Wydawać by się mogło, że sezon ogórkowy w pełni, ale nic bardziej mylnego. W ostatnich tygodniach "afera" goni "aferę". I chociaż daleko nam od nagłaśniania takich rzeczy, to jednak nie możemy przechodzić obojętnie obok absurdów wypisywanych przez niektóre osoby w mediach społecznościowych.

Zapewne większość z Was nie słyszała do tej pory o Macieju Lisowskim, blogerze wychowującym dwie córeczki. Tak, nam też serce zaczęło topnieć, do czasu kiedy nie przeczytałyśmy jednego z jego ostatnich wpisów na Instagramie. Na zdjęciu widzimy uśmiechniętego tatę robiącego zdjęcia swoim dwóm córkom w lustrze. Dziewczynki niczym małe kobietki wklepują sobie coś w twarz. Zdjęcie ma odzwierciedlać to, w jakim duchu wychowuje dziewczynki ojciec. I tutaj uważnie przeczytajcie.

Bylejakość wkradła się i zagościła na stałe na naszych ulicach. Kobiety zapomniały o tym, że noga pięknie wygląda w szpikach, t-shirt wcześniej pożyczany od męża zastąpił małą czarną. My się nie damy! Ja wychowuję dwie kobietki, od najmłodszych lat uczę dziewczyny dbać o siebie i inwestować w swój wygląd - dumnie głosi swoje metody wychowawcze pan Maciej.

Jego wpis nie został niezauważony, ponieważ Maciej Lisowski nie jest Panem Heniem z warsztatu (oczywiście nie ujmując nikomu), tylko jak widać znanym instagramerem, który ma ponad 32 tys. obserwatorów. Chociaż jak się dłużej nad tym zastanowić w tym przypadku może i lepiej. Dyskusja i liczne komentarze, jakie pojawiły się pod wpisem wzbudziły dyskusję na ważny temat, którym nota bene całkiem niedawno wszyscy żyliśmy za sprawą wpisu jednej z celebrytek.

Mamy nadzieję, że następnym razem autor słów zastanowi się nad tym, co pisze, chociaż być może nie będzie chciał, bo wyznaje to co wyznaje i nie ma zamiaru tego zmieniać. 

"A może warto nauczyć dwie kobietki, że warto inwestować w siebie pod kątem edukacji i zdrowia, że trzeba dbać o swój komfort psychiczny i dbanie o swój wygląd jest super i nie ma w tym nic złego, ale grunt aby robić to dla siebie a nie innych?"

"Trochę współczuję córkom, że kładzie Pan im do głowy takie rzeczy..."

"Uczenie dziewczyn od najmłodszych lat, że dbanie o siebie to robienie z siebie atrakcji wizualnej dla innych jest bardzo krzywdzące. Polecam nauczyć dziewczyny jak ważne jest regularne badanie się i opiekowanie swoim zdrowiem psychicznym zamiast wpychać je w patriarchalne kanony piękna, które z dbaniem o siebie mają niewiele wspólnego."

"Ja tez mam córkę. I będę ją uczyć, że jednak wygląd fizyczny to jie wszystko. A komfort wygodnych ubrań to nie bylejakość. Oczywiście, ważne jest dbanie o siebie, ale nie najważniejsze. Jeżeli od tak młodego wieku wpajamy dzieciom, że tylko fizyczność ma znaczenie i to jak się ubieramy, to nic dziwnego że świat wygląda jak wygląda... Przykre to bardzo"

"Nic złego gdyby PRZY OKAZJI były w dobrze dobranych sukienkach. Pan natomiast robi z tego jakiś warunek. Sam Pan mówi „bylejakość” wkradła się w ulice. Czyli w spodniach - bylejak. Przy okazji naucza je Pan ze męski wzrok i ocena są ważniejsze niż ich komfort, wygoda i zdrowie (szpilki nie są ani wygodne ani, co ważniejsze, nie są zdrowe). Nogi Pana córek - ani żadnych ludzi - nie maja być przede wszystkim piękne, ani dla Pana ani dla nikogo, a maja być zdrowe." - piszą oburzeni Internauci.

