Podczas ciąży kupujesz wyprawkę dla dzidziusia (oczywiście zgodnie z najnowszymi trendami), liczysz uważnie przybywające kilogramy, nie zapominasz o regularnych wizytach u fryzjera i obowiązkowym mani i pedi - w końcu czas ciąży to czas dbania o siebie! Czytasz dużo o ciąży i jeszcze więcej o porodzie, aż wreszcie wyprawiasz huczne baby shower, aby przywitać niebawem na świecie swoje dziecko i spotkać się ze swoimi wyobrażeniami o macierzyństwie.

Media społecznościowe aż pękają od zdjęć młodych matek - pięknych, wypoczętych, zawsze w perfekcyjnym makijażu i nie mniej perfekcyjnej stylizacji, a do tego mających czas tylko dla siebie i przy tym zajmujących się dzieckiem bez pomocy innych. Bycie wirtualną matką to styl życia! Sama w ciąży starasz się wyglądać jak milion dolarów i być aktywna, bo w końcu „ciąża to nie choroba”. Brzmi to wszystko świetnie, co najmniej jak scenariusz naprawdę dobrego filmu i nawet przez chwilę nie przyjdzie ci do głowy, że może to być film grozy. A dlaczego? Bo niewiele albo nic, mówi się o tym, co po porodzie, o tym kobieta przekonuje się (niestety) sama.

Fizjologiczny baby blues, połóg, rozkręcająca się laktacja, ciało już nie w ciąży ale jeszcze nie to sprzed ciąży, a do tego ty w nowej roli, która chcąc czy nie chcąc wpływa na funkcjonowanie też w innych twoich rolach. Zaczyna się karuzela, a świat wiruje.

Przecież czytałaś w mądrych książkach i słyszałaś nieraz, że po urodzeniu dziecka wszystko się zmienia, ale nie myślałaś, że aż tak!

Zmienia się wszystko - począwszy od tego jak śpisz, poprzez to, kiedy jesz (i czy w ogóle jesz, bo akurat dziecko płacze, albo uparcie najlepiej się czuje tylko na twoich rękach), jak spędzasz wolny czas (jeśli w ogóle go masz). Wiedziałaś o tym wszystkim doskonale, ale to co innego wiedzieć, a doświadczyć na własnej skórze.

Do tego dobre rady otoczenia: "Lepiej  karmić piersią  niż mlekiem modyfikowanym, a podawanie dziecku smoczka spowoduje w przyszłości trwałe problemy z jego  zgryzem". Wiadomo, chcesz być najlepszą matką. Czujesz się dziwnie, kiedy spożywasz posiłek i ktoś zagląda do twojego talerza informując, że to co jesz, nie mieści się w menu matki karmiącej. Rośnie ci gul, a łzy do oczu napływają. Przecież tak bardzo się starasz. Potem życzliwi uświadamiają cię, że nieodpowiednio ubrałaś dziecko na spacer. W ogóle zaczynasz dochodzić do wniosku, że wiele rzeczy chyba robisz jednak nie tak.

To tylko niewielki skrawek sytuacji, z którymi kobieta zderza się w nowej roli. Jak nie zwariować i nie stracić zaufania do siebie samej i swojej matczynej intuicji?

Po pierwsze: odpocznij! Zadbaj aby maluszkiem zaopiekował się partner /babcia itp. Nawet godzina spaceru, czy zrobienie zakupów bez małego towarzysza może zadziałać jak lekarstwo. W końcu od kiedy jesteś mamą tak rzadko (lub wcale) zdarza się, że jesteś sama. Zakupy robisz z maluszkiem, spacery z maluszkiem, czasem odkurzacz i gotujesz też z dzieckiem na rękach. A kiedy płacze to też robisz to wszystko, ale w przyspieszonym tempie. Macierzyństwo to nie maraton, zadbaj o siebie i poproś o pomoc bliskich.

Po drugie: daj sobie prawo do odkrywania siebie w roli matki i buduj zaufanie do siebie samej. To ty zadecyduj, czy jesteś na restrykcyjnej diecie matki karmiącej czy nie wierzysz w jej istnienie. Karmienie piersią czy butelką? Posłuchaj jakie jest twoje zdanie na ten temat i co w twoim odczuciu bardziej służy dziecku. Przegrzałaś dziecko na spacerze zakładając za dużo warstw? To się zdarza. Popełniaj błędy, ucz się na nich i nie bój się tego. Następnym razem będziesz już wiedziała jak ubrać maluszka.

Po trzecie: bądź dla siebie dobra i wyrozumiała. Macierzyństwo to cała paleta emocji, tych pozytywnych i też tych bardzo trudnych, o których się często milczy. Masz do nich prawo. Pamiętaj, że odczuwa je każda z nas.