Nigdy nie byłam na siebie tak strasznie wściekła jak teraz. Nie przypuszczałam, że zdjęcia do drugiej części »Seksu w wielkim mieście« wykończą mnie fizycznie a także psychicznie. Zamiast opiekować się bliźniaczkami Marion i Tabithą, wciąż przemieszczam się z jednego planu na drugi. Żałuję, że zgodziłam się wziąć udział w tym projekcie” – zdradziła Sarah Jessica Parker w styczniowym numerze amerykańskiego magazynu „Glamour”.

Dziennikarze i ludzie ze środowiska filmowego od razu zaczęli komentować jej przepełnioną goryczą wypowiedź. Wydawało im się niemożliwe, by niezadowolenie znanej z humorów aktorki wynikało tylko i wyłącznie z braku czasu na wypełnianie domowych obowiązków. W końcu decydując się na udział w kolejnej części przygód przyjaciółek z Manhattanu, Sarah wiedziała, że w czerwcu minionego roku zostanie mamą dwóch córeczek. „Tam musi chodzić o coś jeszcze” – spekulowali redaktorzy z amerykańskich tabloidów i portali o show-biznesie.

Szybko się okazało, że ich przypuszczenia nie były bezzasadne. Chwilę później w internecie pojawiły się informacje, że odtwórczynie głównych ról znowu zaciekle kłócą się ze sobą. I to dużo bardziej niż trzy lata temu, podczas zdjęć do pierwszej części fabularnego „Seksu...”. Wtedy chodziło im tylko o pieniądze. Kim Cattrall, Kristin Davis i Cynthia Nixon nie mogły zrozumieć, dlaczego Sarah Jessica dostawała za dzień zdjęciowy dużo więcej pieniędzy niż one. „Gdyby nie my, nikt nie nakręciłby serialu i filmu” – skarżyły się w 2007 roku. Jednak mimo to potrafiły wtedy opanować emocje i robić dobrą minę do złej gry. Ale nie tym razem. Jak napisała Cindy Adams z „New York Post”, atmosfera na planie drugiej części jest dużo gorsza. Aktorki mają siebie serdecznie dosyć. Nie rozmawiają ze sobą i unikają się poza godzinami pracy. Tak było w Marrakeszu, gdzie kręciły ostatnio kilka scen. „Kim i Kristin mieszkały w hotelu Amanjena. Oczywiście na dwóch różnych piętrach. Gdy jednego wieczoru spotkały się w tamtejszej restauracji na kolacji, od razu poprosiły menedżera lokalu o zapewnienie im możliwie jak najbardziej oddalonych od siebie stolików. Sarah Jessica zaszyła się z kolei w hotelu Mamounia i prawie w ogóle z niego nie wychodziła, a Cynthia z kolei w Es Saadi” – zrelacjonowała Adams. Producenci „Seksu...” tracą już podobno cierpliwość do nieznośnych aktorek. Boją się nawet, że wykręcą im jakiś numer podczas promocji filmu. W końcu nienawidzące się gwiazdy mogą zrobić wszystko, by zdyskredytować w oczach fanów swoje konkurentki.

WYNIOSŁA INTRYGANTKA
Mistrzyniami w udawaniu przyjaźni na ekranie są także serialowe mieszkanki Wisteria Lane. Szczególnie Teri Hatcher. 45-letnia gwiazda jest najbardziej znienawidzoną osobą na planie „Gotowych na wszystko”. „Aktorki uwielbiają spędzać ze sobą czas, a także rozumieją się bez słów. Atmosfera zaczyna się psuć dopiero wtedy, gdy na horyzoncie pojawia się serialowa Susan Mayer” – zdradził dziennikarzom jeden z członków ekipy. Felicity Huffman, Marcia Cross i Eva Longoria Parker podobno już od pierwszego dnia zdjęć trzymały się razem. Tylko Teri zawsze stała na uboczu. Nie chciała zadawać się z mało znanymi według niej koleżankami po fachu. Uważała się za wielką gwiazdę. Grała w końcu w filmie o przygodach Bonda „Jutro nie umiera nigdy”.

