"Gram kobiety o mocnych charakterach, bo tak widzą mnie ludzie, ale jestem też delikatna i słodka."

Po raz pierwszy rozmawiałam z Jennifer w lutym br. na Festiwalu Filmowym w Berlinie z okazji premiery filmu „Bordertown”(w Polsce film dostępny tylko na DVD od 20 września br.), który wyprodukowała i w którym gra główną rolę reporterki. Słysząc legendy o niej, spodziewałam się niedostępnej diwy. Tym bardziej że dziennikarzy ostrzeżono: w razie pytań o życie prywatne wywiad zostanie przerwany. Myślałam też, że nie jest posiadaczką tak nieskazitelnej urody, jaką znamy z wizji. Nic bardziej błędnego. Nie dość, że była przyjazna, to jeszcze piękna. Choć na zewnątrz mróz, Jennifer ubrana była w obcisłą, popielatą sukienkę Oscara de la Renty do kolan, a na gołych nogach (!) szpilki na platformach. Nie widziałam jeszcze takiej reakcji mężczyzn. Gdy się pojawiła, płeć męska zaniemówiła. I ja też. Nieskazitelna cera, skóra i seksowność, która sprawiła, że faceci zapomnieli o pracy. Gdy więc rozmawiałam z nią dwa tygodnie temu o jej nowej płycie „Brave”, fajnie było pomyśleć, że znów mam do czynienia z gwiazdą wielkiego formatu, naprawdę klasy deluxe.

Mogłabyś zostać dziennikarką?

JENIFER LOPEZ: I znosić cały ten ból, który codziennie masz w pracy? (Śmiech). O nie! Ale w tym zawodzie podoba mi się, że jest twórczy, artystyczny i ambitny. I to, że ma wpływ na zmianę rzeczywistości.

Ty też zmieniasz rzeczywistość i kobiety. Czujesz się za nie odpowiedzialna?

JENIFER LOPEZ: Zdaję sobie z tego sprawę i ma to dla mnie duże znaczenie. Jednak staram się nie brać zbyt dużej odpowiedzialności na swoje barki. Tak, aby zachować dystans i zdrowy rozsądek.

"Wierzę, że bez względu na to, co mówią i myślą ludzie, prawda o człowieku i tak wyjdzie na jaw".

Grasz mocne kobiety.

JENIFER LOPEZ: Gram kobiety o silnych charakterach, bo chyba tak widzą mnie ludzie. Ale grałam również delikatne, słodkie dziewczyny w komediach romantycznych. I to też jest część mnie. Lubię próbować nowych rzeczy. Postanowiłam, że będę się angażować jedynie w projekty, które mnie pasjonują. Zaczęłam produkować filmy, bo chciałam, aby wreszcie ktoś pokazał historie, które sama miałabym ochotę obejrzeć.

Jesteś teraz bardziej wyrozumiała dla dziennikarzy?

JENIFER LOPEZ: Gdybym przejmowała się choćby połową tekstów na swój temat, nie mogłabym przestąpić progu Hollywood. Na początku czułam się z tym fatalnie. Nie wiedziałam, jak sobie poradzić. Komu wytoczyć proces? Ale doszłam do wniosku, że to nie ma żadnego znaczenia. Bo osoba opisywana w gazetach to nie ja. Choć ludzie to czytają, to jednak słuchają moich piosenek, oglądają moje filmy i wiedzą, kim naprawdę jestem.

Niedługo wybierasz się w trasę koncertową. Do tego trzeba mieć chyba niezłą kondycję. Masz już stroje?

JENIFER LOPEZ: Będzie sporo energicznego tańca i dużo dramatyzmu na scenie (śmiech). A taniec na pewno pomaga sylwetce – przynajmniej wolę myśleć, że to dzięki niemu jestem w dobrej formie. Współpracuję z wieloma stylistami. Najprawdopodobniej stroje zaprojektuje Chloé.

Gdybyś miała nazwać się muzyką, byłabyś...

JENIFER LOPEZ: ...hiszpańską. Jest radosna, pełna pasji. Niekoniecznie gniewna, niekoniecznie lekka. W tej muzyce jest mnóstwo emocji i życia. Taka jestem. Mam też inne priorytety. Dorosłam. Teraz najbardziej liczy się dom i rodzina.

Tytuł twojej nowej płyty to "Brave" (czyli odważna). Niczego się nie boisz?

JENIFER LOPEZ: Najważniejsze, aby nigdy nie bać się być sobą. Powinnaś robić to, w co wierzysz, co czujesz. To ty musisz być zadowolona z decyzji, które podjęłaś. Masz czuć się dobrze. Taka jest filozofia mojego życia. O tym też śpiewam w „Don’t give up”. Nigdy nie można się poddawać, bez względu na to, jakie problemy cię spotykają.

Twoje życie naprawdę rozkwitło dopiero po "30"?

JENIFER LOPEZ: W moim życiu wszystko miało swój czas. Jako „dwudziestka” biegałam z castingu na casting, szarpałam się. Prowadziłam zwariowany tryb życia. Myślę jednak, że wtedy taki tryb pasował do mojego charakteru. Ale po wydaniu pierwszej płyty musiałam mocno stanąć na nogi. Na szczęście byłam na tyle dojrzała, że udało mi się poradzić z presją niespodziewanego sukcesu i sławy. Nigdy nie byłam typem rozwydrzonej małolaty, może dlatego, że dorastałam w domu o solidnych zasadach.

W oczach innych twoje życie jest bajką. Jak jest naprawdę, czy jest coś, czego ci brakuje?

JENNIFER LOPEZ: Myślę, że nie. Jestem w dobrym momencie życia prywatnie i zawodowo. Ale wiesz, ktoś, kto tak jak ja tworzy muzykę, filmy, nie dąży już do jakiegoś konkretnego celu. Nie musi zdobyć kolejnego szczytu, by coś udowodnić. Dla mnie sam proces tworzenia jest spełnieniem. A uwierz mi, tworzenie muzyki uważam za bardzo odważne (śmiech).

I nie było momentu, kiedy chciałaś wszystko rzucić? Przecież nie masz prywatności.

JENIFER LOPEZ: Nie. Czasem mam ochotę robić zwykłe rzeczy, ale wiem, że nie mogę. Muszę rezygnować, bo zdaję sobie sprawę, ile potem drzwi zostanie otwartych, jakie będą tego konsekwencje. To jest cena, jaką muszę płacić.

Sylwetka gwiazdy : Jennifer Lopez