Trzy kobiety w okolicach trzydziestki, z różnym stażem w związkach, dały sie namówić na pogawędkę o sypialnianych doświadczeniach, także tych zaskakujących. W otwartej rozmowie z Agnieszka Leleniewska komentują aktualne wyniki badań seksuologicznych.

Claudia, Agnieszka Leleniewska: W słynnym amerykańskim Instytucie Kinseya kobiecą seksualnością od lat zajmuje się profesor Stephanie Sanders. Podczas testów pokazuje badanym rozmaite zdjęcia oraz  filmy erotyczne… i okazuje się, że duże znaczenie ma dla nich to, jak ludzie sa ubrani. Jeśli to starszy film, młodym kobietom przeszkadzają niemodne stroje i fryzury! Nie mogą się skupić na wątku erotycznym. Nie podniecają się. Więc film musi być w miarę współczesny, nie na przykład z czasów PRL-u (no, chyba ze jest kostiumowy). W badaniach z fotografiami okazało sie również, ze kobiety zwracają uwagę na buty, oglądają otoczenie: czy jest przytulne, miłe, czy przeciwnie – coś w nim nie gra.

Anna (37 lat, mężatka z sześcioletnim stażem, pracuje w banku): Chyba coś w tym jest. Mój mąż na przykład zostaje czasem w samych… skarpetkach! Na początku te skarpety (podobnie jak koszulka, której nie zdążyliśmy zdjąć) były dla mnie oznaka szaleństwa, gorączkowości, tęsknoty do siebie. Ale z czasem, odkąd nasyciliśmy juz największy głód siebie, wolałabym więcej dbałości o szczegóły. Żeby było tak jakoś… wolniej, bardziej nastrojowo. Może to drobiazg, ale te skarpetki naprawdę skupiają moja uwagę podczas pieszczot i… czar pryska. Kilka razy chciałam nawet powiedzieć o tym Michałowi, ale nie wiem, jak zacząć. Nie chce go urazić.

Marta (34 lata, żyje w wolnym związku, jest farmaceutka): Całkowicie sie z tym zgadzam! Uważam też, ze należy jasno mówić o tym, co nam przeszkadza w sypialni. Na mnie jak kubeł zimnej wody może zadziałać bielizna. Bywało, ze piekielnie przystojny mężczyzna trzyma mnie w ramionach, atmosfera robi sie gorąca, niecierpliwie ściągamy z siebie ubrania, spoglądam w dół, wiele sobie obiecując, i… co widzę?! Nie takie slipki jak trzeba. Wystarczy, żeby były trochę rozciągnięte albo nadprute, i koniec! Facet, który przed chwila wywoływał we mnie dreszcze, w jednej chwili przestaje być atrakcyjny. Nic na to nie poradzę. Dlatego mojego partnera uprzedziłam od razu: „To ja kupuje ci bieliznę. A stara likwiduje, kiedy uznam za stosowne”. I problem rozwiązany!

Julia (36 lat, jesienią bierze ślub, jest tłumaczka): Rzeczywiście, źle ubranego faceta trudno uznać za symbol seksu. U mnie zaczyna sie juz od spodni. (śmiech) Nie ma to jak mężczyzna w klasycznych dżinsach. Nie przepadam za spodniami typu garniturowego. Kojarzą mi sie z PRL-em i sumiastymi wąsami. Brr… Ale nie posuwam się tak daleko, by kupować narzeczonemu ubranie. Po prostu wychwalam go w dżinsach, zwłaszcza kiedy ma do tego głęboko rozpiętą koszule i gołe stopy. Naprawdę trudno mu sie wtedy oprzeć. Mniej udane „kreacje” pomijam milczeniem. I tak się jakoś porozumiewamy.

Claudia: W tych samych badaniach okazało się, że mężczyźni reagują podnieceniem głównie na widok kobiecych genitaliów i niewiele więcej ich interesuje w sytuacjach erotycznych.

Julia: Potwierdzam! Ale piersi również. Zawsze mi się wydawało, że faceci uwielbiają koronkową bieliznę. Wydawałam mnóstwo pieniędzy na wyrafinowane figi i biustonosze: bordowe, szafirowe, bakłażanowe. Tak żeby narzeczony, kiedy mnie rozbierze mógł nacieszyć oczy i jeszcze bardziej mnie zapragnąć. Tymczasem Darek wcale tak bardzo nie zachwycał się tymi koronkami, tiulami. Za to kiedyś, gdy myłam zęby topless – w samych dżinsach, nie mógł ode mnie oderwać wzroku i zrobiło się naprawdę gorąco…

Anna: Mój mąż z kolei najbardziej lubi, gdy przychodzę do łóżka w kusej haleczce i bez majtek. Wtedy – nawet jeśli jest zmęczony po ciężkim dniu – natychmiast odzyskuje energię. Tak sie juz dograliśmy, że kiedy nie mam na nic ochoty, wkładam piżamę albo koszulkę i szorty.

