Teatr Bagatela: terapeutka aktorek wyjawia prawdę

Na początku listopada media obiegła informacja, że dyrektor Teatru Bagatela, Henryk Jacek Schoen został oskarżony o molestowanie seksualne przez dziewięć kobiet. Według nich mężczyzna przez wiele lat dopuszczał się wobec nich niemoralnych zachowań.

"Gdy jedna z naszych koleżanek po wyjściu od dyrektora dostała ataku paniki i zaczęła wymiotować z przerażenia po tym, jak była napastowana, uznałyśmy, że nie możemy dalej milczeć. Zorientowałyśmy się też, że dyrektor wybiera na ofiary coraz młodsze dziewczyny." - mówiły kobiety w rozmowie z TVN24.

O tym, dlaczego kobiety latami milczały opowiedziała Onetowi Iwona A. Wiśniewska, psychoterapeutka i seksuolog, opiekująca się aktorkami z Teatru Bagatela.

Po naszych bohaterkach nie było widać znamion przemocy. Cudownie grały swoje role, były podziwiane przez publikę, a w środku miały zdeptaną godność, kobiecość i ciągłe poczucie winy. - mówi Wiśniewska

Terapeutka podkreśla, że doświadczenie przemocy jest "doświadczeniem traumatycznym, ponieważ niszczy jego porządek świata, jest niesprawiedliwe i nie znajduje racjonalnego uzasadnienia. Zwłaszcza, jeśli przemoc zadaje osoba uważana przez ofiarę za osobę ważną."

Terapeutka wyjaśnia, dlaczego kobiety tak długo milczały

Terapeutka wyjaśnia, dlaczego kobiety molestowane w Teatrze Bagatela latami milczały.

"Ofiary przez wiele lat żyją w poczuciu wstydu lub niemocy, dlatego trudno im podjąć decyzję o szukaniu pomocy u specjalisty. Przyczyn trwania w toksycznej relacji jest wiele. Kobiety, które doświadczyły przemocy seksualnej mają obniżoną samoocenę, tracą poczucie atrakcyjności i godności. W dalszej kolejności mogą wystąpić zaburzenia seksualne, oziębłość, lęk przed kontaktem fizycznym, unikanie seksu, uogólniona niechęć i obawa do przedstawicieli płci sprawcy przemocy." - wyjaśnia Iwona A. Wiśniewska.

"Ofiary były dobierane pod kątem konkretnych korzyści dla sprawcy. Wszystkie strategie behawioralne osoby domniemanej o stosowanie przemocy były celowane na to, aby tak się nie stało. Każdy sprawca od samego początku "zdobywa ofiarę" stwarzając pozory porozumienia, komplementów, doceniania itp. Potem wprowadza coraz większy dysonans poznawczy w przekonania ofiary. Ma sztywne schematy poznawcze, jego zachowanie się nie zmienia. 

Wzbudzał w nich lęk, ale jednocześnie potrafił być dobry. Kobiety z Teatru Bagatela podejmowały wysiłek, aby sprawca zachował spójność własnych przekonań... ale bez rezultatu. Bo przecież dzięki niemu miały pracę, a więc wytworzyła się pewna zależność. Każda z nich myślała, że jest sama i że może ma jakiś defekt lub zasłużyła sobie na to… skoro ją to spotyka. Bały się także, że nikt im nie uwierzy. I wreszcie jedna z nich zaczęła o tym mówić. Nagle inne kobiety zobaczyły, że nie są same z tym problemem. Powoli oswajały lęk, zaczęły nazywać "to" co dzieje się w Teatrze Bagatela." - dodaje Wiśniewska.

"Ofiarą uwikłaną w przemoc może być każda z nas"

W trakcie rozmowy z terapeutką padły bardzo ważne słowa. "Uczy się nas tego, kiedy powiedzieć "dzień dobry", kiedy się ukłonić, jak zachować się przy stole, ale nikt nas w młodości nie uczy, jak kobieta powinna reagować w takich sytuacjach doświadczania przemocy."

Wiśniewska zauważa również pewne charakterystyczne myślenie naszego społeczeństwa: "Kobiety, które decydują się walczyć o swoją godność, są uważane za "chore feministki, niespełnione kobiety". Przypina im się łatki "niezrealizowanych mężatek", "niewyżytych seksualnie kobiet". Nie wiem, dlaczego źle pojmujemy pojęcie feminizmu. Jeśli mnie ktoś dotyka, a ja tego nie chcę, to powinnam mu powiedzieć: "nie rób tego, bo nie masz prawa". To moje ciało i nikt bez mojej zgody nie ma prawa go dotykać. Nie bójmy się o tym mówić. Jeśli będziemy się bały, to sprawca będzie miał nad nami przewagę. Powoli oswajajmy lęk."

Te kobiety nie robią tego tylko dla siebie. Robią to dla tysięcy kobiet doznających przemocy, które nie wiedzą lub boją się powiedzieć "stop" - podsumowuje Iwona A. Wiśniewska

Źródło: Onet