Lubisz dostawać komplementy? 

Ewa Farna: Tak! Uczę się je przyjmować.

Dawno nie było na polskim rynku muzycznym tak poruszającego, a tak skromnego w środkach teledysku – czy miałaś realny wpływ na jego kształt?

Ewa Farna: O tak! Nagrywałyśmy go w Czechach. Cały ten pomysł na piosenkę, o czym ona będzie, co chciałabym nią przekazać i z czego się "wyśpiewać", zrodził się w mojej głowie. Tak samo było z teledyskiem –  wybrałam większość dziewczyn, które w nim wystąpiły. Obserwowałam profile na Instagramie, każda z nich ma swoją niesamowitą historię związaną z ciałem.

W nagraniach zapowiadających singiel „Ciało”, dziewczyny opowiadają swoje bardzo intymne i wzruszające historie – wszystkie są prawdziwe?

Ewa Farna: Tak, te 13 dziewczyn, które wystąpiły w klipie naprawdę istnieją. Spotkanie z nimi było niesamowitym przeżyciem. Jest np. przepiękna 31-letnia dziewczyna, która urodziła 4 dzieci i w klipie pokazała swój brzuszek z rozstępami. Jest dziewczyna po nowotworze w głowie. Chciałam pokazać, że ciało jest niesamowite, nie tylko pod względem estetycznym, do czego przyzwyczaja nas Instagram, ale też pod względem funkcjonalności, o czym się często zapomina. Ok, może nie mam nóg jak modelka, ale to one mnie doprowadziły do miejsca, w którym jestem. Nie mam idealnego brzucha, ale przecież nosiłam w nim życie. I uwaga, to nie numer jako wymówka do rzeczy, które możemy wypracować, ale do zaakceptowania zmian, których się nie zmieni.

W teledysku pokazujesz też swoją bliznę – jaka jest jej historia?

Ewa Farna: To są moje rozstępy po ciąży. Zawsze lubiłam siebie, no ale bywały trudne momenty by doceniać i wierzyć, że jest takie zajebiste, skoro piszą o Tobie od lat, że tak nie jest. Ale kiedy doświadczyłam jak mi służyło podczas ciąży, to zyskałam pewność, że jest sztosem samo w sobie. Zaczęłam je szanować  jeszcze bardziej, być wdzięczna za to jak mi służy nawet mimo tego, że wygląda już inaczej.

To był twój pomysł, by pokazać się z tak intymnej strony?

Ewa Farna: To było najtrudniejsze, co kiedykolwiek nagrałam. Widziałam te wszystkie dziewczyny, które pokazały swoje blizny, niektóre naprawdę po dramatycznych przejściach, chorobach. Stałam tam i myślałam, „a ja się przejmuje swoją blizenką po ciąży”. Przecież to piękny tatuaż od przyrody na to, że jestem mamą”. Do końca nie byłam pewna czy się tak odsłonię, ale te dziewczyny dały mi odwagę swoją postawą. Zdecydowałam się dopiero na planie. Pamiętam tę ciszę – to było dla mnie wielkie emocjonalne przeżycie. Z jednej strony myślałam: "co komu do tego, to moja sfera prywatna", a z drugiej strony poczułam, że mogę małą cegiełką przyczynić się do lepszego traktowania własnego ciała przez dziewczyny. No bo ciało dobrze traktować można tylko wtedy, kiedy się go polubi. Temat ciała w ogóle nie jest prosty – zdaję sobie sprawę, że nie każdemu ten teledysk się spodoba. Mam w swoim otoczeniu facetów, którym niełatwo się go ogląda.

No tak, mamy takie sygnały jak np. słynna niechlubna wypowiedź ministra edukacji, niedoścignione ideały na Instagramie - to kobietom najczęściej się dostaje za to, jak wyglądają. Czy to my chcemy być idealne, czy poddajemy się presji tego, że inni chcą, żebyśmy takie były?

Ewa Farna: Myślę, że to jest naturalna ludzka potrzeba, że chcemy się podobać, być lubiani. Poza tym kobiety są silne, więcej wytrzymują, zaczynają odzyskiwać głos i jaśniej komunikować swoje potrzeby i granice. Ale kontekst body positive dotyczy też facetów – o nich się nie mówi w kontekście body positive, dotyczy to po prostu nas wszystkich bez względu na płeć.

Może social media mają również na sumieniu nasze dobre samopoczucie?

