Powodem naszej rozmowy z Zuzą Wiślicką jest jej emocjonalny wpis opublikowany na fejsbuku. Właścicielka warszawskiego salonu Wisła apeluje w nim, by zachować rozwagę i wziąć odpowiedzialność za zdrowie i życie innych, a tym samym stosować się do ogłoszonych przez rząd restrykcji zamknięcia salonów usługowych. Jak przyznaje, jest pewna, że nie ograniczy to usług wykonywanych w domu.

"Takie usługi domowe będą jednym z głównych „roznosicieli” wirusa. A wtedy sytuacja się pogorszy, zamknięci pozostaniemy dużo dłużej, pracę straci więcej osób, salony piękności popadają jak muchy, nie będzie do czego wracać", ostrzega. 

Skąd pomysł na fejsbukowy apel o zaprzestanie domowych usług urodowych przez przedstawicieli twojej branży?

Zuza Wiślicka:  Mało udzielam się w mediach społecznościowych. Jeśli już coś postuję, to wtedy, kiedy naprawdę mam taką potrzebę lub w ważnej sprawie. Powodem do napisania tego posta były pytania od moich znajomych o kontakty do osób oferujących usługi urodowe z dojazdem do domu. Równo 2 tygodnie od początku zaleconej kwarantanny dostałam wiadomość dotyczącą paznokci, a 30 minut później - rzęs. Załamałam ręce. I nie chodzi mi tutaj o potrzebę upiększenia. Sama codziennie marzę o świeżym balejażu i nowym manikiurze. Chodzi mi tylko o brak świadomości i przekonanie, że „mnie to nie dotyczy”. Codziennie rozmawiamy online o tym, jak jest źle, o tym co robi nasz rząd, o padających biznesach, ludziach bez pracy. Myślałam, że w moim najbliższym otoczeniu ludzie są świadomi zagrożenia. Okazało się, że zupełnie nie. Dlatego opublikowałam ten post. Nie żeby stygmatyzować znajomych, którzy szukają manikiurzystki, tylko po to, żeby ich uświadomić. Zwyczajnie się wkurzyłam. 

Napisałaś: „Ja też bankrutuje, strata ciągłości finansowej to śmierć naszej (i nie tylko naszej) branży. Mimo to, nie oferuje tego typu usług!” Dlaczego podjęłaś taką decyzję?

To była naturalna i jedyna słuszna decyzja. Na 3 dni przed zamknięciem salonu (16 marca), kiedy już dużo mówiło się o sytuacji we Włoszech i zaczęły się kwarantanny, przyszła do nas klientka. Pod koniec ponad godzinnego zabiegu, przy wyborze koloru lakieru, ze śmiechem powiedziała: „a wiesz, właśnie wróciłam z Izraela i mam przymusową kwarantannę w pracy”. Julka (stylistka) nie wiedziała co powiedzieć: „no to co my mamy teraz z tym zrobić?” – zapytała z sarkazmem. „Nooo ten kolorek będzie idealny”, odpowiedziała klientka. Julka była tak zdenerwowana tą sytuacją, że następnego dnia na swoją prośbę (z pełnym moim zrozumieniem) nie przyszła już do pracy. W naszej branży nie ma jak pilnować klientów, nie można niestety też zaufać im na słowo. Pomyślałam wtedy o oświadczeniach, że klientka nie przebywała w ostatnich 2 tygodniach na terenach wzmożonego działania wirusa itd.

Klientki wypełniały je bez sprzeciwów?

Tak, ale skąd mogę mieć pewność, że to była prawda. Taki papier przed niczym nas nie chroni, nie ma żadnej mocy prawnej, nie pociąga nikogo do odpowiedzialności. 2 dni później zamknęłam salon za zgodą całego personelu. To była bardzo trudna decyzja. Taki biznes to ciężki kawałek chleba – zależysz jedynie od obrotu. Ja nie należę do rekinów biznesu i nie mam odłożonych wystarczających oszczędności do pokrycia kosztów miesiąca bez przychodu. Są miesiące lepsze i te „ogórkowe”. Brak utargu w marcu równa się brakowi środków na opłacenie czynszu, pensji, zusów itd. Większość tego typu działalności tak wygląda, żyjesz z miesiąca na miesiąc. Decyzja o zamknięciu salonu wynikała z mojego poczucia odpowiedzialności za pracowników, klientów i siebie. Wiele salonów podjęło taką samą decyzję i jest w tak samo trudnej sytuacji w tej chwili.

Czy nadal dostajesz prośby o domową usługę? Z jakimi reakcjami się spotykasz, gdy odmawiasz?

Odkąd zamknęłyśmy salon miałyśmy dwa pytania o usługi domowe. Nasza odmowa i informacja, że wrócimy do pracy najszybciej jak to tylko możliwe nie prowokowała negatywnych komentarzy. Spotkałam się raczej z totalnym zrozumieniem. Wiem jednak, że nie zawsze tak jest. Wiele osób prowadzących podobną działalność spotyka się z szeregiem oszczerstw i dużym zdenerwowaniem klientów.

Czy teraz, gdy rząd wprowadził kolejne obostrzenia, do których należy m.in. zamknięcie salonów usługowych, wierzysz, że ustaną „nielegalne” usługi domowe?

