Laptop na stole jak trzynaste danie wigilijne

W tym roku będzie jak w ubiegłym. I jak dwa lata temu. Najpierw Ola, młodsza córka Adama, prześle na e-maila filmik, w którym tata zobaczy, jak syn ze starszą córką ubierają choinkę, a żona wkłada ostatnie ciasta do piekarnika i doprawia barszcz. Będzie też widok z okna na osiedle i komentarz Oli, że u nas też, tak jak u ciebie, tato, w tej Anglii, znów nie ma śniegu na święta. A późnym wieczorem, gdy w Polsce będą kończyć wieczerzę wigilijną, Adam podłączy się na Skype’a i wszyscy złożą sobie życzenia prawie „na żywo”. Jeśli będą w dobrych humorach, to nawet, dla tradycji, zaśpiewają razem kolędę. – Laptop stanie na naszym wigilijnym stole już trzeci raz – mówi Lucyna, żona Adama. – Chyba przywykłam, choć jak „przełamujemy się” z mężem opłatkiem przed monitorem, to trochę ściska mnie w gardle.

Ostatni raz Adam na Wigilii w domu, z rodziną, był w 2012 roku. Wtedy jeszcze mógł wziąć urlop na Boże Narodzenie. Ale odkąd pracuje w dużej londyńskiej sieci handlowej, nie ma szans na wolne dni w ostatnim kwartale roku. Od połowy listopada do świąt jest najgorętszy okres. Adam tęskni za prawdziwymi, rodzinnymi świętami w Polsce, takimi jak dawniej. Ale nie marudzi, bo zanim dostał tę pracę, tułał się w Anglii po knajpach i budowach, gdzie pracował znacznie ciężej, a zarabiał połowę tego, co teraz. Odkąd dostał stanowisko zastępcy kierownika sklepu, żona w Polsce regularnie spłaca kredyt za mieszkanie. A było już blisko windykacji.

Dzieci chodzą na prywatny angielski, a Lena – starsza córka – nawet uczęszcza do szkółki jeździeckiej. Wszystko jakoś się ułożyło, tylko w te święta najbardziej smutno. – Przy wigilijnym karpiu pocieszają mnie dzieci – żartuje Lucyna. – Przecież mamy tatę „na żywo”, rozmawia z nami, nawet prezenty odpakowujemy w tym samym momencie i wspólnie się cieszymy, mówią. Nie narzekaj, pomyśl, jak było 20 lat temu: rozmowa przez telefon z zakłóceniami kosztowała majątek – przekonują mnie. Pewnie mają rację, ale ja oddałabym wiele, żeby za rok nie było już tego laptopa na stole, a obok mnie w końcu usiadł mąż.

Prezenty kupuję tylko w internecie

Jest szybciej i można to zrobić z każdego miejsca. Monika, 29-letnia fryzjerka, zaczyna shopping online już w połowie listopada. – Ostatni raz kupiłam prezenty w sklepach stacjonarnych trzy lata temu – mówi. – Mój chłopak obliczył, że aby kupić wszystkie prezenty, w sklepach i na dojazdach do nich spędziłam w sumie 21 godzin. To tak, jakbym wykreśliła z życia prawie całą dobę!

Monika półtora roku temu otworzyła małe studio fryzur. – Przed świętami jest mnóstwo pracy, ale zawsze a to jakaś klientka się spóźni, a to mam przerwę przy farbowaniu. I wtedy na chwilę siadam na zapleczu – mówi. – Mam tam laptop i sukcesywnie zamawiam prezenty. Wybór jest większy niż w sklepach stacjonarnych, a jeśli się okaże, że nie trafiłam w gust albo rozmiar, bezpłatnie zwracam towar i kupuję coś nowego.

Monika twierdzi, że na internetowych prezentach zawiodła się tylko raz. Zamówiła dla mamy perfumy. To nietypowy zapach, drogeria musiała go specjalnie zamówić, ale zapewnili, że na tydzień przed świętami paczka na pewno do niej dotrze. Nie dotarła. – Byłam rozczarowana, ale nie robiłam z tego tragedii – wspomina Monika. – Pod choinką położyłam dla mamy kartę upominkową z zabawnym wierszykiem, że perfumy wykorzystał Mikołaj, dlatego przybędą z opóźnieniem. Mama się śmiała, a oprócz perfum, w ramach przeprosin za opóźnienie, sklep podarował jej też bon na 50 zł.

