Zakupoholizm: co to?

Zakupoholizm jest chorobą i uzależnieniem, choć prawdopodobnie producenci, specjaliści od marketingu i branża odzieżowa życzyliby sobie inaczej. Najczęściej utożsamiamy go z kupowaniem ubrań. Ze względu na osobiste doświadczenia mojej rozmówczyni ten artykuł będzie dotyczył właśnie ich. Musimy jednak pamiętać, że kupować nałogowo można wszystko, zegarki, dzieła sztuki, samochody, elektronikę, a nawet jedzenie. Uzależnić się jest bardzo łatwo, a terapia trwa latami. Czemu ludzie popadają w zakupoholizm? Jakie są objawy, a jakie skutki? Jak sobie z nim poradzić?

Gdy szukałam osób, które chciałby podzielić się mną swoją historią na potrzeby tego artykułu, postanowiłam zacząć od znalezienia grup wsparcia. Jakie było moje zdziwienie, gdy po wpisaniu „Zakupoholizm” czy „Zakupoholiczki”, zamiast tego znalazłam grupy, które służyły do wymiany ubrań lub porad dotyczących wyprzedaży. Dowodzi to tego, że jesteśmy oswojeni z traktowaniem tego problemu, jako czegoś lekkiego i zabawnego. Przyjemność czerpana z chodzenia na zakupy, utożsamiona zostaje z zakupoholizmem, a samo uzależnienie serwowane jest nam przez media w cukrowej polewie z konsumpcjonizmu i nic nie sprawia, że zapala nam się czerwona lampka. Zastanówmy się teraz, jak byśmy się poczuli, gdyby ktoś na grupie o nazwie „Alkoholizm” wymieniał się wesołymi, pijackimi anegdotami i wrzucał przepisy na koktajle. No właśnie.

Kasia szacuje, że była uzależniona od zakupów przez 11 lat, z czego od 6 walczy ze swoim problemem i dopiero od roku nie czuje złości i frustracji. W tym czasie wydała na ubrania około miliona funtów. „Około” – podkreśla, ponieważ ubrań było tylko, że prawdopodobnie nikt nie dałby rady tego zaksięgować. Zdradza mi, że przy ostatnich porządkach doliczyła się 160 par zimowych kozaków. Tylko kozaków. W rozmowie z Kobieta.pl opowiedziała o tym, jak naprawdę wygląda zakupoholizm i dlaczego niewiele ma wspólnego z wesołymi paniami z reklam.

Zakupoholizm to uzależnienie behawioralne

Zanim przejdziemy do historii Kasi, wyjaśnijmy co na temat zakupoholizmu mówi specjalistka. Psycholog Katarzyna Kucewicz, psychoterapeutka i autorka książki „Zakupoholizm. Jak samodzielnie uwolnić się od przymusu kupowania” wyjaśnia, jak wygląda uzależnienie od zakupów z punktu widzenia psychologii behawioralnej i chemii w naszym mózgu.

Zakupy są często wybieranym sposobem na rozładowanie silnego napięcia. Przyjemne uczucie odprężenia pojawia się w chwili dokonywania zakupu. Jest to klasyczne uzależnienie behawioralne, ma taki sam przebieg jak na przykład hazard i podobnie na jego rozwój mogą mieć wpływ stany aktywności obszarów mózgu związanych z układem opioidowym. Istotna jest aktywność układu nagrody. Czujemy podniecenie i gratyfikację, gdy udaje nam się zaspokoić ten popęd, gdy widzimy piękną rzecz i wiemy że ją zaraz nabędziemy. Zwykle jednak człowiek po tym chwilowym haju, trzeźwieje, zaczyna żałować, czuć że zakupy wymsknęły się spod kontroli. Dokona zakupu, wyda pieniądze, czeka na kuriera. W momencie otrzymania paczki jednak zaczyna „trzeźwieć” i czuć wyrzuty sumienia. Pojawiają się trudne, depresyjne uczucia, poczucie "gorszości", bylejakości, a przy tym nadzieja, że nie te ale może kolejne zakupy coś poprawią i zmienią . To właśnie odróżnia zakupoholizm od rozrzutności. Ludzie rozrzutni nie mają zwykle wyrzutów sumienia, nie czują się winni, że wydali pieniądze, nawet bardzo duże. Zakupoholik ma poczucie winy, obiecuje sobie, że już nigdy nie pójdzie na zakupy, ale prawdopodobnie jeszcze tego samego dnia będzie znów myślał o kolejnych. To nałóg, nie jest łatwo się uwolnić, a wyrzuty sumienia zastępowane są planami na kolejne zakupowe eskapady, służące zniwelowaniu przykrego napięcia w ciele - czyli głodu zakupowego.