Na pewno nie. To jest trudna sytuacja. Nie chcę też oceniać ludzi, którzy oferują takie usługi. Dla nich często to być albo nie być, jeść albo głodować. Stylistki mają dzieci, masażyści rodziny na utrzymaniu, łapią się ostatniej deski ratunku nie zważając na długoterminowe konsekwencje. Żyją z dnia na dzień, przecież trzeba zapłacić czynsz, kredyt, zrobić zakupy. Niestety to bardzo krótkowzroczne podejście. Takie usługi domowe będą jednym z głównych „roznosicieli” wirusa. A wtedy sytuacja się pogorszy, zamknięci pozostaniemy dużo dłużej, pracę straci więcej osób, salony piękności popadają jak muchy, nie będzie do czego wracać. Ale to my, klienci musimy to zrozumieć, odpuścić sobie włosy na miesiąc, spiłować hybrydę w domu, nałożyć odżywkę lub oliwkować skórki. Trudno mi obwiniać usługodawców chwytających się ostatniej deski ratunku. Mój wpis był raczej apelem do tychże klientów.

Czy w tej niezwykle trudnej sytuacji dostrzegasz jakieś odrobinę jaśniejsze punkty?

Jeśli chodzi o biznes beauty to trudno w tej chwili widzieć światełko w tunelu. To samo się tyczy mikroprzedsiębiorstw gastronomicznych, mini kawiarni prowadzonych przez zajawkowiczów, firm eventowych, rodzinnych biur podróży itd. To wiadomo. Jeśli chodzi o całokształt naszego życia, to na pewno dużo zmieni ten miesiąc, dwa, pod wspólnym dachem. Zatrzymamy się, pomyślimy o życiu. Nie będę cytować memów w których rodzice dowiadują się nagle, do której klasy chodzi ich dziecko itd. Na pewno Ci, którzy mają jeszcze pracę i umowę są bezpieczni i mogą luźno oddać się błogiej kwarantannie piekąc ciasta i uprawiając jogę online. To jest super i zazdroszczę bezdzietnym koleżankom tego czasu dla siebie. Sama mam opłacone dwa kursy online, ale od tygodni nie miałam kiedy do nich usiąść. Z jednej strony strach o salon, z drugiej opieka nad 3-letnią córeczką. Myślę, że jedyne co możemy zrobić dla swojego psychicznego zdrowia, to warto wykorzystać przymusowy urlop najlepiej jak potrafimy i jak chcemy. Nawet jeśli to miałoby być pod hasłem netflix & chill (nie każdy musi się przecież samodoskonalić).

Jak widzisz perspektywę powrotu do pracy po zakończeniu kwarantanny?

Na razie nie planuję, nie zamykam, nie zwalniam pracowników - czekam. Wierzę w to, że w czerwcu ruszymy pełną parą. Żeby jednak tak było, potrzebujemy zawieszenia płatności czynszów, ZUS-u i podatków. Bez tego już teraz mogę zamykać działalność.

Czy dostajesz wystarczające wsparcie od państwa?

Na razie nic nie wiem. Padło wiele pięknych słów ale co z tego faktycznie dostaniemy? Na dziś pewne jest zawieszenie ZUS-u, ale to kropla w morzu potrzeb. Co z pracownikami na etat? Co z czynszami? Wszystko jest jedną wielką niewiadomą. Dopiero wczoraj oficjalnie zakazano świadczenia usług kosmetycznych, fryzjerskich, tatuażu, masażu etc.  Jednocześnie już 2 tygodnie temu PPIS wydał komunikat, że należy zaprzestać wykonywania usług, które nie dają możliwości przestrzegania 2-metrowej odległości między usługodawcą a klientem. To jest farsa.

Dla wielu kobiet zakupy, manicure, fryzjer to sposób na poprawę humoru. Dziś potrzebujemy znacznie większej jego dawki. Podpowiesz nam swoje metody, jakimi ratujesz samopoczucie?

Rozumiem potrzeby kobiet w 100% - sama marzę o nowym balejażu! Myślę jednak, że w dobie internetu, liczby urodowych tutoriali na You Tube i Instagramie możemy zastąpić sobie profesjonalne zabiegi tymi domowymi. Maseczki DIY, rollery do twarzy, powrót klasycznych lakierów do paznokci (całe studia paznokcie malowałam sobie sama!). Zakupy przenieśmy do sieci – ale też z rozwagą! Zauważyłam ostatnio nowy trend, który totalnie się wzmocnił – wszystkie aplikacje i grupy fejsbukowe, gdzie sprzedaje się ubrania z drugiej ręki – to jest to! Połowa znajomych podczas kwarantanny przejrzała szafy i wystawiła ubrania na sprzedaż – super sprawa! Jak kupować to ekologicznie, less waste! Ja przejrzałam szafki z kosmetykami  (kompulsywnie kupuję kosmetyki, serum, kremy, balsamy itp.) – mam zamiar wykorzystać je wszystkie do dna, zanim kupie nowe! A jeśli chodzi o endorfiny – sport, joga online, treningi online. W tak samo trudnej finansowo sytuacji są dzisiaj trenerzy personalni. Wielu z nich wrzuca super filmy z domowymi sposobami – wspierajmy także ich! Jak nie kasą, to zasięgami! Poza tym zaczęłam biegać – pierwszy raz w życiu, to genialny sposób na odstresowanie, chociaż od dzisiaj nie wskazany. Więc, #stayhome i podnoś butlę z wodą mineralną zamiast kettli w siłowni!