Czy kobiety coraz częściej pojawiają się w gabinecie seksuologa? Jesteśmy coraz bardziej otwarte?

Violetta Skrzypulec-Plinta: Tak, kobiet przychodzi coraz więcej. Niestety, niekoniecznie automatycznie łączy się to z ich otwartością. Nadal jako społeczeństwo mamy kłopot z rozmawianiem o seksie. Z jednej strony wszędzie go pełno, z drugiej – kiedy ma dojść do intymnych zwierzeń, napotykamy wiele blokad. Najczęściej jest tak: mężczyzna ma tendencję do koloryzowania, w jego łóżku zawsze jest lepiej niż naprawdę. A kobieta? Kobieta woli temat przemilczeć. I bywa, że milczy także w gabinecie seksuologa, do którego przecież przyszła z własnej woli. Brakuje jej słów i odwagi. Musi czuć się przede wszystkim bezpiecznie, żeby uzewnętrznić emocje i pragnienia. Często trzeba pacjentkę zachęcić, otworzyć. Już od ponad 20 lat prowadzę gabinet ginekologiczno-endokrynologiczno-seksuologiczny, odziedziczony zresztą po ojcu – ginekologu, który przez długie lata pracy zawodowej z pasją równą mojej troszczył się o kobiety. Wynikiem mojego doświadczenia jest stworzone we współpracy z córką centrum Aleph Med, gdzie w myśl idei Anti-Aging – oprócz kompleksowej diagnostyki i leczenia z zakresu ginekologii, endokrynologii i seksuologii – proponujemy rozwiązania pozwalające zachować zdrowie, urodę oraz piękno ciała i ducha, zawsze z indywidualnym i holistycznym podejściem – w ciepłej, rodzinnej atmosferze. To ogromnie pomaga nawiązać z pacjentką więź skutkującą najlepszymi efektami terapeutycznymi.

A kiedy już ją Pani zachęci, otworzy, to co najczęściej opowiada?

Violetta Skrzypulec-Plinta: Z tego, co mówi, mogę się domyślać, że… czyta „Greya” („Pięćdziesiąt twarzy Greya” E.L. James – przypis red.). Podobno co minutę na całym świecie sprzedaje się jeden egzemplarz. Popularność tej książki słychać w moim gabinecie. Czekamy na księcia z bajki, marzymy, fantazjujemy o fajerwerkach i omdleniach z rozkoszy w łóżku. Jak wiadomo, rzeczywistość daleka jest od tej specyficznej prozy, tak jak teoria daleka jest od prawdziwego życia erotycznego, problemów związanych z seksem, o których wstydzimy się mówić. A prawda jest taka: na każdym etapie życia mamy konkretne problemy seksualne. I to jest normalne. Najpierw są to problemy niedoświadczonej, przestraszonej nastolatki, potem seks młodej kobiety, dla której trudnością jest osiągnięcie orgazmu, następnie seks kobiety, która permanentnie się odchudza, co sprawia, że zanika jej libido, później seks po to, aby zostać matką, kolejne etapy – seks po tym, gdy kobieta została matką, w końcu seks w czasie menopauzy… Każdemu z tych etapów towarzyszą inne problemy. Nadal często nie rozumiemy swojego ciała, nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele czynników – w tym hormonalnych – steruje naszą seksualnością. Pozbawione tej wiedzy, nie mamy szansy sobie pomóc. Dlatego u seksuologa trzeba mówić i pytać, a nie w ukryciu kartkować „Greya…” i liczyć, że zdarzy się cud.

Co w zasadzie miałoby być tym cudem? Czego się wstydzimy? Tego, że nasze życie seksualne jest zwyczajne?

Violetta Skrzypulec-Plinta: Tak, bo zewsząd jesteśmy bombardowane nadzwyczajnością. A seks to nie matematyka. Nie można komuś kazać przeżywać orgazmu cztery razy w tygodniu ani uprawiać seksu codziennie. Jeśli parze pasuje kochanie się raz w miesiącu – dajmy im święty spokój i nie wmawiajmy kobiecie, że nie tak powinno wyglądać jej życie erotyczne. O każdej porze dnia, włączając radio czy telewizję, zmuszeni jesteśmy słuchać reklam o cudownych środkach wspomagających potencję, zwiększających libido, przedłużających orgazm. Robimy z tej sfery dziwny, głupi wyścig, pole do rywalizacji. A co tak naprawdę ma imponować w tym, że jakaś pani kocha się sześć razy dziennie? Jeżeli takie są jej potrzeby – jest to jak najbardziej OK, ale indywidualnie dla niej, nie dla ogółu. Śmieję się, że mogę tylko pogratulować ilości wolnego czasu! Podziw wzbudza we mnie inna kobieta – partnerka mężczyzny, który kiedyś bezmyślnie skoczył na główkę do wody i w wyniku urazu siedzi teraz na wózku inwalidzkim. Nie może uprawiać seksu, a ona z nim jest i przeżywa satysfakcjonujący kontakt, kiedy on głaszcze ją po ręce. To jest fantastyczne. Wyższa szkoła jazdy. Pewnie kogoś rozczaruję – seks to mózg!