Marta: Zgadza się. Jeśli chcesz zachęcić ukochanego do seksu, pokaż mu kawałek gołego ciała. Pupa, piersi, miejsce intymne – to widok, któremu sie nie oprze. Mój Filip świntuszy, że jedyna rzecz, w która mogę być ubrana, to szpilki. Najlepiej czerwone. Czasami robie mu te przyjemność i przychodzę do sypialni golusieńka, ale za to na wysokich obcasach. Jest wtedy naprawdę wniebowzięty!

Julia: No, nie wiem, mój Darek chyba umarłby ze śmiechu, gdybym weszła do pokoju nago w szpilkach…

Marta: Spróbuj kiedyś, a zobaczysz, jakie to może zrobić wrażenie…

Claudia: A wiecie, że w sytuacjach intymnych najważniejszym zmysłem jest węch, a nie wzrok? To z kolei wyczytałam w raporcie wiedeńskiego Institute for Urban Ethology. Naturalna woń znacząco wpływa na płeć przeciwną.

Julia: A my tyle pieniędzy zostawiamy w perfumeriach. (śmiech) Kiedyś „solidnie” sie przygotowałam na randkę, mój ówczesny chłopak zaczął jednak narzekać, że kiedy całuje moją szyję, kręci go w nosie i ma gorzki smak w ustach. A myślałam, że mu przyjemnie, gdy ładnie pachnę…

Marta: Ja też zawsze przed intymną sytuacją skrapiałam się perfumami. Do czasu gdy jeden z moich partnerów skomentował: „Ale się wypachniłaś”. Niby nie powiedział niczego złego, lecz poczułam się głupio. Wyszło na to, że za bardzo się starałam, by zrobić na nim wrażenie. Od tej pory perfumuje się dwie, trzy godziny przed rozbieraną randka. Tak, żeby otaczała mnie tylko mgiełka zapachu.

Anna: Myślę, że chodzi po prostu o to, by nie przesadzać z perfumami. Skoro mężczyźni i tak silniej reagują na nasze naturalne feromony niż na sztuczne zapachy…

Claudia: A teraz naprawdę was zaskoczę. Wykazano, że najsilniejszym afrodyzjakiem dla kobiety jest sytuacja, gdy… mężczyzna zajmuje się obowiązkami domowymi. „Wcale nie penis w stanie erekcji najbardziej podnieca kobiety. Znacznie lepiej działa na nie widok mężczyzny gotującego obiad, zmywającego naczynia, karmiącego dzieci lub wkładającego swoją brudną odzież do kosza na pranie” – tak twierdzą Allan i Barbara Pease w książce „Dlaczego mężczyźni pragną seksu, a kobiety potrzebują miłości”.
I co wy na to?

Anna: Wiecie, jak to jest – jak już mąż przydźwiga z supermarketu po zgrzewce wody mineralnej i mleka, umyje wannę i jeszcze posprząta ze stołu po jedzeniu, to trudno odmówić mu seksu. (śmiech)

Marta: (śmiech) Fakt, ja z kolei nie potrafię oprzeć sie mojemu Filipowi, gdy ugotuje dla mnie pyszny obiad albo zrobi kolację. Jego widok krzątającego się po kuchni w fartuszku rozczula mnie i nastraja romantycznie. Czuję się wtedy rozpieszczana, adorowana, kochana…

Julia: Też zauważyłam, że mam częściej ochotę na seks, odkąd Darek zaczął pomagać mi w domu (minęło trochę czasu, zanim go tego nauczyłam). Kiedy wiem, ze nie wszystko jest na mojej głowie, mogę sie odprężyć, odstresować po ciężkim dniu. On zmywa naczynia lub rozwiesza pranie, ja mogę wtedy wziąć relaksującą kąpiel. I od razu nabieram chęci na miły wieczór.

Marta: Taki małżeński handel wymienny… (ogólny śmiech)

Anna: Ale coś w tym jest. Jeśli po całym dniu harówki „na dwóch etatach” padam na nos, to trudno mi myśleć o pieszczotach. Jestem tak skonana, że marzę jedynie o zaśnięciu. Mój popęd seksualny zasypia razem ze mną. Ale gdy mąż da mi odpocząć, odciąży mnie trochę, to czemu nie – nabieram ochoty, żeby sie z nim poprzytulać.

Claudia: W takim razie życzę nam wszystkim gotujących i sprzątających partnerów. I dziękuję za rozmowę.