ZOBACZ TEŻ: Polacy coraz chętniej oglądają porno. Te statystki stron z filmami dla dorosłych Was zaskoczą!

Zakupoholizm: objawy

Czas na „Wyznania zakupoholiczki”, opowiedziane, niestety, przez prawdziwe życie. W naszej rozmowie Kasia cofa się do źródła i opowiada o początkach swojego uzależnienia od zakupów.

W miejscowości, w której mieszkałam około 2000 roku, zamknęli wiele różnych zakładów pracy. Mój tata stracił bardzo dużo klientów i pojawiły się problemy finansowe. Właściwie wychowywałam się w ogromnej biedzie, pierwsze jeansy dostałam w wieku 12 lat. Dochodziło do takich dylematów, jak czy kupić jedzenie na obiad, czy nie. W pewnym momencie tata wyjechał do Londynu, gdzie szybko nauczył się języka i otworzył firmę. Zaczął zarabiać dużo, bardzo dużo, a ja pojechałam do niego, kiedy byłam nastolatką, po tym, jak rozwiedli się z mamą. Jest osobą ciężką w obyciu i daleko mu do ojca idealnego. Jedyną formą rozrywki, jaką mógł mi zaoferować były zakupy. Chodziłam do szkoły obok dzielnicy pełnej butików. Odbierał mnie ze szkoły i szliśmy razem kupować ubrania, raz, drugi, trzeci, aż w końcu stało się to rutyną. Dzieci szły do parku, a ja do galerii. Zaczęło się od tego, że chodziliśmy, kiedy tata miała czas, potem sama wychodziłam. Na początku sporadycznie, raz, dwa razy w tygodniu. Miałam koleżanki z podobnych rodzin, więc często chodziłyśmy razem. Czasem kupowałyśmy rzeczy z przecen, ale potem zainteresowałam się materiałami, składami, markami i zaczęłam kupować droższe ciuchy. Odkładałam pieniądze, żeby na nie zaoszczędzić, ale potem zaczęłam tracić umiar. Skończyło się tak, że, jak robiłam porządki na początku pandemii, to znalazłam trzy pary identycznych butów. Zapomniałam, że je kupiłam. Ten sam rozmiar, ten sam kolor, jedna para miała jeszcze metkę, 250 funtów. Kupowałam, żeby kupować. Chłopak ze mną zerwał, dostałam złą ocenę, tata się czepia – to na shopping do centrum handlowego. I tak to się kręciło. Części zakupów nawet nie rozpakowywałam. Kiedy przychodziły do mnie koleżanki i coś im się podobało, to mówiłam, „Weź sobie” - i poszła sukienka od Versace.

Katarzyna Kucewicz przyznaje, że potrzeba rozładowania stresu jest najczęstszą przyczyną popadnięcia w zakupoholizm, ale bynajmniej nie jedyną.

