Marianna Schreiber po raz pierwszy opowiada o tym, dlaczego wzięła udział w "Top Model", za co kocha swojego męża i jak to jest z tą kobiecą solidarnością. Modelka próbuje również odpowiedzieć na trudne pytanie, które przyjęło postać światopoglądowej dyskusji: "Co tak naprawdę wolno żonie ministra?".

Marysia Szponar: Masz 28 lat, od dziesięciu lat jesteś w związku ze swoim mężem. Macie sześcioletnią córkę. Co się dzieje z marzeniami o modelingu, kiedy jest się tak młodą mamą?

Marianna Schreiber: Trzeba wtedy przewartościować swoje potrzeby i odłożyć na później te marzenia, których nie da się spełnić. Chociaż było mi trudno, to rodzina była dla mnie najważniejsza. Kiedy urodziła się moja córka dostałam bardzo duże wsparcie od mojej mamy. Nie wiem co by było, gdyby nie jej pomoc. To prawda, że byłam bardzo, bardzo młoda... Wiem, że kobiety nawet wcześniej rodzą dzieci, ale ja wtedy nie do końca psychicznie byłam na to przygotowana. Chociaż wydawało mi się, że jestem. Wszystko zmieniło się po urodzeniu dziecka i pewne rzeczy mnie po prostu przerosły. Właśnie to, że nie mam czasu na swoje potrzeby i marzenia. To, że tak naprawdę jestem całe dnie odpowiedzialna za drugiego człowieka i cokolwiek chcę zrobić dla siebie to na pierwszym miejscu zawsze stawiam dziecko. Myślę, że w tamtym momencie to było dla mnie najważniejsze, chociaż trudne.

Czy media społecznościowe zakłamują obraz macierzyństwa pokazując, go jako coś łatwego i zawsze przyjemnego? Rzadko się zdarza, aby ktoś podkreślał, że bycie matką to wielkie wyzwanie, szczególnie dla młodej kobiety.

Media społecznościowe kreują taki wyidealizowany świat, szczególnie kładąc nacisk na przekłamany świat macierzyństwa. Nie zawsze da się być przygotowanym na wszystko i stale mieć tę odporność psychiczną, że: zawsze jest się silnym, wstaje się szczęśliwym, uśmiechniętym i nigdy się nie płacze. Nie! To jest ból i zaniżona samoocena. Często są to depresje i inne problemy np. braku wsparcia ze strony rodziny albo po prostu to, że nie jesteśmy jeszcze na coś wystarczająco gotowi. Wiele osób sprawdza w internecie „Jak to jest?” i to jest bardzo duży problemem społeczny. Potem komuś się wydaje, że jest tak idealnie i jest zaskoczony, że to życie jest zupełnie inne niż my widzimy w internecie. Uważam, że każda osoba publiczna powinna pokazywać prawdę, że czasami: wstaję zapłakana, nie mam na coś siły, jestem zmęczona, albo zwyczajnie na coś mnie nie stać. To jest zupełnie naturalne. Nie jesteśmy idealni, ale to pokazuje, że jesteśmy ludzcy.

Nie żałujesz, że tak szybko przeszłaś od beztroskiego życia studenckiego do roli odpowiedzialnego dorosłego?

Muszę przyznać, że niczego w swoim życiu nie żałuję - chociaż w przeszłości zdarzyło się bardzo wiele negatywnych rzeczy. Może gdybym cofnęła czas mogłabym bardzo wiele zmienić, ale nie wiem, czy miałabym tak cudowne dziecko, jakie mam teraz. Nie wiem, czy dzisiaj byłabym matką. Myślę, że nigdy nie ma odpowiedniego czasu na macierzyństwo. Zawsze są jakieś pierwsze potrzeby: ludzie chcą gdzieś wyjechać, mieć swój samochód, mieszkanie. Chcą dorobić się wielu rzeczy, a na samym końcu myślą o tym, że przyszedł czas na rodzinę. Mnie trafiło się to szybciej. Owszem, początki były trudne, ale teraz wiem: tak mi było pisane i cieszę się, że tak się stało.

