teraz ponad trzydzieści lat. Emocjonalnie zdarza im się utknąć na etapie izolującego się nastolatka. Nie ma się czemu dziwić: trudno wypracować sobie niezależność, gdy nie ma ojcowskiego wsparcia. Jeszcze gorsze skutki przynosi obserwowanie ojca, który jest bezradny, całkowicie zdominowany przez żonę. Trudno wtedy nie dać się przytłoczyć przez matkę chcącą nadmierną czułością zrekompensować synowi rozpad rodziny.

Od razu mam przed oczami film The Wall i piosenkę Mother – choć z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, to jak najbardziej na czasie.

Doskonały przykład. Pan Waters chyba dobrze wiedział, o czym śpiewa. Bywa też tak, że matka nie może znaleźć partnera i stawia w tej pozycji własnego syna. To się dzieje nieświadomie i automatycznie, a często kończy tym, że ona puka do zamkniętych drzwi, za którymi jej syn, ze słuchawkami na uszach, zanurza się w wirtualnym autystycznym świecie wypełnionym głównie seksem i agresją.

To jedyny bunt, na jaki go stać. Profesor Philip Zimbardo twierdzi, że młodzi mężczyźni tylko przed ekranem komputera czują się wolni.

Rynek rozrywki i pornografii znakomicie wyczuwa, na co jest popyt. Oferta dla takich nowych pustelników staje się coraz bardziej atrakcyjna, coraz lepiej konsumuje libido, które w innych okolicznościach służyłoby wywalczeniu niezależności i znalezieniu partnerki. Wirtualny świat dogania (a czasem przegania) rzeczywistość. Możemy spokojnie mówić o złotym wieku masturbacji.

I dlatego nagle wszyscy się dziwią, że milenialsi nie uprawiają seksu tak często, jak ich starsi koledzy i koleżanki.

Część tych mężczyzn wchodzi w związki, w których bardzo szybko historia z pukaniem do drzwi się powtarza – kobiety w końcu z nich rezygnują. Część w ogóle nie wchodzi w związki. U kobiet ten komputerowy patent na samotność raczej się nie sprawdza, więc rynek wolnych osób po trzydziestce wygląda dla nich bardzo niekorzystnie. Mężczyzna „na rynku wtórnym” staje się przez to towarem limitowanym albo wybrakowanym, co powoduje, że trzeba o niego walczyć, między innymi za pomocą rozpieszczania, do którego zresztą ta grupa mężczyzn jest już przyzwyczajona przez matki.

Koło się zamyka.

Są też przyczyny osobowościowe po stronie kobiet, które wzmacniają ten układ. Jeśli z jakiegoś powodu kobieta czuje się niepewnie pod względem poczucia własnej wartości i atrakcyjności, a do tego źle znosi odrzucenie (czyli spora grupa), to bardzo często przywiązuje do siebie mężczyznę ofiarnością i właśnie rozpieszczaniem. To często o wiele bardziej niezawodny sposób na zatrzymanie przy sobie faceta, szczególnie z tej grupy, o której była przed chwilą mowa. Pasuje to również do wzorca patriarchalnego, który przecież w dużej części narodu ma się dobrze. Mężczyzna w Rozpieszczalni Tulipanów z upodobaniem wchodzi w rolę ofiary. To jedna z taktyk, a czy uświadomionych… z tym bywa różnie.

I wtedy zdaniem, które kobieta najczęściej od niego słyszy, jest: „To twoja wina”. To taka forma ukrytej agresji.

