Olga Pejas: Skąd pomysł na to, aby tworzyć brodawki piersiowe? Rozumiem, że zajmowała się Pani wcześniej mikropigmentacją estetyczną?

Sylwia Dobrowolska: Szczerze mówiąc - z potrzeby serca. Od zawsze wiedziałam, że będę zajmować się mikropigmentacją medyczną. Brwi, czy usta, robione ze względów estetycznych, były dla mnie zwyczajnie niewystarczające, a kiedy zobaczyłam tatuatora, który rekonstruował brodawkę pomyślałam sobie - to jest to. Ja i moja wspólniczka, dr Sylwia Nawrot, wiedziałyśmy, że tego typu zabiegi są wykonywane za granicą i tam też próbowałam się szkolić. Choć początki bywały ciężkie: ćwiczyłam na… nóżkach świńskich, pamiętam, że prosiłam rzeźnika o te najbardziej ogolone (śmiech). Mikropigmentowałam też owoce, aby uczyć się pracy na wypukłości. 

A dziś jest Pani współtwórczynią pierwszej, nie tylko w Polsce ale i na świecie, takiej metody odtwarzania brodawki piersiowej i jej otoczki… Co sprawia, że jest tak wyjątkowa?

Przede wszystkim, zależy nam na idealnym odwzorowaniu natury i dopasowaniu brodawki do jej właścicielki. Do tej pory, brodawki były pigmentowane z szablonu - a przecież, choć mało się o tym mówi, ta struktura jest niepowtarzalna! Jak odciski palców. Gdyby nagle zaniknęły nam linie papilarne, rząd mógłby spokojnie identyfikować nas po piersiach (śmiech). Naszym celem było odtworzenie brodawki - siostry, ale też nie „bliźniaczki”, bo mimo cech wspólnych, lewa zawsze różni się od prawej. Na szczęście zawsze miałam zacięcie plastyczne, bo do tej metody konieczna jest znajomość perspektywy malarskiej, skoków światła, cienia, rozmycia, perspektywy powietrznej.

Tak naprawdę jest to tworzenie małego dzieła sztuki. Pierwszy zabieg mojej klientki trwał 5 godzin, miałam obklejone ściany wydrukami jej naturalnej piersi, przerzucone w lustrzanym odbiciu, czarno-białe, kolorowe… Rysowałam z ręki, gdzie tatuażyści łapali się za głowę - zazwyczaj robi się to przy pomocy kalki. Ale to właśnie był ten przełom w branży, jak i dla wielu kobiet.

Wspomina Pani o tatuatorach, a ja jestem ciekawa - czym mikropigmentacja różni się od tatuażu?

Różni się przede wszystkim głębokością implementacji i substancją. Do tatuażu wykorzystuje się tusze, a tu są pigmenty, których nie wprowadzamy tak głęboko po to, aby z czasem blakły i były metabolizowane przez organizm.

Blakły? Czyli nie jest to brodawka na stałe?

Zobacz także:

Każda brodawka żyje własnym życiem - to znaczy, z innymi się rodzimy, inaczej wyglądają podczas dojrzewania, a z czasem stają się coraz bledsze. Przy jednostronnej mastektomii, tatuażem odtworzyłybyśmy „naklejkę”, która nie starzałaby się tak, jak jej „sąsiadka”. 

Jak często w takim razie trzeba wracać do gabinetu?

Zależy od klientki, każdy organizm metabolizuje pigment inaczej. Średnio jest to okres 3-5 lat, a samo dopigmentowanie trwa 30 minut. Choć mamy klientkę, która przychodzi raz na dwa lata, aby „podkolorować” - zawsze przed opalaniem na Ibizie!

Tworzycie brodawki szyte na miarę… jakie to uczucie? 

