Na pewno lubisz być dobrze poinformowana. Ja na przykład lubię. Więc jeśli ktoś proponuje mi, abym za każdym razem wsmarowywała w siebie małą szklankę kremu ochronnego, chcę wiedzieć dlaczego. I co się stanie, jeśli tego nie zrobię. Przecież wszystkie chcemy się opalić, z brązową skórą czujemy się zdrowsze, szczuplejsze i bardziej sexy. I żadna moda na bladość tego nie zmieni. O co więc chodzi z ochroną przed promieniowaniem? Rozpracujemy temat dla ciebie.

OPALAJ SIĘ!

Słońce działa antydepresyjnie i poprawia metabolizm. Oczywiście także szkodzi, ale potrafi my już temu zaradzić. Jeśli korzystasz z miesięcznych wakacji połączonych z plażowaniem, a oprócz tego przebywasz latem w przestrzeni miejskiej i stosujesz kosmetyki z filtrem, nie zrobisz sobie większej krzywdy. Twój bilans zysków i strat wyjdzie na plus. Większy problem zaczyna się wtedy, gdy jesteśmy zaangażowanymi użytkowniczkami atrakcji, które oferuje nam medycyna estetyczna. Zabiegi laserowe z użyciem IPL-a, wykorzystujące kwasy i fale radiowe raczej wykluczają późniejsze mocne nasłonecznianie. I tu okazuje się, że rok jest za krótki – chcemy korzystać ze wszystkiego naraz. Z wysoką ochroną anty-UV możemy się czuć bezpieczniej, ale czy wystarcza ona w 100%? U większości kobiet tak, u niektórych przebarwienia powstaną mimo to. I właśnie ten upiorny do usunięcia defekt kolorytu skóry jest jedynym bezwzględnym wskazaniem do stosowania najwyższych filtrów praktycznie przez cały rok. 

UV ROZEBRANE NA CZĘŚCI

Które części spektrum promieniowania słonecznego są najbardziej niekorzystne? Czas porzucić złudzenia – szkodzą wszystkie oprócz UVC, które pochłaniane przez warstwę ozonową nie dociera na ziemię. UVB to nasze promieniowanie „plażowe”, czyli to, które odczuwamy jako opalanie skóry. W jego wyniku skóra nabiera brązowego koloru – czasami ulega poparzeniu – ma wysoką energię i daje szybkie efekty. Łatwo się przed nim obronić za pomocą filtra, bo w 70% kumuluje się w naskórku, czyli na powierzchni naszego ciała. Promieniowanie UVA o niższej energii jest już nieco większym „psujem”. Przenika przez szyby i tkaniny, wnika głęboko w skórę i tam wykonuje swoją krecią robotę. Uszkadza pomału białka skóry, naczynia krwionośne, wywołuje fotouczulenia. Bomba wybucha po 40 latach w postaci dramatycznego starzenia się skóry. To promieniowanie usypia naszą czujność – jest zawsze. I w pochmurny dzień, i w lutowy poranek. Czy wtedy myślimy o fitrach? Ja niestety nie. Oprócz tych dwóch rozpoznanych wrogów szkodzi nam jeszcze poczciwe światło widzialne (prawdopodobnie bierze udział w fotostarzeniu się) oraz podczerwień, którą dokładnie się bada.

CZERWONA HISTERIA

To właśnie promieniowanie podczerwone IR (infrared) jest ostatnio w centrum uwagi naukowców i dermatologów. To spektrum promieniowania, przed którym nie jesteśmy w stanie chronić się filtrami. Działa najgłębiej w skórze. IR oddziałuje na skórę jako energia cieplna. Jak dokładnie? – Fale docierają do cząsteczek wody w naszej skórze i tkance podskórnej. Rezonując, powodują tarcie, ogrzanie i odparowanie cząsteczek wody – tłumaczy mi dr Nadim Shaath, chemik z Uniwersytetu Aleksandryjskiego w Egipcie oraz badacz uniwersytetu w Minnesocie. W efekcie skóra się rozgrzewa! Źródłem promieniowania podczerwonego jest nie tylko światło słoneczne, ale też suszarka do włosów, laptop, sauna na podczerwień (nagrzewa się od razu, nie musisz czekać 30 minut), większość maszyn dermatologicznych, takich jak fraxel czy inne lasery. Dr Shaath twierdzi, że pierwsze doniesienia o szkodliwym działaniu podczerwieni na skórę opublikowano już w 1982 roku, ale wtedy nikt nie traktował ich poważnie. Teraz już wiadomo, że zwiększa ono stężenie enzymu, który uszkadza kolagen i elastynę, czyli tak jak jego niechlubni koledzy UVA i UVB również przyczynia się do starzenia skóry. Co więcej, IR uszkadza 250 genów naszej skóry i osłabia działanie kolejnych 349, co wskazuje na to, że nie jest bez winy w tworzeniu zmian przednowotworowych. Jak w takim razie bronić się przed promieniowaniem, wobec którego filtry są bezradne?

– Antyoksydanty chronią przed uszkodzeniami posłonecznymi, przed którymi filtry nie są w stanie nas zabezpieczyć – twierdzi dr Shaath i wymienia badania przeprowadzane nad serum antyutleniającym C E Ferulic marki SkinCeuticals. Zmniejsza ono liczbę szkodliwych zmian o 62%. Dopiero co najmniej 10-procentowe stężenie witaminy C umożliwia odwrócenie zmian. Doktor zwraca również uwagę na stan nawilżenia skóry – im lepiej jest nawilżona, tym skuteczniej sama będzie się bronić przed promieniowaniem cieplnym. A co ze stosowaniem urządzeń dermatologicznych? – IR stosujemy w dermatologii i medycynie z pełną premedytacją – twierdzi dr Shaath. Ich walory naprawy skóry przewyższają nieznaczne szkody, które może wywołać przegrzanie skóry przekraczające 4 st. C (to granica szkodliwości).

JAK WYBRAĆ FILTR?

My, Polki, tak mamy, że albo kupujemy najniższy (SPF 6), bo chcemy się opalić, albo najwyższy (SPF 50+), bo mamy obsesję na punkcie przebarwień. Najbardziej ekonomicznym zakupem będzie filtr SPF 10-25. Różnica w ochronie przed słońcem między tą wartością a największą na rynku wynosi setne procentu. Zwyczajna „dziesiątka” pochłania już ponad 95% promieniowania, które dociera do naszej skóry. Warto natomiast skupić się na wyborze kosmetyku o odpowiedniej fakturze – na tyle gęstego, aby nie spłynął pół godziny po aplikacji i nie rozpuścił się pod wpływem wody. W zasadzie nie musisz tropić lepszych i gorszych filtrów – w świetle nowego prawa od 1 lipca wszyscy producenci mogą stosować wyłącznie filtry wyszczególnione w aneksie do VII dyrektywy kosmetycznej UE. Proces zgłoszenia nowej substancji ochronnej jest bardzo żmudny, a jego akceptacja trwa ok. 10 lat!

ROZUM + SŁOŃCE

Na koniec w telegraficznym skrócie ABC zdrowego opalania. Filtr zawsze nakładaj tak, by był wyczuwalny na skórze (powinnaś czuć śliską warstwę pod palcami). Większe znamiona? a) najpierw pokaż je dermatologowi, b) na plażę zaklejaj plastrem lub pokrywaj grubą warstwą kremu, c) zejdź ze słońca, gdy czujesz, że cię „łapie”. I testuj nowe samoopalacze!