Wszystkim jest wygodnie w pozycji ofiary. Dzisiaj w ogóle modne jest licytowanie się, kto przez kogo został bardziej skrzywdzony. Czai się w tym wielka władza. Mężczyznom jest trochę trudniej, bo są silniejsi, kiedy jednak wejdą w rolę ofiary, czują się w niej doskonale. Ofiara ma perwersyjną satysfakcję. Narzeka. A narzekając, czuje się doskonale, i wszyscy wokół czują się gorzej od niej. To jedna z ukrytych korzyści bycia ofiarą: ma poukładany świat, jest niewinna i czysta, przecież nic nie zrobiła. Mężczyzna w Rozpieszczalni wchodzi w tę rolę bardzo subtelnie. Najpierw przynosi kobiecie prezent i zaczyna opowiadać, jak się namęczył, stojąc w kolejce. Ile go to kosztowało! Kobieta dostaje niespodziankę, ale niespecjalnie się nią cieszy. Właśnie weszła do gry pod tytułem: „Czuj się obciążona”.

Jaki był ojciec Mężczyzny Bez Winy i Wstydu?

Najczęściej go nie było.

Zdradzony przez ojca?

W jakimś sensie tak. Ważniejsze jest jednak, że jego ojciec nie poradził sobie z kobietą: zdradził ją, odszedł albo przestał być obecny w życiu rodziny. Głos matki zastąpił jego głos. Taki ojciec mógł mieć swój garaż, gołębnik, piwnicę, w której to przestrzeni spędzał najwięcej czasu, często tam uciekał. Chłopiec nie mógł więc zobaczyć relacji, jaką stworzyli ojciec i matka. Jeżeli w wychowaniu dziecka są obecne dwie osoby, które się różnią, to mały człowiek uczy się, że ludzie myślą inaczej, mogą mieć różne spojrzenie na jakąś kwestię. Do tych punktów widzenia dziecko dodaje swoją opinię – to bardzo rozwojowa sytuacja. W rodzinie patriarchalnej, kiedy pojawia się problem, dziecko idzie do ojca, ewentualnie ojciec przekazuje matce dyspozycje. W nowym układzie dziecko od razu idzie do matki, bo nie wyobraża sobie, że ojciec mógłby rozwiązać problem. Kobieta wchodzi w buty ojca i pieczętuje to, że ojciec – jako funkcja symboliczna – nie istnieje. W takich chłopcach kiełkuje coraz większa nienawiść do matki, ponieważ ten stan komfortu i wygody jest nie tyle miły, ile kastrujący. Im dłużej siedzą w swoim pokoju, tym trudniej im wyjść i stanąć oko w oko z prawdziwym życiem. Wiedzą, że są we władzy matki. Znajdą się też we władzy wszystkich kolejnych kobiet, od których będą wymagali zapewnienia tego samego poziomu komfortu. Będą więc nadal przeżywali niemoc kastracji i związaną z tym nienawiść do kobiet za to, że mają nad nimi władzę.

O jaki komfort tu chodzi?

Komfort niebrania pod uwagę wymogów realnego życia. Matka stara się w takiej sytuacji być idealnym buforem między synem a światem, próbuje kompensować wszelkie niewygody. Zarabia na dom i jego komputer, pierze, sprząta po nim i nocami biega w kapciach po pizzę – bo on gra. I wcale nie żartuję, znam takie przypadki. Gdy taki mężczyzna dostanie prawdziwą władzę, na przykład jako producent filmowy, sławny aktor itp., jego nienawiść może przejawić się w nadużywaniu i molestowaniu kobiet. Z początku będzie to robił powoli i uroczo, a potem, w poczuciu dominacji, bez zahamowań. Im bardziej kobiety będą sprawę bagatelizować, próbować tłumaczyć na przykład jego urokiem osobistym, tym bardziej będą przypominać jego matkę i tym większa będzie jego nienawiść do nich. W końcu jednak wrzód pęknie i mamy taką historię jak #MeToo. Teraz to ci mężczyźni doświadczą, jak to jest być nienawidzonym.

Mężczyźni Bez Winy i Wstydu mają taki sposób na życie?

