Akcesoria, które tworzycie są absolutnie wyjątkowe, przede wszystkim ze względu na materiały, których używacie. Jak wpadliście na ten pomysł?

Pomysł na markę powstał już kilka lat temu. Sebastian, projektant i założyciel marki, od 20 lat jest weganinem. Interesował się modą, więc szybko zauważył, że brakuje w niej opcji dla wegan. Jakościowe buty czy kurtki kojarzą się raczej ze skórą odzwierzęcą, co oczywiście było sprzeczne z jego ideologią. Właśnie dlatego postanowił, że znajdzie alternatywę i zacznie tworzyć modę, która nie ma nic wspólnego z okrucieństwem. Tak narodziła się Bohema – marka dla ludzi świadomych, którzy chcą, żeby za ich stylem szło coś więcej niż po prostu ładne ubranie. Ludzi, którzy chcą za pomocą mody wyrażać swoje wartości, podejście do problemów społecznych, chcą coś manifestować. Sebastian pochodzi z rodziny szewskiej, w której sztuka rzemiosła przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Nasze buty powstają w małym rodzinnym zakładzie, wykonują je ręcznie rodzice Sebastiana. Dzięki temu mamy pełną kontrolę nad produkcją i pewność, że nie zatruwamy środowiska.

A skąd pomysł na wykorzystanie ananasa?

Szukając ekologicznych materiałów, z których mogłyby powstawać nasze buty, właściwie przypadkiem trafiliśmy na skórę z liści ananasa. Liście, z których powstaje materiał to po prostu odpad hodowli z ananasów, a sama skóra jest w pełni biodegradowalna. Dodatkowo jest równie trwała i ładna jak naturalna skóra, a co najważniejsze nie naraża na cierpienie żadnego zwierzaka.

Jak wyglądała realizacja konceptu i wcielanie go w życie? Zakładam, że początkowo nie mieliście wiedzy czy skóra z liście ananasa będzie się sprawdzać w codziennym użytkowaniu, zwłaszcza, że buty to szczególnie trudny produkt, zwłaszcza w naszym klimacie, gdzie przez połowę roku deszcz i plucha.

Szczerze mówiąc, kiedy znaleźliśmy skórę z liści ananasa byliśmy bardzo podekscytowani, bo w Polsce jeszcze żadna marka nie podjęła się robienia butów z tego materiału. Wiedzieliśmy, że są już takie brandy, które robią z niej torebki, ale – jak sama mówisz – buty potrzebują bardziej wytrzymałego materiału. Od razu skonsultowaliśmy to z tatą Sebastiana, który wykonuje nasze buty. Powiedział nam, że widzi to w dość ciemnych barwach (śmiech). Postanowiliśmy jednak spróbować i zamówiliśmy Pinatex. Chcieliśmy sprawdzić go sami. Gdy dotarł, mroziliśmy go, namaczaliśmy w wodzie, robiliśmy z nim naprawdę cuda, żeby mieć pewność, że sprawdzi się podczas polskiej jesieni i zimy. Po wszystkich testach mogę powiedzieć, że ten materiał naprawdę przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania – jest odporny na pluchę i mróz, ale też oddycha i stopa naprawdę dobrze się w nim czuje. Nie osiadamy jednak na laurach. Jesteśmy w fazie testów Muskinu – skóry z grzybów i biodegradowalnego silikonu, a także materiału ze skórek jabłek. Mogę też zdradzić, że chcemy rozszerzyć naszą ofertę o ubrania – testujemy wegańskie wełny i materiał, który przypomina jeans. Cały czas jesteśmy jednak wierni zasadzie #crueltyfreefashion. Moda to dla nas sztuka i ma nieść za sobą wartości, które wyznajemy.

Innowacyjne rozwiązania wymagają kreatywności. Podążanie pod prąd – odwagi. Mieliście momenty zawahania czy to się uda?

Tworzenie czegoś zupełnie nowego, bez wielkich zasobów, to oczywiście zawsze ryzyko. Nigdy nie wiesz, czy spotka się to z zainteresowaniem. Mamy to szczęście, że robimy to razem i bardzo mocno się wspieramy. Udało nam się tak dobrać, że łączymy w naszej dwójce cechy, które się uzupełniają. Sebastian jest typowym artystą, bardziej introwertykiem. Dużo myśli, tworzy, szuka inspiracji. Ja natomiast z natury jestem ekstrawertyczką, lubię zarażać ludzi tym co mi bliskie, ale przy tym mam dość pragmatyczne zacięcie i zwracam uwagę na stronę praktyczną, tak, aby pomysły Sebastiana udało się przekuć w rzeczywiste produkty.