Odreagowanie stresu i napięć jest najczęstszą przyczyną popadnięcia w zakupoholizm. Odreagujemy przykre wydarzenia z naszego życia, np.: informacja, że koleżanka awansowała, a nie ja, zawód miłosny, informacja o chorobie. Paradoksalnie utrata pracy, czyli stabilności finansowej, może popchnąć do nadmiernego wydawania pieniędzy. Tendencję do popadnięcia w zakupoholizm ma też osoba, która ma bardzo niskie poczucie własnej wartości i samoocenę uzależnia od tego, jak się prezentuje się na zewnątrz. To ludzie, którzy bardzo dużo czasu, energii i pieniędzy wkładają w utrzymanie nienagannego wizerunku. Zakupoholizm może też być efektem nieumiejętności właściwego zarządzania finansami lub tego, że ktoś pochodzi z domu, w którym trwoniono pieniądze. Taka osoba często będzie powielała ten wzorzec, redukując różne napięcia, smutki i chandrę zakupami.

Foto: Getty Images

Zakupoholizm: jak rozpoznać problem?

Kasia mówi, że rozpoznanie problemu, które jest kluczowe dla rozpoczęcia każdej terapii, nie było proste. Czas, by zatrzymać się, by z dystansem spojrzeć i na swoje życie i na niedomykającą się garderobę zyskała niestety wskutek wielkiej tragedii. U jej córeczki zdiagnozowano nowotwór. Kasia musiała zamknąć się w domu i skupić na opiece nad dzieckiem.

Moja córeczka była poważnie chora, została zdiagnozowana, kiedy miała roczek. Zostałam zamknięta w domu na kilka lat, musiałam unikać ludzi, powinnam wychodzić jak najrzadziej, ponieważ dziecko w jej stanie ma praktycznie zerową odporność. Wtedy miałam okazję, żeby zatrzymać się i przemyśleć to wszystko. Do tej pory nie miałam chwili, by spojrzeć na ilość tych rzeczy, a było tego dużo. Bardzo dużo. To były tysiące sztuk. W międzyczasie przeprowadziliśmy się do innego miasta, ale nie zwróciłam na to uwagi przy przeprowadzce, byłam zajęta macierzyństwem, z resztą samotnym, i przeżywałam rozstanie. Przeprowadzką zajmował się kto inny, ja weszłam na gotowe. Dopiero, jak musiałam usiąść na tyłku, miałam okazję, żeby to zauważyć. Co można robić w domu? Można sprzątać, oglądać telewizję, zajmować się dzieckiem, ale ono też czasem śpi. Ze znajomymi nie mogłam się spotykać, więc chcąc nie chcąc, doszłam do etapu porządków. Zauważyłam problem. Jako że miałam terapeutkę ze względu na leczoną depresję (bo jak facet zdradza ciężarną kobietę to jednak nienależny do najmilszych doświadczeń…), pokazałam jej zdjęcia, zaczęłam z nią rozmawiać i mówię „Wydaje mi się, że przesadziłam”, a ona popatrzyła na mnie i powiedziała, że rozpoznaje niektóre te ubrania i że dla niej to jest nieprawdopodobne, że to wszystko należy do jednej osoby. Miała na myśli ilość, ale też marki, to były piekielnie drogie rzeczy. Na przykład torebki od Diora, niezliczone ilości kosmetyków, butów, ubrań, to wszystko wyglądało… „stertowato”, jakbym zajmowała się zbieraniem ciuchów.

Psychoterapeutka Katarzyna Kucewicz wyjaśnia co powinno nas zaalarmować i jak rozpoznać problem. W końcu nie każde wyjście na zakupy oznacza uzależnienie. Skąd mamy wiedzieć, że ta kwestia nas dotyczy?

