Zniszczone książki Olgi Tokarczuk

Głośnym echem w sieci odbiło się wyrwana z kontekstu wypowiedź Olgi Tokarczuk, w której noblistka miała porównywać Polskę do Białorusi. Zdarzenie miało miejsce podczas wywiadu, który pisarka udzieliła włoskiemu dziennikowi "Corriere della Sera". Noblistka zwróciła w nim uwagę na brak stanowczej reakcji Unii Europejskiej względem sytuacji na Białorusi, a także na dyskryminację osób LGBT+ w naszym kraju. Emocje podgrzał też zapewne tytuł publikacji, który można przetłumaczyć jako „Białoruś jak Polska: płaci za opieszałość Europy”. 

Prawicowi internauci na początku czerwca rozpoczęli akcję #OdeślijOldzeKsiążkę, w której nawoływali do zwracania lektur noblistce. Do tej pory zrobiło to 31 osób - Fundacja Olgi Tokarczuk opublikowała na swoim fanpage wstrząsające zdjęcia zniszczonych dzieł pisarki. 

”Za takie czyny idzie się do piekła”

Wulgarne hasła, przekleństwa, podarte i pocięte strony - w takim stanie przesłano książki Tokarczuk na adres redakcji. Odpowiedź Fundacji była zdecydowana:

Trudno jest zrozumieć nienawiść. Szczególnie tę, którą wykreowało kłamstwo i manipulacja. Szczególnie tę, której ofiarami padają niewinni. Przepraszamy za naiwność – wydawało nam się, że napompowana przez media akcja odsyłania książek Noblistce nie znajdzie żadnego odzewu. Ile można powtarzać, że Olga Tokarczuk nie porównała Polski do Białorusi w wywiadzie dla „Corriere della Sera”? (…)

Tymczasem trzydziestu jeden Prawdziwych Polaków postanowiło odpowiedzieć na apel. Nie jest to liczba zatrważająca, jeśli porówna się ją do milionów sprzedanych w Polsce egzemplarzy książek Olgi Tokarczuk. Zatrważające jest coś innego. Nienawiść znalazła ujście w okrutnej przemocy wobec słów, myśli i wolności drugiego człowieka. W pogańskim rytuale unicestwienia książek – zbrukania idei, której ludzkość zawdzięcza tak wiele. (…)

Fundacja porównała pełną nienawiści akcję do wydarzenia z maja 1933 roku, kiedy to studenci niemieckich uczelni palili książki autorów wskazanych przez działaczy partii nazistowskich i profesorów. „Za takie czyny idzie się do piekła” - podsumował autor wpisu. 

Zniszczone książki mają trafić na aukcje charytatywne, z których dochód zostanie przekazany dla organizacji wspierających społeczność LGBT+.