Ewa Farna: Drogą do szczęścia jest nie porównywanie się z innymi - to moje motto. Zawsze ktoś będzie w czymś lepszy i my będziemy się poprawiać, aż przestaniemy być sobą. Mam to szczęście, że mogę liczyć na mocne oparcie w domu, dlatego mogę się sama w sobie oprzeć i to jest bardzo ważne. Ktoś jest wyższy, ktoś niższy, ktoś ma piegi – super jest zaakceptować te rzeczy i pokochać je. Ta piosenka „Ciało” jest właśnie o tych rzeczach, których nie potrafimy zmienić. Porównywanie siebie do innych zawsze prowadziło mnie w dziwne rejony. Czy siebie, jako mamy czy jako piosenkarki.

Miałaś taki etap, że porównywałaś się, konkurowałaś o miejsce na listach przebojów?

Ewa Farna: Nie, a zwłaszcza teraz to byłoby niemożliwe, bo jak mam porównywać się do kogoś, kto ciężko pracuje 5-7 dni w tygodniu po kilka godzin dziennie. Ja łapię 2 wolne godziny na pracę, gdy moje dziecko śpi, plus i tak dzięki mężowi mam “dni pracy”, kiedy mogę pisać piosenki, czy skupić się na tekście. Tak czy inaczej, to inne tryby pracy i możliwość skupienia. Ale ja nie chcę sobie potem czegoś wypominać, że za mało pracuję czy że za mało czasu spędzam z dzieckiem. To tak jak nie porównuję siebie do pięknej dziewczyny, która ma nogi do nieba, bo nóg do nieba nie mam i mieć nie będę. Ale to nie oznacza przecież, że są brzydkie. To będzie trudna epoka dla młodych ludzi wychowanych na Instagramie. 

A propos kruchego wieku, przed naszą rozmową wpisałam w Google hasło „Ewa Farna” i pierwsze, co mi wyskoczyło, to artykuł pt. „Ile ważą polskie gwiazdy?”. Jak ty się czułaś, jako 13 –latka pod ciągłą krytyką i obstrzałem mediów?

Ewa Farna: Jestem silna psychicznie i zawsze robię swoje, rzadko mnie coś dotyka, a jednak z czasem zrozumiałam, że teksty w stylu „nie żryj”, „wyglądasz jak gruba świnia”, zostawiły rany w podświadomości. A przecież byłam w wieku, gdy z dziewczynki zmieniałam się w kobietę, a brukowce dalej pisały, „dlaczego nie wyglądam jak kiedyś?”. Bo wtedy miałam 13 lat! Dużo czasu minęło nim zrozumiałam, co to ze mną zrobiło, jak na mnie wpłynęło. Na pewno pojawił się jakiś problem mojego zdrowego stosunku do jedzenia. 

Pomyślałaś kiedyś „może rzeczywiście muszę schudnąć, zmienić kolor włosów”?

Ewa Farna: Tak, miałam takie momenty, że chciałam schudnąć, żeby wreszcie skupili się na czymś innym, żeby zostawili ten temat. Ale to tak nie działa. Kwestia mojej wagi to był zawsze temat nr 1. - ktoś dostaje łatkę, że pije, ktoś, że miał 5 żon. W nagranej do klipu zapowiedzi mówię o tym, że przez tę medialną nagonkę na mnie, opancerzyłam się, żeby nic nie docierało do środka. Nie mam neutralnego podejścia do jedzenia, bo mi w tym kierunku trochę "zryto" głowę, że "przecież powinnam się tym zająć"! Wiem już, że nie każdemu uda się schudnąć według prostych zasad w stylu: “nie jedz i ruszaj się”, bo problemy z sylwetką nie zawsze są konsekwencją lenistwa! Ale uczę się z tym pracować, edukuję się w tym temacie, by go rozgryźć no i też potrafię z dystansem podchodzić do wielu spraw.

To, co teraz robisz muzycznie, to taki prztyczek w nos hejterom?

Ewa Farna: Nie, to dla mnie wyśpiewanie ludziom z podobnymi myślami, że nie są w tym sami, że to dotyka wszystkich. Chcę, by temat ciała przestał być tematem tabu. Bez względu na status, każda kobieta po ciąży może mieć podobne problemy. Singiel „Ciało” pokazuje tematy, z którymi nie można nic zrobić, które trzeba po prostu zaakceptować – mamy bliznę, tak mamy, i co z tego? Nigdy nie rozumiałam, jak ktoś może hejtować kogoś za coś, czego nie może zmienić – czy to kolor skóry, czy to, kogo kochamy, czy za to, że mamy wielkie uszy, czy jesteśmy niscy. 

