Jakiś czas temu pisałyśmy o kampanii Less is More. Naturalnie piękne kobiety, artystycznym projekcie ukazującym kobiety znane na codzień z mediów i gazet w zupełnie nowej odsłonie. Odsłonie, gdzie naturalność, akceptacja siebie i swojego wieku odgrywają kluczową rolę. Dziś rozmawiamy z jedną z bohaterek projektu, niezwykle inspirującą Lidią Popiel.

Jadąc dziś na nasze spotkanie rowerem, przejeżdżałam przez taką małą uliczkę odchodzącą od Krakowskiego Przedmieścia, w okolicy Kina Kultura. To chyba Kozia.

Lidia Popiel: Kozia! Oczywiście, znam Kozią bardzo dobrze! (śmiech)

O, świetnie, to wiesz jak wygląda: stare kamienice, obdrapane mury. A mimo to pomyślałam sobie, że to jedna z najpiękniejszych uliczek w Warszawie.

Tak, to prawda, klimat prawdziwego miasta.

No właśnie, i myśląc o naszym wywiadzie, zaczęłam się zastanawiać nad definicją piękna i tym, że mojej pierwszej myśli “Jak tu pięknie!” automatycznie towarzyszy druga: “ale chwila, jak takie brzydkie, obdrapane mury mogą być piękne?”. No i w końcu refleksja, że przecież piękne nie musi oznaczać idealne i kryształowe, jak te wszystkie wieżowce, płaskie i jednowymiarowe. Ale myślę sobie, że my dzisiaj dążymy trochę do takiego kanonu piękna…

Który jest plastikowy.

Tak, dokładnie.

To prawda. Zobacz te wszystkie odnowione budynki. I wszyscy się cieszą “jak pięknie, wyglądają zupełnie jak nowe!”. A nowe oznacza, że zaistniała jakaś strata charakteru. Bo to, co stare ma historię, ma charakter. We Włoszech na przykład, jest duży szacunek do tego co stare, co przynależy do kultury. Nawet jeśli coś nie jest wybitnym zabytkiem, to nie ingeruje się w tę zabudowę, nie odnawia na współczesną modłę.

Wydaje mi się, że będziemy musieli włożyć sporo energii w to, żeby przyszłe pokolenia, próbowały odchodzić od kanonów piękna, które są lansowane przez dzisiejsze media.

A może niekoniecznie? Dziś, dzięki lepszej komunikacji i łatwości podróżowania coraz większa grupa ludzi podchodzi bardziej świadomie do tego rodzaju problemów.

Powiedziałaś o komunikacji – to prawda, jest lepsza, ale z drugiej strony, w obecnym, nowoczesnym wydaniu, powoduje, że jesteśmy zalewani informacjami. W efekcie niezwykle ważne stały się narzędzia, wzorce, dzięki którym można z tej informacyjnej papki odsiać treści bezwartościowe. Masz swoje kobiece role models?

Wiesz co, trudno powiedzieć, bo to jest tak, że właściwie całe życie spotykasz na swojej drodze rzeczy, które Cię kształtują. Osoby, zachowania, sytuacje. Trudno mi znaleźć dla nich jakiś jeden wspólny mianownik. Coś nas zachwyca, inspiruje, czasem nawet nie wiemy co tak naprawdę nami motywuje. Pewnie zależy to od naszego charakteru i osobowości, ale też momentu w życiu. I pojawiają się właśnie sylwetki kobiece, bo facetów przecież nie naśladujemy. (śmiech). Kobiety, z których bierzesz po prostu kawałek dla siebie. I takie kawałki składają się na naszą prywatną galerię wzorców i inspiracji, do których się w różnych momentach życia sięga – o ile ma się nad tą swoją kolekcją kontrolę. A myślę, że warto ją jednak mieć. Fajnie odpłynąć, ale warto też czasem skontrolować. 

Tak, to prawda, bez tej kontroli, bez jakiejś krytycznej obróbki proces jest zubożony.

