Maja Hyży poroniła: zamieściła przejmujący wpis na Instagramie

Maja Hyży w ostatnich dniach podzieliła się bardzo intymnym wyznaniem. Wokalistka zamieściła na Instagramie wpis, w którym wyznała, że poroniła: "Niestety... Nie zdążyłam poczuć Twoich pierwszych ruchów. Nie zdążyłam zobaczyć Twoich małych rączek, ani Twoich małych nóżek. Nie zdążyłam, bo Cię już ze mną nie ma... Stres. Silne krwawienie. Karetka. Poronienie. Walcząc o swoich synów, straciłam Ciebie. Dziś wielki smutek. Łzy Nasze i dzieci. Rozpacz. Każdego dnia pracujemy nad tym, by udźwignąć ten ból".

Maja Hyży pod postem zablokowała możliwość komentowania i nie zabierała głosu w tym temacie, aż do teraz. Wokalistka w swoim najnowszym wpisie na Instagramie podziękowała wszystkim za słowa wsparcia i historie kobiet, które podobnie jak ona poroniły. "Dziękuję przede wszystkim kobietom, że opowiadacie o swoich historiach, które sprawiają, że łzy same płyną z moich oczu. Historie, które wzruszają i smucą, ale dają nadzieję, że jeszcze nadejdzie ten piękny dzień."

Wokalistka wyznaje, że tylko kobieta, która straciła ciążę jest w stanie zrozumieć drugą kobietę i jej ból.

Piszecie, że się obwiniałyście i zamykałyście w swoich domach. I choć nigdy nie przypuszczałam, że ten dramat spotka mnie, to przecież jestem taka sam jak wy wszystkie. Ani gorsza, ani lepsza. Normalna dziewczyna, która funkcjonuje w świecie pełnym trosk, zmartwień, problemów, ale i radości. Nie jestem nadczłowiekiem. Gdy słyszymy, że kogoś spotyka taki dramat, czujemy smutek, ale nie wiemy, jak bolesne jest to przeżycie zwłaszcza dla kobiety. Nie jesteśmy w jej skórze. Dopiero przeżycie tego uświadamia nas, jaki to ból.

Maja Hyży o poronieniu: "Ta rana może nigdy się nie zagoić"

Artystka wyznaje, że utrata dziecka pozostawia w psychice niesamowitą ranę, które może się nigdy nie zagoić, jednak wsparcie najbliższych osób daje jej siłę do dalszego życia i działania.

Ból fizyczny ustępuje po jakimś czasie i te rany się goją. Trudniej natomiast pozbyć się bólu psychicznego. Ta rana może nigdy się nie zagoić. Nie wiem, jak sobie poradzą z tą stratą i bólem, ale wiem, że właśnie teraz mam wsparcie najbliższych mi osób.

"Moja najbliższa rodzina, moje dzieci - to najlepsze lekarstwo. To oni są moim paliwem, to dzięki nim moja głowa potrafi zająć się pozytywnymi myślami. To dla nich muszę być silna, to dla nich muszę być uśmiechnięta i funkcjonować tak, jakby nic się nie stało, bo wiem, jak to przeżywają."

Maja Hyży wyznała, że po poronieniu postanowiła uciec z domu: "Gdy dowiedziałam się, że poroniłam, spakowałam dzieci i wyjechałam jak najdalej od domu, by nie myśleć. Uciekłam, by zmienić otoczenie i dać im coś pozytywnego, coś, co pozwoli im się nie smucić i dać im radość. Ta moja ucieczka, choć tylko chwilowa, dała nam możliwość scementować naszą więź i wzmocnić naszą jedność. Dziś każdy z nas musi być silny, ale uświadomiliśmy sobie, jak jesteśmy dla siebie ważni. Mamy siebie i to nasza siła. Czuję, że kochamy się jeszcze bardziej".

Odnosząc się do zapytań fanów, dlaczego zniknęła z sieci odpisała: "Nie chcę się chować, nie chcę uciekać. Chcę być z wami i chcę przeżywać każdy mój smutek i radość. Taka jestem. Nie udaję, nie kłamię, nie robię z siebie lepszej czy gorszej. Jestem sobą! I albo to szanujecie, albo unikajcie tego miejsca."

Będę tu z wami i będę się dzielić z wami wszystkim tym, co chcę, kiedy chcę i jak chcę. Nikt za mnie nie umrze, więc nikt mi nie będzie mówił, jak mam żyć. Nikt mi nie będzie mówił, co mi wypada, a co nie. Bo dziś każdy myśli, że to nauczyciel życia i strażnik moralności. A jeśli przy okazji komuś pomogę, dodam siły i uświadomię, że można pokonać każdą przeszkodę, to chcę trwać w tym i traktuję to jak misję" - czytamy.

Maja Hyży: jak radzi sobie po stracie dziecka?

Maja Hyży kończąc swój wpis podkreśliła, że chce dalej iść przez życie, pracować i funkcjonować ale smutek, który w sobie nosi na pewno będzie towarzyszył jej długo.

Chcę normalnie funkcjonować, chcę pracować, bo życie toczy się dalej, a smutek i ból będę trawić na pewno jeszcze długo. Przede mną masa problemów, z którymi muszę się mierzyć na co dzień i nowe, które zapewne się jeszcze pojawią. Natomiast wiem, że moja natura pozwoli mi to przetrwać