Zabieg ma zawsze ogromny ładunek emocjonalny. Jest płacz, my płaczemy razem z paniami. Nie bez przyczyny nazywamy zabieg „iniekcją szczęścia”. Najwyższy wymiar wdzięczności, nagrody za to, co robimy, to gdy klientka mówi: „o matko, wyglądają jak moje!”

"Narysowana" przez Sylwię brodawka

Jednak pracujecie na co dzień z pacjentkami onkologicznymi, na pewno spotkałyście się z wieloma trudnymi historiami. Nie czujecie obciążenia, smutku?

Stoją za tym różne historie i to nie są historie smutne! Nasze klientki dostarczają nam energii, woli życia - człowiek naprawdę zmienia perspektywę. Panie, które walczyły z nowotworem wiedzą, że dostały druga szansę i z niej korzystają - czasem dzwoni klientka i prosi o przełożenie wizyty, bo jedzie skakać ze spadochronem. Niekiedy jest tak, że panie nie czują potrzeby rekonstrukcji brodawki, ale ktoś im podpowiedział, „przysłał” je do nas. A jednak w momencie, w którym jest już po zabiegu mówią, że zapomniały że były chore, zamykają ten rozdział, bo wszystko już się dokonało - mają piersi, mają otoczkę, jak się rozbierają, czy nakładają biustonosz, czują się kompletne - to ich najczęstsze słowa.

To ciekawe, jakie znaczenie mają rzeczy, które uznajemy za pewnik, pozornie najmniej istotne w porównaniu do walki o życie. Według danych udostępnionych przez Szpital Specjalistyczny im. Św. Rodziny w Warszawie, nawet 10% kobiet rezygnuje z chemioterapii właśnie przez strach przed utratą włosów, atrybutu kobiecości. Choć włosy odrosną…

Za potrzebą rekonstrukcji brodawki piersiowej idzie chęć odzyskania poczucia intymności.

To jest bardzo ważne, bo panie przy pierwszym zabiegu zachowują się jak Rejtan na obrazie Matejki, po prostu rozdzierają koszulę, niejednokrotnie my musimy prosić, żeby nie rozbierały się w holu. Nie wiążą z piersiami bez brodawek intymności.

Do tego stopnia, że potrafią nie kupować sobie koronkowych biustonoszy, bo przez nie widać że, jak mówią, „piersi są ślepe”. W momencie ich odtworzenia, wraca intymność, automatycznie zaczynają bardziej zakrywać się w podobnych sytuacjach. Niby tylko, a aż brodawka piersiowa! 
U wielu pań brak brodawki powoduje zaburzenia w życiu intymnym. Przychodzą po kilku latach od mastektomii mówiąc, że mąż ich jeszcze po zabiegu nie widział. Inne przyznają, że chcą zacząć randkować i chcą czuć się w pełni kobieco.

Przejdźmy do spraw technicznych. Kto może pozwolić sobie na taką mikropigmentację?

Pigmentujemy na zrekonstruowanej piersi. Po całkowitym wygojeniu, około pół roku od interwencji chirurgicznej, można wykonać mikropigmentację. Co ważne, każda Amazonka może mieć taką brodawkę - nawet jeśli pierś jest po naświetlaniu, nawet jeśli jest martwica, to my jesteśmy w stanie to zrobić ze świetnym efektem. Wykonujemy także pigmentację przy obustronnej mastektomii. Pytamy, jakie pani miała brodawki: różowe, eliptyczne, bardziej pomarszczone, a kiedy klientka nie pamięta (co się często zdarza), dobieramy je do karnacji. Okres gojenia i rekonwalescencji jest bardzo krótki, średnio 28 dni, oczywiście w zależności od kondycji skóry - po radioterapii na przykład, skóra goi się troszkę dłużej.