Mam fajną rodzinę, piękny dom na Gwiazdkę. Czemu mam się nie chwalić tym na Facebooku?

Zobacz, Magda zrobiła w końcu tego karpia z mojego przepisu – Ewa, 40-letnia nauczycielka geografii, pokazywała mężowi zdjęcie w telefonie, które chwilę po godzinie 18 w Wigilię zamieściła jej przyjaciółka na Facebooku. – I bardzo dobrze, bo ten w galarecie wychodził jej mdły – dodała już sama do siebie. To scenka z tamtego roku, ale w tym też na pewno będzie na bieżąco z potrawami serwowanymi przez znajomych. Bo Ewa lubi być cały czas online. Podobnie jak jej rodzina. Telefony leżą obok talerzy na stole każdego dnia. W święta nie ma wyjątku.

Już pół godziny po rozpoczęciu uroczystej kolacji, kiedy życzenia i pierwsze potrawy domownicy mają za sobą, najpierw dzieci Ewy przesuwają palcem po ekranach dotykowych telefonów. Patrzą, ile lajków zdobyły wrzucone przez nich godzinę wcześniej fotki ich buldożka francuskiego w czapce Mikołaja. Później Ewa, gdy po kulinarnym obsłużeniu rodziny może spokojnie usiąść przy stole, zagląda w telefonie do internetu i komentuje, jak wygląda Wigilia u innych.

– Nasz dom jest towarzyski, ja jestem towarzyska i podoba mi się ta otwartość ludzi na to, co się u nich dzieje – mówi. – Przecież nie możemy w Boże Narodzenie spotkać się ze wszystkimi. Kiedyś człowiek nie wiedział, jak u innych się świętuje, a teraz zaglądam do telefonu i mam relację niemal na żywo z domów moich znajomych i dalszej rodziny. Widzę, jak wyglądają, w co są ubrani, co mają na stołach, jakie prezenty dostali. I nic w tym złego – dodaje Ewa – Po prostu naturalny znak naszych czasów. Jeśli ktoś ma fajną rodzinę, pięknie udekorował dom na Boże Narodzenie albo ugotował coś wyjątkowego, to czemu ma tym się nie pochwalić?

Najlepszy świąteczny makowiec to ten z bloga

Już miesiąc przed świętami zaczyna się szaleństwo – mówi Dorota Świątkowska, autorka jednego z najpopularniejszych w Polsce blogów kulinarnych mojewypieki.com. Średnio odwiedza go prawie trzysta tysięcy użytkowników w miesiącu. – Przed Bożym Narodzeniem czytelników jest nawet trzy razy tyle – przyznaje.

Dorota cieszy się, że Polki szukają u niej wigilijnych inspiracji. Już nie książki kucharskie i przepisy babuni, ale właśnie blogi i vlogi to teraz skarbnica wiedzy na temat tego, co i jak powinno się serwować rodzinie na święta. – Mam stałych czytelników, ale przed Bożym Narodzeniem mnóstwo nowych ludzi trafia do mnie z popularnych wyszukiwarek internetowych – opowiada Dorota. – Choć nadal są przywiązani do tradycji i przed Bożym Narodzeniem najczęściej szukają u mnie przepisów na makowiec zawijany, staropolski piernik czy tradycyjny sernik, lubią, kiedy czymś ich zaskoczę. Ważne, żeby zdążyć z propozycjami do połowy grudnia, ponieważ wtedy większość czytelników zamyka listę wypieków i nie zawsze dają się namówić na pomysły „last minute”.

