"Bridgertonowie" na Netfliksie: połączenie "Plotkary" i "Niebezpiecznych związków"

Nowy serial Netfliksa „Bridgertonowie” reklamowany jest jako skandalizujący i błyskotliwy romans z epoki regencji. Serial jest inspirowany powieściami bestsellerowej autorki romansów historycznych, Julii Quinn. Główna bohaterka to Daphne Bridgerton (Phoebe Dynevor), najstarsza córka potężnej familii, która rozpoczyna polowanie na najlepszą partię na męża w Londynie. W jej misternych planach jest też miłość. Wszystko szło zgodnie z planem Daphne, gdyby nie fakt, że nie całkiem wybór ukochanego należy tylko do jej serca. Przyszły wybranek musi też przekonać do siebie jej starszego brata, a ten odrzuca awanse kolejnych kandydatów do jej ręki. W ramach zemsty w kolumnach towarzyskich zaczynają się pojawiać pod adresem młodej arystokratki liczne plotki i oszczerstwa, za którymi stoi tajemnicza Lady Whistledown (nie przypomina wam to „Plotkary”?). I wtedy, jak to zwykle bywa, pojawia się zbuntowany książę (Regé-Jean Page), najlepsza partia w całym Londynie, który w nosie ma wszystkie intrygi i konfabulacje towarzyskie. Jest tylko jeden problem – jest zatwardziałym kawalerem, zakochanym w swoim stanie cywilnym. Choć Daphne i książę uparcie twierdzą, że nie są zainteresowani związkiem, łączącej ich więzi trudno nie zauważyć. Premiera serialu 25 grudnia na Netfliksie.

Zobacz też: Netflix zrobił Polakom prezent na Mikołajki: ogłosił ekranizację kultowego komiksu z lat 70.!

"Bridgertonowie" na Netfliksie: moda w kolorze makaroników i sorbetu

Precyzyjnie odwzorowane i bajecznie kolorowe kostiumy, których kolory przyprawiają o przełykanie ślinki to dzieło ich projektantki, Ellen Mirojnick, która z pasją i zaangażowaniem zapragnęła odtworzyć epokę sukni przypominających bezy z najdelikatniejszym kremem i fryzur wielkości  cukrowej waty.

Jaki styl był typowy dla epoki regencji w Anglii?

- Sylwetka jest podobna do greckiej. Dla kobiet to styl empire, szczupłe linie podkreślające dekolt. Mężczyźni to dandysi, więc praca nad ich kostiumami to sama przyjemność. Miałam do dyspozycji wiele kombinacji kolorów i materiałów, a i faktura bywała bardzo odważna. Panowie są jednocześnie szelmowscy i eleganccy.

Od czego zaczęłaś?

- Najpierw oglądałam malarstwo, modę i inne obrazy z epoki w internecie oraz wszędzie, gdzie mogłam do nich dotrzeć. Przyglądałam się również temu, co najbardziej przypomina epokę regencji w czasach nam współczesnych. W ten sposób w mojej głowie powstała ogólna wizja. Kierowałam się również intuicją i przeczuciami. Serial „Bridgertonowie” rozpoczyna się w roku 1813. Fabuła nie sięga kolejnych dekad XIX wieku, granicą jest rok 1820, i to są właśnie czasy regencji.

Zobacz też: Filmy świąteczne na Netflix. To właśnie te filmy zawsze wprowadzają nas w magię świąt

Jakiej palety kolorów użyłaś dla 2 rodzin przedstawionych w serialu?

