Rodzina to podstawa – tak przynajmniej deklarują bohaterowie naszego tekstu. Pytanie tylko, co dziś to słowo znaczy. Dawniej rodziny były wielopokoleniowe. Wychodziło się za mąż za pierwszą miłość, mieszkało kątem u rodziców, dopóki nie dostało się własnego mieszkania, i rodziło dzieci na potęgę. Dziś coraz częściej, jak w serialu „Modern Family”, mamy do czynienia z rodzinami patchworkowymi: jest mąż, żona, jej dzieci, jego dzieci, ich wspólne dzieci, cudze dzieci... Kiedyś mówiło się też, że w każdej porządnej polskiej rodzinie powinien być ksiądz, prawnik i lekarz. A dziś? Czy wykonywany zawód ma jeszcze jakieś znaczenie i czy umiemy korzystać z pomocy bliskich? Kogo byśmy chcieli mieć w rodzinie, a kogo zaakceptować byłoby trudno? Zapytaliśmy o to młodych Polaków. Odpowiedzi padały różne. Jedno jest pewne: wpływowa trójca nie jest już nam potrzebna. Dziś zamiast księdza wolelibyśmy mieć wśród bliskich celebrytę, a zamiast prawnika kogoś, kto umie robić lewe interesy. Tylko lekarz ciągle się przydaje. Ale wyłącznie taki z szerokimi znajomościami...

KUBA (22 LATA): Nie chciałbym mieć w rodzinie oszusta, reszta mi nie przeszkadza. Najważniejsze, żeby wszyscy byli szczęśliwi, a to, jakiej są orientacji i jaką mają sprawność ruchową, ma dla mnie niewielkie znaczenie.

ANIA 29 LAT: Na pewno przeszkadzałoby mi, gdyby mój ojciec był księdzem. W ogóle osoba duchowna wśród bliskich raczej nie wchodzi w grę. Gdybym mogła coś zmienić, to wolałabym, żeby moi rodzice byli artystami. Łatwiej byłoby mi wtedy wystartować w moim zawodzie.

PIOTREK 24 LATA: Myślę, że gdyby mój ojciec był premierem, zniszczyłoby mi to życie. Podobnie pewnie gdyby moim wujkiem był Jack Daniel. Ale jeśli mógłbym wybierać, wołałbym Jacka. Przynajmniej zniszczyłby mi życie w kolorowy sposób. Ciekawie byłoby też mieć w rodzinie wróżkę. Gdyby była nią moja matka, na pewno wybrałaby sobie fantastycznego faceta, a ja odziedziczyłbym niesamowite geny.

MACIEK 23 LATA: Cenię sobie szczerość i honor, więc problemem na pewno byliby konfidenci. Nie zaakceptowałbym też ojca policjanta – koledzy by się ze mnie śmiali. Za to już złodziej mógłby się przydać. W rodzinie mam prawnika i lekarza. Czasem korzystam z ich pomocy i nie widzę w tym nic złego. Oczywiście nie ma co się oszukiwać – zawód niewiele mówi o człowieku.

MAGDA 23 LATA: W mojej rodzinie raczej sobie nie pomagamy. Szkoda, bo może gdybym miała kogoś wpływowego wśród bliskich, łatwiej byłoby mi znaleźć pracę. Fajnie, gdy rodzice są wykształceni, bo korzysta na tym dziecko.

ASIA 23 LATA: Nie ma dla mnie większego znaczenia, co kto robi wśród moich bliskich, choć gdybym mogła wybrać, to chciałabym mieć w rodzinie projektanta. Na pewno szyłby mi piękne sukienki.

Zobacz także:

MONIKA 23 LATA: Nie chciałabym w rodzinie mieć księdza, bo pewnie próbowałby mnie nawrócić. Chętnie za to miałabym wujka dentystę. Dobry lekarz zawsze się przyda.

MATEUSZ 24 LATA: Chciałbym być spokrewniony z jakimiś sławnymi osobami. Mam wrażenie, że zwykle dbają o rodzinę. A tak serio, to nie mam problemów z profesją moich bliskich. Moja mama jest nauczycielką, w dzieciństwie bardzo mi to pomogło. Dziadkowie są muzykami. Cieszę się, że odziedziczyłem po nich talent. Odrobina artystycznej krwi nigdy nie zaszkodzi.

BARTEK 22 LATA: Chciałbym, żeby moim wujkiem był Kuba Wojewódzki. Fajnie byłoby przejechać się jego furą. Wcale nie obraziłbym się też za Jagę Hupało, bo mogłaby mi zrobić ładną grzywkę, i za Małgosię Kożuchowską, która nauczyłaby mnie medialnej otwartości. W ogóle wychodzę z założenia, że rodzina jest najważniejsza. To może być mafia, ksiądz czy osoba chora psychicznie. Liczy się tylko to, że płynie w nas ta sama krew.

PRZEMEK 22 LATA: Dzięki rodzinie załatwiłem sobie niejedną pracę – dobrze mieć wpływowych krewnych. Nie przeszkadzałoby mi, gdybym nosił nazwisko Jaruzelski. Myślę, że dzieci polityków mają fajnie.

DOROTA 21 LAT: Przydałby mi się lekarz. Najlepiej taki, który ma dużo znajomości. Mam w rodzinie zakonnice. Sama jestem niewierząca, ale zupełnie mi to nie przeszkadza.

PATRYK 20 LAT: Nie znoszę dyscypliny, więc nie wyobrażam sobie, żeby mój ojciec był policjantem lub wojskowym. Wiele osób pewnie miałoby problem z politykiem, ale ja uważam, że to fajny zawód, i do tego dobrze płatny. Poza tym myślę, że dobrze, jak rodzice i dzieci uprawiają ten sam zawód. Mój tata jest piłkarzem, ja też kiedyś grałem. Dzięki temu zaczęliśmy ze sobą rywalizować. To fajne uczucie.

JULIA 18 LAT: Klub nocny to chyba jedyne miejsce, z którym nie chciałabym mieć nic wspólnego. Reszta mi nie przeszkadza. Super by było mieć znanych rodziców, czytać o nich w gazecie, być rozpoznawalnym. Sama nigdy nie korzystam z pomocy dalszej rodziny. Głównie dlatego, że mam świetnego tatę, który na wszystkim się zna. Nie zamieniłabym go na innego.

PIOTREK 24 LATA: Wojskowy czy duchowny nie znalazłby miejsca w mojej rodzinie. Za to weterynarz byłby mile widziany – ze względu na moje zwierzęta. Niezbyt pasowaliby mi sławni rodzice. Nie chciałbym, żeby ludzie patrzyli na moje dokonania przez pryzmat znanego ojca czy matki. Polityk też odpada, za to osoba powiązana ze światkiem przestępczym nie powodowałaby mojego dyskomfortu. Jeśli narozrabia, to jej wybór. Każdy ma swoje życie do przeżycia.

PAULINA 24 LATA: Kosmetyczka i masażystka. Miło by było, gdyby ktoś o mnie dbał za darmo. Osobiście nie potrzebuję w domu ani prawnika, ani księdza. Lekarz mógłby się przydać. Na pewno miałabym problem, gdyby ktoś z moich bliskich był gwiazdą pop i robił okropne chałtury. Nie chciałabym też na każdym kroku tłumaczyć się ze znanego nazwiska. Jednak profesja to sprawa drugorzędna. Ważniejsze od niej są relacje między ludźmi. Co z tego, że mój tata byłby wpływowym człowiekiem, jeśli nie umiałabym poprosić go o pomoc?