ZOBACZ TEŻ:

Jak dzisiaj się czujesz ze swoim ciałem?

Ewa Farna: Na tyle spoko, że odkryłam te blizny publicznie. Podziwiam swoje ciało, ale oczywiście w kwestiach, na które mam wpływ, jestem cały czas w procesie rozumienia i ulepszania.

W ogóle dyskusja o ciele jest bardzo intymna. Pozwalam sobie na nią tylko dlatego, że to ty nowym singlem rozpoczęłaś tę dyskusję. 

Ewa Farna: To bardzo miłe – zdaje sobie sprawę, że sama się podłożyłam nagrywając taki kawałek. Jestem wzruszona, bo czuję, że takie rzeczy mają sens, dostaję cudowne wiadomości od ludzi.

Podobał mi się twój wpis na Instagramie – piszesz tam o zjawisku body shamingu – ktoś jest dla opinii publicznej czy anonimowego hejtera za gruby, za chudy, zbyt wysportowany. Dostaje się nie tylko tym krąglejszym, ale też szczupłym dziewczynom. 

Ewa Farna: Zawsze jest coś. Przyznam, że zawsze żyłam w przekonaniu, że przecież osoby szczupłe mają łatwo, bo przecież nie są grube. Moja przyjaciółka, która jest chodzącym ideałem powiedziała mi, że wiele razy ktoś sprawił jej przykrość, mówiąc np. „ale kościotrup”. Tak samo dziwię się, że ktoś może myśleć, że sprawi mi przyjemność pisząc: „o nareszcie dziewczyna z krwi i kości, a nie jakiś wieszak!”. To samo tyczy się mężczyzn, którzy też poddawani są krytyce – mają mieć szerokie ramiona, sylwetkę drwala. A przecież są faceci po prostu szczupli jak np. Kuba Wojewódzki, który nigdy nie będzie wyglądał jak Pudzian. 

W pierwszym kadrze teledysku do „Ciała” pojawia się obraz „Primavera” z renesansowym ideałem piękna. Co dla Ciebie jest ideałem piękna?

Ewa Farna: Osoba wyglądająca naturalnie, która dużo się uśmiecha – to pasuje wszystkim. Piękno w czystej postaci, to też kobieta, która ma ten błysk w oku, pasję, emanuje energią – po prostu promienieje szczęściem. 

Urodziłaś synka jak miałaś 25 lat – tu koncerty, premiery, sława, skąd decyzja by nagle wylądować w pieluchach?

Ewa Farna: Ja nie byłam dziewczyną, która właśnie skończyła studia i otwierają jej się drzwi do kariery. Od 12. roku pracowałam. Moje życie przez kolejne lata pewnie by się nie zmieniło, wtedy covidu się nie spodziewaliśmy. Poza tym zawsze chciałam być młodą mamą. Miałam do tego też dobre warunki – miałam męża, stabilną sytuację mieszkaniową, finansową, 13 lat pracy. To była łatwa decyzja. Rodzina była dla mnie priorytetem, nie poświęceniem. Musiałam zmienić wiele w swoim życiu, zmienić tryb pracy, ale nie czuję, że dziecko mnie ogranicza. Na razie nie mam niani, mogę sobie pozwolić na to, żeby być z nim teraz najwięcej. Poza tym to zawsze było w moim planie na życie. Bałam się, że któregoś dnia się obudzę i będę czegoś żałować. 

Co zmieniło w tobie bycie mamą?

Ewa Farna: Jestem nadal sobą, tylko czuję się bardziej spełniona, zrównoważona, spokojniejsza i takie też podejmuję decyzje. Mam dom, męża, rodzinę - ostoję, do której zawsze mogę wrócić. Nie muszę starać się nikomu nic udowadniać. Jesteśmy przebodźcowani, a ja dzięki dziecku zwolniłam, wypuszczam rzeczy, za którymi stoję murem, a nie na których zarobię. Coś, o czym fajnie się gada w wywiadach, co może komuś pomóc. Ale szykowana płyta to nie jest smętny album - w tej płycie jest masa radości, nadziei, no bo w takim znajduję się obecnie miejscu.