Agnieszka Dolaniecka i 8-miesięczny Tymonek 

Pierwsza kąpiel synka była dla wszystkich prawdziwym koszmarem - mały krzyczał wniebogłosy, a ja czułam się bezradna, bo nie wiedziałam, co robię "nie tak". Zadzwoniłam do mojej mamy, która już następnego dnia przyjechała mi (a raczej wnukowi!) na ratunek. Poradziła, abyśmy kąpali małego według "starego", sprawdzonego sposobu, tzn. zawijając w pieluchę. Tłumaczyła, że niektóre maluchy szczególnie źle znoszą różnicę temperatur podczas zanurzania się w wodzie. Aby zminimalizować "szok termiczny", trzeba opatulić noworodka pieluszką tetrową - zakręcić jak naleśnik - chowając rączki i okrywając od nóżek aż po karczek. Tak "zawiniętego" synka wkładaliśmy do wanienki, w której nie było zbyt dużo wody. W kąpieli odkrywaliśmy Tymka "po kawałku", np. rączkę - myliśmy ją, chowaliśmy z powrotem; to samo robiliśmy z nóżką, brzuszkiem? Główkę myliśmy tradycyjnie. Kiedy Tymek był już czysty, zdejmowaliśmy z niego pieluchę (zostawała w wanience) i szybko zawijaliśmy go w ręcznik. Mały szybko polubił babciny (!) sposób na kąpiel, a po łzach nie było śladu.

Małgorzata Chodkowska i 11-miesięczna Julka

Starałam się zawsze robić z kąpieli przyjemność. Aby ten rytuał przebiegał bezstresowo, trzeba było spełnić trzy warunki. Po pierwsze, córka musiała być najedzona (najlepiej było rozpoczynać kąpiel pół godziny po karmieniu). Po drugie, wyspana. Po trzecie - i chyba najważniejsze - należało do niej dużo mówić. Kiedy zaczynała płakać, przynosiłam do łazienki radio, by cicho grało albo włączałam suszarkę do włosów. Dźwięki te zajmowały uwagę Julki, więc mieliśmy chwilę spokoju na szybką kąpiel (nie mogliśmy jej przeciągać, by mała znowu się nie rozpłakała). I jeszcze jeden detal - w łazience paliło się tylko boczne światło, by nie raziło oczu małej.

Agnieszka Niesłuchowska i 2-letni Sebek

Dla mnie szczególnie ważne było, aby kąpać synka razem z mężem. Wtedy o wiele łatwiej jest zapanować nad malutkim dzieckiem. Chciałam uniknąć całej tej nerwówki związanej z obawą, że dziecko trzymane i kąpane tylko przez jedną osobę, może się przypadkiem wyślizgnąć? Kiedy Sebek leżał na rękach taty, czułam się komfortowo, bo wiedziałam, że nic mu nie grozi. Synek od razu polubił taki rokład obowiązków pomiędzy rodzicami. Wpatrywał się w ojca, który nieprzerwanie coś tam do niego mówił, a ja w tym czasie go kąpałam. Wszystko przebiegało sprawnie, bo zawsze byliśmy perfekcyjnie przygotowani do kąpieli. Pod ręką miałam wszystko, co potrzebne - mydło, szampon, rozłożony ręcznik (najlepszy z kapturkiem), pieluchę, oliwkę do ciała, krem do pielęgnacji pupy i piżamkę. Dzięki temu czas wycierania i ubierania skracał się do minimum. A jak wiadomo - malutkie dzieci wręcz nie znoszą, gdy czynności pielęgnacyjne przeciągają się w nieskończoność.

Iza Kubiak i 10-miesięczny Kubuś

Od pierwszej kąpieli staraliśmy się z mężem wykonywać wszystkie czynności pewnie i ze spokojem. Miałam w pamięci opowieść znajomego o tym, jak to kiedyś obserwował pewnych świeżoupieczonych rodziców kąpiących dziecko - ojciec trzęsącymi się z nerwów rękami trzymał malca, a mama równie rozdygotana próbowała go myć. W efekcie dziecko było nie mniej rozstrzęsione niż rodzice - zanosiło się więc od płaczu. Nauczeni cudzym doświadczeniem, od razu postanowiliśmy podejść do sprawy z większym luzem. I chyba nam się udało, bo Kubuś szybko polubił kąpiel. Niemała w tym zasługa także piecyka elektrycznego. Ponieważ nasz synek urodził się w styczniu, a u nas w łazience jest raczej chłodno, to postanowiliśmy dogrzewać pomieszczenie niemal do tropikalnych temperatur (ok. 28 °C). Kuba bardzo dobrze poczuł się w tych warunkach (przedtem na powiew zimnego powietrza reagował krzykiem). Do dziś podczas kąpieli włączamy piecyk.

Rodzice 1/2006