Lekarka i kierowca karetki - w szpitalu wrzało od plotek

Magda Bielska (37) i Bogdan Zawadzki (30)

Magda właśnie się rozwiodła i przyjechała do stolicy, by pracować w jednym ze szpitali. - A tu wielkie miasto, koledzy lekarze patrzący na mnie niczym na gąskę z prowincji, choć od niejednego miałam dłuższy staż i większe sukcesy - wspomina. Pojawiła się "znikąd", więc na początek zaproponowano jej oddział ratowniczy. Pięć minut później miała pierwsze wezwanie do chorego. - "Jedziesz z Bodziem" - rzucił ktoś. To było jak rażenie piorunem: kierowca karetki okazał się wysokim brunetem z moich snów. Chropawy głos i to coś w oczach - rozmarza się Magda. Na Bogdanie też żadna kobieta nie zrobiła wcześniej takiego wrażenia. - Był szary dzień, ona smutna, trochę nieobecna. Ale poczułem, jakby do samochodu wlało się światło - odzywa się małomówny zazwyczaj Bogdan. Studiował psychologię, nie zrobił jednak dyplomu, bo życie trochę mu się skomplikowało.

Po drodze niewiele rozmawiali, ale ona na następne zlecenia czekała jakoś inaczej. Już nie chodziło wyłącznie o to, by odpocząć od nieprzyjaznych współpracowników. Kolejnych kilka kursów też przejechali, milcząc. Od początku w nich wrzało, ale nie ujawniali swoich emocji. - Sama przed sobą nie przyznawałam się do tego uczucia. Przecież jeszcze niedawno obiecywałam sobie żarliwie, że nigdy więcej facetów! Biłam się z myślami: -Po co mi znów ból, kolejne nieprzespane noce? Przecież taki mężczyzna może mieć każdą. A ja o siedem lat starsza, i w dodatku z życiem rozdartym na strzępy? - wyznaje Magda. Bogdan nieśmiało uzupełnia: - Mnie też nasz związek wydawał się nieprawdopodobny. Ona lekarz, ja kierowca karetki. Co powiedzą ludzie? Trzeba będzie znosić przykre uwagi, kryć się przed wścibskimi spojrzeniami. Czy oboje to wytrzymamy?

Przyszedł jednak moment, w którym nie potrafili już zapanować nad miłością. Magda wieczorem, w wynajętej kawalerce, nagle zdała sobie sprawę, że od dwóch godzin siedzi nieruchomo w niewygodnym fotelu i myśli tylko o nim. Bogdan następnego dnia zauważył, że w jej oczach obok lęku pojawiła się nadzieja. - Nie wytrzymałem. Zjechałem samochodem na pobocze i mocno ją pocałowałem. Nie protestowała - mówi cicho i uśmiecha się, tak jakby wciąż nie mógł uwierzyć, że są parą.

Postanowili być razem, ale w ukryciu przed światem. Na początku nie mieli z tym trudności: kierowcy i lekarze rzadko przebywają w tym samym pokoju, pod obstrzałem cudzych spojrzeń, a w karetce często są tylko we dwoje. Wprawdzie starali się nie afiszować, przed ludźmi jednak nic się nie ukryje. - Musiałam nauczyć się nie słyszeć złośliwych komentarzy, nie przejmować zawiścią - mówi Magda. Niedługo zmienia pracę. Dostała propozycję z prywatnej kliniki i zamierza z niej skorzystać.

PLUSY
-
Dla zapracowanych romans w firmie stanowi często jedyną okazję do znalezienia drugiej połówki.
- Bliskość ukochanej osoby pozwala odreagować stres powstały w miejscu pracy. Partner, który przeżywa podobne problemy, zrozumie jak nikt inny.
- Czasami romans biurowy pomaga w uzyskaniu awansu i robieniu kariery.

MINUSY
-
Związek biurowy bywa fikcją emocjonalnej bliskości, ponieważ może się okazać, że kochanków poza rozmowami o pracy niewiele łączy.
- Wywołuje lęk związany z koniecznością ukrywania swego uczucia przed pracodawcą.
- Grozi utratą pracy lub naganą.

Nasz ekspert radzi

Jacek Santorski - psycholog biznesu, konsultant zarządów i przedsiębiorców, autor i wydawca książek oraz twórca programów TV

- Romans z przełożonym jest bardzo niebezpieczny dla kobiety. Traktując szefa jako "samca alfa w stadzie", może go ona przeceniać. Prawdopodobnie nie zróciłaby na niego uwagi, gdyby spotkali się w innych warunkach. Może więc być narażona na rozczarowanie.
- Na romans z podwładnym chętnie przystają panie z niezaspokojoną potrzebą dominacji. Te uciskane i porzucane przez facetów mają okazję, by porządzić. Związek taki może dawać kobiecie satysfakcję (zwłaszcza jeśli partner jest młodszy), ale nie wróży trwałości.
- Najzdrowszy jest romans z równorzędnym współpracownikiem. Ludzie dobierają się wtedy ze względu na to, kim rzeczywiście są, a nie, jakie funkcje pełnią w firmie.