Od zawsze czułam się  dobrze we własnej skórze. Mój biust nigdy nie był zbyt obfity, nie atakuję nim, ani mężczyzn ani kobiet, ale kiedy widzę panie z dużym biustem, prawdziwie je podziwiam. Nie wiem, czy aż tak jak podziwiają je mężczyźni, ale dla mnie jest w tej obfitości coś bardzo pięknego. Gdy patrzę na te kobiety, myślę sobie „szczęściary!” może dlatego, że mają coś czego nie mam ja.
Ciało kobiety podoba mi się chyba nawet bardziej niż ciało mężczyzny. Nawet jeśli jest trochę zmarnowane przez życie, przez ciążę, czy choroby…. Wiem coś o tym, bo po etapie dojrzewania, wielką rewolucją była dla mnie ciąża. Mój biust zaczął przypominać dwa wspaniałe, wielkie grejpfruty. Zaczęłam je nawet z dumą eksponować. Na każdym zdjęciu z tego okresu mam bluzkę, czy sukienkę z dekoltem. Wtedy modliłam się „Boże niech one takie zostaną i już się nie zmieniają”.
Później nadszedł etap karmienia. Zamiast oczekiwanej metafizyki - ciężka praca.  Przystawiałam do piersi raz jedno, raz drugie dziecko, prowadziłam  notes, w którym dokładnie zapisywałam, które i ile jadło... (bliźnięta – dopisek red.) Po kilku miesiącach tej ciężkiej pracy poczułam nawet ulgę,  że odzyskałam piersi dla siebie. Owszem ciało po ciąży się zmienia, ale teraz nie przywiązuję do tego wyglądu aż takiej wagi. O dziwo wyglądam lepiej niż wcześniej. Prowadzę zdrowszy tryb życia, uprawiam jogging i na pewno bardziej akceptuję siebie.
Badam się regularnie, dbam o to sama, ale też dba moja ginekolog. Niedawno po USG piersi, zostałam odesłana na konsultację do onkologa. Było podejrzenie guza. Na szczęście okazało się, że to jakiś niezamknięty przewód mlekowy. Ta chwila niepewności pokazała mi, że trzeba być uważnym, trzymać rękę na pulsie. O profilaktyce należy mówić. I namawiać do regularnej kontroli lekarskiej.
Nie wiem, jak do tego przekonać kobiety, bo są uparte i przede wszystkim bardzo zajęte. Znam mnóstwo dziewczyn, które raz w miesiącu koniecznie muszą odwiedzić fryzjera, manicure robią raz na tydzień, a badania? Dlaczego nie wpisać do kalendarza badań raz na rok?
Na udział w sesji zgodziłam się... z ciekawości. Oczywiście nie bez znaczenia był szczytny cel i propagowanie profilaktyki zdrowotnej. Jednak przyznam, że bardzo się krępowałam. Początkowo nawet nie chciałam zdjąć stanika. I choć uwielbiam oglądać nagie kobiety, sama nie jestem aż tak otwarta. Nie mam żadnej chęci eksponowania  swojego ciała, wolę gdy mężczyźni patrzą mi w oczy niż na piersi:-)

Wydawałoby się, że skoro nagi biust atakuje nas zewsząd, pokazanie go podczas sesji nie jest żadnym problemem. Dla kobiety, która nigdy tego nie robiła nie było to takie łatwe. Aktorki podchodzą do tego bardziej naturalnie. Uczą się traktowania ciała jak narzędzia pracy, ja tego nie umiem. W domu, na wieść o moim udziale w projekcie „Pier(w)si w Polsce” zapanowało niedowierzanie: „Odważysz się. Pokażesz piersi?” Sama jestem zadziwiona, że się odważyłam. 

Każda z nas chciałaby pewnie choć raz znaleźć się w centrum zainteresowania. Kiedyś w jednych z pism ukazały się modowe zdjęcia kobiety po chemioterapii. Mimo choroby też chciała poczuć się jak modelka, skupić na sobie uwagę. Może to jest ukryte marzenie wielu kobiet? Tak jak ja marzyłam, żeby nosić stanik i mieć czerwone paznokcie, tak kobiety w rożnym wieku, na różnym etapie życia marzą o tym, żeby być w centrum obiektywu, w takim centrum świata. Choć przez chwilę...