Czy złuszczanie skóry latem jest bezpieczne?

Do tej pory zawsze słyszałam, że peelingów chemicznych nie powinno się robić latem. Bo wywołują podrażnienia, bo skóra łuszczy się płatami, a ze względu na duże nasłonecznienie – najczęściej kończy się to przebarwieniami na twarzy. Ale to nie do końca prawda. Wszystko zależy od tego, z jakim kwasem mamy do czynienia. Okazuje się, że niektóre z nich w ogóle nie powodują złuszczania (lub jest ono bardzo niewielkie), a do tego są wręcz zalecane w okresie letnim, bo wzmacniają ochronę skóry przed słońcem i działają jak swoisty filtr UV. Takie właściwości ma kwas ferulowy, który jest głównym składnikiem peelingu DNA Recovery Peel od Sesdermy. Oprócz ochrony przed promieniowaniem słonecznym, zabieg ten neutralizuje również wolne rodniki i blokuje proces fotostarzenia, którego oznakami są zmarszczki, opadający owal, przebarwienia na twarzy oraz pogrubienie i szary odcień naskórka.

- Fotostarzenie to zewnątrzpochodny proces, na który wpływa głównie promieniowanie ultrafioletowe. Zarówno promienie UVA, UVB, jak i UVC są szkodliwe dla naszej skóry, bo wyzwalają w niej wyrzut wolnych rodników, czyli cząsteczek powodujących stany zapalne. Podczas tego procesu wytwarzane są metaloproteinazy, czyli enzymy niszczące białka budulcowe naszej skóry – elastynę i kolagen. Można je opisać jako włókienka, które tworzą rusztowania naszej skóry i sprawiają, że jest gładka, napięta i elastyczna – wyjaśnia Anna Parzychowska-Parol ze Studia Kosmetycznego Kos, w którym umówiłam się na test zabiegu.

DNA Recovery Peel jak działa ten zabieg?

DNA Recovery Peel to peeling oparty na kilku aktywnych składnikach, między innymi aminokwasach, cynku, retinolu i kwasie ferulowym. Najważniejszym z nich jest oczywiście ten ostatni.

- Nazwa “kwas” kojarzy nam się ze złuszczaniem, ale w tym przypadku jest nieco inaczej. Kwas ferulowy nie jest kwasem keratolitycznym – i tym samym nie ma właściwości złuszczających. Działa za to antyoksydacyjnie, czyli przeciwzapalnie wyjaśnia Anna Parzychowska-Parol.

Kwas ferulowy neutralizuje wolne rodniki oraz wzmacnia fotoochronne działanie witamin C i E, które naturalnie występują w naszej skórze oraz większości kosmetyków pielęgnacyjnych. Badania naukowe dowiodły, że zawarta w peelingu mieszanka tych składników aż ośmiokrotnie zwiększa to, co w dermatologii określa się jako MED, czyli minimal erythema dose, a po polsku minimalną dawkę rumieniową. W skrócie skutek jest taki, że nasza skóra staje się bardziej odporna na promieniowanie UV i tym samym wolniej się starzeje. Co wiecej, zabieg DNA Recovery Peel nie tylko chroni przed nowymi uszkodzeniami skóry, ale także minimalizuje, te które już powstały. Pod jego wpływem nasz organizm pozbywa się zmutowanych komórek, które mogą przyczyniać się do rozwoju nowotworów:

- Jak wiemy nowotwory są wynikiem procesu namnażania się nieprawidłowo zbudowanych komórek, który określamy nowotworzeniem. Ten peeling działa stymulująco na apoptozę, czyli programowaną śmierć nieprawidłowo zbudowanych komórek, mogących powodować nowotwory skóry, dlatego możemy traktować go jako profilaktykę przeciwnowotworową.

DNA Recovery Peel - jak wygląda zabieg?

Przebieg zabiegu nie miał wiele wspólnego z popularnymi historiami na temat peelingów kwasowych. Pierwszy etap polegał na dokładnym oczyszczeniu skóry specjalnym preparatem. Następnie pani Anna rozpyliła na mojej twarzy mgiełkę, a po chwili zaczęła delikatnie rozprowadzać peeling o lekkim, alkoholowym zapachu. Po kilku minutach na mojej twarzy pojawiła się cienka maska. Następnie zaczekałyśmy jeszcze kilka minut, aby roztwór mógł zastygnąć. Na koniec pani Anna nałożyła mi na twarz krem z filtrem przeciwsłonecznym. DNA Recovery Peel należy do nowej generacji peelingów, które pozostawia się na skórze na kolejne 8 godzin, aby jego składniki mogły w pełni zadziałać. Tuż przed pójściem spać zmyłam wszystkie warstwy delikatnym żelem do twarzy.

Zobacz też: Yellow peel to najczęściej polecany peeling enzymatyczny. Czy rzeczywiście jest tak skuteczny?

Jak wyglądała moja skóra po zabiegu?

Zabieg z kwasem ferulowym jest bardzo delikatny. Przez cały ten czas nie czułam ani szczypania, ani pieczenia, ani nawet delikatnego mrowienia. Moja cera nie była też zaczerwieniona czy ściągnięta. Peeling nadał jej tylko delikatnie biały kolor. Jestem pewna, że brak nieprzyjemnych doznań, które kojarzą się z zabiegami opartymi na kwasach, mógłby w wielu z nas wzbudzić podejrzenia, że peeling po prostu nie działa. Sama ze siebie mówią jednak jego efekty, które zauważyłam już następnego dnia. Moja skóra była wyraźnie wygładzona, rozświetlona i bardziej napięta. Jako posiadaczka skóry tłustej zauważyłam też wyciszenie stanów zapalnych oraz rozjaśnienie pozostawionych przez nie śladów. Teraz, gdy minęło już kilka kolejnych dni, moja skóra dalej jest w wyraźnie lepszej kondycji. Dodatkowo mam wrażenie, że lepiej wchłania wszystkie nakładane na nią produkty. Dla podtrzymania efektu używam co drugi dzień kremu pozabiegowego DNA Recovery, który świetnie łączy się z moim ulubionym kolagenowym serum, oraz – co dla mnie bardzo istotne – nie powoduje zapychania porów.