Problem jest, wtedy kiedy nie potrafimy się powstrzymać, łamiemy własne zasady i wtedy, gdy nie jesteśmy w stanie osiągać przyjemności inaczej niż przez zakupy. Zakupoholizm sprawia, że rzeczy, które się kiedyś lubiło robić, jak spacer z psem, sport, robienie sobie domowego spa stają się jałowe, cieszą tylko zakupy. Uzależnione dziewczyny mówią, że wolą iść do galerii niż na randkę, wolą zakupy niż seks lub spotkania z przyjaciółkami. Często kłamią, żeby móc zniknąć w galeriach handlowych. Psują tym swoje relacje z innymi ludźmi i często zaniedbują obowiązki. Jeżeli ktoś ma się uczyć do sesji lub zrobić jakiś ważny projekt, a zamiast tego idzie na zakupy, to siłą rzeczy wszystko zaczyna się rozpadać.

ZOBACZ TEŻ: Skandal w reklamie Medicine. Brak wrażliwości czy chęć zysku?

Zakupoholizm: leczenie

Zakupoholizm, jak każde uzależnienie, można leczyć. Wymaga to jednak dobrej woli i chęci osoby, która zmaga się z problemem. Po konsultacji ze specjalistką Kasia zdecydowała się podjąć terapię. Opowiedziała o swojej długiej drodze, o tym, co uświadomiła sobie w trakcie tego procesu i jakie metody wypracowała, by wygrać z nałogiem. Zaczęło się od „wysuszenia źródełka”.

Mój tata dostosował się do prośby, nie do końca rozumiejąc, o co chodzi, bo sam ma wszędzie ubrania, antyki, obrazy… Narzeczony uznaje zasadę, że kobiet nie należy rozumieć. (…) Poprosiłam ojca, żeby nadzorował moje wydatki i założył blokady. Nie chodzę do pracy, bo nikt nie chce zatrudnić samotnej mamy. Mój narzeczony mieszka w innym kraju. Nie jestem zadowolona z tego, że musiałam zrezygnować z pracy, ale zdaje sobie sprawę, że mam komfort, którego inni nie mają. Pomocne było ograniczenie pomagania mi, poprosiłam o limit pieniędzy, który jest nieporównywalnie mały z tym, co miałam do dyspozycji wcześniej. Było to bolesne. Były takie momenty, kiedy nie potrafiłam jeszcze ograniczać zakupów, że budziłam się z myślą, że nie mam za co kupić jedzenia. Limit wyczerpałam, a tu zostało jeszcze trochę… To mnie nauczyło pokory i szacunku. Poprosiłam też, żeby nie kupować mi prezentów materialnych. Możemy sobie gdzieś pojechać albo spędzić czas, wpłacić pieniądze na organizację charytatywną – to też zaczęłam traktować jako substytut zakupów.

Jednym z kolejnych etapów było stopniowe pozbywanie się nadmiaru w garderobie. Kasia zaznacza, że w jej wypadku nie ma mowy o wyrzuceniu ubrań za śmietnik, dlatego stara się, by każda sztuka znalazła nowy dom. Ponadto przyznaje, że wychodzenie z nałogu uwrażliwiło ją na krzywdę, jaką branża mody wyrządza ludziom, zwierzętom i środowisku naturalnemu. Opowiedziała, że częścią jej terapii jest zaangażowanie w pomoc potrzebującym zwierzakom. Opiekuje się kilkoma uratowanymi psami i zamiast wydawać pieniądze na zakupy, aktywnie wspiera fundacje.

