Co postarza nas najbardziej?

Wbrew pozorom to wcale nie zmarszczki spędzają nam sen z powiek. A przynajmniej nie wszystkie. Te delikatne, wynikające z naszej mimiki często wręcz dodają nam uroku. Zdecydowanie większą bolączką jest wiotczejąca skóra, która powoduje, że policzki i podbródek zaczynają ciążyć w dół, owal staje się niewyraźny, a twarz przybiera zmęczony i smutny wyraz. To problem, z którym ciężko się uporać. Zabiegi rewitalizujące skórę działają głównie powierzchniowo, na płytkie zmarszczki. Z kolei toksyna botulinowa sprawdzi się wyłącznie przy zmarszczkach mimicznych, wynikających ze skurczu mięśni. Jak poradzić sobie z wiotczejącą skórą? Pytamy eksperta, doktora Macieja Łukasiewicza ze Skin Clinic.

Opadająca powieka - czyli problem numer jeden

Opadająca powieka nie jest dużym mankamentem, ale nadaje twarzy smutny wyraz, powodując, że jesteśmy odbierane przez otoczenie inaczej niż byśmy chciały. To jedna z naszych najczęstszych bolączek, zwłaszcza, że skóra wokół oczu jest niezwykle delikatna i tym samym podatna na niekorzystne działanie czynników zewnętrznych. Opadającą powiekę częściowo można ukryć pod odpowiednio wykonanym makijażem, ale istnieją także skuteczniejsze i trwalsze rozwiązania. Jednym z najpopularniejszych sposobów jest blefaroplastyka. To zabieg chirurgiczny, który polega na wycięciu nadmiaru wiotkiej skóry, a czasem również przepuklin tłuszczowych w obrębie górnych i dolnych powiek.

- Cała procedura trwa około 2 godzin, a zabieg jest wykonywany w znieczuleniu miejscowym. Po około 7 dniach ściągane są szwy, zaś cała rekonwalescencja zajmuje od 7 do 14 dni, podczas których zalecane jest noszenie ciemnych okularów. Wskazaniem do zabiegu jest nie tylko opadająca powieka, ale również cienie pod oczami. Blefaroplastykę wykonuje się także u pacjentów z zaburzonym polem widzenia lub po obrażeniach. Efektem zabiegu jest odmłodzenie spojrzenia i całej twarzy – mówi dr Maciej Łukasiewicz, lekarz medycyny estetycznej w Skin Clinic..

Chomiki na twarzy i brak objętości

Ze wszystkich oznak starzenia, to właśnie opadające policzki dają o sobie znać najwcześniej. Wszystko zaczyna się już po 25 roku życia, kiedy ilość kolagenu i elastyny w skórze zaczyna spadać. Z biegiem lat staje się ona coraz bardziej wiotka. Często towarzyszy temu utrata tkanki tłuszczowej, która powoduje zapadnie się policzków i ubytki w objętości w okolicach skroni. W efekcie owal traci swój kontur, a na linii żuchwy powstają charakterystyczne „chomiki na twarzy”. Na tym jednak nie koniec. Pod wpływem wiotczenia skóry pogłębiają się bruzdy nosowo-wargowe i worki pod oczami, które powodują, że twarz wygląda na zmęczoną i o wiele starszą. Odpowiedzią na te problemy jest wolumetria, czyli modelowanie twarzy za pomocą kwasu hialuronowego. Dzięki niemu można w szybki i stosunkowo nieinwazyjny sposób (wypełniacze są podawane pod skórę za pomocą strzykawki) pozbyć się bruzd, przywrócić policzkom objętość, wypełnić worki pod oczami i zlikwidować „chomiki na twarzy”.

- Kwas hialuronowy to skuteczny sposób na wiotką skórę i utratę objętości. Wypełniacze o różnej gęstości doskonale modelują określone okolice twarzy i poprzez wiązanie wody poprawiają napięcie skóry. W zależności od gęstości kwasu hialuronowego efekt zabiegu utrzymuje się od pół do półtora roku – mówi dr Maciej Łukasiewicz.

Głębokie bruzdy i drugi podbródek

Drobne zmarszczki wynikające z naszej mimiki często wręcz dodają nam uroku. Problem zaczyna się wtedy, gdy płytkie bruzdy zaczynają się pogłębiać. Lwia zmarszczka na czole albo bruzdy nosowo-wargowe są sztandarowym przykładem. Nadają twarzy smutny, zmęczony, a czasem nawet groźny wygląd, a ich wygładzenie nie jest takie proste. 

- U niektórych pacjentów modelowanie twarzy i poprawa owalu za pomocą kwasu hialuronowego są bardzo trudne do uzyskania. W niektórych przypadkach po prostu nie jest wskazane dodawanie objętości, bo może to grozić nienaturalnym efektem. Problemem może być także cienka skóra, która nie podda się modelowaniu wypełniaczem – tłumaczy dr Maciej Łukasiewicz.

W takim przypadku lepszym rozwiązaniem będą nici liftingujące. Obecne technologie są niemal bezinwazyjne, skuteczne i bezpieczne dla organizmu. Nie wymagają chirurgicznych cięć, ani długiej rekonwalescencji, a najlepsze jest to, że za jednym zamachem niwelują większość oznak starzenia. Poprawiają owal i liftingują całą twarz, eliminując zarówno płytkie, jak i głębokie zmarszczki. Dzięki nim można wygładzić konkretne partie twarzy, unieść łuki brwiowe, a nawet pozbyć się tzw. drugiego podbródka.

- Umieszczone pod skórą nici tworzą pewnego rodzaju rusztowanie, wokół którego odkładają się włókna kolagenowe i elastynowe. Obecnie stosuje się jednak głównie nici rozpuszczalne (PDO), które utrzymują się od 6-8 miesięcy do ponad roku, a następnie są wchłaniane przez tkankę – dodaje ekspert.

--

Dr Maciej Łukaszewicz

Lekarz medycyny estetycznej, absolwent Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach. Należy do Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti-Aging, pierwszej w Polsce organizacji naukowej skupiającej wybitnych fachowców w tych dziedzinach. Jest corocznym uczestnikiem konferencji naukowych, zjazdów i kongresów, w czasie których wymienia wiedzę ze specjalistami z renomowanych polskich i zagranicznych ośrodków. Specjalizuje się w nieinwazyjnych metodach z zastosowaniem kwasu hialuronowego i toksyny botulinowej.

SkinClinic, Warszawa ul. Stawki 4B, tel. 22 4244646.