Panią Annę Król znalazłam na jednej z grup na Facebooku, na której ludzie pokazują wnętrza swoich domów i ogródków. Fotografie kuchni, którymi podzieliła się z grupowiczami, od razu przykuły moją uwagę. Były bardzo nowoczesne, dopracowane w każdym detalu, przemyślane od A do Z. Postanowiłam się odezwać i zapytać, czy nie chciałaby wziąć udziału w moim mini redakcyjnym projekcie KOBIETA OD KUCHNI, w którym pokazuję piękne i inspirujące kuchnie, a także ich właścicielki. Od słowa do słowa okazało się, że te kilka wnętrzarskich ujęć to dopiero początek tej jakże ciekawej historii. Poznajcie bliżej kuchnię Pani Anny Król, a także życie po powrocie z emigracji.

Powrót z emigracji i własna kuchnia

Aleksandra Nagel – Kobieta.pl: Poproszę o opisanie siebie w kilku słowach. To ważne, by zrozumieć kim Pani jest i jak Pani patrzy na świat?
Anna Król: To chyba zawsze było dla mnie najtrudniejsze. Jestem osobą, która uwielbia ludzi. Mam tysiące pomysłów, marzeń, rzucam ogryzkiem w słońce i nie czekam aż spadnie. Jestem szalona a jednocześnie bardzo poukładana. Jestem pełna sprzeczności i sarkastycznego poczucia humoru. Szczera do bólu z dość dużym dystansem do siebie. Nieśmiała i gadatliwa jednocześnie. Jestem zdecydowanie zbyt wrażliwą kobietą, która uwielbia śpiewać w pustym samochodzie i tańczyć jak nikt nie widzi. Mam obsesję na punkcie lasu i gór. Uwielbiam pochmurne dni, płyty winylowe i dobra kawę, i zdecydowanie za późno zostałam fotografką.

Photo: Anna Król

Po wielu latach wróciła Pani do Polski. Dlaczego?

Kilkanaście lat temu wylecieliśmy razem z mężem do Irlandii na krótki pobyt, to miał być dłuższy weekend, takie krótkie wakacje. Mój mąż wrócił, by ukończyć studia, a ja zostałam. Po kilku miesiącach ponownie do mnie dołączył. Nie planowaliśmy, ile czasu zostaniemy, czy to będzie rok, dwa, czy więcej. Żyliśmy z dnia na dzień, bez większych planów. Jednak mój mąż zawsze marzył, by któregoś dnia wrócić do Polski.

W moim przypadku z każdym kolejnym rokiem spędzonym w Irlandii pomysł powrotu wydawał się być coraz bardziej nierealny. Ten wypad przeciągnął się w kilkanaście lat i z każdym rokiem, i z każdą przeprowadzką, a było ich kilkanaście, rosło moje marzenie o domu, swoim domu. Każde miejsce, w którym mieszkaliśmy, to kolejne zdjęcia wnętrz, przestrzeni, kolorów i układów pewnych elementów, które chciałam przenieść w przyszłości do domu, z którego już nie będę musiała się wyprowadzać.

Oprócz kolejnych przeprowadzek i zmian miałam też świadomość, że coś mi ucieka, brakowało mi rodziny, rodziców, którzy potrzebowali mnie, a ja ich bardziej niż kiedykolwiek. Brakowało mi pewnych aspektów kulturowych, miejsc w Krakowie, eventów, sezonowych owoców, ogródków na Kazimierzu, takich drobiazgów, za którymi się tęskni. I tak pewnego dnia doszliśmy z mężem do wniosku, że albo całe życie będziemy zadawać sobie pytanie, jakby to było jakbyśmy wrócili do Polski, albo po prostu to zrobimy i przynajmniej będziemy znać odpowiedź. Tak oto wróciłam rok temu. Mąż wraca za kilka miesięcy.

I jak, zna już Pani odpowiedź na to pytanie?

To był trudny rok. Nie wiem, czy się odnalazłam. Może potrzebuję więcej czasu? Właśnie wróciłam z Irlandii. Byłam tam całe wakacje. Poczułam się, jakbym po roku wróciła do domu. Myślę, ze słowo dom trochę zmieniło swoje znaczenie. Pisałam kiedyś pracę dotyczącą szoku powrotnego (re-entry shock), ale dopiero teraz rozumiem, z czym się zmagają ludzie, którzy chociaż raz zaczną żyć na walizkach.

