Zdrowie odżywianie: Jak zdrowo się odżywiać?

Jak nie dać się złapać na pułapki marketingowe? Jak w gąszczu sklepowych półek wśród tysięcy kolorowych produktów odnaleźć te naprawdę wartościowe? Z pomocą wkracza Anna Makowska, doktor nauk farmaceutycznych (specjalność chemia medyczna), absolwentka pedagogiki, od dwóch lat studentka dietetyki. Od sześciu lat uważnie śledzi polski rynek produktów spożywczych, a od 2015 roku prowadzi blog doktorania.pl. W jej wydanej właśnie debiutanckiej książce Smart shopping znajdziesz dekalog świadomego konsumenta, szczegółowe omówienie najpopularniejszych produktów żywieniowych, w tym fakty i mity na ich temat oraz porady, jak je spożywać. Doktor Ania świetnie też tłumaczy na język polski podany małymi literami skład produktów. Książka już w pierwszym tygodniu przedsprzedaży uplasowała się wśród najlepiej sprzedających się tytułów na empik.com. Zapytałyśmy dr Anię, na co najbardziej powinnyśmy uważać, robiąc zakupy, jak radzi sobie ze swoimi chwilowymi słabościami i czy przypadkiem dietetyczne dziennikarstwo śledcze nie przysporzyło jej kiedyś kłopotów.

Twoja książka wywołała w moim życiu rewolucję. Po przeczytaniu Smart shopping wyrzuciłam z lodówki połowę produktów oznaczonych jako bio lub eko. Czy zostaliśmy przez producentów wmanewrowani w pułapkę zdrowo-niezdrowej żywności?

Anna Makowska: Trudno jest generalizować czy oceniać sytuację w kategorii pułapek. Myślę, że częściowo sami jesteśmy sobie winni, bo kupujemy bezmyślnie – kierując się obecnością produktu w mediach i smakiem, ale nie patrząc na skład. A przecież producenci zwracają uwagę na głos klienta – skoro się podoba to produkują, więc koło się zamyka. Są jednak produkty, przy których powinniśmy zachować szczególną czujność, np. żywność dla dzieci, słodzony nabiał, płatki śniadaniowe i napoje udające wodę. Zdradliwe są także produkty eko, wegańskie i bezglutenowe. Myślimy, że skoro coś jest dla dzieci albo gluten free, to musi być dobre. Tymczasem często jest odwrotnie.

Czy możemy się jakoś przeciwstawić temu, czym nas faszeruje rynek produktów spożywczych?

A.M: Oczywiście, że tak. Wystarczy zacząć czytać skład produktów i świadomie kupować, zamiast bezmyślnie faszerować się papką marketingową. Każdy z nas ma wybór, ale nie każdemu chce się poświęcić tych kilka chwil w domu czy sklepie na przeczytanie etykiety. A tak naprawdę wystarczy rzut okiem na tabelę wartości odżywczych, rubrykę „cukry”, żeby wiedzieć, że np. jogurt naturalny ma 5 g cukru na 100 g produktu, a owocowy 15. I większość z tych 15 g to cukier dodany, czyli słabo – nie kupuję. Jak milion osób nie kupi, to może producent zmieni skład.

Zwykle komentujesz fatalny skład produktów ostrym językiem. Nie boisz się reakcji ze strony producentów żywności, którą oceniasz nieprzychylnie?

A.M: Zwykle nie oceniam negatywnie marki przez pryzmat jednego produktu. Każda firma ma w portfolio lepsze i gorsze propozycje. Opisuję sprawiedliwie wszystko, co mi wpadnie w ręce. Dziesiątki razy proszono mnie, abym nie robiła zdjęć w sklepie, kilka razy zdarzyło się, że mnie wypraszano, wyrywano z rąk broszury, specyfikacje itd. Najgorzej jest w piekarniach, kawiarniach i restauracjach. Średnio 1–2 razy w miesiącu jest jakiś dym, a na poligonie badawczym jestem 4–6 razy w tygodniu.

Diety przychodzą i odchodzą, co miesiąc pojawiają się nowe sposoby na szczupłą sylwetkę. Ty radzisz, jak zmienić nawyki żywieniowe na stałe. Zdradzisz nam kilka złotych zasad?

A.M: Przede wszystkim powinniśmy unikać wchodzenia do sklepu spożywczego, kiedy jesteśmy głodni. Stosowałabym też zasadę ograniczonego zaufania wobec produktów promowanych w mediach. Kupowanie jak najmniej przetworzonej żywności to zwykle dobry pomysł, a mity dotyczące zdrowego odżywiania typu trudne, drogie, czasochłonne to bzdura. Sugerowałabym większe spożycie warzyw, urozmaicenie jadłospisu i zmniejszenie spożycia mięsa, tłuszczów utwardzanych i cukru. Niesamowicie ważne wydaje mi się też akceptowanie swoich pomyłek, błędów i odpuszczanie, jeśli coś jest ponad nasze siły. Każda z nas czegoś nie wie i popełnia błędy – nie ma w tym nic złego. Świadome kupowanie i odżywianie to proces uczenia się nie tylko alfabetu witamin, ale też siebie. Proces, który obejmuje sukcesy i porażki, oraz trwa całe życie – trzeba sobie to raz na zawsze uświadomić, zamiast wpadać w wyrzuty sumienia po zakupie nadprogramowego batonika. Trudno, idziemy dalej – jutro pójdzie lepiej. A jak nie jutro, to pojutrze.

A gdy w mojej lodówce zagoszczą warzywa, żywność nieprzetworzona i będę unikać cukru – czy mogę sobie wtedy pozwolić na guilty pleasure, taką zakazaną przyjemność, w piątkowy wieczór?

A.M: Szczerze mówiąc nie wiem, co to jest guilty pleasure. U mnie jedzenie jest oderwane od emocji – jak chcę coś zjeść, to po prostu to jem. Świadomie i bez podtekstów, drugiego dna czy jakiejkolwiek warstewki emocjonalnej typu w nagrodę zjem…lub jest mi smutno, więc zjem… A ponieważ nie stosuję wobec siebie zakazów i nakazów, nie mam problemu z tym, czy coś jest guilty, czy nie. Staram się unikać produktów z fatalnym składem, ale jeśli coś się zdarzy raz na jakiś czas, bo np. miałam ochotę zjeść hot doga – nie robię z tego problemu. Tyle że u mnie coś się zdarzy nie jest codziennie, raczej kilka razy w roku.