Jak wychować szczęśliwe dziecko 

Sądząc po ilości publikacji na temat wychowania dzieci i ilości specjalistów w tej materii można by pomyśleć, że wychowanie dziecka nigdy nie było łatwiejsze niż teraz. Ale nic z tego. Co więcej, trudno o bardziej mylną opinię. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że jest zgoła odwrotnie: chyba nigdy wychowanie dziecka na szczęśliwego człowieka nie było trudniejsze! Wspólny czas, który kurczy się do minimum, bo rodzice nieustannie pracują, a dzieci ulegają pokusie gier i innych elektronicznych rozrywek, jest często niewystarczający do tego, by zbudować w dziecku poczucie własnej wartości i przekonanie, że takie jakie jest - jest w porządku. 

Jak wychować szczęśliwe dziecko? Ten wpis jednej z mam daje do myślenia 

Co więcej, powszechność i dostępność wiedzy (m.in. psychologia w wydaniu telewizji śniadaniowej, ewentualnie ta z internetu) i pomocy mających wskazywać rodzicom dobrą drogę zamiast w istocie pomagać, wprowadza niemały chaos: zamiast kierować rodziców w stronę intuicji i prostych, często najskuteczniejszych rozwiązań, często powoduje tylko większe zagubienie. 

No i kolejna rzecz: uleganie powszechnie obowiązującym modom i mimowolne włączanie się w „wyścig szczurów”. Czy naprawdę lekcje języka obcego dla kilkulatka czy codzienne obciążające pozalekcyjne zajęcia zamiast podwórka to coś, co ma pomóc wyrosnąć maluchom na szczęśliwych ludzi? - pozostawiamy tę kwestię otwartą, zwłaszcza, że wnioski i rozwiązania przychodzą najczęściej wtedy, gdy dziecko jest już duże. A o pytaniach, które nachodzą mamy na co dzień, tych podszytych lękiem i ciągłym poczuciem winy, że być może można było coś zrobić lepiej albo inaczej nawet nie wspominamy - to wątek na osobny temat. 

Syndrom cesarza u dziecka: na czym polega i jak do niego nie dopuścić?

Jedna z mam na profilu „Dzieci są ważne" zamieściła wzruszający i dający do myślenia wpis, który poniósł się szerokim echem i wywołał burzliwą dyskusję:

 „Nie chodzi o to, żeby być rodzicem idealnym, ale warto być rodzicem wystarczająco dobrym.” - kartka z tym cytatem Diany Loomans, założycielki i coach The Quantum Life Institute zawisła w jednym z gabinetów psychologicznych. „Gdybym mogła od nowa wychowywać dziecko, częściej używałabym palca do malowania, a rzadziej do wytykania. Mniej bym upominała, a bardziej dbała o bliski kontakt. Zamiast patrzeć stale na zegarek, patrzyłabym na to, co robi. Wiedziałabym mniej, lecz za to umiałabym okazać troskę. Robilibyśmy więcej wycieczek i puszczali więcej latawców. Przestałabym odgrywać poważną, a zaczęła poważnie się bawić. Przebiegłabym więcej pól i obejrzała więcej gwiazd. Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała. Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała. Budowałabym najpierw poczucie własnej wartości, a dopiero potem dom. Nie uczyłabym zamiłowania do władzy, lecz potęgi miłości."

Pod postem zaroiło się od komentarzy, bo wiele mam zadało sobie podobne pytanie i uległo temu szczeremu wzruszającemu wyznaniu. Większość odpowiedzi miała podobny wydźwięk - za swój największy sukces i wkład w wychowanie szczęśliwego dziecka mamy uważały spędzony wspólnie z dzieckiem czas, uważne towarzyszenie mu w poznawaniu i doświadczaniu świata z zastrzeżeniem jednak, że zawsze jest coś co można by zrobić lepiej. Grunt to nie ulegać temu przekonaniu.

Nikt nie jest idealny. Być wystarczająco dobrym rodzicem to absolutnie wystarczające wyzwanie- zgodzicie się?