Rodzina zabiera głos po śmierci 19-letniej Basi z Katowic

Wciąż żyjemy tragedią, jaka wydarzyła się w sobotę w Katowicach, gdzie pod kołami autobusu zginęła 19-letnia Basia. Kobieta osierociła dwójkę dzieci i pozostawiła w żałobie rodzinę, narzeczonego i przyjaciół. Do tragedii doszło około 6 rano. Kierowca autobusu wjechał w grupę młodych ludzi. 19-latka została wciągnięta pod pojazd. Na nagraniu, które obiegło sieć widać, że autobus ciągnął kobietę po jezdni jeszcze co najmniej kilkadziesiąt metrów.

Badania toksykologiczne kierowcy wykazały obecność środków antydepresyjnych oraz silnych leków przeciwbólowych. Mężczyzna nie był pod wpływem alkoholu.

– Biegli będą musieli teraz ocenić, czy ta ilość leków miała wpływ na prowadzenie pojazdu – mówi Aleksander Duda z Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa kobiety oraz usiłowania zabójstwa dwóch innych osób. Grozi mu dożywotnie pozbawienie wolności. Obecnie przebywa w areszcie, gdzie spędzi kolejne trzy miesiące.

Po śmierci Basi z Katowic głos zabrał jej ojciec. W rozmowie z "Faktem" powiedział:

Basia szykowała się do egzaminu na prawo jazdy, z narzeczonym planowali ślub. Byli już zaręczeni. Chcieli zmienić mieszkanie na większe. Mieli kupić samochód i ogródek. W jednym dniu świat runął.

Mężczyzna wyznał, że wnuki cały czas pytają o mamę: "Mała Elizka coraz bardziej tęskni za mamą. Chodzi z telefonem i pyta, gdzie mamusia".

To właśnie dziadkowie opiekowali się dziećmi, kiedy ich mama wybrała się z narzeczonym na dyskotekę do Katowic. Do wypadku doszło, kiedy grupa znajomych oczekiwała na autobus do domu.

Po śmierci kobiety na jej koncie na Facebooku wylała się fala hejtu. W rozmowie z Onetem, katowicki sędzia Jarosław Gwizdak powiedział ważne słowa:

Jestem przerażony tym, że to się dzieje w moim mieście, które zaczyna przypominać Gotham City. Coś złego dzieje się nie tylko w Katowicach, ale całej Polsce. Dotarliśmy w miejsce, z którego nie ma odwrotu.