Szef GIS: do 15 października 1000-1500 zakażeń dziennie

Z dnia na dzień rośnie liczba osób zakażonych koronawirusem. Na ten moment mamy grubo ponad 88 tys. zakażonych. W ubiegły piątek w Polsce padł rekord nowych przypadków. Wówczas była to liczba 1587, a resort zdrowia poinformował o 32 zgonach pacjentów. 

Szef Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Jarosław Pinkas pytany o nagły wzrost zachorowań powiedział, że spodziewano się takiego przebiegu i jest to związane z powrotem Polaków do normalnego funkcjonowania po lockdownie oraz powrotem dzieci do szkół. "Wygląda to u nas tak, jak na całym świecie" - stwierdził szef GIS. 

Zdaniem szefa GIS, "sytuacja się nie zmieni" i do 15 października należy spodziewać się 1000-1500 zakażeń dziennie.

Wydaje się, że po 15 października będziemy mieli spadku, ale też liczba zachorowań będzie stosunkowo duża, ale nie niepokojąca. 

Jarosław Pinkas zaznacza, że "idziemy w kraju w dobrym kierunku": - Polacy znów uwierzyli, że jest pandemia i zachowują się bardziej rozważnie".

Przeczytaj takżeKoronawirus. WHO ostrzega przed kolejną pandemią. Trwają prace nad szczepionką na Covid-19

Koronawirus: Czy szkoły znowu zostaną zamknięte?

W związku ze wzrostem liczby zachorowań zadajemy sobie pytanie: czy szkoły znowu zostaną zamknięte?

Wolelibyśmy uniknąć zamykania szkół na dłuższy czas; sanepid może wystąpić do dyrektora szkoły o przejście na kształcenie na odległość, tam gdzie jest realne zagrożenie w placówce lub zwiększone zagrożenie w danej gminie czy powiecie - mówił w sobotę minister edukacji Dariusz Piontkowski.

Podobnego zdania jest szef GIS, który wyraził nadzieję, że szkoły nie wrócą do zdalnego nauczania, bo "dyrekcje szkół, rodzice oraz uczniowie zdają ten egzamin znakomicie".

Oczywiście, że mamy zakażenia w szkołach. Spodziewaliśmy się tego, ale to nie jest główny powód transmisji rozproszonej - przyznał.

Jego zdaniem powodem rozprzestrzeniania wirusa są zgromadzenia: spotkania rodzinne, towarzyskie.

Minister Edukacji podkreślił, że obowiązujący system reagowania na zarażenia funkcjonuje sprawnie. "Tam, gdzie pojawiają się zagrożenia interweniuje inspekcja sanitarna i wspólnie z dyrekcją szkoły i organem prowadzącym, czyli samorządem najczęściej, podejmują decyzję bądź o przechodzeniu grupy uczniów wraz z nauczycielami na kształcenie na odległość, bądź czasami całej szkoły" - dodał.

Przeczytaj także: Nowe miażdżące restrykcje na weselach? GIS apeluje do rządu o zmianę!

Ekspert: "Szkoły powinny zostać zamknięte"

W rozmowie z "DGP" dr Franciszek Rakowski z Uniwersytetu Warszawskiego, współautor modelu dotyczącego epidemii przygotowanego na zlecenie rządu zaznacza, że najlepszym rozwiązaniem byłoby zamknięcie szkół w niektórych powiatach. "Liczba chorych może bardzo szybko rosnąć. Zanim wirus nie odpuści, trzeba regulować „ruchem” – czyli uniemożliwiać łatwe rozprzestrzenianie wirusa. Tutaj mogą pomóc działania administracyjne tam, gdzie jest najwięcej chorych - dodaje w rozmowie z "DGP".

Jedną z metod, która według naszych obliczeń zadziała, byłoby zamykanie wszystkich szkół w tych powiatach, w których jest ponad 6 przypadków na 10 tys. Obecna metoda jest łagodniejsza, ale być może niewystarczająca.

"Proszę pamiętać, że testy wychwytują tylko część chorych – my szacujemy, że realnie jest ich 6 razy więcej. Rośnie też liczba zgonów" - dodaje dr Rakowski.

To Cię może zainteresować: Częste stosowanie preparatów do dezynfekcji ma groźne skutki dla naszego zdrowia, alarmują naukowcy