Naturalne „glow” dzięki samej pielęgnacji?

Pamiętacie czasy, w których na twarzach królował puder matujący, a na zdjęciach prezentowałyśmy się tak jakby... w 2D? Ja też ledwo ledwo, bo od dobrych kilku lat to właśnie rozświetlona i pełna zdrowego blasku skóra budzi zachwyt i "uśmiecha się" do nas z wybiegów i edytoriali modowych. W osiągnięciu pożądanego efektu „glow” lub jego ekstremalnej wersji „glass skin”, pomagają nam zazwyczaj połyskujące rozświetlacze, jednak kto nie chciałby, aby jego cera prezentowała się podobnie tuż po przebudzeniu? Okazuje się, że efekt ten można uzyskać samą pielęgnacją, a odpowiedzialny za to jest wschodząca gwiazda pielęgnacji - neoglukozamina. Znajdziemy ją w nowej serii Bright Boost marki Neutrogena®, którą dziś mam okazję testować. Neutrogena® to jedna z moich ulubionych marek - pomimo przystępnych cen i dostępności w drogeriach, polecana jest przez specjalistów - formuły jej kosmetyków są z resztą opracowywane przy udziale lekarzy dermatologii.

Złuszczanie naskórka

Zanim przejdziemy do właściwych, rozświetlających produktów, kilka słów o złuszczaniu. Wykonywanie peelingów jest w zasadzie kluczowe dla zdrowej i pełnej blasku skóry. Martwy naskórek, który nie jest regularnie usuwany, gromadzi się na skórze, zapycha pory, uniemożliwia dokładne wchłanianie się substancjom aktywnym i sprawia, że cera wygląda na szarą i zmęczoną. Mała „pomoc” naturalnym procesom złuszczania jest więc niezbędna - posługując się dużym, aczkolwiek bardzo obrazowym uproszczeniem - wykonując peeling odsłaniamy świeżą, odżywioną i jędrną skórę. Peeling, w zależności od potrzeb cery, warto wykonywać 1-2 razy w tygodniu. Ważne jest, aby nie przesadzić, bo wtedy pozbawimy skórę nie tylko zanieczyszczeń, ale i jej naturalnej bariery hydrolipidowej. Z tego względu, należy też wybierać delikatne produkty - ja w ramach testu stosowałam Peeling Bright Boost Neutrogena®, który ma w składzie kwasy AHA i bardzo malutkie drobinki, które doczyszczają pory mechanicznie. 

Boost 

Kolejny krok do rozświetlonej i jędrnej cery, to jej nawadnianie i odżywianie. I tu pojawia się wspomniany wcześniej cudotwórca - neoglukozamina, czyli aminocukier, który bierze udział w tworzeniu kwasu hialuronowego (naturalnego wypełniacza i nawilżacza skóry), zwalcza oznaki starzenia się, chroni przed powstawaniem przebarwień, a te, które już zagościły na naszej twarzy - stopniowo niweluje. Krem-żel z wysoką zawartością neoglukozaminy, a także wyrównującymi koloryt skóry kwasami AHA i PHA testowałam w wieczornej pielęgnacji, bo mimo bardzo lekkiej konsystencji kosmetyku, moja cera nie przepada za wieloma warstwami produktów. Krem bardzo szybko się wchłania i nie ma mocnego zapachu, co jest dla mnie wielkim plusem.

Neutrogena® Bright Boost Rozświetlający żel krem o lekkiej, niemal niewyczuwalnej na skórze konsystencji

Poranną pielęgnację rozświetlającą zaczynamy natomiast od serum z opalizującymi drobinkami i konkretną zawartością neoglukozaminy - po wchłonięciu się kosmetyku, skóra rzeczywiście wygląda jak muśnięta rozświetlaczem - produkt nakładam też pod oczy: nie szczypie, nie roluje się i ładnie tuszuje małe zasinienia. Czuję, że dziś w końcu postawię na makeup no-makeup. Oprócz tego oczywiście wypijam dwie duże szklanki wody, bo organizm odwodniony nie da się "przekupić" nawet najlepszą, zewnętrzną pielęgnacją. 

Ochrona 

Ostatni krok to ochrona przeciwsłoneczna. Promienie UV, które emituje słońce, działają wyjątkowo niszczycielsko na cerę. Dobierają się do kolagenu i elastyny, które są „stelażem” skóry, wysuszają, są przyczyną przebarwień i paradoksalnie - powodują, że cera wygląda na zmęczoną! Na test kremu z SPF 30 i kolejną dawką neoglukozaminy czekałam najbardziej - kremy z filtrem są często "trudne w obyciu" - po pierwsze, trzeba ich nakładać naprawdę sporo, aby zapewniały deklarowaną przez producenta ochronę (pół łyżeczki do herbaty na samą twarz i szyję), po drugie niektóre z nich bielą skórę, po trzecie - nie chcą współpracować z podkładem. Tu na szczęście miłe zaskoczenie - krem ma wodnistą konsystencję, lekko różowy odcień, który szybko stapia się ze skórą i nie zostawia na niej tłustego filmu! Krem zawiera też witaminy C i E, które są świetnymi antyoksydantami i powinny znajdować się w kosmetykach na dzień - podbijają ochronne właściwości filtrów i neutralizują wolne rodniki, które czają się na naszą skórę w zanieczyszczonym, miejskim powietrzu. Dokładam jeszcze jedną warstwę (jak test, to test!) i czekam chwilę przed nałożeniem podkładu. 

Neutrogena® Bright Boost Ochronny żel SPF 30 z opalizującymi drobinkami

Po nałożeniu podkładu skóra faktycznie... nie potrzebuje rozświetlacza! Jest gładka, delikatnie się błyszczy, nic się nie roluje, ani nie waży. Po całym dniu z serią Bright Boost na twarzy, cera jest wypoczęta i nawilżona, po oczyszczaniu nie występuje uczucie ściągnięcia co oznacza, że produkty skutecznie chronią ją przed wysuszeniem, no i neoglukozamina zdała test na piątkę z plusem!