Sylwia Biały: historia jej porodu wstrząsa

"Poród wciąż może być koszmarem, bo lekarz miał zły dzień" - tak zaczęła swój wpis Sylwia Biały, finalistka programu kulinarnego Hell's Kitchen, która opisała na Facebooku swoją historię porodu. Historię, która nami wstrząsnęła.

"Nigdy nie sądziłam, że napiszę post, w którym podzielę się, najcenniejszą dla mnie, prywatnością moją i mojej rodziny. Jest to jednak jedyny sposób na przekazanie bólu, którego niedawno doświadczyłam – a przede mną wiele innych kobiet. To jedyny sposób, żeby coś zmienić, żeby w przyszłości już żadna inna kobieta nie cierpiała." - tak zaczęła swój wpis Sylwia Biały, która kilka dni temu (22 stycznia) urodziła swoje trzecie dziecko w szpitalu w Lublinie.

Sylwia zawsze marzyła o dużej rodzinie, ponieważ uważa, że to właśnie "rodzina jest sensem, który napędza ją do działania", dlatego wiadomość o kolejnej ciąży przyjęła z radością. Jednak trzeci poród był dla niej koszmarem.

"Po pierwszym porodzie kleszczowym, drugim przez cesarkę, ponownie dostałam skierowanie na cesarskie cięcie. Kiedy wyznaczono mi termin zabiegu, poczułam ulgę. To miał być koniec strachu, który towarzyszył mi przez 9 miesięcy. Podświadomie jednak czułam niepokój. Intuicja nie pozwoliła mi spać spokojnie. Sylwia nie pomyliła się w swoich przeczuciach.

"Koszmar rozpoczął się już na izbie przyjęć, gdzie nikt nie słuchał co mówię. Jedyne pytanie jakie się pojawiało to po co cesarskie cięcie? Siadać, odpowiadać na pytania, cisza. Gdy dołączył lekarz dyżurujący było już tylko gorzej. (...) Pomimo mojej historii medycznej, zakwestionował potrzebę cesarki mówiąc ze nie będzie się ze mną pieścił jak reszta lekarzy. Autorytatywnie kazał usiąść na fotelu ginekologicznym, na który ledwo i w bólach udało mi się wejść.
Płakałam. Badanie było nieznośne. Moje uda pokryły się krwią. Usłyszałam od niego tylko „zamknij mordę bo nie mogę zebrać myśli” Bielizna którą ledwo ściągnęłam do badania leżała na podłodze, chodzono po niej. Trwał festiwal upokorzenia- jak się później dowiedziałam zły dzień lekarza." - pisze Sylwia

Później wcale nie było lepiej. Sylwia cała rozstrzęsiona dostała dokumenty do podpisania, które w nerwach źle wypełniła. Wtedy usłyszała od lekarza upokarzające słowa: "tylko kretyn podpisuje dwa formularze".

Po wielu przykrościach ze strony lekarzy, w końcu Sylwię zabrano na blok operacyjny: "Zabrali mnie na blok. Obrażeni, milczący, - przecież nie wolno żądać cesarki mając skierowanie. Nie wolno mówić, płakać. Nie wiedziałam, co się dzieje? Bałam się tak cholernie, ze ciężko to opisać. Personel medyczny się obraził, zaraz pokroją mi brzuch, wyciągną dziecko... Kiedy rozpoczął się zabieg, modliłam się, żebyśmy z moim synem wyszli z niego cali. Nic innego mi nie pozostało! W sali pełnej ludzi, czułam się samotna jak nigdy wcześniej w życiu."

Szpital wydał oświadczenie ale nie przeprosił

W dalszej części wpisu, Sylwia opisuje moment zdjęcia szwów po cesarce: "Przy ściąganiu opatrunku, po raz pierwszy zobaczyłam ranę po cesarskim cięciu. Wyglądała przerażająco. Kawałek skóry został niedbale obwiązany szwem i wygląda jak ogonek. Okropieństwo. Wiedziałam ze coś jest nie tak. Po wyjściu ze szpitala pomyślałam, że zasięgnę opinii innych lekarzy. Każdy ale to każdy z nich, łącznie z położnymi - stwierdzili ze brzuch będzie wymagał plastyki!!!"

Sylwia razem z mężem udała się do szpitala w celu wyjaśnienia sytuacji. "Kierownik oddziału ginekologicznego nie potrafił wytłumaczyć się z braku profesjonalizmu swojego personelu. Przeprosił za zaistniałą sytuację i stwierdził, że „każdy może mieć gorszy dzień”. Na koniec, dodając od siebie, że mimo wszystko mogłam urodzić naturalnie. Osłupiałam."

Pod postem Sylwii szpital wydał oświadczenie, w którym w obszerny sposób opisuje zaistniałą sytuację, ale ani razu nie przeprasza pacjentki. "Czy tak ciężko jest przeprosić? 
Zapytać jak się czujemy? Odarliście mnie z godności, intymności i poczucia bezpieczeństwa. A dziś piszecie, że my pokrzywdzone możemy wypełniać ankiety?" - pisze zbulwersowana Sylwia.

Historia Sylwii jest kolejnym przykładem z wielu, jak naprawdę wyglądają porody w Polsce. To nie są pojedyncze przypadki. Chociaż wiele osób dziwi się, jak można opisywać ze szczegółami tak intymne przeżycia, to większość podziwia Sylwię i mówi: "Tak, my kobiety musimy głośno mówić o takich rzeczach". Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca i mamy nadzieję, że głośna debata na ten temat może w końcu coś zmieni. Mówimy stanowcze NIE i nie godzimy się na takie traktowanie nikogo.

Nie bójcie się, piszcie o swoich przeżyciach, mówcie o nich głośno, zgłaszajcie je, po prostu reagujcie. Obojętność powoduje to, że po Was takie osoby krzywdzą kolejne a po nich kolejne… - apeluje Sylwia Biały i my również podpisujemy się pod tym apelem