Kiedy zaczęła się pandemia, tata zaczął robić porządki i stwierdził, że przyśle mi parę rzeczy, żebym sobie sprzedała. Wynajął busa i przysłał mi kilka potężnych worków dosłownie ze wszystkim w środku, to mi zajęło cały pokój gościnny. Zaczęłam to sprzedawać, a zyski z tego postanowiłam przeznaczyć na różne formy spędzania czasu z córeczką. W międzyczasie zaangażowałam się w akcje charytatywne i pomoc zwierzętom, zrezygnowałam z futer i skór i ich też się pozbywam. Cześć zysków z ich sprzedaży przeznaczam na fundacje. Jest mi z tym trochę lżej, bo doszło do tego, że brzydziłam się dotyku skóry. Założyłam ostatnio skórzany płaszczyk i zwymiotowałam, nie wytrzymałam tego psychicznie. Mając świadomość tego, co mi było, co mi jest, jaki postęp zrobiłam, ten płaszczyk, który kilka lat przeleżał w szafie, był jak cios w twarz. Wystawiam to wszystko na sprzedaż za jedną ósmą ceny, tak żeby nie psuć marki, ale za śmiesznie niskie pieniądze, żeby jak najszybciej się tego pozbyć. Dążę do tego, żeby mieć tyle, ile potrzebuję. Nie chcę też wyrzucać ubrań. Jak jestem świadoma tej skóry i tych futer, tak jestem świadoma tego, ile śmieci generuje branża, ile osób wkłada swoją pracę w powstanie tych rzeczy. Ogólnie zaczęłam być bardziej świadoma na temat przemysłu odzieżowego. Miałam czas, żeby się edukować i to otworzyło mi oczy na współczesne problemy. Nie wyrzucę stu kilogramów ubrań na śmietnik, bo to będzie moje sto kilogramów kolejnego zanieczyszczenia. Jeśli to może komuś służyć, to niech służy.

Foto: Getty Images

Zakupoholizm nieleczony

Jak w każdej terapii, tak i w tym wypadku leczenie wymaga dobrej woli samego zainteresowanego. Czy może jednak zdarzyć się, że ktoś nie zauważy problemu lub nie będzie chciał z nim nic zrobić? Katarzyna Kucewicz wyjaśnia czym może to grozić.

Jeżeli ktoś nie chce leczyć swojego zakupoholizmu, może się to skończyć słabo. Bywa tak, że człowiek sam siebie uczy wydawać pieniądze, nagle zaczyna inaczej patrzeć na życie, zafascynuje się ideą slow i samodzielnie wyjdzie z zakupoholizmu. Zazwyczaj jednak to uzależnienie wymaga terapii, ponieważ nieleczone prowadzi do depresji, zaburzeń lękowych, alienacji ze społeczeństwa. Osoba zamyka się w sobie, przestaje mieć relacje z ludźmi, myśli o kupowaniu zaczynają mieć charakter obsesyjny. Często doprowadza to do zaniedbania, do tego że dom jest pełen kartonów, że nie można niczego znaleźć bo jest tyle rzeczy. Mieszkania zakupoholików wyglądają często jak mieszkania zbieraczy. Pamiętam kilka historii moich pacjentek, które pokazywały mi zdjęcia swoich mieszkań, które wyglądały jak magazyny pełne pudełek z Zalando.

ZOBACZ TEŻ: Alkoholizm dotyka coraz większej liczby kobiet. Po czym poznać, że to też Twój problem?

Zakupoholizm: przyczyny

Powiedzieliśmy już czym jest zakupoholizm, teraz powinniśmy powiedzieć, o tym, czym nie jest. Nie jest fanaberią bogatej dziewczyny, która przeczytała książkę o minimalizmie. Nie jest „uleganiem zachciankom”, przez które od czasu do czasu zdecydujemy się na nadprogramową sukienkę. Jest za to problemem, który wyniszcza psychicznie osobę, która się z nim zmaga, a często może ją wpędzić w poważne kłopoty. Gdy zapytałam Kasię, czy zakupoholizm odbił się na jej życiu prywatnym, odpowiedziała, że było odwrotnie – to jak wyglądało jej życie, wpędziło ją w nałóg.