Photo: Anna Król

ZOBACZ TEŻ:

Fotografia, czyli spotkanie z ludźmi

Jest Pani fotografką, co Pani najbardziej lubi w swojej pracy?

Ludzi! Uwielbiam rozmawiać z ludźmi i jednocześnie ich obserwować. Nie ma znaczenia, w jakim są wieku, czy są to dzieci czy dorośli. To tak jak stać na dworze i obserwować wieżowiec z tysiącem okien. W Każdym z nich mieszka ktoś, kto ma swoją historię, wrażliwość, indywidualne życie, które przeżywa inaczej.

Kocham w swojej pracy to, że spotykam ludzi którzy obdarzają mnie niesamowitym zaufaniem, dzieląc się ze mną swoim życiem, spojrzeniem na nie i dopuszczają mnie bardzo intymnie w to kim są i jacy są dla siebie. Sprawiają, że mogę być bardzo blisko a jednocześnie pokazać im to, jak ja ich widzę. Pozwalam im zbliżyć się do siebie, by czas spędzany ze mną, był dla nich kolejnym pięknym doświadczeniem też dla siebie nawzajem. Lubię zabierać ich w miejsca, których nie znają, albo pozwolić by pokazali mi takie, które są dla nich ważne. Uwielbiam w mojej pracy proces tworzenia, robienia czegoś, co za każdym razem jest inne i wyjątkowe – zarówno dla mnie, jak i dla moich bohaterów. To sprawia, że moja praca nigdy nie jest nudna.

Potem przychodzi noc. Ja z gorącą herbatą, otoczona ulubioną muzyką oglądam efekty naszej pracy i uśmiecham się ponownie, bo mogę sprawić, by te chwile były jeszcze piękniejsze. Edycja w fotografii to drugi cudowny moment mojej pracy. Czasami nie wiem, którą część wolę bardziej. I jest to jedyna moja praca w życiu, w której kocham wszystko!

Biała kuchnia, duży stół i szafka na przyprawy

Poznałam Panią, bo zainteresowały mnie zdjęcia Pani kuchni. Czym dla Pani jest to miejsce?

Kuchnia jest najważniejszym miejscem w moim domu i jest ściśle połączona z jadalnią. Nie jestem osobą, która spędza godziny na gotowaniu (instrukcji obsługi piekarnika nadal nie przeczytałam – służy głównie do przechowywania), to spędzam w niej praktycznie cały czas.

W kuchni po prostu jesteśmy - wspólnie przy stole, bądź przygotowując posiłki. Kuchnia to czas, który mogę spędzić z rodziną i najbliższymi. To celebrowanie ważnych uroczystości, to miejsce, gdzie rozmawiamy, gramy w planszówki, czytamy, pracujemy. To miejsce, gdzie codziennie piję ulubioną kawę, czytam książki, pracuję. Kuchnia kojarzy mi się z ciepłem. Jednocześnie to idealny punk obserwacyjny, z którego widzę wszystko, co dzieje się w domu i dookoła niego. Tu jest serce naszego domu.

Jak powstawała Pani kuchnia? Projekt to Pani dzieło czy wizja doświadczonego architekta?

Koncepcja kuchni zaczęła się od stołu. Miałam taką ulubioną kawiarnię Starbucks w Dublinie, w której był bardzo długi stół. Był drewniany i mogło usiąść przy nim chyba z 20 osób. Wiedziałam, że aż tak długiego stołu mieć nie będę, ale chciałam by był ogromny. To była najważniejsza część kuchni. Budowa domu jeszcze nie była rozpoczęta, a ja zamówiłam stół u stolarza. Kolejną ważną rzeczą miało być siedzisko pod oknem ze szprosami. Mając te dwie rzeczy na uwadze, zaczął się projekt kuchni, jej układu i kolorystyki.

Chciałam, by kuchnia była poniekąd tłem dla stołu i okna - minimalistyczna, funkcjonalna, by każdy drobiazg dopełniał ją, a nie przytłaczał. Pierwotnie myślałam o drewnianej kuchni z czarnymi ścianami i sufitem, aż tu nagle, chyba trochę z przekory, zmieniłam meble na białe. Biała kuchnia z białą podłogą i bardzo jasnymi wnętrzami – niespecjalnie przepadałam za takim rozwiązaniem, ale to był strzał w dziesiątkę!