- Inspirację czerpałam z książki, z przeprowadzonych badań i z tego, co nas kusiło. W jednej z rozmów z producentką Betsy Beers i producentem wykonawczym Chrisem Van Dusenem rozważaliśmy kolory sorbetów, a także kolory francuskich makaroników. Same słowa nie oddają ożywczego oddziaływania tych kolorów w rzeczywistych obrazach. Taka paleta barw wypełnia serial zaskakującą energią i to był nasz punkt wyjścia. Gdy Chris pisał o Featheringtonach, używał kolorów kwaskowych — kwaśnej zieleni, kwaśnej żółci, kwaśnej pomarańczy — to bardzo pokierowało naszymi działaniami. Następnie nadaliśmy barwom kształty, określiliśmy ich dzikość i potulność. Bridgertonowie to bridgertonowski błękit. Znaleźliśmy więc kolory porcelany Wedgwood, rzeźbione sufity, które wyglądały jak francuskie ciastka, oraz francuskie torty weselne, i ukształtowaliśmy z nich świat Bridgertonów i świat arystokracji. Między tymi dwiema rodzinami jest wiele sprzeczności, więc zastanawialiśmy się, jak je połączyć i jak je podzielić. Za pomocą kolorów, kształtów i ozdób. Bridgertonowie są wysublimowani, prości, klasyczni i piękni. Sam scenariusz dał nam jasne instrukcje, co trzeba zaprojektować.

Bohaterowie uczestniczą w wielu balach. Jak podeszłaś do tych scen?

- To było dla nas ogromne wyzwanie, ale także ogromna frajda. Skala produkcji była gigantyczna. Wręcz nieziemska. Suknia za suknia, wieczorowy strój za wieczorowym strojem, i tak w kółko. To zajmowało niezliczone godziny. Najpierw trzeba znaleźć materiał. Czy musimy stworzyć materiał? Czy musimy ozdobić materiał? Czy musimy zaprojektować kawałek materiału? Co zrobić, aby uzyskać największą różnorodność i najlepszą jakość tego, co chcemy przedstawić? Jak chcemy sportretować te dziewczęta dopiero wchodzące do towarzystwa? Trzeba było przede wszystkim zachować równowagę, a pracy było nieskończenie wiele, bo to naprawdę gigantyczne przedsięwzięcie. To wymusza zupełnie inne spojrzenie na projektowanie, wytwarzanie, wykroje, hafty, znajdowanie kapeluszy, szukanie kształtów, znajdowanie różnego rodzaju ozdób i decydowanie, czego użyć.

Zobacz też: Ten serial to hit Netflixa wszech czasów. Obejrzały go miliony!

Czy wiesz ile wykonałaś kostiumów?

- Do pierwszych sześciu odcinków tylko dla postaci kobiecych stworzyliśmy 359 kostiumów! Na początku ten ogrom wydawał się przytłaczający. Potem wymyśliliśmy, jak to zrobić, i zatrudniliśmy różnych krojczych do wykonywania różnych elementów, ale i tak liczba kostiumów była szalona. Tylko do pierwszego odcinka stworzyliśmy 100 głównych kostiumów kobiecych. Nigdy dotąd w mojej karierze nie spotkałam się z takim rozmachem, ale muszę z dumą powiedzieć, że ten zespół jest świetny i przerósł moje oczekiwania. Poprzeczka znalazła się tak wysoko, że chyba nikt jej nie przeskoczy.

Na planie działała fabryka kostiumów czy tylko tak można było podołać temu zadaniu?

- Zdecydowanie tak. To, że maksymalną liczbę zadań wykonywaliśmy sami, umożliwiło realizację całego projektu. Nauczyliśmy się już, że zatrudnianych ludzi trzeba od razu pytać: „Ile sukien możesz uszyć? Czy możesz uszyć dziesięć sukien balowych? Czy możesz uszyć dziesięć sukien dziennych? Czy możesz uszyć dwadzieścia garniturów wyjściowych?”. Mając krojczych na miejscu, można było niejako przypisać każdą osobę do bohatera, do którego najbardziej pasowała, co było ogromnym luksusem i przyniosło doskonały efekt. Każdy więc znalazł sobie niszę.

Wielu bohaterów walczy z własną tożsamością z tym, czego wymaga od nich społeczeństwo. Jak udało ci się pokazać to w ich sposobie ubierania?

 - Eloise to postać, która od samego początku się buntuje. Wszyscy równocześnie wpadliśmy na to, aby jej sylwetce dodać trochę męskości. Pomyśleliśmy, że gdy założy surdut i wielką czarną kokardę, będzie bardziej monochromatyczna — żadnych słodkich kolorów. Przecież nienawidziła nadmiaru falbanek i drobnych detali. Wystarczy dać jej męski surdut, odrobinę czerni i bieli, i to mówi samo za siebie.