„Piekło kobiet” wciąż aktualne?

„Piekło kobiet” wyszło spod pióra Tadeusza Boya – Żeleńskiego na przełomie lat 20. i 30. Książka od momentu napisania do momentu premiery, jak wspomina sam autor, w niektórych przypadkach była „wybijaniem otwartych drzwi”. Jednak w 1929 roku za przerwanie ciąży groziło 5 lat więzienia dla kobiety i 15 lat dla osoby wykonującej zabieg. Środkiem antykoncepcyjnym najczęściej polecanym przez lekarzy była wstrzemięźliwość. Statystyki szacują, że mimo tego w samej Warszawie odbywało się około 20 tys. aborcji rocznie. Dziś „Piekło kobiet” jest wciąż zaskakująco aktualne.

Tadeusz Boy Żeleński był z wykształcenia lekarzem, z pasji pisarzem i felietonistą, z przekonania feministom. Razem z Ireną Krzywicką stanęli w obronie praw kobiet i dostępu do edukacji seksualnej. W zbiorze esejów „Piekło kobiet” porusza problem dostępu do aborcji i obnaża obłudę tych, którzy tego zabraniają. Wskazuje też kilka paradoksów, na które zwracają uwagę również współczesne środowiska feministyczne. Dlaczego dobrostan „cudu życia” przestaje być zainteresowaniem władz minutę po tym, jak opuszcza macicę? Dlaczego samotne matki, w niektórych środowiskach do dziś wytykane palcami, zmuszane są do bycia bohaterkami?

„Piekło kobiet” nie jest wynikiem analizy danych, czy statystyk. Tadeusz Boy Żeleński pisał swoje eseje na podstawie relacji prawdziwych kobiet, które spotkała niesprawiedliwość ze strony systemu. „Piekło kobiet” jest publikacją, która opowiada o aborcji w kontekście politycznym, społecznym, ekonomicznym i medycznym, ale nie moralnym i religijnym

„Piekło kobiet” jest dostępne w całości, za darmo i legalnie TUTAJ.

ZOBACZ TEŻ: Tłumy wściekłych kobiet przed Trybunałem Konstytucyjnym. W nocy Ogólnopolski Protest Kobiet pomaszerował pod dom Jarosława Kaczyńskiego

„Piekło kobiet”: cytaty

O ekonomicznych i społecznych zagrożeniach spotykających kobiety w niechcianej ciąży: 

Uczynić biedną dziewczynę matką, pozbawić ją pracy dlatego, bo się spodziewa macierzyństwa, kopnąć ją z pogardą, zrzucić na nią cały ciężar błędu i jego skutków, i zagrozić jej latami więzienia, jeżeli, oszalała rozpaczą, chce się od tego zbyt ciężkiego na jej siły brzemienia uwolnić — oto filozofia praw, które, aż nadto znać, były przez mężczyzn pisane! Głosić wzniosłe teorie o „prawie płodu do życia”, znów grozić matce więzieniem w imię praw tego płodu, ale równocześnie nie troszczyć się o to, aby nosicielka tego płodu miała co do ust włożyć… I rzecz szczególna, ten sam płód, nad którym trzęsą się ustawodawcy, póki jest w łonie matki, w godzinę po urodzeniu traci wszelkie prawa do opieki prawnej, może zginąć pod mostem z zimna, gdy matka — którą jej „święte” macierzyństwo czyni nieraz wyrzutkiem społeczeństwa — nie ma dachu nad głową.

Zobacz także:

O buncie kobiet:

Poprowadzimy, jeżeli będzie trzeba, przed sąd trzydzieści tysięcy kobiet, które oskarżą się same i powiedzą: „Prosimy, zamknijcie nas do więzienia, ale wszystkie”! Niech rzecz dojdzie do absurdu. Bo można niedorzeczne prawa jakiś czas cierpieć przez szacunek dla ich dawności, ale nie ma chyba racji od niedorzecznych praw zaczynać?

O hipokryzji ustawodawców:

Ten sam członek Komisji Kodyfikacyjnej (ot, takie sobie przypuszczenie!), który dla swojej przyjaciółeczki wezwałby, w razie przykrego wypadeczku, najlepszego specjalistę w tym zakresie (tym samym uprawiającego swoją specjalność zawodowo); który ściskałby dłonie operatorowi, dziękując za pomyślną operację, kropi mu z lekkim sercem 15 lat więzienia!

Każdy z nich, jako człowiek prywatny, wie, co o tym myśleć, wie że paragraf, który wprowadza, jest zarazem i bezsilny, i morderczy; ale jako kodyfikator zamyka oczy na to, co wie jako człowiek prywatny, staje się przedstawicielem obłudy i małoduszności społeczeństwa.

O przywiązaniu do tradycji, która krzywdzi współczesnych ludzi i uderza w najbiedniejszych: 

A teraz kilka słów o samej kwestii. Ciekawe byłoby zważyć, skąd pochodzi zabobon licznej rodziny. To pewna, że ten kult, który przerodził się w bezmyślnie powtarzaną formułę, ma swoje początki niezmiernie dawne, w każdym zaś razie zrodzone ze stosunków zupełnie innych niż dzisiejsze. (…) Dziś liczna rodzina od dawna znaczy u biedaków nędzę, upośledzenie, niewolę, chorobę, śmierć, egzystencję sprowadzoną do potrzeb bydlęcych. Wyraz: stan „błogosławiony” stał się krwawą ironią.

Tadeusz Boy Żeleński przytacza fragment listu, który otrzymał od wieloletniego lekarza z Kasy Chorych na prowincji:

Torturowana przez prawo i etykę obecną kobieta nie może się pocieszać tym, że następne pokolenie z tych kajdan się uwolni. Należy przeto donośnym głosem wołać o sprawiedliwość dla kobiety dzisiejszej. (…) Jako ginekolog zetknąłem się codziennie z 40 do 50 nieszczęśliwymi kobietami, gdy począłem odwiedzać suteryny i poddasza, gdzie roi się od dzieci, a ciągle rodzą i rodzą się nowe, gdzie ojciec przy urodzeniu się pierwszego dziecka-córeczki potrafi powiedzieć: „będzie o jedną k…ę więcej”, gdy zaczęto mi przyprowadzać małe dziewczynki zarażone tryprem przez rodziców i starsze rodzeństwo, z którymi śpią na wspólnych barłogach.

ZOBACZ TEŻ: Będzie nowelizacja przepisów o aborcji w Polsce. Czego możemy się po niej spodziewać?

ZOBACZ TEŻ: "Czekali, aż płód sam obumrze, i tak się w końcu stało" - wstrząsające historie kobiet, które zderzyły się z brakiem zrozumienia i pomocy