Swój pogardliwy stosunek do reszty ekipy pokazała na ślubie Longorii w 2007 roku. „Wszystkie aktorki przyjechały na ceremonię do Paryża. Felicity i Marcia przejęte tym ważnym wydarzeniem od razu pobiegły do kościoła, gdzie czekała już na nie panna młoda. Tylko Teri powolnym krokiem szła do świątyni i machała do zgromadzonych tam dziennikarzy i fanów. „Rozdawała autografy i pozowała do zdjęć. Ostatnia rzecz, o jakiej wtedy pewnie myślała, to ślub koleżanki. Bardziej zależało jej na autopromocji” – zdradził potem jeden ze świadków. Ale to nie wszystko. Marcia Cross do dzisiaj wspomina sesję zdjęciową dla amerykańskiego „Vanity Fair”. Wyniosła Teri rozstawiała wtedy po kątach fryzjerów i stylistki. Przyjechała nawet wcześniej na plan, by przed koleżankami wybrać sobie najlepsze ubrania. „To intrygantka bojąca się o swoją pozycję w show-biznesie” – podsumowały ją aktorki.

WINNY BYŁ CHŁOPAK
Czy możliwa jest przyjaźń między dwiema pięknościami grającymi w jednym filmie równorzędne role? „Na pewno nie!” – uważają z kolei twórcy kinowego hitu „Ślubne wojny”. Anne Hathaway i Kate Hudson, które na ekranie były koleżankami od serca, w rzeczywistości nie potrafiły się dogadać. „Dużo kłopotów sprawiały im sceny, gdzie musiały okazywać sobie sympatię. Wyczuwało się między nimi napięcie. Rozkręcały się dopiero wtedy, gdy według scenariusza ich bohaterki miały się kłócić. Czasami może nawet aż za bardzo” – powiedział z przekąsem jeden z oświetleniowców z planu. Twórcy filmu przez wiele tygodni po zakończeniu zdjęć opowiadali sobie o pewnej „bójce” dziewczyn. „Byłam strasznie zmęczona, ale musiałam grać dalej. Pamiętam, że reżyser kazał mi uderzyć Annie w twarz. No i stało się! Przyłożyłam jej z całej siły pięścią. Niestety na śmierć zapomniałam zdjąć pierścionek z dużym kamieniem. Biedna Annie siedziała potem w przyczepie i przykładała sobie lód do nosa” – wspominała z rozbawieniem, a według niektórych z satysfakcją, Kate Hudson w programie telewizyjnym Rachel Ray.

 

Nie do śmiechu było jednak poszkodowanej Hathaway. Aktorka podobno powiedziała kilku osobom z ekipy, że koleżanka uderzyła ją umyślnie. Dlaczego? Według jednej z teorii, Kate miała już dosyć wciąż naburmuszonej aktorki. Anne z kolei ciągle chodziła wściekła. Nie podobało jej się, że Hudson nabijała się z jej ekschłopaka, Włocha Raffaello Follieriego, który w 2008 roku został aresztowany za przekręty finansowe. „To ofiara losu. Co ty w nim widziałaś?” – powtarzała podobno w kółko. Hathaway przejmowała się tymi oszczerstwami, chociaż rozstała się z ukochanym na krótko przed rozpoczęciem zdjęć do filmu.

Zobacz także:

NIECHCIANY KOCHANEK
Najwięcej awantur między wielkimi gwiazdami szklanego ekranu miało jednak miejsce w Hollywood w latach 30., 40. i 50. Jayne Mansfield nie mogła pogodzić się z tym, że to Marilyn Monroe uważano za największą ikonę seksu tamtych czasów. Z kolei Joan Crawford przez całe życie kłóciła się ze swoją największą rywalką Bette Davis. Obrzucały się wyzwiskami i kłóciły o te same role. Na planie spotkały się tylko jeden raz. I na szczęście nie grały bliskich sobie przyjaciółek, ale nienawidzące się siostry. Davis przez lata wspominała z nostalgią jedną ze scen w filmie „Co się zdarzyło Baby Jane?”, w której... zepchnęła Crawford ze schodów.

