Zapewne większości z nas znana jest podobna scena. Może z filmów, a może z autopsji… Zapłakana kobieta, rzucona właśnie przed chwilą przez swojego mężczyznę, wybiegając z jego mieszkania, jeszcze ze schodów krzyczy: „I chciałam ci uświadomić, że te wszystkie orgazmy były udawane, tak naprawdę nigdy nie było mi z tobą dobrze w łóżku!”. Co robi bohaterka tej historii? Chce zranić swojego byłego już mężczyznę. Próbuje zrobić to w najdotkliwszy sposób, jaki przychodzi jej do głowy. Nie bez przyczyny używa do tego właśnie seksu.

Seks jest bardzo ważnym elementem naszej codzienności, jego jakość wpływa znacząco na nasze poczucie własnej wartości i przez to tak często staje się kartą przetargową między partnerami. Za jego pośrednictwem bliscy sobie ludzie mogą wyrażać swoje najgłębsze uczucia, ale, z drugiej strony, zdarza się też, że używają go jako broni przeciwko sobie. Bardzo bolesnej broni. – Ta historia, a w zasadzie to, co ją poprzedza, czyli miesiące udawania, to bardzo częsty powód konfliktów między ludźmi – mówi Magdalena Krzak, seksuolog. – Mimo że w kwestii emancypacji współczesne kobiety biją na głowę swoje babcie i matki, to w gabinecie ciągle słyszę o tej samej trudności. Nie potrafimy mówić otwarcie, wprost , że nie jesteśmy zadowolone z seksualnej sfery naszych związków, więc… oszukujemy. Kobiecie wydaje się, że mówiąc mężczyźnie, iż jej nie zadowala, skrzywdzi go. A tego przecież nie chce. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Krzywdzi go właśnie wtedy, kiedy mu o tym nie mówi. Bo potem, pod wpływem emocji, w awanturze, wykrzykujemy właśnie takie słowa, jak bohaterka wspomnianej sceny. Zapewniam, że jest to dla mężczyzny dużo większy cios niż ten, kiedy w ciepły sposób, w intymnej sytuacji szepniemy mu do ucha: „Zrób to inaczej”. Nie mówiąc tego, milcząc i udając, nie dajemy mu szansy na sprawdzenie się w dziedzinie życia, którą on sam najsilniej utożsamia ze swoją męskością. To jest, niestety, nagminnie stosowane przez kobiety, w dobrej wierze, oszustwo. Jednak intencje nie ratują sytuacji – tłumaczy seksuolog.

Czy mam ochotę na seks? Nie. Ale jest... 237 innych powodów, dla których pójdę z tobą dzisiaj do łóżka.

Jest wieczór. Anka i Tomek siedzą na kanapie. W tle gra muzyka, palą się świeczki. Idealna sceneria, doskonały początek wieczoru, który skończy się w łóżku… On jest zrelaksowany. Miał ochotę na seks, więc kochał się ze swoją żoną. Nie wie jednak, że chociaż ostatnią godzinę spędzili w sypialni, ona kompletnie nie miała na to ochoty. Miała za to bardzo zły dzień i dotkliwe wrażenie, że szef w biurze odebrał jej całe poczucie własnej wartości. Więc w sypialni znalazła się po to, aby poczuć się lepiej sama ze sobą. Zupełnie nieświadomie.

Z ostatnich badań wynika, że kobiety często decydują się na pójście do łóżka z bardzo wielu powodów, niemających nic wspólnego z seksualnym popędem czy ochotą na sam seks – tłumaczy Magdalena Krzak. Teoretycznie mogłoby się wydawać, że kobieta udaje się do łóżka tylko z trzech przyczyn, tzn. robi to, bo chce wyrazić miłość do partnera, doświadczyć przyjemności bądź zostać matką. Tymczasem, jak się okazuje, jest ich… przynajmniej 237! W każdym razie tylu doliczyli się autorzy książki „Dlaczego kobiety uprawiają seks”: psycholog kliniczny Cindy M. Meston i psycholog ewolucyjny David M. Buss. Naukowcy przeprowadzili badania na bardzo licznej grupie – ponad tysiąca kobiet. Wyniki, które uzyskali, są zaskakujące. Kobieta idzie do łóżka, bo… jej się nudzi, bo w inny sposób nie może się doprosić swojego mężczyzny o naprawienie cieknącego kranu, wyrzucenie śmieci, bo chce podnieść swoją samoocenę.