Biorąc udział w programie "Top Model" musiałaś się liczyć z tym, że może to niekorzystnie wpłynąć na Twoje relacje z mężem, z innymi członkami rodziny i środowiskiem, w którym mąż funkcjonuje zawodowo. Dlaczego zdecydował się podjąć ryzyko?

Jakiś czas temu wydałam oświadczenie, w którym obszernie opisałam z jakimi sytuacjami spotykałam się od początku mojego małżeństwa i jak ciężko odnaleźć się w roli żony osoby publicznej, szczególnie żony polityka. Naciski na podobne poglądy, brak przeciwstawiania się pewnym zasadom albo schematom, brak spełniania tych marzeń, które wychodzą poza granice tego "bycia damą". A ja zawsze miałam takie marzenia, ponieważ od początku byłam trochę zbuntowaną duszą. Przez te lata małżeństwa zatraciłam tę swoją buntowniczość. To swoje dążenie do celu, podążanie za głosem serca i swoimi potrzebami – tym co przynosiło mi samospełnienie. Kiedyś nie balansowałam między ja realnym, a ja idealnym - tylko po prostu czułam, że jestem sobą. A tutaj tyle lat ludzie oceniali mnie po prostu przez pryzmat mojego męża, przez politykę. To stało się dla mnie na tyle trudne, na tyle w środku buzowało we mnie - że musiałam to uwolnić. Bardzo się z tego cieszę i nie żałuję. Uważam, że czasami takie próby przetrwania w małżeństwie muszą się pojawić, żeby związek stał się po prostu silniejszy albo, żeby los zadecydował, czy my jako małżonkowie jesteśmy w stanie udźwignąć swoje wzajemne potrzeby. Nie tylko potrzeby jednej osoby, ale również potrzeby drugiej strony, bo przecież małżeństwo to jedność. 

fot. Sylwester Zacheja

Mówisz o osobach, które oczekiwały czegoś od Ciebie, a nie o jednej osobie. Czy to chodzi o to, że Twój mąż chciał, żebyś taka była, czy raczej dopasowywałaś się do oczekiwań innych ludzi? Z czego wynikały te ograniczenia, przez które nie do końca mogłaś być sobą?

Myślę, że jedno nie wyklucza drugiego. Z jednej strony mąż chciał, żeby jego żona nie była taka wybuchowa i żeby nie przynosiła takich ekstra nowinek, które teraz widzimy w internecie. Jednak mąż zawsze powtarzał, że zakochał się również w mojej spontaniczności, takim moim wariactwie i w tym, że byliśmy zupełnie inni.

Twój mąż nie był wtedy ministrem, czy dzięki temu wszystko było prostsze?

Kiedy poznałam swojego męża nie był ani posłem, ani ministrem. Poznałam go jako zwykłego człowieka i takiego go pokochałam. Bez tego całego przepychu jaki pokazuje polityka. Mój mąż ujął mnie wszystkim co miał w sobie: tym, że był bardzo dobrym człowiekiem… i nadal nim jest. To wszystko co się działo w następstwie lat spowodowało, że ja postanowiłam przełamać te bariery. Chociaż to było bardzo trudne, bo jak mniemam jeszcze nikt tego nie zrobił, ale kto jak nie Marianna? Także musiałam to być ja.

Jak czytam komentarze internautów mam wrażenie, że to już nie jest rozmowa o Tobie. A zatem, co Twoim zdaniem może żona ministra i kto o tym decyduje? 

No właśnie kto o tym decyduje? Czy my naprawdę musimy decydować o ludzkim istnieniu? O tym, czy kobieta może robić coś szalonego? Czy może skakać na bungee, czy jednak powinna uprawiać balet? Czy może startować do programu "Top Model" i mieć aspiracje, żeby zostać modelką? A może powinna uważać, że tego po prostu nie wypada robić i ma się zestarzeć ze świadomością, że nigdy nie zrobiła tego czego pragnęła, bo co ludzie powiedzą? My się powinniśmy przestać przejmować, tym co ludzie powiedzą. Życie mamy jedno, nikt nie włoży naszych butów i za nas go nie przeżyje! Nikt nie będzie czuł naszych problemów: tego co przeżyliśmy i co czujemy. Uważam, że powinniśmy wykorzystać swój czas w stu procentach i to, że możemy coś osiągnąć - nie tylko dla siebie, ale też dla innych.

