Anna Szulc nie żyje

Anna Szulc, dziennikarka "Newsweeka" nie żyje. Zmarła w czwartek 9 września nad ranem w swoim domu w Krakowie. O jej śmierci poinformowali mąż dziennikarki i redakcyjni koledzy i koleżanki.

Dotarła do nas dziś bardzo smutna wiadomość. Nie żyje nasza redakcyjna koleżanka, nasza przyjaciółka Ania Szulc. Zmarła nad ranem w swoim domu w Krakowie. Mimo godzinnej reanimacji nie udało się jej uratować - napisała wczoraj w godzinach popołudniowych na portalu newsweek.pl, dziennikarka Renata Kim.

Anna Szulc związana była z „Newsweekiem” od 2012 r., gdzie trafiła z tygodnika „Wprost”.

O śmierci Anny Szulc poinformował również jej mąż, Paweł Rucki, który w mediach społecznościowych zamieścił poruszające słowa.

Mąż Anny Szulc żegna ją wzruszającymi słowami

We czwartek w godzinach popołudniowych na profilu dziennikarki Anny Szulc na Facebooku pojawił się wpis zamieszczony przez jej męża Pawła:

Dziś rano zmarła moja ukochana żona, Ania. Wszyscy wiecie, jak cudowną była osobą-życzliwą światu, zaangażowaną w pomaganie innym, błyskotliwie inteligentną. Była wspaniałą matką i żoną.
Nie wyobrażamy sobie z Antkiem życia bez Niej.
O terminie pogrzebu zawiadomię później.
Proszę Was o modlitwę za jej duszę.
Pawel Rucki

Anna Szulc: wspaniała dziennikarka, laureatka Grand Press 

W pięknych słowach o Annie Szulc napisała jej koleżanka Renata Kim. Podkreśliła, że Ania zawsze była gotowa do pomocy: "Wystarczyło zadzwonić i o coś zapytać, a ona rzucała swój tekst, swoje sprawy, by szukać jakiegoś potrzebnego numeru albo bohatera." Nie wspominając o jej dziennikarskim talencie.

"Ania miała ogromny talent dziennikarski, z gatunku takich, które zdarzają się raz na wiele lat. Uwielbiała rozmawiać z ludźmi, potrafiła namówić ich na trudne zwierzenia. I pisała potem takie teksty, że czytając je czasem płakaliśmy ze wzruszenia, czasem śmialiśmy się, a najczęściej nie mogliśmy wyjść ze zdziwienia, że można z niepozornego – wydawałoby się – tematu zrobić przepiękną opowieść o ludziach. O ich dramatach i zwycięstwach, o ich pasjach i grzechach, a także o skrywanych żądzach. Bo Ania nade wszystko lubiła pisać o ludzkiej seksualności i wszystkim, co z nią związane. Zadawała swoim bohaterom takie pytania, które my, jej redakcyjni koledzy, wstydziliśmy się zadać. Robiła to w naszym imieniu, dla czytelników, którzy uwielbiali jej teksty. Nadal je uwielbiają" - czytamy na portalu newsweek.pl

Kim dodaje, że wszyscy są wstrząśnięci śmiercią Anny Szulc i trudno im się pogodzić z tą informacją.

Bo Ania to było samo życie. Wielka energia, wieczny uśmiech i tysiące pytań, które musiała zaraz, natychmiast zadać. I tysiąc pomysłów, którymi musiała się podzielić, nie czekając ani chwili. Także pomysłów na teksty, które chciała napisać, do których już, teraz, chciała zbierać materiały - dodaje Renata Kim.

Anna Szulc była również laureatką nagrody Grand Press w kategorii reportażu oraz Europejskiej Nagrody Dziennikarskiej. Została również dwukrotnie wyróżniana przez Amnesty International. W swojej karierze napisała dwie książki: "Stacja Kraków" i "Krakowscy Czarodzieje".

Na facebookowym profilu Anny Szulc wciąż pojawiają się kondolencje i słowa niedowierzania z powodu tego co się stało.