Niektórzy zajadają stres, niektórzy przepijają, ja go rozładowywałam w formie zakupów. Najtrudniejsze było znalezienie innej formy rozładowania napięcia, czegoś, co sprawi, że nie będę czuć głodu. Blokady, unikanie portali o modzie, tworzenie limitów. Myślę, że jak w każdym uzależnieniu, najtrudniej jest po prostu przestać. Zaczęłam palić, z jednego nałogu przeszłam na drugi, wychodzę na papierosa, zamiast siedzieć z telefonem i oglądać kolejne wyprzedaże. (…) To moje życie prywatne wpłynęło na uzależnienie. Powtórzę to, do czego doszłam na terapii. Gdybym miała porządne relacje, gdyby mój tata był tatą, to nie spędzałabym czasu w galeriach tylko z nim. Gdyby układało mi się z mężczyznami, gdybym miała poprawne wzorce, gdyby nie te problemy, gdyby nie choroba córki… Gdyby nie to wszystko to najprawdopodobniej wyglądałoby to inaczej. Wydałam na zakupy od 2009 roku około miliona funtów. Jestem świadoma tego, że te pieniądze mogłyby zostać spędzone w dużo lepszy sposób. Punkt, w którym jestem teraz to 6 lat ciężkiej pracy.

Kasia wyjaśnia też, dlaczego ubrania nie powinny być terapią i czym może grozić wpędzenie się w nałóg.

Jeżeli kupujemy więcej, niż potrzebujemy, to już jest objaw, a nie rozrywka. Ubrania oczywiście mogą być sztuką, niektóre są piękne, tak jak z obrazami, kupuje się je tylko po to, żeby na nie patrzeć. Nie powinny być jednak rozrywką, a tym bardziej terapią. Tak jak ja przeszłam z zakupów do palenia, tak z depresji, czy czegoś innego można przejść na zakupy. Miałam niewyczerpane źródło pieniędzy. Kiedy ograniczono mi je na własne życzenie, zrozumiałam, z czym musi się zmagać większość ludzi. Zakupy mogą być o tyle niebezpieczne, że ktoś może się z tego nie odkuć. Czasami sobie żartujemy „Biorę kredyt i kupuję tę torebkę”. Niektórzy by tak zrobili. To, że nie odczuwałam finansowo uzależnienia, było dobre i złe. Z jednej strony nie miałam okazji, żeby się zatrzymać w tym wszystkim. Z drugiej nie skończyło się na większych konsekwencjach jak na przykład komornik.

W naszej rozmowie Kasia nawiązała również, do tego, od czego zaczęłam. Dlaczego zakupoholizm pokazywany jest w mediach jako synonim dobrobytu? Ludzie zmagający się z tym problem często spotykają się z niezrozumieniem lub są traktowani, jakby nie byli w stanie docenić swojego szczęścia, utożsamionego z faktem, że ich na to wszystko stać. Podczas gdy media wpędzają nas w przekonanie, że powinniśmy zazdrościć ludziom takim jak Kasia, ludzie tacy jak Kasia latami chodzą na terapię okupioną lękiem i frustracją.

Zakupoholizm to ciężki temat, bo jest stosunkowo nowy. Jeśli mówimy o alkoholizmie, to możemy sięgnąć i do średniowiecza, a on tam będzie. Zakupoholizm, szczególnie w Polsce, jest pojęciem nowym. Przed wojną, po wojnie, za komuny nie było opcji, żeby kupować. Jest też trochę bagatelizowany, często to temat żartów. „O Boże! Jestem zakupoholiczką, bo kupiłam sobie dwie pary butów”, no nie… To nie działa w ten sposób, ale ludzie nie są tego świadomi. Ludzie nie rozumieją, że to faktyczna, silna potrzeba kupowania rzeczy. To jest wyniszczające pod względem finansowym, pod względem psychicznym, to uzależnienie jak każde inne. To strata środków, czasu i psychiki – myśli krążą tylko wokół zakupów i człowiek staje się odrealniony. Ja przegapiłam katastrofę w Smoleńsku, wojnę w Izraelu, przegapiłam wojnę w Syrii, mimo tego, że z Syryjką chodziłam na zakupy. Przegapiłam mnóstwo problemów, które mają miejsce i obudziłam się trochę za późno. Jest wiele osób, które się nie zatrzymują. Zakupy są pokazywane, jako coś dobrego, sposób na chandrę czy depresję. Bardzo mało jest mediów, które mówią o realnych problemach, o tym, jak wygląda przemysł odzieżowy, branża mody. Brakuje głosów rozsądku.