Co chciałaś zrobić dla innych przychodząc do takiego programu, jak "Top Model"?

Jeśli poprzez udział w programie "Top Model" udałoby mi się uzyskać jakikolwiek stopień zainteresowania, to chciałam wykorzystać swój wizerunek.

Uważam, że każda osoba publiczna - ta bardziej znana i ta nawet najmniej znana - powinna to robić, bo ma się bardzo dużą siłę przekazu. To jest coś, czym można wiele zdziałać, aby pomóc innym przez na przykład zapraszanie do wpłat na różnego rodzaju fundacje, czy branie udziału w różnych charytatywnych przedsięwzięciach. Planuję założenie fundacji, która pomagałaby dzieciom i dorosłym ze spektrum autyzmu oraz osobom niepełnosprawnym. Wszystko czego się podejmę i każde przedsięwzięcie, w którym wezmę udział chciałabym wykorzystać tak, aby pomagać takim osobom.

Dlaczego akurat tej grupie chciałabyś pomóc?

Z wykształcenia jestem nie tylko pedagogiem, ale też terapeutą dzieci i dorosłych ze spektrum autyzmu, chociaż doświadczenie mam głównie z dziećmi. Uważam, że każda osoba, która pokazuje swój wizerunek w telewizji powinna nieść taką pomoc innym ludziom.

Dla marketingu programu "Top Model" udział Marianny Schreiber w castingach musiał być, jak gwiazdka, walentynki i urodziny w jednym. 

Na pewno, ja to wiem i wszyscy to wiedzą.

fot. Sylwester Zacheja

Mimo, że od Twojego występu minęło już kilka tygodni, Twoje nazwisko wciąż niemalże codziennie przewija się w mediach.

Dokładnie!

Na pewno zwiększyła się oglądalność. Nie to, że w jakiś tam sposób sobie pochlebiam, ale skoro widzimy co się działo po emisji pierwszego odcinka dziesiątej edycji Top Model, to możemy się spodziewać, że więcej osób zdecydowało się ten program obejrzeć.

Choćby dlatego, żeby zobaczyć taką Mariannę Schreiber, która przełamała schematy. Mam nadzieję, że TVN nie tyle co mnie wykorzystał, ale i zobaczył we mnie jakiś potencjał - dziewczynę, która ma coś w sobie. Nie tylko ma tę siłę do walki, ale też ma proporcje, kogoś kto ma szansę zaistnieć w świecie mody.

Czy to jest to na czym ci zależało? Chciałaś odwrócić ten wizerunek: To, że jestem czyjąś żoną to nie znaczy, że nie mogę czegoś robić?

Tak, chciałam pokazać, że każda kobieta może walczyć o swoje marzenia. To nie jest tak, jak niektórzy mówią w internecie, że ja mogę spełniać swoje marzenia jedynie idąc na Oksford. Nie! Dla mnie spełnieniem marzeń jest to, że osiągnęłam poziom magistra mając malutkie dziecko w domu. To, że skończyłam różnorakie studia podyplomowe i staram się o przyjęcie na studia doktoranckie. Dla mnie to jest sukces jako dla matki małego dziecka. Moim marzeniem było pójście do programu Top Model i to zrobiłam. Skorzystałam z tego, że dostałam taką szansę i widzę, że mogę tym wszystkim zdziałać inne rzeczy i chcę to robić.

Niewiele osób mogło się spodziewać, że zobaczymy coś takiego w telewizji…

Kobiety, żony polityków, czy innych osób publicznych boją się wyjść z tego cienia. Boją się po prostu być sobą. Mam nadzieję, że każda kobieta, która w ten sposób myśli, nawet nie żona osoby publicznej, ale po prostu żony i matki patrząc na mnie pomyślą: ja też chcę taka, jak ona.

