"Synowi musi być wygodnie, a dziewczynka ma ładnie wyglądać", czyli klauzula sumienia polskiego fryzjera

Mama Pod Prąd prowadzi, jak widnieje w opisie na stronie, "realistyczny blog o ciąży i macierzyństwie dla tych, którzy nie lubią przesadnych zdobień i słodzenia". Blogerka i mama dwójki dzieci poszła z nimi na pierwszą wizytę u fryzjera. Zwykle sama podcinała im włosy. Tym razem postanowiła oddać fryzury córki i syna w ręce profesjonalistów. Co do usługi, jaką miała wykonać fryzjerka, cała trójka miała podobne oczekiwania. Czy dzieci zeszły zadowolone z fryzjerskiego fotela? Mama Pod Prąd opisała ich doświadczenia. Było śmieszno-strasznie, z przewagą jednak tego pierwszego...

Sebastian, syn blogerki, marzył o fryzurze "na tatę" - było to dla niego bardzo ważne, by wyglądać dokładnie jak jego tata, który nosi dłuższe niż standardowy Polak włosy. Córka ma gługie, gęste włosy, ale jest typem określanym potocznie jako "chłopczycy" - zamiast księżniczek, woli dinozaury i zdecydowanie nie interesują jej długie warkoczy bajkowej Elsy - chciała skrócić włosy, by było jej chłodniej w letnie upały. Mamie zależało tylko na jednym - wygodzie dzieciaków. Okazało się jednak, że pani fryzjerka miała zupełnie inną wizję i plany wobec tej dwójki, wobec których obrała stanowisko "fryzjer, nasz pan", nie odwrotnie.

Klauzula sumienia polskiego fryzjera: "Elsa - nie dziękuję. Wolę dinozaury"

Gdy tylko dzieci Mamy Pod Prąd usiadły na fotelach, było jasne, że tym samym przypieczętowały cyrograf, w którym drobnym drukiem "oddały się w ręce fryzjerki", dla której ta wizyta miała wymiar głęboko moralny. Misja: utrwalania stereotypowych społecznych ról.  

"No i fryzjerka zaczęła ciąć bez opamiętania. Włosy leciały jak szalone. Mówię jej, że za dużo, na co ona do mnie: - Jakie za dużo! Lato jest. Chłopakowi musi być wygodnie. Sebastian patrzył z przerażoną miną na upadające kosmyki włosów. Uśmiechałam się cały czas do niego, starając się dodać mu otuchy. Efekt? Oczywiście w żadnym stopniu nie przypominał tego, o co prosiliśmy... A do tego włosy wycieniowane na maksa. A Sebastian wygląda, jakby jakiś zwierz mu pogryzł te włosy...  Wiem, wiem, włosy nie ręka – odrosną".

Chłopak ma mieć krótkie włosy i ma być mu przede wszystkim przewiewnie i wygodnie, a dziewczynka?

"U córki również poprosiłam też o bardzo mocne cięcie, żeby nie było jej gorąco w lecie. Ta sama pani fryzjerka, która właśnie pozbyła Sebastiana niemal wszystkich włosów, powiedziała: - No ale proszę Pani. Tutaj diametralnego cięcia nie może być! Przecież trzeba dziewczynce móc zrobić kucyki albo warkocze. #nocomment.
Tłumaczę jej, że nie chcę tak długich włosów oraz żeby były wycieniowane, żeby ją odciążyć, bo jej włosy są już mega gęste i jej przeszkadzają. A na to fryzjerka: - No nie! Nie zgadzam się. Nie można cieniować. Będą za bardzo lecieć na twarz i nie będzie się dało uczesać".

Blogerka, Mama pod Prąd, pyta w swoim poście, czy też spotkali się z podobną sytuacją w salonie fryzjerskim i zwraca uwagę na różne stanowiska tej samej osoby odnośnie cięcia włosów w zależności od płci dziecka. "Dalej jestem w szoku", zakończyła post z obietnicą, że do tego salonu już nigdy nie wróci.

"PS. Po ukończeniu obydwu fryzur, pani fryzjerka z uśmiechem wyręczyła mojej córce naklejkę z Elsą. Natalia popatrzyła chwilę na naklejkę, skrzywiła się i oddała ją fryzjerce, mówiąc – Nie, dziękuję. Mówię do tej pani, że córka nie gustuje w księżniczkach, że woli dinozaury. Fryzjerka zrobiła na to wielkie oczy, ale już nic nie powiedziała".

Czasem jednak mamy wrażenie, że cały nasz kraj jest takim salonem fryzjerskim, jak ten z postu blogerki?