Foto: Getty Images

Zakupoholizm okiem ekspertki

Zakupoholizm jest więc chorobą cywilizacyjną? Czy jest masowym odreagowaniem lat niedostatku? Zachłyśnięciem się dobrobytem, jakiego doświadczamy od kilku dekad po raz pierwszy w historii naszego gatunku? Prawdopodobnie każda odpowiedź jest po części właściwa. Ekspertka od leczenia zakupoholizmu, Katarzyna Kucewicz wyjaśnia dlaczego tak mało mówi się o tym problemie. Okazuje się, że na niekorzyść uzależnionych działa mieszanka ze społecznego przyzwolenia i… marketingu. W końcu nie sposób nie zauważyć, że uzależnienie od zakupów jest niezwykle opłacalne z punktu widzenia ekonomii.

O zakupoholizmie mówi się bardzo mało i raczej bagatelizując. Wynika to z różnych przyczyn. Często uważa się, że zakupoholizm jest kobiecym problemem, dlatego podchodzi się do niego w sposób bardzo delikatny. Jest to uzależnianie, które bardzo napędza gospodarkę. Ludzie dużo kupują, są odbiorcami profili na Instagramie, na takich osobach robi się dużo biznesów, zarabia pieniądze. Dlatego często jest on traktowany w dyskursie publicznym po macoszemu, ale to się zmienia. Gdy pisałam swoją książkę na temat zakupoholizmu w 2015 roku, nikt praktycznie się tym nie zajmował. Teraz jest lepiej, powstają grupy, warsztaty dla osób z problemem nadmiernego wydatkowania.

Czy oznacza to, że jest światełko w tunelu, które może uratować nas przed postępującym problemem? Katarzyna Kucewicz wyjaśnia, co może mieć wpływ na zatrzymanie rozwoju zakupoholizmu w naszym społeczeństwie.

Myślę, że to, co najbardziej pomaga, to zmieniające się trendy na świecie. Nadawanie ubraniom nowego życia, noszenie kilka razy tego samego, nawet na czerwonym dywanie, trendy takie jak życie w stylu slow czy minimalizm. To często sprawia, że ludzie tak nie zachłystują się tym konsumpcjonizmem. Jednak gdy czujemy, że mamy problem z zakupoholizmem, warto skonsultować się z psychologiem. Nieleczony może doprowadzić do stanów alienacji lub wprowadzić w depresję. Tak jak w hazardzie, kiedy się go nie skontroluje, może skończyć się, tak, że ktoś chce popełnić samobójstwo z powodu długów. Ludzie biorą chwilówki i kredyty, żeby realizować swój nałóg. Często to bliscy zauważają, że coś jest nie tak. Jeśli czujemy, że zakupy wymykają się spod kontroli zdecydowanie warto iść do terapeuty uzależnień, który na podstawie rozmowy i przeprowadzenia testów diagnostycznych będzie wiedział jak najlepiej nam pomóc opanować ten impuls zakupowy.

ZOBACZ TEŻ: Organizuje obozy odchudzające dla dzieci: "Dziecko ucieka w uzależnienie od jedzenia. Zajęty rodzic tego nie widzi"

Nasza ekspertka

Katarzyna Kucewicz - psycholożka , psychoterapeutka. Ekspertka w programach telewizyjnych i radiowych. Autorka książki "Zakupoholizm. Jak samodzielnie uwolnić się od przymusu kupowania" oraz wielu innych tekstów i wypowiedzi eksperckich.

Foto: Katarzyna Kucewicz / Facebook