Bardzo często tak. Obwiniają innych o to, że nie za dobrze się czują, że coś im się w życiu nie udało, że za mało zrobili. Że są w kiepskim miejscu. Reagują impulsywnie. Kiedy potkną się o kosz na śmieci na chodniku, nie potraktują tego jako drobnego incydentu. Pomyślą: „Co za dureń postawił go na mojej drodze?”. Coraz więcej mężczyzn postrzega rzeczywistość jako ciąg intencjonalnych przeszkód. Jest dobrze, dopóki hołubienie przez kobietę go satysfakcjonuje, ponieważ jednak podskórnie czuje, że jest kastrowany, ma nieuchwytne, lecz nieustanne poczucie, iż przegapia coś ważnego, przegrywa życie. Ulgę przynosi mu właśnie wyładowanie się na kimś. Nie robi tego specjalnie ani cynicznie. Poza tym jest miły, rodzinny, przygotowuje kanapki, dba o siebie. Może być obsesyjny w dbaniu, kontrolowaniu, porządkowaniu, aby zagospodarować tłumiony impuls seksualny. Jest typem zdobywcy, który nie wie, co zrobić z podbitym lądem.

Wyobrażam sobie, że również bardzo dba o swój wygląd. To on, a nie ona, zamyka się na długo w łazience?

Tak, chociaż stawiałbym jednak na sytuację-wyrzut typu: „Znowu nie mogłem wejść do łazienki, bo tak długo siedziałaś. Oczywiście ślicznie wyglądasz, ale poszedłem brudny do pracy i miałem spieprzony cały dzień”.

A to wywołuje u kobiety poczucie winy i kręcenie się wokół Rozpieszczonego.

Tak, jeżeli wejdzie się w taką grę, nieuchronnie będzie się trzeba nim zajmować. I o to chodzi: żeby jak najwięcej osób miało go na uwadze. I żeby źle się czuły, gdy on jest sam i niezaopiekowany. Na szczęście ludzie przytomni, którzy nie są z nim w związku emocjonalnym, konstatują, że podczas spotkania z kimś takim zaczynają źle się czuć. Nie mogą się wyluzować, są spięci, w ciągłym pogotowiu. Trudno to skojarzyć z Rozpieszczonym, bo on jest rozkoszny i uroczy. Po jakimś czasie można jednak zrozumieć, że taki mężczyzna emituje coś złego i nie da się przy nim wyluzować.

Co emituje?

Oskarżenie. Że życie jest do dupy i to ty jesteś temu winna albo winny. Rzuca to oskarżenie także w twarz osobom, z którymi nie jest emocjonalnie związany, z którymi tylko się koleguje, przyjaźni. Taki rodzaj komunikatu powoduje, że albo przywiązuje do siebie drugą osobę, albo ją odrzuca. Są tacy, którzy Rozpieszczonego kupują ze wszystkimi jego wadami, i tacy, których on w ogóle nie pociąga. Akceptując go, wchodzą w cykl pocieszania i zadośćuczynienia za krzywdy świata, ponieważ mają naturę dawców. Są też osoby, które wiedzą, że jeżeli ktoś musi mieć sznurówki tej samej długości i zawsze tak samo zawiązane, to nigdy się przy tym kimś nie odprężą. Podam przykład: taktyką Mężczyzny Bez Winy i Wstydu jest odrzucanie wszystkich rozwiązań podpowiadanych przez osobę, która mu doradza. MBWiW szuka pracy i nie może jej znaleźć. Pomagający przynosi mu listę najnowszych ofert znalezionych w internecie. Rezultat? Każda z nich spotka się z uargumentowaną pogardą. Pomagacz będzie miał poczucie… że został pokonany, a MBWiW, że ma władzę. Nie będzie za to miał poczucia winy i wstydu. Pomyśli sobie: „Mój problem jest tak duży, że powalił kolejną osobę. To nie jest tak, że nie umiem go rozwiązać, po prostu on naprawdę jest potężny”. I dlatego jest mu bardzo na rękę, jeśli ktoś się tym zajmie. A najlepiej kobieta. Bo tacy mężczyźni przyciągają kobiety. A one do nich lgną.

Tabunami?

Prawie.