Warto jeszcze w tym punkcie dodać, że utrata brodawek piersi nie dotyczy tylko kobiet ale i mężczyzn i też nie tylko po mastektomii, ale w wyniku na przykład poparzeń. Panom również bardzo ciężko żyć bez brodawek. Jeden klient wytłumaczył mi to na przykładzie, mówiąc: „wy się na fitnessie nie rozbieracie do rosołu, a ja muszę i wtedy za każdym razem pada pytanie, a dlaczego, a co się stało”

Czy ten zabieg boli?

Po pierwsze, zabieg nie jest bolesny ze względu na to, że większość pań w tym miejscu nie ma czucia, ewentualnie możemy też wspomóc się kremem znieczulającym. Zabieg nie jest obciążający dla organizmu, jest szybki, bo trwa od 45 minut do godziny. Dla pełnego efektu 3D potrzebujemy jeszcze jednej wizyty, czyli dopigmentowania, który trwa około pół godziny. 

Dlaczego o mikropigmentacji piersi nie jest w naszym kraju tak głośno?

W Niemczech i u wielu naszych sąsiadów, jest to refundowane, kobieta po mastektomii ma możliwość wyboru: rekonstruuje brodawkę chirurgicznie albo korzysta z metody łączonej - z mikropigmentacją. My zamarzyłyśmy, aby Polki też miały tę możliwość, przed pandemią podjęłyśmy nawet rozmowę z NFZ. Rozwijamy też ruch „Every Nipple Counts” (z ang. każdy sutek się liczy - przyp. red.), który zrzesza coraz więcej osób, specjalistek, które wyszkoliłyśmy i które współpracują z takimi organizacjami jak Fundacja Rak’n’roll czy Federacja Stowarzyszeń Amazonki. Nasze kursantki regularnie organizują akcje, w których kobiety po mastektomii mogą poddać się mikropigmentacji brodawki piersiowej za koszty materiałów, czy nawet nieodpłatnie. Na dzień dzisiejszy, kobiety w Polsce mogą bezpłatnie skorzystać z chirurgicznej rekonstrukcji brodawki, jednak do pełni efektu konieczna jest pigmentacja. Techniki skojarzone - lekarz odtwarza wzniesienie, czyli sam sutek, a my nadajemy trójwymiaru. To jest bardzo ciekawe - to co większość kobiet chce ukryć, Amazonki pragną odzyskać. Nieraz mówimy, „cholera, sterczy!”, a od naszych klientek słyszymy: „fajne, ale jakby cholera jeszcze bardziej sterczały!”

Jedna z prac Sylwii

...

Sylwia Dobrowolska: Absolwentka Uniwersytetu Szczecińskiego (Wydział Matematyczno-Fizyczny), dyplomowana linergistka i szkoleniowiec: wykształcona w kierunku pigmentacji paramedycznej i estetycznej, pigmentacji skóry głowy, usuwania makijażu permanentnego. Dodatkowo wykształcenie w kierunku pedagogicznym pomaga jej w kształceniu studentów na całym świecie oraz prezentowaniu technik pigmentacji na wielu konferencjach branżowych i medycznych.
Zdolności plastyczne i miłość do sztuki oraz doświadczenia zdobyte w Japonii umożliwiły jej stworzenie i opracowanie techniki pigmentacji brodawki piersiowej dla kobiet po mastektomii, rozpoznawanej na całym świecie - AmazINK areola.

 

Sylwia Nawrot: dr n. farm. z zakresu kosmetologii, nauczycielka akademicka Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, współtwórczyni programów edukacyjnych, autorka wielu publikacji i książek z branży kosmetologicznej i dermatologicznej. Łącząc profil wykształcenia z zamiłowaniem do kreowania wizerunku, naukowo zajęła się makijażem korygującym, co zaowocowało wieloma publikacjami oraz czynnym uczestnictwem w licznych konferencjach kosmetologicznych. Z tematem pigmentacji piersi autorskiej techniki Amazink Areola i niwelowania blizn ScarINK , wystąpiła na 30 konferencjach międzynarodowych, w tym również kilku konferencjach medycznych: chirurgii plastycznej i onkologii.