Też chcę walczyć o swoje marzenia, nie chcę się wstydzić i też chcę być silna. Nie boję się hejtu i tego co mówią o mnie ludzie, że rodzina czy znajomi się ode mnie odwrócą. Jeśli oni się ode mnie odwracają, kiedy ja próbuję walczyć o siebie, to nie są mnie warci. I tak trzeba sobie na to odpowiadać. Nie można się bać o to, że się straci kogoś bliskiego, znajomych czy przyjaciół. Trzeba sobie uświadomić, że jeżeli się te osoby traci, kiedy walczy się o siebie i osiągamy nawet małe sukcesy – to znaczy, że nigdy nie były warte tego, żeby przy nas być. No bo, jak to jest, że nie są w stanie pokochać nas takimi, jakimi jesteśmy? Mam nadzieję, że to jest duża zamiana, która pociągnie za sobą kolejne. Większą otwartość na to, aby szczególnie mężczyźni, którzy są politykami patrzyli na swoje żony, jak na osoby wolne, które mają prawo np. trenować pole dance i nie są ograniczone do tego, żeby zawsze zachowywać się dostojnie i z gracją.

Jak to co teraz powiedziałaś ma się do cnót niewieścich? Sama jesteś mamą małej dziewczynki, jak sądzisz: czego powinnyśmy uczyć nasze córki?

Uważam, że zarówno my rodzice, jak i szkoła powinniśmy w dziecku zaszczepić takie poczucie bezpieczeństwa, zrozumienia oraz wsparcia ponad wszystko. Ponad wszystko! Nie wymuszać na dziecku czegoś, czego ono nie czuje, po prostu.

Dziewczynki wciąż uczy się pewnych schematów - musisz być grzeczna, a wielu rzeczy, które chłopcom wolno, jej zwyczajnie nie wypada. W efekcie czego, dorosłe kobiety często nie mówią głośno o swoich potrzebach. Mam wrażenie, że z pokolenia na pokolenia ten schemat wychowawczy się nie zmienia. Jak zatem mamy przygotować nasze córki, żeby potrafiły realizować swoje potrzeby, a nie ciągle poświęcały się dla innych?

Problemem są nie tylko dorosłe kobiety, które zatracają w sobie coś czego pragną, o czym marzą i czego potrzebują. Problemem są małe dzieci i nastolatki, które nie potrafią wprost powiedzieć o swoich potrzebach. Potem są następstwa: uzależnienia, samookaleczenia, ucieczki z domu, bunt. Rodzice nie rozumieją co się dzieje z dzieckiem - dlaczego tak się zachowuje i jak mają mu pomóc? A to często są następstwa wywierania presji. Począwszy od tego, że zmuszamy dzieci by chodziły na zajęcia, na które nie chcą chodzić - bo my chcieliśmy, więc nasze dzieci też mają to robić. A skończywszy na tym, że od małego właśnie dziewczynki uczymy tego, że: nie wypada grać w piłkę – co ja też słyszałam. Grałam w piłkę nożną, chociaż podobno nie wypadało mi tego robić. Dziewczynce nie wypada biegać po drzewach i skakać, co też robiłam. Dziewczynce nie wypada trenować parkour, a to także robiłam. Dziewczynce nie wypada być niegrzeczną, czy po prostu być chłopczycą, trochę poszaleć i po prostu krzyczeć wprost o tym co myśli. Nie! Każdemu dziecku wypada, bo to są tyko dzieci i mają do tego prawo! Mają prawo być dziećmi, a nie małymi dorosłymi. Jestem pedagogiem, pracowałam z dziećmi i dla mnie to jest istotnie ważne, żeby dzieci wspierać - bo te dzieci tego wsparcia potrzebują.

fot. Sylwester Zacheja

Marzena Paczuska, była szefowa Wiadomości stwierdziła: "Kobieta, która tak nikczemnymi metodami ośmiesza swojego męża, jest godna pogardy i milczenia". Dorota Brejza - żona senatora KO napisała natomiast: "Przypominam, że w XXI w. kobieta nie jest własnością swojego męża, jest wolna, zatem jej działania nie są jego hipokryzją, tylko JEJ decyzją". Jak to jest z tą naszą kobiecą solidarnością w Polsce?