Rozumiem, że Mężczyzna Bez Winy i Wstydu potrafi bezbłędnie wyczuć, która kobieta ma zasoby i chętnie się nimi podzieli. Nie zwiąże się z kobietą, która będzie od niego brała, z kobietą uzależnioną czy psychopatką. Wybierze raczej taką, która twardo stąpa po ziemi. I na odwrót: często kobiety rozpieszczone wiążą się z mężczyznami, którzy dają bez umiaru. Znam parę, w której on wszystko jej daje, a ona, strzelając fochy, wszystko bierze. Funkcjonują tak od kilkunastu lat. Komplementarnie.

Mogą być doskonale zgrani. Ludzie dobierają się podświadomie. Dawanie jest bardzo ciekawym procesem. Kiedy ktoś bierze, sugeruje: to jest dobre/ja-dawacz jestem dobry, bo mam do zaoferowania coś dobrego. Jeżeli z jednej strony jest pijawka z niskim poczuciem wartości, a z drugiej ktoś z sercem na dłoni (ale nieczujący się pewnie na rynku męsko-damskim), to związek bardzo szybko się skleja. Ona oferuje, on bierze. Ona czuje się z tym dobrze. On wie, że nic nie musi robić. Czasem bywa odwrotnie. Jeśli jest to w miarę subtelne, będzie działać długo. Jeśli natomiast jest za silne – skończy się wyłado­waniem (o tym będzie w następnym rozdziale). Dojrzały mężczyzna dostrzeże w odpowiednim momencie, że zasoby kobiety dającej za dużo się wyczerpują. Wtedy dochodzi do wniosku, że dostaje zbyt wiele, a daje za mało i że może warto się opamiętać. Tak się zdarza po okresie zakochania. Mężczyzna wycofuje się ze swoimi żądaniami i wprowadza nową równowagę. Czuje, że otrzymał swoje, i w poczuciu wdzięczności czy równości i odpowiedzialności będzie to zwracał. To jest moment przejrzenia na oczy, powiedzenia sobie, że jesteśmy różni i w jakiś sposób nawzajem się wykorzystujemy.

Mężczyzna Bez Winy i Wstydu nie jest jednak zdolny do takiej refleksji. Eksploatuje kobietę jak polscy rybacy Bałtyk?

Nie cofa się, przyzwyczaja do tego stanu i brnie dalej. Nasz mężczyzna nie zwiąże się z kobietą, która ma łatwość brania i mówienia o tym. Wiadomo, że nie wszystko można dostać i trzeba być realistą. MBWiW często jest pod silnym wpływem matki i będzie próbował się zdystansować od kobiecego brania. Kiedy widzi w oczach kobiety hasło: „chcę ciebie”, od razu ucieka. Czuje presję, że będzie musiał coś dać.

I nie mówimy tu o seksie?

Nie. To są zwykłe, prozaiczne sytuacje w rodzaju „zadzwoń, gdy dojedziesz”, „powiedz swojej byłej, żeby mnie nie gnoiła przy każdej okazji”. To są rzeczy, których można oczekiwać od partnera. Mężczyzna oswojony ze związanym z nim kobiecym pragnieniem będzie je odbierał jako reakcję na swoją atrakcyjność, jako kobiece pożądanie. Mężczyzna Bez Winy i Wstydu odbierze to odwrotnie: jako atak, krzywdę, rządzenie się w jego życiu, spychanie, rozkaz. Bo on nie może swojego ukrytego pragnienia przeciwstawić pragnieniu kobiety, nie potrafi negocjować, dlatego ucieka. Otwarte postawienie sprawy to dla niego wystawianie się, czyli zagrożenie kastracją. Paradoksalnie: właśnie wystawienie się na kastrację i przetrwanie tej sytuacji czyni z chłopca mężczyznę. On tego nie wie, po prostu odruchowo unika lęku i wycofuje się w chłopięcy świat. Oczywiście po wstępnym „obmacywaniu” taka para nieświadomie kooperuje w sprawie unikania odpowiedzi na pytanie: jakim jestem mężczyzną/jaką jestem kobietą, ponieważ obie strony czują się niepewnie, jeśli chodzi o atrakcyjność męsko-damską, seksualną.