 

My o komentarz zapytałyśmy naszą ekspertkę Leę Jarmołowicz-Turczynowicz z Ośrodka CENTRUM

Czytając post "matataojciec" oraz patrząc na jego zdjęcia z córkami miałam ochotę od razu napisać do tego Pana w ostrych słowach, starając się ostudzić natychmiast jego narcystyczne (wydaje się po tej świadczącej po formie nieadekwatności wpisu) i bardzo szkodliwe myślenie. Doszłam jednak do wniosku, że poza internautką i kobietą jestem przede wszystkim psychoterapeutką, a więc zamiast siłą dobijać się do tego mężczyzny - zapewne bezskutecznie, napiszę kilka więcej słów, bardziej edukacyjnych, aby miał szansę on albo inne osoby podobnie myślące zadać sobie kilka pytań i zmienić może sposób wychowywania dzieci i także traktowania siebie.

Czytając opis tego "ojca" pojawia mi się w głowie jako psychoterapeucie od razu czerwona lampka i pytania: czy ten Pan ma świadomość jak jego myślenie i słowa mogą zaburzać zdrowy rozwój psychiczny jego córek? czy zdaje sobie sprawę, że tego rodzaju słowa czy postawa mogą mieć przerażające skutki dla zdrowego postrzegania siebie, swojego ciała, swojej wartości, a także może być przyczyniać się do zaburzeń odżywiania lub/i zaburzeń osobowości? i to dzieje się już teraz właśnie. Bo ten mężczyzna dokonuje kilku "zabójstw" pisząc takie rzeczy...

Po pierwsze przerażające jest zestawienie małych dziewczynek (ile ona maja lat - 10?13?) oraz szpilek i czarnej mini.... a na zdjęciu wystrojony mężczyzna grubo po 40stce wdzięczy się do lustra, podczas gdy dwie dziewczynki przed nim (starają się chyba dopasować do intencji), udają zmywanie makijażu - tak jak to robią dorosłe kobiety... Dopisane hagshtagi dopełniają tragedii: #dziewczyny #kobiety#zadbane #kobiece #piękne#błyszczące #moje #kochane #dumny#tata #matata ... Chciałoby się krzyczeć do tego ojca: To nie są kobiety, a dzieci. Ojciec nie zajmuje się wyglądem ani seksualnością swoich córek! One mają być dla niego najpiękniejszymi księżniczkami na świecie, niezależnie czy dbają o siebie czy nie, co na siebie zakładają oraz jak dbają o swoje ciało... czy jak któraś z córek ma jednak inny styl ubierania i raczej nie widzi siebie w małej czarnej to ojciec nie będzie już z niej dumny?

Najgorsze jest to, że to nie są dojrzałe kobiety, które mogą same zdecydować czy wolą nosić szpilki i małą czarna, bo na to mają dziś ochotę, czy wolą jednak nosić spodnie lub dres - niezależnie od tego co komuś innemu się będzie podobało. To wspaniale, że ojciec chce zadbać o to, by jego córki dbały o siebie, ale wydaje się, że forma tego zadbania nie jest najzdrowsza. Jeżeli więc chce się być wystarczająco dobrym ojcem to powinno się trochę poświęcić czasu na dokształcenie, aby takich błędów jak ten ojciec nie popełniać.

Bycie ojcem to wielka odpowiedzialność, bo jest się pierwszym mężczyzną w życiu córki i pierwszym wzorem męskości dla swojego syna. Wspólne chwile z rodzicami to magazyn wspomnień, do którego sięgamy w ważnych momentach przez całe dorosłe życie. Te dobre wartościowe i przyjemne wspomnienia pozwalają łatwiej radzić sobie z trudnościami w życiu, pocieszać w chwilach zwątpienia albo doceniać wartość własną i innych, a także dokonywać istotnych wyborów w życiu. Relacje ojca z córką są kluczowe w kontekście budowania poczucia własnej wartości i samooceny przyszłej kobiety. Rolą ojca w życiu córki jest pokazanie jej obrazu życia opierającego się na szacunku, do tego jak traktować się powinno ją, także na bazie relacji ojca z matką. Córka oprócz tego, że powinna być bezwarunkowo kochana przez ojca, obserwuje również właśnie ich. Jest to pierwszy obraz życia rodzinnego i związku, jaki widzi i będzie on przez nią odwzorowywany w dorosłym życiu. To będzie taki stały punkt odniesienia dla jej związków w przyszłości. Jest także istotny moment w wieku ok. 4-6 lat gdzie pojawia się „rywalizacja” córki z matką i chęć posiadania ojca wyłącznie dla siebie. I to od tego jak odpowiedzialnie i w jaki sposób łagodnie będzie on pozwalał córce na adorację przy jednoczesnym jasnym zaznaczeniu wyjątkowości miłości do żony (jej matki) i więzi pomiędzy dwojgiem dorosłych ludzi, zależeć będzie jak w przyszłości będzie ta córka radziła sobie z odrzuceniem przez kogoś. Ale także jak ona siebie będzie postrzegała w kontakcie z innymi kobietami i jak będzie budowała z nimi relację. Każde dziecko musi wielokrotnie doświadczać bezwarunkowej miłości ojca. Także tego, że ojciec go nie zawodzi, że on jej nie okłamał i że może bezwarunkowo liczyć na jego oparcie. Na tej podstawie buduje w sobie swoje bezpieczeństwo. Jednym z najczęstszych błędów popełnianych przez ojców jest ośmieszanie, trywializowanie czy dokuczanie maluchowi. To istotne, gdy ojciec często mówi: "Ślicznie wyglądasz" i nie ma w tym nic złego, że zwraca uwagę, że córka wygląda pięknie. Ale niech to nie będzie wynik jej ubrania, czy tylko wtedy jak się pomaluje, ale niech miłość i zachwyt ojca będzie niezależny od tego czy ma pryszcze na buzi czy ich nie ma. Dla ojca córka ma być zawsze najpiękniejsza!