Tak, zdecydowanie. Poza tym warto też po prostu zmieniać zdanie. Czasami coś widzimy w jednym świetle, ale później okazuje się, że to chyba jednak nie to. Warto dać sobie prawo, żeby czuć inaczej. Choć wymaga to odwagi. Trzeba mieć odwagę, by zmienić zdanie.

Oj tak, myślę, że umiejętność zmiany zdania świadczy o sile charakteru. Znacznie łatwiej jest płynąć z nurtem rzeki, nawet gdy jest ona jest trochę za zimna, ale dźwignąć się, aby z niej całkiem wyjść… to wymaga sporo sił. Ale z drugiej strony tylko wtedy mamy szansę powiedzieć kiedyś „przeżyłem życie dobrze”. No właśnie, co dla Ciebie znaczy żyć dobrze? 

Żyć dobrze to dla mnie zachować równowagę między oddawaniem, a braniem. I być dobrym człowiekiem. Po prostu. Starać się być uczciwym, serdecznym, dobrym. To podstawowe wartości, taki banał, ale nie należy go unikać. Później się okazuje, że łatwo się z banału śmiać, ale wcielić te wartości w życie to wyzwanie. Jest to trudne, ale niezwykle ważne.

To prawda. Prawnik powiedziałby, że bycie dobrym człowiekiem to zobowiązanie starannego działania – nie oznacza, że musimy osiągnąć jakiś konkretny rezultat, ale musimy starać się być dobrymi ludźmi. Codziennie, sumiennie i odpowiedzialnie mierzyć się z tym zadaniem. Jest też ten aspekt, o którym powiedziałaś: dawania i brania. Mam wrażenie, że to coś, o czym dziś zapominamy. Bierzemy ogromną ilość rzeczy z tego świata, niewiele dając od siebie.

Tak, nasz świat jest niestety mocno ukierunkowany na zysk – wykorzystywanie zarówno innych ludzi, jak i zasobów naszej planety, żeby mieć więcej dla siebie. Kiedy tak naprawdę jest zupełnie na odwrót. Oddać, mieć mniej. To jest droga do lepszego życia.

Ta narracja, bardzo powoli, ale jednak, pojawia się w dialogu społecznym, więc pozostaje wierzyć, że jeszcze nie wszystko stracone (śmiech). Jak mówisz o tym posiadaniu mniej, to już rozumiem czemu zdecydowałaś się na udział w kampanii LESS IS MORE (śmiech).

Tak, nazwa wyborna (śmiech). Dostałam propozycję udziału i zgodziłam się przede wszystkim z racji społecznego wydźwięku, jaki niesie za sobą LESS IS MORE. Kształtowanie świadomości, wzmacnianie w kobietach poczucia pewności siebie, akceptacji. Właściwie to nawet nie akceptacja, to powinno się w ogóle inaczej nazywać. Bo akceptacja swoich niedoskonałości, taka postawa ,,no dobra, trudno, taka już jestem” to jedno. Ale czym innym jest świadomość, że nie ma rzeczy idealnych. Że rzeczy nie są wcale takimi jakimi przedstawiają nam je ludzie. I to ludzie, których wcale nie powinniśmy słuchać!

Dlaczego? (śmiech)

Bo hołdowanie temu co nowe, gładkie i bez skazy, to hołdowanie nudzie. Takie rzeczy są po prostu nijakie, nie ma w nich nic interesującego. Jakby wyglądał świat, gdyby wszyscy wyglądali tak samo? Chodzi właśnie o tę unikatową jakość, którą możemy osiągnąć dzięki temu, że rzeczy nie są idealne. Piękno jest schowane gdzieś w nierównościach. Żeby coś było piękne, musi intrygować, interesować. A zainteresujemy się jeśli będzie jakaś skaza. Brzydkie może być piękne. Ładne nigdy nie będzie piękne. 

Piękna będzie uliczka Kozia.

Tak, ze smrodkami i obdrapanymi murami. Odnowione budynki mogą być ładne, ale nigdy nie będą piękne.

Hm, ale trzeba przyznać, że zobaczenie w swoich niedoskonałościach jakiejś wartości to trudna sprawa.

