Amerykanka pokonała koronawirusa: ma dla wszystkich ważne rady

"Miałam COVID-19, a oto moja historia. Mam nadzieję, że dostarczy ci cennych informacji i zapewni spokój" - napisała na Facebooku 37-letnia Elizabeth Schneider, która przyznała, że do podzielenia się swoją historią namówili ją znajomi.

Amerykanka napisała, że wirus zaatakował ją znienacka. "Wydaje mi się, że złapałam go na imprezie w małym domu, na której nikt nie kaszlał, nie kichał ani nie wykazywał żadnych objawów choroby" - podkreśla. Dopiero w ciągu trzech dni okazało się, że ok. 40 proc. uczestników tej imprezy zachorowało (są to osoby w wieku od 30 do 50 lat). Wszyscy mieli podobne objawy, w tym gorączkę, bóle ciała i stawów oraz silne zmęczenie. U niektórych wystąpiła biegunka i mdłości. "Tylko nieliczni z nas mieli łagodny, duszący kaszel. Bardzo niewielu czuło ucisk w klatce piersiowej lub inne problemy z oddychaniem" - wyjaśnia Schneider. Objawy choroby utrzymywały się 10-16 dni.

Jak podkreśla Elizabeth Schneider, to, że ona i jej znajomi byli zarażeni koronawirusem wyszło przez przypadek.

Głównym problemem było to, że bez kaszlu lub problemów z oddychaniem wielu z nas odmówiono przeprowadzenia badań. Ja zostałam przebadana w Seattle Flu Study w ramach testów na grupie ochotników pod kątem rozprzestrzeniania się szczepów grypy w społeczności. Kilka tygodni temu zaczęli testować losowy podzbiór próbek pod kątem zakażenia COVID-19 - dodaje kobieta. 

Elizabeth nawet nie była u lekarza, a tym bardziej nie była hospitalizowana, ponieważ myślała, że jest to zwyczajna grypa. W poniedziałek 9 marca minęło 13 dni od pojawienia się objawów i ponad 72 godziny od ustąpienia gorączki. "Departament Zdrowia Publicznego Hrabstwa King zaleca pozostanie w izolacji przez 7 dni po wystąpieniu objawów lub 72 godziny po ustąpieniu gorączki. Przekroczyłam oba terminy, więc już się nie izoluję, jednak unikam forsownego wysiłku i tłumów" - zaznacza Elizabeth.

Moim zdaniem brak wczesnych i wszechobecnych testów zaszkodził społeczeństwu i uniemożliwił zapobieganie chorobie tutaj w Seattle. - pisze na Facebooku.

Elizabeth przyznaje, że od początku choroby bardzo zadbała o swoje zatoki, co mogło przyczynić się do tego, że choroba nie przeszła na płuca przez co nie miała żadnych problemów z oddychaniem.

"Mam nadzieję, że te informacje pomogą komuś uniknąć choroby i/lub zachęcić do badania wcześniej niż później, odizolować się, zanim twój stan się pogorszy i uzyskać pomoc medyczną jeśli choroba jest już dokuczliwa." - radzi na zakończenie kobieta.