A co masz na myśli, mówiąc „obmacywanie”? Badanie terenu przez mężczyznę? Przekraczanie kolejnych granic i zastanawianie się, czy mogę posunąć się jeszcze dalej? Jak to wygląda w życiu?

Istnieje wyraźna różnica między przytulaniem kogoś a przytulaniem się do kogoś. Część kobiet przytulającego się faceta odbiera jako mężczyznę, który pożąda. A on tymczasem tylko się do nich przytula.

Już wtedy zaczyna brać?

Tak, ale nie seksualnie, lecz po dziecięcemu. Nie jest jednak dzieckiem, ale dorosłym mężczyzną, lecz właśnie ten mężczyzna dziecko musi się tak naprzytulać, że dopiero na końcu tego procesu na chwilę staje się mężczyzną. Trudno ten moment uchwycić. Odbywa się to często podczas pierwszego spotkania. Już wtedy można odczytać, czy jest on typem biorcy, czy dawcy. On z kolei, wyczuwając, że kobieta jest trochę matkująca, chce zyskać pewność, że jest chciany, a ona zawsze dostępna, gotowa. Jeśli te warunki zostaną spełnione, to, mówiąc technicznie i realistycznie, ma szansę się pojawić wzwód.

A więc najpierw bezwarunkowa akceptacja, a potem seks? To trochę kazirodcze. A kiedy on czuje się bezwarunkowo akceptowany?

Najbardziej, gdy otacza go wianuszek kobiet. Taką fantazję seksualną miewa większość mężczyzn, jednak Mężczyzna Bez Winy i Wstydu szczególnie upodobał sobie fantazmat życia z haremem. „Jego” kobiety mają równe prawa, nie rywalizują ze sobą, są zadowolone z takiego stanu rzeczy. W rzeczywistości harem również może się pojawić, jednak wtedy kobiety nie wiedzą o sobie nawzajem. To nieuniknione wtargnięcie rzeczywistości. Lepiej więc stworzyć harem oficjalnie aseksualny – jest bliższy fantazji.

Mówisz o rozlicznych koleżankach, mentorkach i bardzo bliskich przyjaciółkach, którymi otacza się Mężczyzna Bez Winy i Wstydu? Jakie jego emocjonalne potrzeby zaspokajają?

Każda inną. Jedna jest od zwierzeń, druga od podziwiania, kolejna od zwierzeń i podziwiania równocześnie. Jest też taka od porad życiowych albo od gotowania. Kiedy jedna się zmęczy, MBWiW idzie do innej. Potem tamta odpoczywa, a on zwraca się ku następnej i następnej. Stosuje rozsądny płodozmian, dzięki czemu żadna z nich nie czuje się wykorzystana i każda jest przekonana o wyjątkowości więzi, którą tworzą. Wiadomo, że kobiety z fantazmatyczno-realnego haremu wiążą się z nim emocjonalnie. A gdy się wiążą, zaczynają go pragnąć. On nie może tego unieść, więc odcina pierwszą, schładza kontakt. Jej miejsce zajmuje kobieta, która wcześniej była w odstawce. Potem znowu zmiana. Tamte już tęsknią, znowu bardziej pragną, można je przesuwać, jak się tylko chce. Jeżeli mężczyzna dobrze to rozegra, musi się udać. Dla niego nie jest istotna twarz kobiety, jej tożsamość, ważne są tylko jego uczucia. Twarze to jedynie nakładki na obiekt. A ten obiekt ma go rozpieszczać, podziwiać, dawać wsparcie, wysłuchiwać. Dla MBWiW kobieta istnieje, jeśli nie sprawia kłopotu.

***

Całą rozmowę przeczytacie w książce „Mężczyzna Bez Winy i Wstydu”, Krystyna Romanowska, Wojciech Kruczyński, wydawnictwo MUZA S.A

Książkę znajdziecie w dobrych księgarniach.