Połowa grudnia to na blogach kulinarnych szczyt gorączki. Najpierw Polki szukają przepisów, później je testują, a na kilka dni przed Wigilią blogerki mają pełne ręce roboty przy... odpisywaniu na komentarze. – Dziewczyny pieką, testują, czasem coś nie wychodzi albo mają dodatkowe pytania – mówi Dorota Świątkowska. – Cały ostatni tydzień przed Gwiazdką poświęcam na odpisywanie na pytania i rozwiewanie kulinarnych wątpliwości.

Dorota przyznaje, że choć w samą Wigilię ruch na blogu zamiera, już kilka godzin po niej czytelnicy wracają i wielu z nich wrzuca zdjęcia oraz komentarze, w których chwalą się swoimi wypiekami. Bo Boże Narodzenie dla tych, co gotują, ma już swoje drugie życie w internecie.

Od pięciu lat nie wysłałam kartki z życzeniami. Ale telefon rozładowuje się w Wigilię kilka razy

W kuchni na lodówce stoi kilka pocztówek z choinką, Dzieciątkiem w żłóbku i aniołkami. Dla równowagi są też dwie z pisanką i zajączkiem. Grają rolę sentymentalnych, archaicznych dekoracji. – To pamiątkowe eksponaty sprzed dwóch i trzech lat. – 36-letnia Marta bierze jedną kartę i czyta tekst na odwrocie. – Ta jest od cioci z Nowego Targu. Ciocia ma już ponad 80 lat, ale kartę z życzeniami zawsze przyśle. Reszta jest od naszych znajomych górali, u których się zatrzymujemy, gdy przyjeżdżamy na narty. Oni jako nieliczni preferują tradycyjną metodę przesyłania życzeń na kolorowych kartach.

Odkąd SMS-y można mieć w abonamencie za darmo, Marta nie wysłała żadnej tradycyjnej kartki z życzeniami. W święta ciepło myśli i zawsze pamięta o rodzinie, przyjaciołach, nawet dalszych znajomych, ale podchodzi do sprawy nowocześnie i systemowo. Tak, by zaoszczędzić czas i pieniądze. – Dalszym znajomym wysyłam życzenia SMS-em – mówi. – Przyznaję, większość z nich dostaje tę samą wiadomość, bo piszę życzenia uniwersalne. Ale dzięki temu nawet 50 osób ma ode mnie miłe słowo na święta. – Do rodziny, zwłaszcza starszych cioć i wujków, z którymi Marta nie spotka się przy wigilijnym stole, zawsze telefonuje z życzeniami. A przyjaciołom wysyła kartkę online – indywidualnie e-mailem. I jeszcze dla pewności zamieszcza jedną „dla wszystkich” na swojej tablicy na Facebooku.

– Kiedyś podchodziłam do sprawy ambitniej – śmieje się. – I sama projektowałam jakąś zabawną grafikę świąteczną. Wklejałam zdjęcie naszej rodziny, a później dorysowywałam świąteczne motywy. Teraz mam coraz mniej czasu i korzystam z gotowych e-kartek, które można za darmo pobrać z internetu. Na większości są już wypisane życzenia, wystarczy tylko się podpisać. Kiedyś spędzałam co najmniej dwa wieczory na ręcznym wypisywaniu kart, a później wystawałam jeszcze na poczcie w kolejkach. Teraz na cały świąteczny projekt „życzenia” poświęcam maksymalnie godzinę.

Życzenia prosto z serca czy z... kreatora?

W internecie możemy znaleźć kilkanaście polskich stron, które oferują darmowe pobranie gotowych świątecznych kart elektronicznych z życzeniami (np. kartka.org, zyczenia.pl, kartki.pl). Na takich obrazkach można wpisać własne słowa i wysłać je znajomym albo pobrać obrazek z gotowymi życzeniami.

Dla tych, którzy rezygnują z ręcznie wypisywanych kart pocztowych, ale chcą przesłać bliskim oryginalną grafikę, stworzone zostały kreatory kartek np. yummy.pl. Na takiej stronie wybieramy dowolne tło grafiki, postaci, przedmioty, ramki na życzenia albo dymki jak w komiksie. Słowa życzeń można napisać własne, a do kartki dołączyć nawet ulubioną piosenkę, którą odsłucha bliski.