Tyle „szczęścia” do odpowiadających rzeczywistym emocjom ról nie mieli inni hollywoodzcy wrogowie – Clark Gable i Greta Garbo. W filmie „Zuzanna Lenox” z 1931 roku zagrali zakochaną parę. Na początku za wszelką cenę starali się zachowywać pozory łączącej ich przyjaźni. Szczególnie Gable. Wschodzący wówczas aktor, który właśnie podpisał kontrakt z wytwórnią filmową Metro-Goldwyn- Mayer, nie chciał podpaść filmowej partnerce, uchodzącej za gwiazdę. Jednak po kilku dniach wspólnej pracy mieli siebie tak dosyć, że nie potrafili ukrywać już prawdziwych emocji. Oboje bez skrupułów zaczęli się obgadywać. „Nie wiem, co ludzie widzą w tym Gable. To strasznie wulgarny i pozbawiony dobrych manier mężczyzna. A aktorsko jest kompletnym zerem” – narzekała Greta. „Garbo to zwyczajna snobka. Zamiast koncentrować się na wiarygodnym przedstawieniu swojej bohaterki, zastanawiała się ciągle nad tym, czy ma dobrzy oświetlony profil” – skarżył się Gable. Wielokrotnie podsycał również plotki o jej domniemanym biseksualizmie. Podobno oboje odetchnęli z ulgą, gdy po wielu tygodniach ciężkiej pracy skończyły się zdjęcia do „Zuzanny Lennox”. Jak zdradzili nawet ich bliscy, to był dla nich najszczęśliwy dzień w roku.

STARCIE TYTANÓW
Kłótnie i obrzucanie się wyzwiskami w miejscach publicznych to specjalność rozkapryszonych aktoreczek? Nie tylko. Mieszanie z błotem partnerów z planu to także hobby Tiny Fey i Aleca Baldwina. Aktorzy w serialu „Rockefeller Plaza 30” grają kumpli z pracy. Ona jest producentką programu telewizyjnego, a on jej wymagającym szefem. Choć czasami się kłócą, to szanują się i darzą ogromną sympatią. Czego nie można jednak powiedzieć o ich relacjach w prawdziwym życiu. Tina i Alec ostatnio nie mogą dojść do porozumienia. „Wszystko przez to, że Baldwin jest zazdrosny o pozycję swojej koleżanki w show-biznesie. On jest tylko odtwórcą jednej z serialowych ról. Fey z kolei nie tylko gra w „Rockeffeler Plaza 30”, ale także pisze scenariusz serialu i jest jego główną producentką. Wszystko lubi robić sama, co Baldwina doprowadza do szału” – opowiedział tajemniczy informator dziennikarzowi z magazynu „Star”.

Najpoważniejsza kłótnia między Tiną a Alekiem miała miejsce rok temu na planie, podczas jednej z sesji fotograficznych. „Oj, będziesz mieć mnóstwo pracy z jej zdjęciami. Pamiętaj o photoshopie!” – krzyknął podobno Baldwin do fotografa robiącego Fey zdjęcie. „A co, mam coś nie tak z twarzą?” – zapytała uniesionym głosem gwiazda, która od dzieciństwa ma bliznę na lewym policzku. „Jeszcze się mnie pytasz? Powinnaś wiedzieć, że z całym twoim ciałem jest coś nie tak” – wybuchnął śmiechem Alec. Ludzie na planie podobno zaniemówili. Stali i w milczeniu przyglądali się Tinie, która z kamienną twarzą odpowiedziała: „Nie będę rozmawiać z rubasznym prymitywem o dwóch podbródkach, dla którego ideałem piękna jest Sarah Palin”. Po czym odwróciła się i uśmiechnięta dalej pozowała do zdjęć.