Chciałabym podziękować wszystkim osobom, które ze szczerego serca - a nie na potrzeby tego, żeby było to widać na Twitterze – gratulują mi i wspierają mnie. Jeżeli chodzi o wypowiedź pani Paczuskiej uważam, że godne pogardy to jest kraść. Godne pogardy to jest robić komuś zamierzoną i celową krzywdę. Godne pogardy to jest krzywdzić dzieci. Nie jest tak, że kobieta spełniająca swoje marzenia, która chce tylko być sobą i być szczęśliwa - wyrządza krzywdę ludziom. Naprawdę mamy tyle ludzkich krzywd, choćby to jak podburzamy hejt. Możemy to zobaczyć, właśnie na moim przykładzie. Jak bardzo osoby publiczne przyczyniają się do tego, że ten hejt się tak długo utrzymuje. Jak same to wzniecają, podsycają, czy się śmieją. Choćby pan Maciej Dowbor, który wyśmiewał mój udział w programie Top Model. A żona pana Macieja, pozując w ten sam sposób co ja, kiedy byłam jeszcze na wyjeździe nad morzem pisze, że może czas na start w Top Model dla starszych - sugeruje, że ja już jestem za stara. To ja się pytam, gdzie jest kobieca solidarność? Przeglądałam Instagram żony Pana Macieja i widziałam, że zachęca do samoakceptacji i do body positive. No to w takim razie, skoro ja jestem za stara, to gdzie jest body positive? Jeśli nie mieściłabym się w ramach tego programu, to nawet mając czterdzieści lat jako super żona ministra - nie zostałabym przyjęta!

Maciej Dowbor napisał: "Czegoś tu nie kumam?! Pani jest żoną ministra w obecnym rządzie, który nie przepada za TVN, prawami kobiet, LGBT. Pani pochwaliła się kilka lat temu homofobicznym wpisem na socialach. Ale zupełnie jej to nie przeszkadza latać w samej bieliźnie, w tajemnicy przed mężem, w topowym programie TVN…". Czy mogłabyś się do tego odnieść?

Odniosłabym się w sposób, w jaki odnoszę się do wypowiedzi każdego innego człowieka. Jeżeli coś się dzieje to staram się tę osobę o to zapytać. Nie opowiadam publicznie każdemu, że „czegoś tutaj nie kumam” – bo jak mniemam chodziło o to, że pan Maciej, czegoś nie zrozumiał. Uważam, że powinno się w takim razie do takiej osoby bezpośrednio odnieść. Przykładowo, skoro to zostało pokazane na InstaStory pana Macieja, bo już nie pamiętam... To uważam, że pan Maciej powinien mnie oznaczyć i poprosić o wyjaśnienie tej sprawy: Jak to jest pani Marianno, że pani trzy lata temu napisała to, a dzisiaj widzimy panią w programie TVN, który popiera osoby LGBT, czy właśnie osoby wyzwolone? I tyle! Myślę, że wtedy nie byłoby tego całego problemu. Po co ten cały przepych i parcie na to, żeby wzbudzić sensację? Po co to wyśmiewanie się ze mnie i mojego sposobu bycia? 

Dlaczego opublikowałaś na Twitterze taki wpis? Dziś tak samo napisałabyś o osobach LGBT+?

Napisałam o tym bardzo obszernie. Wiele osób odnosiło się do tego, że za dużo napisałam, wystarczyła krótka odpowiedź i po co taki elaborat. Jednak uważam, że wiele rzeczy należy wyjaśniać bardzo kompleksowo, a nie tylko zwykłym przepraszam – bo to niczego nie wyjaśnia. Nie można popełniać błędów i za każdym razem przepraszać. Jeżeli naprawdę się przeprasza, to trzeba tego żałować z całego serca.

A żałujesz?