Szybko się nudzę kolorami, stylami. Tymczasem jasna, minimalistyczna kuchnia daje mi pole do popisu jeśli chodzi o dodatki. Praktycznie raz na kilka tygodni robię „stylistyczne przemeblowania”. Wystarczy, ze zamiast przypraw poukładam książki, albo zdjęcia w ramach czy suche kwiaty i kuchnia wygląda zupełnie inaczej. Ma wielki blat ze spieku. To cudowne rozwiązanie, które pozwala utrzymać wszystko w czystości.

Od początku wiedziałam, jaki efekt chcę osiągnąć. To wynik mieszkania w wielu miejscach, dzięki czemu wiesz, co się sprawdza a czego unikać. Jednocześnie bardzo pomogła mi znajoma architekta, która zwizualizowała tę przestrzeń pod kątem użyteczności.

Photo: Anna Król

Co było najważniejsze w tworzeniu tej przestrzeni?

Chciałam, by poza funkcjonalnością i przestrzenią, kuchnia cieszyła oko. Jestem estetką i bardzo lubię otaczać się ładnymi i sentymentalnymi rzeczami. Chciałam, by było w niej na to miejsce. Jednak przede wszystkim chciałam by kuchnia była spójną z całością domu, by razem z jadalnią i holem oraz salonem tworzyła całość. Zależało mi na tym, by odwiedzający nas przyjaciele i rodzina czuli się w tej przestrzeni dobrze, na tyle dobrze, by nie chcieli z niej wychodzić. I tutaj myśl, że chyba muszę nadrobić moje umiejętności kulinarne. (śmiech)

Jaki przedmiot lub mebel najbardziej kochasz w swojej kuchni?

Ekspres do kawy, a jeśli chodzi o mebel, to zdecydowanie szafki na przyprawy. Właśnie sobie przypomniałam, dlaczego zmieniła się ostatecznie z drewnianej w białą! Ciemna, ciężka drewniana szafka z szufladkami na przyprawy miała być najważniejszą jej częścią. To jedyny kuchenny mebel, który podróżował ze mną z domu do domu. Kawał historii. Gdy nocą w domu zapada przenikliwa cisza, okazuje się, że nie jestem sama. Odgłos korników ma swój urok. Nigdy bym nie pomyślała, że to powiem. (śmiech)

Co zmieniłaby Pani dzisiaj, tworząc swoją kuchnię od nowa?
Płytę indukcyjną zamieniłabym na gazową. I stół wydłużyła o kolejne 2 metry! (śmiech)

Photo: Anna Król

PRZECZYTAJ TAKŻE:

Podłoga z żywicy, która łączy przestrzeń

Czy cały dom ma podobny styl, co kuchnia?
Tak, a to duża zasługa podłogi z żywicy, dzięki czemu nie mam połączeń pomiędzy przestrzeniami. Zarówno dół i w większości poddasza, to otwarta, wysoka przestrzeń, gdzie każde drewniane elementy są widoczne i nie zlewają się ze sobą.

Mówi Pani, że nie ma zbyt szerokich zdolności kulinarnych. Lubi Pani gotować?

Lubię, chociaż nie gotuję zbyt często. Gotowanie mnie stresuje, a jeszcze bardziej pieczenie, chociaż nie spotkałam się jeszcze, by moja kuchnia komuś nie smakowała. Może mam po prostu miłych przyjaciół? (śmiech)

Nie lubię gotować z przepisów, chociaż uwielbiam książki kucharskie. Jestem pełna sprzeczności. Lubię potrawy, które nie tylko wspaniale smakują, ale też pięknie wyglądają i są ładnie podane. Rozumiem, ze w kuchni można się zatracić i gotowanie i pieczenie może pochłonąć jak moja fotografia. Myślę, że jeszcze wszystko przede mną. A co najbardziej lubię gotować? Zdecydowanie kuchnie indyjską.

A piec?

Szarlotki! To jedyne ciasto, które na prawdę mi wychodzi. (śmiech)

Photo: Anna Król

Zapach kawy

Najwspanialszy moment w ciągu dnia spędzany w kuchni to?

Każdy czas, gdy spędzam go z bliskimi. Wspólne śniadania bez pośpiechu, wschody i zachody słońca, które otulają moją kuchnię najpiękniejszym światłem. A i Święta! To taki magiczny czas, bardzo, bardzo kuchenno-rodzinny.

Czym pachnie Pani kuchnia?

Cynamonem i miętą, i oczywiście zapachem świeżo zaparzonej kawy!

ZOBACZ TAKŻE: