Karol i Ola Lewandowscy to młode małżeństwo, które prowadzi wyjątkowo kolorowe i pełne przygód życie. Od 8 lat w drodze, zwiedzają świat przemierzając go busem. Dziś rozmawiamy z nimi o ich podróżniczych początkach, życiu w drodze i najpiękniejszych podróżniczych kierunkach.

Jak wyglądały Wasze początki? Czy był gdzieś moment, w którym pożegnaliście swoje dotychczasowe „miejskie” życie, sprzedaliście wszystko, rzuciliście pracę i wyjechaliście czy może był to naturalny proces powolnej zmiany stylu życia?

Karol: Wszystko zaczęło się w 2009 roku. Byliśmy studentami z niewielkim budżetem i olbrzymim marzeniem o podróżowaniu. Ale nie było nas stać na podróże z biurem podróży i 5-gwiazdkowe hotele. Kupiliśmy więc za 2000 zł starego busa. Był w opłakanym stanie, więc własnymi zasobami i siłami przerobiliśmy go na podróżniczego, wesołego kampera. Efekt przerósł nasze oczekiwania. Takim autem, przerobionym na dom na kółkach, ruszyliśmy w podróż po Europie. Po powrocie mieliśmy sprzedać busa, ale nie byliśmy w stanie rozstać się ani z nim ani z podróżami. Dlatego postanowiliśmy to wszystko kontynuować. Początkowo wyglądało to tak, że przez cały rok odkładaliśmy wszystkie możliwe oszczędności, potem rzucaliśmy pracę i ruszaliśmy w podróż na kilka miesięcy. A po powrocie szukaliśmy nowej pracy i tak w kółko. Ale w międzyczasie nasz blog i vlog stały się bardzo popularne, a my wydaliśmy kilka książek. 3 lata temu postanowiliśmy rzucić nasze prace, założyć własną firmę i zawodowo zająć się podróżami i blogowaniem. Od 3 lat jesteśmy w podróży praktycznie non stop. Zarabiamy na blogu, youtube, książkach, wystąpieniach podróżniczych, kursie internetowym, sprzedaży zdjęć i wielu innych rzeczach związanych z podróżami. W 8 lat udało nam się odwiedzić ponad 50 państw na 5 kontynentach.

Powszechnym poglądem jest, że podróże generują koszty i wymagają dużego budżetu, Wy obalacie ten stereotyp. Jak udawało Wam się podróżować za kilka dolarów dziennie?

K: Po pierwsze bardzo dużo oszczędzamy na noclegach – nasze auto jest przerobione na małego kampera, poza tym zabieramy ze sobą namioty. W busie mamy polowy prysznic, więc możemy biwakować tak naprawdę wszędzie. Nasz bus to istny dom na kółkach – mamy w nim też lodówkę i kuchenkę, więc gotujemy sobie sami, dzięki czemu oszczędzamy bardzo dużo na jedzeniu. Kupujemy zapasy na farmach czy w tanich marketach, które wcześniej wyszukujemy w internecie. Praktycznie zawsze podróżujemy dużą grupą dzięki czemu oszczędzamy m.in. na paliwie. Chętnych na wyjazdy szukamy wśród czytelników naszego bloga, a pojechać z nami może każdy.

Jaka była Wasza najstraszniejsza przygoda? A jakie momenty wspominacie najlepiej?

Ola: W naszym słowniku chyba nie ma czegoś takiego jak “najstraszniejsza przygoda”. Każdy rodzaj przygody daje coś innego, niepowtarzalnego, fantastycznego. Nawet jeśli jest to rozkraczenie się busem w Australii po środku niczego. Bo i tak się zdarzyło. Kiedyś podczas jazdy odpadło nam w busie koło, ze starości. Mieliśmy olbrzymie szczęście, że udało się opanować miotające się po drodze auto i wyhamować bez wpadania do rowu. Utknęliśmy w miejscu bez zasięgu, setki kilometrów od cywilizacji i byliśmy zdani tylko na siebie. Takie przygody nazywamy wyzwaniami (śmiech).