Tak, żałuję tego! Ja wiele razy mówiłam i piszę w swoich postach, że miałam w sobie wtedy bardzo dużo nienawiści do całego świata. Do tego, że ten świat mnie przytłoczył i przeżywałam przygody nie tylko z mężczyznami. I nigdy nie potępiałam osób LGBT – zdroworozsądkowych naturalnie. Czasami poprzez emocje człowiek potrzebuje zwrócić na siebie uwagę i robi coś przeciwnego niż czuje. Powtarzam jeszcze raz, że wtedy, idąc z moim dzieckiem przy Paradzie Równości usłyszałam, że: "Mam się wynosić z tego miasta, bo mam dziecko". Wyjeżdżając do Bydgoszczy, gdzie mieszkał mój mąż, kiedy podjeżdżałam taksówką usłyszałam, że: "Mam się stąd wynosić, bo mam pieniądze, bo taksówką podjeżdżam". To był jakby ten mój bunt. Ja już nie wytrzymałam tego nacisku politycznego. Bardzo tego żałuję, dlatego mówię otwarcie i nakłaniam wszystkich, którzy potrafią pisać takie rzeczy nie tylko mnie, ale również młodym ludziom, czy nastolatkom - hejt potrafi bardzo duże piętno odcisnąć na osobie, która ma słabą odporność psychiczną.

Sama wtedy przeżyłam ciężkie chwile, trzy lata temu miałam krótką depresję. Nie mogłam wtedy się z tego wytłumaczyć i za to przeprosić w taki sposób jak mogę dzisiaj. Przepraszam wszystkie osoby, które poczuły się dotknięte tym moim wpisem, a szczególnie kobietę z tego zdjęcia - z całego serca żałuję. Chciałabym wszystkie osoby, które zachowywały się tak jak ja właśnie na moim przykładzie zrozumiały, że ta nienawiść do niczego nie prowadzi.

Ona na chwilę uzewnętrznia nasze emocje, ale to w niczym nam nie pomoże, a tylko szkodzi drugiemu człowiekowi. Ja to zrozumiałam. 

Powiedziałaś, że może chciałaś zwrócić na siebie czyjąś uwagę - to takie wołanie o pomoc?

Takie wołanie o pomoc, dokładnie. 

Czyją uwagę chciałaś zwrócić: męża, opinii publicznej? Z Twojej relacji wynika, że bycie żoną polityka PiS nie jest tak przyjemne, jak mogłoby się wydawać.

Ludzie mają takie przeświadczenie, że bycie politykiem i z politykiem to jest życie przepełnione dostatkiem: że wszystko zawsze jest super, ma się nie wiem jakie pieniądze, domy z basenami i na wszystko jest nas stać. Zawsze jesteśmy szczęśliwi, bo przecież mamy możliwości. A to wcale tak nie jest, naprawdę. Było mi na tyle ciężko, że ja już tego po prostu nie wytrzymałam. Myślę, że to było takie nieme wołanie o pomoc. Trochę właśnie po to, żeby mój mąż zwrócił uwagę jak jest mi bardzo ciężko. Wiem, że zrobiłam to w niewłaściwy sposób, jak zbuntowana nastolatka, ale ja nie mogłam nią być i dlatego tak się stało, za co jeszcze raz przepraszam.

Usunęłaś swoje konto i ostatecznie przeprosił twój mąż.

Tak, co dla mnie też było zaskoczeniem, bo o przeprosinach swojego męża dowiedziałam się z telewizji. Chciałam tę sprawę rozwiązać zupełnie inaczej: wytłumaczyć się, przeprosić tak jak należy, a nie tylko powiedzieć suche „przepraszam”. 

Może mąż chciał ci pomóc, żebyś nie musiała mierzyć się z tym hejtem?

Na pewno chciał pomoc również wszystkim osobom ze swojej partii. Wiem w jaki sposób mąż mi pomógł, ale wiem to prywatnie. Pamiętam, ile razy w tamtym czasie grożono mi śmiercią. Jak wiele dostałam wiadomości o tym, że zostanę: zgwałcona, pocięta, pobita pod domem, stanie się krzywda mojemu dziecku. Nikogo nie interesowało skąd to się wzięło? Dlaczego ja tak zrobiłam? Czy my dorośli nie mamy prawa do popełniania błędów? To kto ma do tego prawo? Czy zawsze musimy myśleć w określony, właściwy sposób i przewidywać przyszłość? No nie! Czasami trzeba popełnić błędy, żeby zrozumieć co jest dla nas dobre. Ja go popełniłam, ale dzięki temu zrozumiałam jakim człowiekiem nie należy być i dzisiaj nim nie jestem. 

fot. Sylwester Zacheja

Rafał Trzaskowski stwierdził, że: jesteś niezależna od poglądów swojego męża i masz prawo do tego, by realizować swoje aspiracje. Podziękowałaś mu za wsparcie. Czy nie masz wrażenia, że w niewyjaśniony sposób stałaś się źródłem dyskusji o tym co wolno kobiecie, jeżeli jest czyjąś żoną?