To proste słowa i gesty ojca, które u dorastającej dziewczynki wpływają na kształtujące się jej poczucie akceptacji siebie jako kobiety. Córka która jest przytulana i która ma w ojcu dużo wsparcia, zrozumienia i może mu ufać, tworzy w swojej głowie obraz siebie jako osoby wartościowej, silnej wewnętrznie i zdolnej do poradzenia sobie w życiu. Pochwały to wspaniała rzecz, ale warto je dawać adekwatnie do wieku. Pisanie o dumie z inwestowania w swój wygląd 10-14 latce to po prostu absurdalne i szkodliwe działanie. Komunikaty należy dostosowywać adekwatnie do wieku. Generalnie namawianie córek aby nosiły "małe czarne" wydaje się dość seksistowskie, ale robienie tego do dorastających dziewczynek to po prostu przemoc poprzez zaniedbanie. Takimi słowami można dać przekonanie im, że tata dumny z nich jest tylko wtedy jak będą stroiły się mini, spędzały godziny na pielęgnacji twarzy i chodziły w szpilkach. To nie ma nic wspólnego z bezwarunkową miłością. A więc nie dziwne, jeżeli te dziewczynki zamiast rozwijać się i stawać się kobietami takimi jakie one by chciały być i starać się zadbać o swoje potrzeby i pragnienia, odkrywając to co lubią i jak chcą w życiu, będą (w obawie przed utratą miłości warunkowej ojca) próbować dopasować się właśnie do jego wyobrażeń i wyrażanych wprost oczekiwań. To jest właśnie niezdrowe wychowanie dzieci i szkodzące im zachowania rodziców. Ten miłości bezwarunkowej ojca sprawia, że wiele dorastających dziewcząt próbuje uzupełnić te braki szukając ich u innych mężczyzn, a to już za późno. Od pragnień dziecięcych są ojcowie, a partnerzy od dorosłych potrzeb. Jednocześnie, bez względu na to, czy ojciec sobie to uświadamia, czy nie, kształtuje obraz mężczyzny w głowie swojej córki. Jego słowa, gesty, zachowania oraz jego stosunek do kobiet warunkuje jakich zachowań dziewczynka będzie wymagać od swojego przyszłego męża. Jakim więc wzorcem będzie ojciec, który mówi, że wartościowa kobieta to tylko taka, która chodzi w małej czarnej i na szpilkach czyli, że kluczem do atrakcyjności w życiu kobiety jest jej wygląd, a nie intelekt, czy inne cechy wewnętrzne. Duża część pacjentek w gabinetach i na oddziałach psychiatrycznych walcząca z zaburzeniami odżywiania czy depresją, zaburzeniami osobowości borderline lub histronicznymi miała tego rodzaju doświadczenia w dzieciństwie.

Patrząc więc na ten niby niewinny żartobliwy post, który jak (mam nadzieję...) wynikał z niewiedzy ojca, a nie z chęci zrobienia krzywdy dzieciom, niech będzie inspiracją dla wszystkich rodziców, by ich przy okazji troski włączać jednak myślenie. To co mówimy do naszych dzieci ma znaczenie ogromne i tak samo jak może sprawić, że ich przyszłe dorosłe życie będzie udane, tak samo możemy sprawić, że zamiast szukać pierwszej pracy będą szukały miejsca na oddziale psychiatrycznym.