1.  Bądźmy lojalne wobec swojego partnera

Jakże często nas korci, by ponarzekać w babskim gronie na facetów (że np. trzeba ich zaganiać do mycia; że dla nich pocałunki mają rację bytu tylko w łóżku i nie całują nas ot tak, jeśli nie mają widoków na seks). Tymczasem takie  „niewinne” uwagi mogą być uznane przez wybranka za sprzedawanie jego intymności, a nawet zdradę. Jeśli do niego dotrą (a jak wiadomo – „głuchy telefon” działa często z prędkością światła), mogą stać się powodem głębokiej urazy. Świadomość, że pół miasta wie o jego  domowych zwyczajach, zwykle bywa dla mężczyzny trudna do zniesienia. Dlatego nie uchylajmy za bardzo rąbka tajemnicy – nie zdradzajmy sekretów partnera, nie ujawniajmy szczegółów naszego wspólnego życia. Nie podważajmy też publicznie jego zdania („Co ty za głupoty opowiadasz?”) ani nie krytykujmy  wśród znajomych jego ostatnich potknięć (np.: „Wiecie, że Mirek dał się naciągnąć domokrążcy? Wpłacił zaliczkę na plastikowe okna i tyle je widzieliśmy”). Bądźmy solidarne ze swym wybrankiem; bez względu na wszystko trzymajmy z nim sztamę.
DLACZEGO: Dopuszczanie obcych osób do naszego wspólnego życia, ujawnianie tajemnic i słabości drugiej połowy czy wręcz jawne negowanie jej wartości – to poważne naruszenie zasady lojalności w związku. Burzy zaufanie, niszczy więź między partnerami. Mężczyzna traci poczucie bezpieczeństwa, a nawet zaczyna nas traktować jak wroga, którego należy się strzec. Bo nie dość,  że go atakujemy, to jeszcze robimy to publicznie, co jest dla niego policzkiem, upokorzeniem.

2. Nie wypominajmy wszystkiego bez końca

Starajmy się unikać marudzenia. Zwłaszcza nie wyciągajmy mężowskich grzeszków sprzed lat i nie wypominajmy mu ich po raz enty. Na nic się zda wałkowanie przy każdej okazji, że np. na początku związku wybranek zgubił całą wypłatę, a w zeszłym roku zapomniał o naszych urodzinach. Gdy następnym razem czymś zawini, powiedzmy sobie: stało się i już. Trzeba wytrzeć rozlane mleko i więcej do tego nie wracać.
DLACZEGO: Życie w cieniu ciągłych pretensji i obwiniania nie może być słoneczne. To zatruwa atmosferę w domu i sprawia, że mężczyzna, któremu bez przerwy suszymy głowę, coraz bardziej traci ochotę na przebywanie w naszym towarzystwie. Nie zdziwmy się więc, gdy któregoś dnia zacznie zostawać dłużej w pracy, umawiać się wieczorem z kolegami itd. Bo ile można słuchać o tym, że sto lat temu coś się przeskrobało. Takie rozdrapywanie ran nie służy też nam samym. Wyciągając sprawy sprzed lat, nie możemy się od nich uwolnić, niepotrzebnie znów tracimy na nie nerwy i pielęgnujemy w sobie złość.

3. Nie uprzedzajmy faktów

Równie szkodliwe jak ciągłe wypominanie błędów jest generalizowanie, czyli używanie sformułowań: „Bo ty zawsze…”, „Bo ty nigdy…” (np. „Zawsze zapominasz o kupieniu chleba”, „Nigdy nie masz dla mnie czasu”). Jeśli spojrzymy na sprawę bez emocji, na pewno przyznamy, że partner nie za każdym razem popełnia ten sam błąd. A nawet jeśli mu się zdarzy, to może tym razem ma ważne usprawiedliwienie (dziś np. nie przyniósł do domu pieczywa, bo pomagał ofiarom wypadku samochodowego). Dlatego nie śpieszmy się z ferowaniem wyroków – najpierw spokojnie wysłuchajmy argumentów drugiej strony, zamiast od razu osądzać.
DLACZEGO: To nie tylko krzywdzące dla partnera, ale i demobilizujące. Prawdopodobnie pomyśli sobie: „Skoro ona z góry mnie skreśla; zakłada, że jak zwykle postąpię niewłaściwie – to po co mam   się starać. Niech przynajmniej wiem, za co zmywa mi głowę”. Takie przekonanie podcina mężczyźnie skrzydła, a nas pozbawia wsparcia z jego strony.