Rozczaruje Pani głównie kobiety, które właśnie wstrzyknęły sobie botoks w punkt G, zainwestowały w wizytę u fryzjera specjalizującego się we fryzurach intymnych. Moda ściga się z rozumem?

Violetta Skrzypulec-Plinta: Dawno go prześcignęła… Chociaż w zabawie tej nie chodzi o to, aby „złapać króliczka”, ale o to, żeby go gonić. Bo właśnie pogoń za nim jest pozytywnym modyfikatorem życia seksualnego. Dlatego cokolwiek pomaga nam w osiągnięciu prawdziwej satysfakcji seksualnej – także najnowsze trendy mody i estetyki ciała – jest wskazane. Jest też, niestety, druga strona źle rozumianego, „postępowego” medalu. Jakim sposobem młoda kobieta ma lubić seks, cieszyć się nim, jeśli życie seksualne zaczęła w gimnazjum, w toalecie, a film z tego wydarzenia jej współtowarzysz rozesłał kolegom lub wrzucił go do internetu? To nie jest przykład wyssany z palca. Potrzebujemy dobrej, mądrej edukacji seksualnej, bo jej brak siedzi w naszych łóżkach do końca życia.

W jednym z wywiadów nazwała Pani współczesne pokolenie pokoleniem „coca-cola homosapiens”. Pijemy i jemy byle co i byle jak, pędzimy ślepo przed siebie, bo ciągle chcemy posiadać jak najwięcej. Tak samo postępujemy w łóżku, taki jest również nasz seks?

Violetta Skrzypulec-Plinta: Rzeczywiście zapożyczyłam to określenie od specjalistów żywienia, bo jest bardzo trafne. Idealnie opisuje także świat współczesnego seksu. Przede wszystkim nastawieni jesteśmy na siebie. W łóżku nie dbamy o bliskość, której nie można zbudować w jedną noc. Często chcemy zaspokoić wyłącznie swoje potrzeby – to jest jeden trend. Drugi – naśladowanie tego, co niby modne, jak z tym Greyem. A jak szkodliwe bywa podążanie za modą w sprawach seksualności, doskonale widać na przykładzie rodzinnych porodów, których – jako ginekolog-położnik – jestem świadkiem. Odnoszę wrażenie, że najwyżej 15 proc. spośród wszystkich uczestniczących w porodach mężczyzn jest na to gotowych. Reszta, która bez przekonania znalazła się na sali porodowej, z przerażeniem patrzy na wyłaniającą się z ciała ich seksualnej partnerki główkę dziecka i automatycznie, podświadomie, porównuje jej gabaryty do wielkości własnego penisa. Drżącą ręką przecina pępowinę, pstryknie jeszcze fotkę czy nagra film, który ogląda się przy rosole w niedzielę. Przekraczamy granice rozsądku. Nie ma historycznych zapisków dotyczących obecności ojców podczas porodu. Kobieta po porodzie zawsze była piękna, umyta. Rodziła za zamkniętymi drzwiami. Właśnie taka atmosfera sprzyja późniejszemu życiu erotycznemu takiej pary. W seksualność musi być wpisana tajemnica. To w pornografii wszystko podane jest jak na tacy. Jeżeli para świetnie się czuje podczas zabawy w plan filmowy, tylko pozazdrościć. Ale nie można już zmuszać partnera czy partnerki, aby robił to, co zobaczyli na pornograficznym filmie. To jest początek końca dla związku.

Chyba coraz częściej bardzo istotną próbą dla związku jest też staranie się o dziecko. Z badań wynika, że co szósta osoba ma dzisiaj kłopoty z płodnością i dla wielu par seks staje się utrapieniem, mozolną drogą do rodzicielstwa. Przyjemność zamienia się w obsesyjny, mechaniczny przymus.