Jeśli miałabym wybrać jakąś jedną super pozytywną przygodę to  wybrałabym “Zbyszka z buszu”. Byliśmy w Australii, na północym-zachodzie. Trwała tam akurat pora deszczowa. Nie mieliśmy gdzie rozłożyć namiotów do spania, bo wszystko było pozalewane. Kręciliśmy się po miejscowości Broome szukając pomysłu. Nagle zatrzymała się przed nami żółta terenówka, z której wysiadł młody chłopak w starym kapeluszu, podartych spodniach, na bosaka... i krzyknął do nas po polsku “Siema!”. Był to Zbyszek. Zbyszek jest Polakiem, który mieszka w aborygeńskiej osadzie zamkniętej przed cywilizacją. Do której nas zaprosił. Żebyśmy mogli wjechać do wioski, Zbyszek musiał wyjść po wodza, który przyszedł do nas i ocenił, że możemy wjechać, ale tylko na parę dni. I tak zamieszkaliśmy na kilka dni wśród Aborygenów, którzy budują chaty z tego co wyrzuciło morze, polują na kangury i robią zupę z węża.

Za co najbardziej cenicie sobie podróże? Czym jest dla Was podróż?

O: W tym momencie, po 8 latach intensywnego podróżowania, podróż stała się dla nas zwykłym życiem na niezwykłych zasadach. Mówiąc niezwykłe zasady, mam na myśli, to, że nie musimy się ładnie ubrać do pracy, nie musimy być ogoleni, umalowani, tak jak “normalne życie” tego od człowieka wymaga. Podróż cenię sobie najbardziej za niezliczoną ilość życiowych lekcji: nauczyliśmy się np. doceniać rzeczy z pozoru małe, takie jak bieżąca woda w kranie. W podróży oprócz nieba, gór i morza, nie ma niczego pewnego, co wciąż uczy nas nieprzywiązywania się do rzeczy, sytuacji, ludzi, więc jak ktoś nas zawodzi, długo nie płaczemy, bo tą ulotność jakoś już mocno zaakceptowaliśmy. I tych lekcji można wymieniać bez końca (śmiech).

Czy wyobrażacie sobie dziś inne życie? Macie jakieś rady, dla tych spośród naszych czytelników, którzy myślą o rozpoczęciu podróżniczej przygody, ale brakuje im odwagi? Warto podjąć to ryzyko?

K: Nasze życie ciągle się zmienia, dziś wygląda inaczej niż 3 lata temu, niż 5 lat temu i niż 10 lat temu. Dlatego jak najbardziej wyobrażamy sobie inne życie, bo wiemy że przez najbliższe lata pewnie znów się trochę zmieni. Ale na pewno zawsze będzie w nim miejsce na podróże.

O: Pewnie, że ryzyko warto podjąć! Generalnie jestem za podejmowaniem wszelkich wyzwań - jeśli tylko serce rwie się, to niech ciało nie powstrzymuje! Najwyżej okaże się, że to nie dla Ciebie - bo tak też może być. Trzeba tylko pamiętać, żeby zabrać ze sobą głowę (śmiech).

Jak brzmi top 3 Waszych podróżniczych przygód, czyli jakie 3 miejsca byście wskazali jako swoje ulubione destynacje?

K: Australia, USA i Islandia. Do tych 3 państw wracamy regularnie i ciągle nam mało. Są bardzo daleko od siebie, ale wszystkie trzy łączy piękna, imponująca natura, i olbrzymie otwarte przestrzenie, które dają niesamowite poczucie wolności.

Jakie jest Wasze największe podróżnicze marzenie? 

K: Przejechać trzy Ameryki, tak jak kiedyś zrobił to Tony Halik. Przemierzyć puszczę kanadyjską i dżunglę amazońską. Odwiedzić Machu Picchu, słoną pustynię w Boliwii i wziąć udział w karnawale w Rio. Za nami już 1/5 tego marzenia i mocno wierzymy że uda się zrealizować całą trasę. Jeśli ktoś też marzy o takiej podróży to aktualnie szukamy chętnych na wspólną podróż przez drogę 66, a także na kolejne etapy naszej podróży - szczegóły znajdziecie na naszym blogu www.busemprzezswiat.pl.

Już w najbliższy piątek, dzięki projektowi BBC Brit można wybrać się z Olą i Karolem na przejazd ich zasłużonym w bojach VW na trasie Katowice – Wrocław. Więcej informacji znajdziecie na stronie BBC Polska, a jeśli lubicie motoryzację to potężna dawka motoryzacyjnych emocji czeka na Was już w tą niedzielę o 22:00 w kolejnym odcinku 25. sezonu „Top Gear” na BBC Brit.