Dziewczęta z Auschwitz: głosy ocalonych kobiet

"Dziewczęta z Auschwitz" autorstwa Sylwii Winnik to zbiór historii kobiet, które przeżyły II wojnę światową oraz pobyt w obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Tematyka książki nie jest prosta, jednak sama lektura jest naprawdę poruszająca i bardzo wartościowa. Przez najbliższe tygodnie na łamach naszego portalu będziecie mogli znaleźć fragmenty książki "Dziewczęta z Auschwitz".

Dziewczęta z Auschwitz: Leokadia Rowińska

Leokadia Rowińska, warszawianka, do Auschwitz trafiła mając jedynie 20 lat i... będąc w trzecim miesiącu ciąży. Jej synek, Ireneusz, był najmłodszą ofiarą Marszu Śmierci. Nie wyobrażamy sobie nawet jakiej siły i wiary wymaga przetrwanie takich chwil... Chylimy czoła i głęboko wierzymy, że ta historie powinny być opowiedziane głośno. Poznajcie Leokadię i jej przejmującą historię.

Do Auschwitz w rocznicę ślubu

Do obozu zostaliśmy skierowani całą rodziną. Jedyne, co wówczas odczuwałam, to strach. Stracę rodzinę, nie zobaczę nigdy więcej Henryka… A jeśli nawet nam się uda, to nie mamy domu, nie mamy do czego wracać… Stałam na Dworcu Zachodnim pośród spanikowanych rodzin. Matki płakały, ścis­kając w ramionach swoje dzieci, a te, niczego nieświadome, rozglądały się w zdumieniu dookoła. Niektóre pary zamarły w mocnym uścisku. Inni biegali, jakby gorączkowo szukali pomysłu na to, jak uciec i nie trafić do obozu. A niektórzy, tak jak ja, stali sparaliżowani strachem i patrzyli gdzieś przed siebie. Transportem z Warszawy jechaliśmy wszyscy, oprócz taty, który wyruszył, wtedy jeszcze, w nieznane. Nasz pociąg zatrzymał się po drodze w obozie przejściowym w Pruszkowie. Plotka już niosła, że wiozą nas do Oświęcimia. Uznałyśmy wtedy z mamą, że Henryk musi uciekać. Pruszkowski obóz słynął z tego, że wielu więźniom się to udało.

Pod sercem od trzech miesięcy nosiłam nowe życie. Nie chciałam, aby mój mąż zginął w obozie. Henryk był przecież uciekinierem z Niemiec. Od razu skazaliby go na śmierć. Przekonywałam go razem z moją mamą, że jak urodzi się dziecko, muszę mieć do kogo wracać. Starałam się go pocieszyć, że kierują nas tam do pracy i kiedy urodzę, wyślą mnie do domu. Czy w to wierzyłam? Nie. Ale bardzo chciałam wierzyć. Henryk na moją prośbę uciekł z dworca w Pruszkowie. Udał się do Łaz, tam jego ojciec wywiózł całą rodzinę. Ustaliliśmy, że jeśli wyjdziemy z tego cało, zarówno ja, jak i mama przyjedziemy do nich właśnie pod ten adres.

Nie tak miało wyglądać nasze życie po ślubie…

W pierwszą rocznicę ślubu byłam już w niemieckim obozie zagłady Auschwitz.

Tak rozdzielono naszą rodzinę.

W Pruszkowie, podobnie jak w Warszawie, Niemcy wepchnęli nas na siłę (osobno kobiety i mężczyzn) do bydlęcych wagonów. Było w nich ciemno, duszno, a jedyne, ledwo dostrzegalne smugi światła przenikały przez malutkie okienka.

Na rampę wypuszczono nas nocą. W Birkenau byli wówczas więzieni mężczyźni. Podbiegali do nas po kryjomu i pytali:

– Kto z Ochoty? Kto ze Śródmieścia? Kto ze Starego Miasta?

Szukali swoich. Chcieli wiedzieć, czy ktoś z ich rodziny tu przyjechał, czy żyje ojciec, matka, brat…

Rankiem zrobiono selekcję. Gestapowcy pytali, kto jest chory, na co i czy są wśród kobiet ciężarne.

– Zgłoś się – podpowiedziała mama. – Może odeślą cię do domu.

Chciała dla mnie jak najlepiej.

Nie mogła wiedzieć, że obie zostaniemy w obozie jako więźniarki, a ona trafi niebawem do Bergen-Belsen do Niemiec. Ja zaś zostanę w Auschwitz zupełnie sama.

"Dziewczęta z Auschwitz. Głosy ocalonych kobiet", Sylwia Winnik, Wydawnictwo MUZA SA