Tak, oczywiście. Dochodzi tu jeszcze ten problem umiejętnego odcinania się od tego, co narzuca nam świat. W „Godzinach”, jednym z moich ulubionych filmów, który wywarł na mnie ogromne wrażenie, jest taka scena, kiedy Julianne Moore, totalnie rozbita psychicznie, siedzi w kuchni nie mogąc się do niczego zabrać i mówi ,,Upiekę ciasto”. Na to jej kilkuletni synek odpowiada ,,Potrafisz mamo”, „Uda Ci się”. I nagle, ze wsparciem tego małego dziecka, Julianne zabiera się za pieczenie ciasta. Bardzo często jest tak, że gdy ludzie zaczynają nas w jakiś konkretny sposób traktować, to my od razu bierzemy to na siebie, internalizujemy. Strasznie dużo zależy od tego jak traktują nas ludzie. Czu uwierzymy w siebie? Czy nie uwierzymy? Jak się odnajdziemy w życiu? Nawet jak będziemy chodzić. Zgarbieni czy wyprostowani? 

Tak, to prawda. To w ogóle bardzo ciekawa relacja – to jak sami siebie postrzegamy vs to jak postrzegają nas inni.

Prawda? Co inni dają nam do zrozumienia? Co my z tym zrobimy? Warto mieć nad tym kontrolę. Ludzie często robią to z rozbiegu, ze schematu. Ale to od nas zależy czy sobie na to pozwolimy, czy poradzimy sobie z tym jak nas świat traktuje, czy mu się poddamy. Nie możemy być bezwolni w sposobie traktowania, w tym jak traktują nas media, jak traktują nas społeczne koła, w jakich się znajdujemy. Jeśli chcę, żeby było inaczej to będą prowadziła do tego, żeby to inaczej wyglądało, taka postawa zbuntowana. Jednak ciągle trzeba się buntować, jeśli się czegoś chce. I to niezależnie od wieku.

No, jeśli się chce być szczęśliwym to trzeba się trochę stawiać.

Tak… chociaż niełatwo jest nie ulegać naciskom innych. Ja na przykład przez lata farbowałam włosy, bo zwyczajnie lubiłam i zdarzało się, że niektóre koleżanki mówiły mi ,,oo masz odrost…”. A może ja lubię odrosty? (śmiech) Dlaczego muszę je farbować? Dziś jest lepiej, ludzie tak na siebie nie naciskają, dają sobie więcej luzu. Ale wciąż zdarzają się „musy”, typu „muszę pomalować paznokcie”. Dlaczego muszę? Walczyłyśmy o to, żeby się malować, a teraz mamy walczyć o to, żeby się nie malować? Przecież to absurd!

Tak, tych „musów” ciągle trochę nas otacza. A siwe włosy to akurat temat, który budzi wyjątkowo duży emocji.

Tak. Pierwszy siwy włos jest jakimś symbolem, mimo, że zupełnie bez sensu został do tej roli sprowadzony. Są ludzie którzy siwieją z dnia na dzień w wieku dwudziestu paru lat i jakoś nie muszą być symbolami.

Ale siwy włos to oznaka przemiany, a zmiany to trudny temat, mamy jako społeczeństwo tendencję do robienia z nich czegoś strasznego. Najpierw straszy się dziecko, że jak pójdzie do liceum to zacznie się poważne życie, koniec z dziecinadą. W liceum słyszymy, że prawdziwe schody to się zaczną na studiach. I tak się ciągle tych ludzi straszy, nie wiadomo dlaczego. W efekcie nie mogą się cieszyć swoimi przemianami, tym co się dzieje wokół nich, tym co mogą wziąć ze świata i tego momentu zmiany.

Zatem tego nam wszystkim życzę na nadchodzący Nowy Rok – żebyśmy, zamiast z lękiem patrzeć na widmo zmian, przyjmowali je z optymizmem, a także umieli dawać sobie prawo do bycia sobą i życia w wolności. Bardzo dziękuję za rozmowę!