Oczywiście zdarza się nam mieć obawy, ale mimo tego staramy się realizować swoje cele. W końcu gdyby ludzie nie wierzyli w innowacje, to nadal tkwili byśmy gdzieś w martwym punkcie, bez koła czy żarówki (śmiech). Nasza idea #crueltyfreefashion to coś, w co naprawdę wierzymy i robimy wszystko, żeby zarażać nią innych. Chcemy, żeby ludzie zrozumieli, że można być modnym, podążać za trendami, nikogo przy tym nie krzywdząc. Żyjemy w czasach, które dają nam mnóstwo możliwości. Moda od zawsze była odzwierciedleniem społecznych nastrojów, dlatego w dobie naszych czasów warto się zastanowić, co na siebie zakładamy, bo to naprawdę ma ogromny wpływ na nasze otoczenie i świat, w którym żyjemy. Wierzymy w to, że nasze projekty mogą zmienić spojrzenie na modę i na świat.

Na Waszej stronie internetowej można przeczytać, że Wasza marka jest „Dla tych, którzy wiedzą, że największą wartością jest życie...”. A co w tym życiu jest największą wartością dla Was?

Nasz manifest to tak naprawdę opis nas samych, odzwierciedla nasze postawy i podejście do życia. Jesteśmy marzycielami, nonkonformistami, po prostu szukamy czegoś więcej. Chcemy przeżywać, chcemy okazywać emocje, mówić o tym, co nam nie pasuje. Chcemy mówić głośno i zarażać ludzi naszymi wartościami. I nie chcę, żeby coś tu zabrzmiało jak truizm, ale naszym zdaniem życie jest za krótkie, by czekać na to co Ci przyniesie, albo co gorsza na to co dostaniesz. Z życia trzeba czerpać garściami, zgłaszać do niego uwagi, upominać się o to, co uważasz za słuszne. I przede wszystkim – trzeba stawać w obronie tych, którzy sami nie mogą się obronić. Chcemy, aby nasza marka dawała ludziom do myślenia, skłaniała ich do wyjścia ze strefy komfortu. Strasznie kibicuję takim inicjatywom, jakie podjęły Anja Rubik czy Areta Szpura. A my chcemy być kolejną, bo wydaje nam się, że w branży mody jest jeszcze dużo do pokazania.

Tradycyjne rzemiosło versus masowa produkcja to niejako tempo slow versus pęd, by produkować więcej i szybciej. Staracie się przemycać filozofię slow do codziennego życia?

Wiesz, myślę, że ludzie mają dość „fast”, bo wszystko ostatnio jest za szybko. Myślę, że to się znudziło, zmęczyło ludzi. I dobrze, bo w życiu nie chodzi o ten pęd, tylko o przeżywanie, o doświadczanie, o odczuwanie. Ważne są szczegóły, jakość, a nie ilość. Ludzie zaczynają szukać siebie i to jest super. My też codziennie myślimy o tym czego chcemy, co nas uszczęśliwia, a moda jest dla nas sposobem wyrazu naszego podejścia do życia. Żyjemy szybko, ale filozofia slow food, slow fashion to nasza codzienność. Po prostu wybieramy być, zamiast mieć, bo naszym zdaniem możesz mieć coś wartościowego dopiero wtedy, kiedy zdasz sobie sprawę kim i gdzie jesteś.

Czego chcielibyście widzieć więcej na polskich ulicach, polskich "fejsbukach", w polskich głowach?

Obserwujemy polskie ulice, często patrzymy ludziom na buty (śmiech). Czego byśmy chcieli widzieć więcej? Hmm, jeśli chodzi o modę i wyczucie stylu to jest naprawdę dobrze, ale brakuje nam trochę świadomości, trochę zaufania do innowacji. Brakuje ciut odwagi, ciut pionierstwa. Dużo się teraz mówi o szkodliwym wpływie branży mody na środowisko, chcemy udowodnić, że moda może żyć w zgodzie z naturą. Dlatego robimy wszystko, co w naszej mocy, żeby przekonywać do mody wolnej od okrucieństwa, do slow fashion, do otwierania się na nowe alternatywy. Bo moda to ruch, to ciągłe dążenie do czegoś nowego, nieprzewidywalnego, oryginalnego. Chcemy żeby nasza moda miała przekaz, który porwie ulice.