"Tato zabił mamę”, „Tu zostałam zgwałcona”, „Zgwałcił, nie siedzi”: Kim są Plakaciary?

Każde hasło ma swoją historię. Na jednym z plakatów widnieje: „Gwałt to gwałt nawet gdy ofiara nie krzyczy”. Powstał w odpowiedzi na historię zgwałconej dziewczynki, która „nie krzyczała, gdy starszy o 12 lat kuzyn ją gwałcił. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uznał więc, że „gwałtu nie było”. Wyrok trzech lat więzienia zamieniono na rok w zawieszeniu”.Albo ta o ojcu znęcającym się nad całą rodziną, którego policja po interwencji pozostawiła w domu razem ze swoimi ofiarami, autorką tych słów bojącą się o życie swoje i matki. Miara tych osobistych dramatów nie zna granicy.
Kobiety nie dość że nie czują się bezpiecznie, to nie są odpowiednio chronione przez państwo. Mało tego, większości ofiar nie wierzy się w ich słowa, a statystyki jasno pokazują, że każda z nas była ofiarą molestowania, a co piąta z nas została zgwałcona. Na tak przerażające dane kobiety nie doczekały się odpowiedniej reakcji, postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce – uzbrojone w plakaty, klej i farbę. Tak powstała akcja Plakaciary. W myśl zasady: "Bądź dumna i siedź głośno" i by uzmysłowić skalę problemu. 

Zobacz też: Mocny gest Polek w imię solidarności ze zgwałconą nastoletnią Brytyjką

"Tato zabił mamę”, „Tu zostałam zgwałcona”, „Zgwałcił, nie siedzi”: Kim są Plakaciary?

Nie ukrywajmy, te historie znamy wszystkie. Wszystkie wiemy, że gdy mówimy nie, to tak naprawdę myślimy tak, zakładając krótką spódnicę, same prosimy się o kłopoty, a strzelanie ze stanika, to zabawne "końskie zaloty". Te mity okazują się być bardzo krzywdzące i mające ogromny wpływ na nasze życie. Z niezgody na te sytuacje powstał ruch Plakaciar, który zaczęła Margaret Stern, była działaczka Femenu. Francuzka wyklejała na murach historie zabitych kobiet, za które nikt nie poniósł kary jak np. „28.03.19: Jean-Marie zabił Julie siekierą”. Zaczęło się od jednej osoby, za którą poszły tłumy. I tak ruch przeniósł się do Polski, a dokładniej do Wrocławia. Dziś plakaty z mocnymi wyznaniami kobiet możemy zobaczyć już w całej Polsce.

"Taki głos kobiet – również w przestrzeni miejskiej – jest potrzebny. Do nas praktycznie codziennie ktoś źle się odzywa. Trzeba walczyć o swoje prawa. Nikt nas w tym nie wyręczy", mówi w wywiadzie dla NaTemat.pl jedna z "plakaciar", Rozalia.

To jak terapia polegająca na wyrzuceniu z siebie gniewu, bo dziewczyny bardzo często wyklejają plakaty, które opisują ich własne doświadczenia, jak np. "w tym miejscu zostałam zgwałcona". Zdarza się też, że ofiary są tak przerażone, że wolą opowiedzieć swoją historię anonimowo. To historie gwałtów także tych kazirodczych, molestowania, przemocy w czterech ścianach, dyskryminacji, braku zainteresowania ofiarą czy zrozumienia. Te plakaty są jak wielki wyrzut sumienia kulawego polskiego prawa, który nie jest w stanie zapewnić ofierze ochronę i poczucie bezpieczeństwa, a zamiast tego zostawia ofiarę z katem w jednym mieszkaniu lub wystawia na hejt tych, którzy wierzą oprawcy. Trudno przejść obok tych plakatów bez "gęsiej skórki". 

Zobacz też: Te słowa kobiety usłyszały od swoich gwałcicieli. Nie da się ich zapomnieć.

"Tato zabił mamę”, „Tu zostałam zgwałcona”, „Zgwałcił, nie siedzi”: kary za plakaty

Niestety akcja Plakaciar nie jest w pełni legalna. Jak przyznają aktywistki, klejenie plakatów podchodzi pod paragraf. Plakatowanie w miejscu, które nie jest do tego przeznaczone, podlega artykułowi 63a z Kodeksu wykroczeń i grozi za to kara grzywny w wysokości do 500 zł lub ograniczenie wolności. Plakaciary jednak chcą ryzykować - wiedzą, że jest o co walczyć. Prowadzą też zbiórkę na potrzebne narzędzia jak farby, klej i papier. 

Zobacz też: Dania zmienia definicję gwałtu, od teraz opiera się na braku zgody, a nie na oporze