Violetta Skrzypulec-Plinta: Na całym świecie coraz głośniej się mówi, żeby zrobić wszystko, aby diagnostyka niepłodności u konkretnej pary trwała jak najkrócej, bo to bardzo obciążające doświadczenie dla partnerów i dla ich związku. Seks o konkretnej godzinie, z zegarkiem w ręku, pomyślny wynik testu owulacyjnego, w odpowiednim dniu cyklu, kiedy jajeczko jest gotowe… To zabija życie erotyczne nawet w najlepszym związku, a w konsekwencji może prowadzić nawet do jego rozpadu. Wielokrotnie słyszałam od mężczyzny, że jest to dla niego wielki stres, na seks „na gwizdek” zwyczajnie nie ma ochoty. Nie ma ochoty pędzić z pracy na łeb na szyję – do łóżka. Prędzej czy później zaczyna buntować się jego ciało, a wówczas mężczyzna ma ochotę od tej sytuacji uciec.

Kobiety także uciekają przed problemami związanymi z seksem. Pocieszenia szukamy w sieci?

Violetta Skrzypulec-Plinta: Coraz częściej, bo to bardzo kuszące. Przed kobietą, po drugiej stronie szybki, siedzi „Brad Pitt”, bo takie zdjęcie sobie zamontował jej cyberkochanek. Ona dysponuje wibratorem albo masturbuje się ręką, ma szybki orgazm, a kiedy Brad Pitt jej się znudzi, przyciska klawisz escape i jest wolna. Seks jest bezpieczny, bez konieczności antykoncepcji – prawie idealny. Tylko czasami kobieta popłacze sobie w poduszkę, ponieważ chciałaby pójść z kimś na spacer i pozbierać kasztany. A Brad Pitt nie wychodzi z monitora. Nie piszemy listów z podróży, tylko wysyłamy SMS-y, nie mamy czasu na spokojny, rodzinny weekend, na spotkanie z przyjaciół-mi, bo ciągle dzwoni nasz telefon. Tak samo jest z seksem. On coraz częściej nie jest już długim, przemyślanym, pisanym odręcznie listem. Jest krótką wiadomością tekstową… Albo bywa perwersyjny, chociaż tak naprawdę żadna ze stron nie ma na tę perwersję ochoty, ale oboje przeczytali, usłyszeli, że tak teraz się robi. Więc robią. Na siłę. Idą ze sobą do łóżka, a w gruncie rzeczy oddalają się od siebie.

Wspomniałyśmy o cyberseksie, który zyskuje coraz większą liczbę zwolenników. To jest współczesna tendencja – próbujemy organizować sobie życie seksualne w pojedynkę?

Violetta Skrzypulec-Plinta: Przede wszystkim kobieta potrafi żyć bez seksu. Jest dla nas ważny, mamy jednak wiele innych płaszczyzn, które są równie ważne albo nawet ważniejsze. Poza tym nasz mózg jest tak skonstruowany, że – jak już wspomniałyśmy – potrafimy przeżyć satysfakcjonujący kontakt, gdy ukochany trzyma nas za rękę. Mężczyzna na taki luksus nie może sobie pozwolić. Jeśli nie mamy nikogo, przez kogo chciałybyśmy być głaskane, idziemy do sklepu i kupujemy wibrator. Coraz częściej bez czerwienienia się. Sięgamy po przyrząd, który wymyślono setki lat temu, no, może trochę go usprawniono. Kupując go, dostajemy gwarancję, że na pewno się sprawdzi, nie będzie ocze-kiwał od nas czułości i opieki. Skracamy sobie drogę do przyjemności, tylko czasami nie myślimy o tym, że to „one way ticket”. Zapominamy, że po jakimś czasie takiego seksu w pojedynkę trudno odnaleźć się znowu w łóżku z mężczyzną. Wszystko jest dla ludzi, ja niczego nie potępiam, lecz zawsze pokazuję alternatywy.

Niczego Pani profesor nie potępia, ale – jak rozumiem – sugeruje, że warto powalczyć…

V.S.-P .: Wydaje mi się, że poza „skarbami cywilizacji” – wibratorem w nocnej szafce i książkami o Greyu – jest jeszcze piękny, emocjonalny, romantyczny seks. Taki, po którym nie możemy się przestać uśmiechać przed długie godziny i o którym większość z nas tak naprawdę marzy…