4. Poświęcajmy się, ale... nie zawsze

Życie razem wymaga poświęceń. Zarówno tych biernych, czyli rezygnacji z czegoś, na czym nam zależy (np. z wyjazdu na zagraniczny kontrakt), jak i czynnych, czyli zrobienia tego, na co ma ochotę tylko wybranek (np. pójście z nim do jego znajomych, wśród których się nudzimy). Bez kompromisów nie uda się zbudować bliskiego, zgodnego związku. Jest jednak pewien warunek: taką elastycznością muszą wykazywać się obie strony i raz jedno poświęca się na rzecz partnera, a kiedy indziej drugie.
DLACZEGO: Żeby relacja była satysfakcjonująca dla obu stron, powinna opierać się na zasadzie  sprawiedliwości. Jeśli ktoś w ogólnym bilansie dużo więcej daje, niż bierze, ponosi znacznie większe obciążenia niż druga strona, to prędzej czy później zaczyna czuć się wykorzystywany, pokrzywdzony. Zmniejsza się zadowolenie, poczucie spełnienia i automatycznie zwiększa ryzyko rozpadu związku.

5. Nie poniżajmy mężczyzny

Czasami nie zdążymy ugryźć się w język i wypadnie nam z ust jak z procy: „Ty głupku!”, „Ty fujaro!”, „Ty flejtuchu!”. To najgorsza forma krytyki, jakiej możemy użyć, bo jest wyrazem braku szacunku. Jeśli nie podoba się nam to, co zrobił partner, wyraźmy się negatywnie o samym zachowaniu, a nie uderzajmy w osobę, nie atakujmy uwłaczającymi epitetami.
DLACZEGO: Tego rodzaju słowne poszturchiwania naruszają godność partnera. Znieważają go i depczą jego ego, przez co narasta w nim poczucie krzywdy i rozżalenie. A gorycz takiego zranienia trudno osłodzić. Na nic, tak naprawdę, zdadzą się nasze późniejsze przeprosiny i tłumaczenia: „Przecież wiesz, że tak nie myślałam. Wymknęło mi się w złości”. Osoba znieważona i tak będzie się czuła nieszanowana, niepełnoprawna w związku. W jej myśleniu o sobie następuje trudne do naprawienia spustoszenie.

6. Chwalmy wybranka

Nasz ukochany dobrze zainwestował wspólne pieniądze i mimo kryzysu są one bezpieczne? A może podał nam dziś śniadanie do łóżka? Nie szczędźmy mu słów uznania. Umiejmy docenić jego starania i dobą wolę. To na pewno zaprocentuje w przyszłości.
DLACZEGO: Panowie (nawet jeśli zaprzeczają) potrzebują pochwał jak powietrza. Chcą czuć się potrzebni, podziwiani, niezastąpieni. Dzięki naszemu docenieniu mogą się potwierdzać, budować przekonanie o swej męskiej wartości. Komplementy są dla nich niczym ordery – pozwalają dumnie prężyć pierś w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Jeśli sprawimy, że partner będzie czuł się doceniony, wyświadczymy wielką przysługę naszemu związkowi. Bo relacje w parze układają się o wiele lepiej, gdy mężczyzna nie ma powodu do frustracji rodzącej się z niepewności.

7. Szanujmy wolność drugiej strony

Jeśli nawet chciałybyśmy przebywać z ukochanym w każdej wolnej chwili niczym papużki nierozłączki, to starajmy się nie krępować go kajdankami swojej miłości. On przecież nie musi – tak samo jak my – uwielbiać wieczorów spędzanych pod jednym kocem na oglądaniu komedii romantycznych. Może woli w tym momencie przejrzeć dział sportowy w gazecie, pomajsterkować albo pobiegać. Uszanujmy jego  autonomię. Pozwólmy mu spędzić trochę czasu tak, jak lubi. A już na pewno nie wyciągajmy z tego wniosku, że nas nie kocha.
DLACZEGO: Każdy (nawet połówki tego samego jabłka) ma prawo do odrobiny niezależności. Narzucanie partnerowi, co ma robić, organizowanie mu każdej chwili może być odebrane przez niego jako ograniczanie wolności i wywołać bunt. Dlatego lepiej trochę poluzować miłosny uścisk, niż ryzykować, że ukochany zacznie się w nim dusić i będzie chciał uwolnić się z niego na dobre.