To jest niesamowite, że popiera mnie prezydent mojego ukochanego miasta, w którym się urodziłam, wychowałam i z którym się utożsamiam - żebym mogła czuć, że ja żyję w zgodzie ze sobą? Mnie nie musi popierać osoba publiczna, ja chcę, żeby mnie popierali moi bliscy. Chcę robić to co czuję i nie chcę, aby decydowały o tym osoby, które być może nigdy nie postawiły w swoim życiu wszystkiego na jedną kartę. 

Masz wrażenie, że to pytanie nie dotyczy tylko ciebie, ale rzeszy kobiet bez względu na to jaki zawód wykonuje ich mąż?

Oczywiście! Myślę, że brakuje tutaj prawdy w tym łączeniu siły kobiet i w tym, że my kobiety się wspieramy. Dostałam bardzo dużo negatywnych komentarzy od kobiet, ale z drugiej strony też bardzo dużo pozytywnych i wspierających. Usłyszałam, że powinnam dalej robić to co robię, bo jestem przykładem dla wielu kobiet. Dostałam wiadomości od żon osób publicznych, że mnie wspierają i same są w podobnej sytuacji. Otrzymałam zapytania, skąd biorę tę siłę i jak to zrobić, ponieważ one też potrzebują czegoś takiego. Wiem i widzę jak ogromny jest to problem, że my kobiety się nie wspieramy - żyjemy w jakimś takim kłamstwie społecznym.

Jak myślisz, kogo bardziej oburza Twój udział w programie "Top Model" - kobiety, czy mężczyzn?

Myślę, że trochę więcej jest oburzonych kobiet, niż mężczyzn. Najistotniejsze tutaj nie jest to, że jestem żoną ministra, ale jakie mam ciało, twarz czy sposób bycia. Tymczasem nie zwracamy uwagi na to, że to nastolatkowie żyją tym Internetem i patrzą na mnie: skoro z niej się śmieją, bo ma np. wysokie czoło, to ja też nie jestem w takim razie „fajny”, to mnie też wyśmieją. To jaki my przykład dajemy dzieciom? W takim razie jak te kobiety mają być pewne siebie? Gdzie jest to wspieranie samooceny? Skoro jest siła kobiet, to jest siła kobiet! A skoro nie ma tej siły kobiet, to niech jej nie będzie! Niech te wszystkie osoby publiczne, kobiety wspierające body positive i chodzące na marsze pokażą, że ja też w tym względzie wykonuję dobrą robotę. Niech mnie zaproszą, ja chętnie opowiem o tym, jak to jest mimo tak ogromnego hejtu odnośnie wyglądu, dalej akceptować samą siebie i swoje ciało.

Jakie masz refeksje w związku z zamieszaniem wokół was?

Ta sytuacja nauczyła nas bardzo wiele. Mieliśmy wiele prób naszego małżeństwa, ale takiej próby jeszcze nie doświadczyliśmy. Wierzę, że staniemy się bardzo różnym, a jednocześnie silnym małżeństwem. Takim przekładem dla innych, że się da i można kochać na tyle drugiego człowieka, żeby pozwolić mu się spełniać.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Produkcja: Maxellon
Zdjęcia: Sylwester Zacheja
Wideo: Denys Ilnytskyi
Makijaż: Agata Maxellon 
Stylista: Wojciech Bartczak 
Suknie: Sylwia Romaniuk 
Fascynator: Lallu Chic
Biżuteria: Lewanowicz
Miejsce sesji: Opactwo Cystersów w Lubiążu