Mówimy otwarcie o seksie, antykoncepcji, aborcji… Sądzisz, że dziewczyny i kobiety naprawdę wstydzą się menstruacji?

Że co proszę? Mam zupełnie inne doświadczenia: wcale nie mówimy otwarcie o seksie, antykoncepcji, aborcji czy menstruacji. Jasne, te tematy są poruszane w dyskusjach, ale nigdy nie omawiamy ich w sposób osobisty. Występują jako ogólne zjawiska i przez to trudno się do nich odnieść. Mówimy o okresie jak o Voldemorcie: „sama wiesz co” albo „te dni w miesiącu”. Moim zdaniem kobieca seksualność i wszystko, co się z nią wiąże, wciąż pozostaje wielkim tematem tabu. Jeśli chodzi o miesiączkę, przez całe dojrzewanie wiedziałam, że idąc do łazienki zmienić podpaskę albo tampon, muszę je gdzieś ukryć, a jeśli krew by mi przeciekła i na spodniach zrobiłaby się plama, byłby to megaobciach. Nikt nie wbijał mi tego do głowy, że mam się wstydzić miesiączki, ale tak po prostu było. A najśmieszniejsze jest to, że niemal wszystkie dziewczyny, z którymi rozmawiałam, miały dokładnie takie same doświadczenia. Uważam, że widać tu bardzo wyraźnie, jak normy społeczne czynnie działają na niekorzyść posiadaczek macic, żeby te nie mogły na luzie rozmawiać o okresie.

Czym jest menstruacyjny seksizm?

Seksizm menstruacyjny przejawia się w sytuacjach, gdy miesiączkowanie staje się czymś więcej niż tylko procesem biologicznym. Nikt (poza osobami cierpiącym na hemofobię – lęk przed krwią) nie powie, że – przykładowo – krwotok z nosa jest czymś obrzydliwym, ale krew wypływająca z dróg rodnych jest uznawana za brudną, nieczystą i obrzydliwą i nikt nie chce o niej słyszeć. Takie podejście długo wykorzystywano do uciskania kobiet. W niektórych kulturach nie wolno im podczas okresu wychodzić z domu, wykonywać pewnych czynności czy wchodzić do miejsc świętych. Kobiety przez swoją fizjologię miewają też mniejsze szanse w pracy, bo często łączymy miesiączkę z histerycznym zachowaniem i wahaniami nastrojem.

Miesiączka rzeczywiście jest feministyczna? Czy to nie zbytnie upraszczanie tematu?

Jeśli kobiety są dyskryminowane z powodu miesiączki, trudno mi spojrzeć na to inaczej niż jako na kwestię feministyczną.

Skąd pomysł na taki, a nie inny temat Twojej pierwszej książki? Czy wszystkie historie są z „życia wzięte”?

Tak, wszystkie opisane historie są jak najprawdziwsze i odzwierciedlają rzeczywistość! Pomysł wziął się stąd, że zaczęłam mówić o miesiączce na swoim kanale na YouTubie i zauważyłam, że spotkało się to z niesamowicie dużą i pozytywną reakcją ze strony osób, które mnie oglądały. Nastolatki zaczęły pytać mnie o miesiączkę, jakbym była szkolną pielęgniarką! Ponieważ nie znałam odpowiedzi na wszystkie pytania, zaczęłam szukać informacji i doszłam do wniosku, że jeszcze wielu rzeczy można się  o niej nauczyć i tylko nieliczne z nas zdają sobie z tego sprawę, chociaż okres mamy co miesiąc.

Do kogo tak naprawdę kierujesz swoją książkę?

Jest ona napisana w formie poradnika dla dziewczyn, które niedługo zaczną miesiączkować, albo tych, które miesiączkują już wprawdzie od kilku lat, ale chcą się dowiedzieć czegoś więcej. Sądzę jednak, że do tej książki powinni zajrzeć wszyscy, których ten temat ciekawi! A najlepiej także ci, których kompletnie on nie interesuje – oni naprawdę POWINNI ją przeczytać. Moim marzeniem jest, żeby w księgozbiorze każdego ojca znalazła się moja książka o miesiączce.

Prowadzisz blog od 2011 roku. Zauważyłaś jakąś różnicę w sposobie, w jaki ludzie mówią o miesiączce teraz w porównaniu z tym, co było wcześniej?

Tak! To naprawdę fantastyczne. Kiedy moje fanki zobaczą mnie na mieście, często podchodzą, żeby się przywitać i zrobić sobie zdjęcie, czasem jednak chcą mi coś opowiedzieć. W takich sytuacjach zawsze chodzi o miesiączkę. Mówią na przykład o tym, jak starają się walczyć ze wstydem i jak udało im się doprowadzić do tego, że w ich szkole wprowadzono specjalne zajęcia o miesiączce albo darmowe podpaski w toaletach. Jestem wtedy dumna i poruszona. No wreszcie!

Czy Twoim zdaniem są jeszcze jakieś inne tematy, o których kobiety powinny mieć odwagę mówić więcej i bardziej otwarcie?

Tak, choćby właśnie aborcja. Niechciane ciąże będą zawsze usuwane. Nawet jeśli aborcja zostanie zakazana, kobiety i tak znajdą jakiś sposób. A to może doprowadzić do poważnych obrażeń, a nawet śmierci. Dlatego jestem święcie przekonana, że powinnyśmy mówić więcej o aborcji, żeby każdy – w razie potrzeby – miał dostęp do legalnej i bezpiecznej aborcji! Powodzenia Polsko, trzymam za Was kciuki!