8. Rezygnujmy z odwetu

Starajmy się nie odgrywać na partnerze, który nam podpadł. Odpuśćmy, dajmy za wygraną – nawet jeśli on w zeszłym tygodniu nie chciał powiesić szafki w łazience i aż nas korci, by odpowiedzieć na jego prośbę o zszycie spodni: „Teraz ja nie mam siły!”. Nie słuchajmy upartego, zawziętego chochlika, który próbuje nas buntować i namawiać do rewanżu: „Zrób mężowi na złość. Niech wie, że nie może bezkarnie cię ignorować. Dlaczego tylko ty masz być na każde jego zawołanie?”.
DLACZEGO: Ryzykujemy to, że partner, na którym wzięłyśmy odwet, zechce odpłacić nam tym samym, na co my znów nie będziemy umiały pozostać obojętne. I w ten sposób uruchomi się efekt domina: jeden nasz ruch pociągnie za sobą kolejne odwety. Dlatego dla dobra związku nie puszczajmy w ruch tej samonapędzającej się machiny. Bo jeśli życie dwojga ludzi ma być udane, to nie może polegać na nieustannym przeciąganiu liny.

9. Unikajmy cichych dni

Gdy bliska osoba nas zrani albo rozzłości – najłatwiej jest się zaciąć, obrazić, przestać do niej odzywać. Ukarać długotrwałym milczeniem. Zamiast jednak chodzić przez kilka dni z urażoną miną albo pochlipywać wymownie w kącie („Niech ma wyrzuty sumienia”), schowajmy upór oraz urazę do kieszeni i zacznijmy rozmawiać z partnerem. Postarajmy się wytłumaczyć mu, co czujemy w związku z zaistniałą sytuacją (wystrzegajmy się pewnego zapalnego zdania: „Bo ty nic nie rozumiesz”). Umiejmy też wybaczyć (gdy wina leży po drugiej stronie) albo przeprosić (jeśli jednak dopuścimy do siebie myśl, że i my nie jesteśmy bez winy).
DLACZEGO: Milczące dni to cichy zabójca związku. Podczas tych długich, niemych godzin w sercach obojga partnerów kumulują się niewypowiedziane żale, narastają negatywne emocje, takie jak złość, niechęć, wrogość. Często też rodzi się niezdrowa próba sił: kto kogo przetrzyma w tym nieodzywaniu się, kto pierwszy się złamie. Ten czas złowróżbnego milczenia nie pozostaje bez echa – kładzie się cieniem na naszych wzajmenych relacjach.

10. Starajmy się zachować atrakcyjność

Ważne jest nie tylko to, żebyśmy się dobrze z partnerem dogadywali, lecz także byśmy nie przestali się sobie podobać; nie dopuścili do wygaśnięcia ognia namiętności między nami. Zabiegajmy więc o to, byśmy były pociągające dla wybranka przez długie lata. Nie pozwólmy, by dopadł nas syndrom szlafroka i papilotów. Nie czujmy się zwolnione z dbania o siebie nawet wtedy, gdy mąż się zapuścił. Zamiast szukać usprawiedliwień typu: „Niby dlaczego ja mam się starać, skoro on nic ze sobą nie robi” – zachęćmy go, by razem z nami jeździł na rowerze, zmienił dietę na mniej kaloryczną itp. Warto włożyć trochę wysiłku w zachowanie atrakcyjności, by wciąż mieć na siebie apetyt, by nasza namiętność nie leżała odłogiem.
DLACZEGO: Aby stworzyć szczęśliwy i trwały związek, potrzebujemy trzech części składowych miłości, a mianowicie pożądania, czułości i przywiązania – twierdzi dr Helen Fisher, światowej sławy ekspertka ds. uczuć. Nie wystarczy więc, że będziemy zżytymi przyjaciółmi, musi jeszcze istnieć między nami pociąg. Niestety, poziom pożądania może obniżyć się w trakcie trwania związku i dlatego powinniśmy zrobić wszystko, by do tego nie dopuścić. Pierwszym i w zasadzie podstawowym krokiem jest właśnie zachowanie atrakcyjności fizycznej. Oczywiście na tym nie wolno poprzestać – trzeba strzec się rutyny, wprowadzać do sypialni urozmaicenia, cały czas podsycać żar pożądania. Udany seks wzmacnia łączącą nas więź, pomaga w budowaniu emocjonalnej bliskości.