– Chęć poczucia się lepiej z samą sobą to częsty powód, dla którego kobieta, nie mając wcale ochoty, decyduje się na seks – podkreśla Magdalena Krzak. – W ten sposób się dowartościowuje: „Pragniesz mnie, wykorzystam to, aby poczuć się lepiej”. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale takie traktowanie seksu to traktowanie mężczyzny instrumentalnie. A kiedy już przeanalizujemy naszą motywację, potrafimy racjonalizować własne zachowanie. Myślimy wtedy: „Jeśli mój partner ma ochotę na seks, to nie ma przecież dla niego znaczenia, z jakiego powodu idę z nim do łóżka”. Otóż, ma to znaczenie. I jeżeli takie sytuacje będą się powtarzać, prędzej czy później on wyczuje, że coś jest nie tak. Seks, oczywiście ten, który nie jest jednonocną przygodą, przede wszystkim opiera się bowiem na zaufaniu, szczerości. Bez tego elementu nie ma szansy na zbudowanie między partnerami prawdziwej bliskości, intymności. A człowiek, który odkryje, że został w jakimś sensie oszukany przez bliską osobę, poczuje się zdradzony. Mowa tu o sytuacjach, kiedy prawdziwa motywacja naszych seksualnych zachowań nie jest do końca uświadomiona, to znaczy nie zdajemy sobie sprawy, że toczymy jakąś grę. Choćby sami ze sobą.

Jest jednak też pula sytuacji, w których niemalże pada oferta „coś za coś”. – Do gabinetu seksuologicznego przychodzą ludzie, którzy podczas pierwszej rozmowy opowiadają o bardzo różnych problemach – tłumaczy Magdalena Krzak. – Zaczynają od tego, że ciągle kłócą się o codzienne obowiązki domowe, o sposób wychowywania dzieci, toczą walki z teściami czy mają diametralnie inne charaktery. Choć powodów takich nieporozumień jest bardzo wiele, prawie zawsze łączy je jedno. W zasadzie każdemu z nich towarzyszą „problemy łóżkowe”. Kiedy zaczynam zadawać konkretne pytania, słyszę: „Przedwczoraj żona powiedziała mi, że jeśli pójdę z kolegami na mecz, mogę zapomnieć o seksie przez tydzień” albo: „Mój chłopak szantażuje mnie, że jeśli się z nim nie prześpię, będzie miał cały wieczór zły humor, że to go odstresowuje, a ja nie chcę mu w tym pomóc”, lub: „Powiedział mi ostatnio, że jeśl i nadal będę taka zimna, zacznie realizować swoje potrzeby gdzie indziej”. Takie zdania padają w gabinetach seksuologicznych nierzadko, myślę, że we własnych sypialniach częstujemy nimi siebie jeszcze częściej – opowiada Magdalena Krzak.

Co dzieje się dalej? Są dwa sposoby reagowania na takie próby sił w związku. Ludzie albo się temu poddają, to znaczy mężczyzna nie idzie na mecz, a kobieta, chcąc uniknąć zdenerwowania partnera czy jego zdrady, decyduje się na seks. Poddanie się oznacza uniknięcie konfliktu, ale jednocześnie wywołuje u poddającego się złe samopoczucie – agresję wobec siebie samego, tej drugiej osoby, często poczucie niższości, smutek. O przyjemności z takiego seksu nie ma mowy. Z kolei przeciwstawienie się podobnym zachowaniom może wywołać konflikt i przedłużać gierki w nieskończoność – on idzie na mecz, więc ona faktycznie nie kocha się z nim przez tydzień. Ona nie idzie z nim do łóżka, więc on ma zły humor przez cały wieczór. Z takich sytuacji nie ma dobrego wyjścia, zawsze ktoś musi na tym ucierpieć.

Musisz wiedzieć, kto tu rządzi. To ja zdecyduję, kiedy i jak będziemy się kochać.