AWANTURA O KASĘ
Kochające się i wspierające w trudnych momentach bliźniaczki Olsen są mistrzyniami własnego PR. Prawie zawsze pojawiają się razem na oficjalnych imprezach i często uśmiechnięte pozują do zdjęć. Ludzie myślą, że prywatnie są tak samo blisko jak w większości filmów, w których wystąpiły. Wszyscy w końcu pamiętają je z kultowego w latach 80. serialu „Pełna chata”. 23-letnie dzisiaj siostry to jednak największe konkurentki. Jako nastolatki walczyły o tych samych chłopaków. Gdy dorosły, przedmiotem sporów stały się pieniądze. A mają ich niemało. Majątek Mary-Kate i Ashley Olsen szacuje się na ponad 100 milionów dolarów. Rezolutne dziewczyny stały się bogaczkami dzięki pracy w filmach, produkowaniu ich, sygnowaniu nazwiskiem zabawek i projektowaniu ubrań. Założyły marki odzieżowe The Row oraz Elisabeth i James. I to o nie podobno najbardziej się kłócą. Sympatyczniejsza i odnajdująca spokój ducha w naukach Dalekiego Wschodu Ashley od ponad roku próbuje odsunąć kochającą imprezy Mary-Kate. „Nie mam ochoty pracować z kimś, kto biega wciąż na randki i liczy kalorie w jabłkach” – wykrzyczała kiedyś Ashley. „To diablice. Jestem pewny, że prędzej czy później jedna wykończy drugą na dobre” – podsumował z kolei Michael Pagnotta, były wydawca książek sióstr Olsen.

 

WALKA NA PIĘŚCI
Jedną z największych awanturnic na planach filmowych była kiedyś aktorka młodzieżowego serialu „Beverly Hills 90210” Shannen Doherty. Współtwórcy tego telewizyjnego tasiemca przez lata wspominali wyskoki wschodzącej wówczas gwiazdy. A w szczególności kłótnie, do jakich dochodziło między największymi ekranowymi przyjaciółkami: Shanen, czyli serialową Brendą Walsh, i Jennie Garth grającą Kelly Taylor. „Pamiętam, że Jennie nie wytrzymała i powiedziała koleżance, co o niej myśli. Wykrzyczała: »Jesteś niewdzięczną suką«. Shannen bez chwili zastanowienia strzeliła ją wtedy pięścią w twarz” – zdradziła po latach inna gwiazda „Beverly Hills” Tori Spelling. To właśnie jej ojciec, producent serialu Aaron Spelling stracił pewnego dnia cierpliwość do utalentowanej acz krnąbrnej Doherty i w 1994 roku zerwał z nią kontrakt. Tak jak reszta jej ekranowych „przyjaciół” miał dosyć narzekań aktorki i nieuzasadnionych żądań o podwyżkę.

NA RATUNEK PRZYJAŹNI
„Między odtwórcami głównych ról czuć było prawdziwą chemię” – zachwycali się krytycy filmowi po premierze „Dirty Dancing” w 1987 roku. Patrick Swayze i Jennifer Grey praktycznie z dnia na dzień stali się idolami nastolatków na całym świecie. Jak się jednak okazało, praca na planie była dla nich prawdziwą katorgą. Producentka hitu Linda Gottlieb zdradziła po latach, że już pierwszego dnia zdjęć filmowi kochankowie mieli problemy z dogadywaniem się. „Wszystko wynikało z różnić charakterów” – opowiadała Linda. „Jennifer to bardzo wrażliwa osoba. Często płakała na planie, czym okropnie drażniła Patricka. Twierdził, że przez jej humory nie może skupić się na pracy.

Zupełnie tak jak trzy lata wcześniej, podczas zdjęć do innego ich wspólnego filmu”. Aktorzy spotkali się w 1984 roku przy pracy nad „Czerwonym świtem”. Już wtedy nie mogli się podobno znieść. Tym bardziej więc zmartwiło Jennifer i Patricka, gdy producenci oznajmili im, że to właśnie oni zagrają Baby i Johnny’ego Castle’a. Stosunki między artystami ociepliły się dopiero pod koniec zdjęć do „Dirty Dancing”. „Spotkali się wtedy na piwie i wyjaśnili sobie wzajemne żale” – zdradziła Linda Gottlieb. Podczas promocji filmu wyglądali już nawet na parę dobrych znajomych. I podobno zostali nimi do śmierci Patricka. Gdy w 2006 roku Jennifer dowiedziała się o chorobie gwiazdora, od razu zadzwoniła, by go pocieszyć. Bo tak ona, jak i Swayze, w przeciwieństwie do wielu kolegów po fachu, w porę zrozumieli, że konkurowanie czy spieranie się o pieniądze nie ma sensu. A przyjaźń, tak doskonale odgrywaną na ekranie, lepiej kontynuować w prawdziwym życiu.