Bardzo niezdrowe dla związku są sytuacje, kiedy partnerzy używają seksu, aby pokazać swoją dominację. Przykładem tego jest mężczyzna, który odmawia współżycia żonie za każdym razem, kiedy to ona go inicjuje. Wtedy ma zaległą pracę, jest zmęczony czy po prostu nie ma ochoty. Po czym za jakiś czas inicjuje go sam. Jaki daje komunikat swojej partnerce? Będziemy się kochać wtedy, kiedy to ja zaproszę ciebie do łóżka. Inna sytuacja mająca na celu pokazanie władzy to taka, w której kobieta przerywa stosunek seksualny za każdym razem, kiedy jej partner zbliża się do szczytowania. W jednym i drugim wypadku teoretycznie kochający się ludzie krzywdzą siebie, manifestując swoją wyższość.

Związki, w których seks wiąże się z pokazywaniem dominacji lub wymuszaniem uległości, mogą funkcjonować długie lata – mówi Magdalena Krzak. – Często przełomem jest dopiero moment, w którym jedno z partnerów zaczyna płacić za takie manipulacje zdrowiem, to znaczy pojawia się u niego jakaś dysfunkcja seksualna. Lęk przed zbliżeniem, zaburzenia podniecenia czy brak erekcji – tłumaczy seksuolog. I dodaje, że z takiego miejsca nie jest już łatwo wrócić do czasów, w których seks był przyjemnością. To długi i trudny proces.

Zagraj to jeszcze raz, kochanie. Lubię, kiedy... nie jesteś sobą!

Zdarza się, że w łóżku, tak jak w innych sferach życia, przyjmujemy określone role – nieśmiałej, niewinnej dziewczynki, namiętnego casanowy, dominującej, pewnej siebie kobiety czy brutalnego samca alfa. Wydawałoby się, że role te są tożsame z naszymi rolami codziennymi. Dominująca, pewna siebie kochanka jest osobą przebojową, wymagającą i wiedzącą, czego chce, szefową również w pracy, ta nieśmiała zaś – szarą, potulną myszką niewychodzącą zza biurka. Okazuje się jednak, że w łóżku bywamy zaprzeczeniem naszych codziennych osobowości. Zimny i nieokazujący żadnych emocji biznesmen zamienia się w namiętnego, ciepłego kochanka. Przyjazny i otwarty mężczyzna podczas seksu staje się niedostępnym, wymagającym samcem. Taka sytuacja, w której nie jesteśmy sobą, odgrywamy jakąś rolę, w seksie może sprawdzić się tylko wtedy, kiedy obie strony godzą się na taką grę. Jeśli jest to inicjatywa podejmowana przez jedną z osób, a ta druga musi się do tego dostosować, mamy do czynienia z oszukiwaniem, które nie służy przyjemności.

Oczywiście, że nie chodzi mi tylko o seks. Ja też wierzę w przeznaczenie.

Badania pokazują, że to jednak kobiety znacznie częściej posługują się w łóżku manipulacją. Wynika to w dużej mierze z naszego usposobienia. Mamy problemy z jasnymi, rzetelnymi komunikatami. Kiedy coś nie gra na innych płaszczyznach relacji, milczymy, a potem dajemy temu wyraz właśnie w łóżku. Seksem nagradzamy i karzemy swojego partnera, wymuszamy coś na nim albo o coś go w ten sposób prosimy. Każdy jego gest, ten, który jest po naszej myśli, potrafimy wynagrodzić seksem, tak aby on podświadomie te wydarzenia ze sobą łączył. Mężczyzna natomiast do komunikowania się zazwyczaj nie używa żadnych trików. Swoją dominację bądź uległość pokazuje raczej wprost.

Jest jednak jedna sytuacja, w której mężczyźni mają tendencję do „odpłacania” swoją taktyką. Dzieje się to zaraz na samym początku związku. To wtedy mężczyzna seksem potrafi „grać” w taki sposób, aby kobiecie dać nadzieję na coś więcej. Do samego aktu seksualnego dopisuje barwną otoczkę, historię, gdy tak naprawdę chodzi mu właśnie jedynie o łóżko. Dlatego, wiedząc o tym, że kobieta podchodzi do relacji w sposób bardziej emocjonalny, potrzebuje zapewnienia o jakimś ciągu dalszym, mężczyzna „dopowiada” jej dokładnie to, co ona chce usłyszeć, aby osiągnąć swój cel, czyli zdobyć jej ciało. – To jest stara jak świat męska zagrywka, ale wciąż aktulna, używana, i… nadal działa – mówi Magdalena Krzak. Wniosek jest prosty. Nie warto grać. To zabiera namiętności cały smak, seksowi – radość.