Omenaa Mensah rusza z programem "Wyjątkowe Domy" w TVN

Aleksandra Nagel: Szykujesz się do wrześniowej premiery w TVN programu „Wyjątkowe domy”. To inwestycje warte „miliony monet”. Było łatwo namówić ich właścicieli, by pokazali swoje „skarby”?

Omenaa Mensah: No właśnie nie. Architekci chcą bardzo pokazywać to, co stworzyli. Są z tego dumni. To są ich dzieła sztuki, ale inwestor – który wydał na daną inwestycję czasem 5, czasem 10 a czasem 20 milionów złotych – niekoniecznie chce to pokazać.

Jak myślisz, dlaczego? Sama jesteś żoną jednego z najbogatszych Polaków w tym kraju…

Nie chcą się obnosić ze swoim majątkiem, bo niestety ludzie z boku potrafią złośliwie komentować w stylu, że oni te pieniądze ukradli. Taka jest polska mentalność i to jest przykre. Właściciele tych domów nie potrzebują rozgłosu, a już na pewno takich komentarzy, stąd ich powściągliwość.

Ostatnio byłam na spacerze w jednej z podwarszawskich miejscowości. Idę i nagle widzę dachy pięknej przedwojennej willi. Chciałabym ją zobaczyć w pełnej krasie – odrestaurowaną, okazałą, piękną, ale niestety, mogę podziwiać tylko dach, bo resztę zasłania ogromny, wysoki mur.

Tak jest w wielu miejscach w Polsce. Takie podejście sprawia, że nie oglądamy piękna, nie możemy się nim inspirować, edukować. Żyjemy w kraju bardzo zakompleksionych ludzi, w którym nie wypada być bogatym, mieć coś.

Jestem gdzieś w tym po środku, bo z jednej strony tworzę program o luksusowych domach i chciałabym je pokazać światu, a z drugiej – sama jestem inwestorką. Z przyjemnością pokazałabym ludziom najciekawsze, nowoczesne rozwiązania, które mam w domu, ale też obawiam się tej ludzkiej zazdrości. Nie chciałabym pokazywać tego po to, by ludzie mi zazdrościli, ale po to, by się inspirowali. Podczas gdy Francuzi od kołyski wychowują się wśród pięknych rzeczy, Polacy – przez tę zazdrość właśnie – wolą otaczać się często przeciętnymi produktami z sieciówek meblarskich. A gdzie miejsce dla sztuki, dla świetnego polskiego wzornictwa, gdzie miejsce dla szlachetnych antyków. I to wcale nie chodzi o możliwości finansowe, bo dla przykładu ciekawe antyki można kupić na pchlim targu i zainwestować stosunkowo niewielkie pieniądze w ich renowację.

Zobacz także:

Zobacz też: Piekielnie zdolna polska ilustratorka: "Dobrze jest być w życiu wybrednym"

Omenaa Mensah o polskich domach z IKEI

Nie lubisz Ikei?

Nic nie mam do Ikei, ale uważam, że to źle, że dla przeciętnego Polaka design kończy się na Ikei właśnie. Wszystko, co jest inne, droższe, jest dla niego abstrakcją, fanaberią. Myślę, że to wynika z braku zrozumienia i tego, że w zasadzie tylko to oglądamy od najmłodszych lat. To trochę tak jak z tolerancja dla różnorodności. Masz ją w sobie, gdy Twoi rodzice pokazują Ci różnorodny świat, podróżując wspólnie poznajecie inne kultury. Jak Twój świat kończy się na Twoim mieście, nawet nie wiesz, że inne miasta mogą wyglądać inaczej… że świat jest różnorodny i bardzo ciekawy. I znowu do poznawania i poszerzania swoich horyzontów, wcale nie musisz być milionerem. Dziś dzięki internetowi można się edukować, oglądać sztukę, wystawy online, meble, inspirować się od najwybitniejszych.

Ale domy gwiazd ten statystyczny Polak lubi…

Tak, bo to dom gwiazdy, a nie biznesmena. Prawda jest jednak taka, że na te pięć sezonów, które zrobiłam, na palcach jednej ręki policzyć mogę domy, które nazwałabym „spektakularnymi”. Ludziom wydaje się, że jak ktoś jest gwiazdą w Polsce, to od razu ma wspaniały, designerski, luksusowy dom. Tymczasem dom polskiej gwiazdy to nie jest willa George’a Clooneya, czy Angeliny Jolie. Tak jest w Hollywood, a w kraju nad Wisłą są inne realia. Na aktorstwie w Polsce nie da się tyle zarobić, by postawić sobie wspaniały, designerski dom. I ja widząc te domy polskich gwiazd…

W których często była Ikea

Tak, Ikea. Mówię, nic do Ikei nie mam, ale jako osoba związana ze światem designu, sztuki, architektury, szukałam czegoś więcej. Zrozumiałam, że nie znajdę tego tutaj, że potrzebuję innego programu i tak powstała koncepcja „Wyjątkowych domów”.

Wiesz Omenaa, jest wiele programów wnętrzarskich. Wystarczy wspomnieć chociażby o programie „Domowe rewolucje” Doroty Szelągowskiej czy „Nasz nowy dom”, który prowadzi Katarzyna Dowbor. Czym Twój program będzie się różnił od tego, co już mamy?

O nie, nie będzie żadnych remontów, żadnych metamorfoz, żadnych rewolucji. To będzie zupełnie coś innego. To program, w którym pokazujemy najbardziej spektakularne bryły architektoniczne, niestandardowe rozwiązania, świetny design, nietuzinkowe aranżacje wnętrz, a wszystko to stworzone przez najwybitniejszych polskich architektów. Dzięki otwartości na nowe, ale także i możliwościom finansowym inwestorów architekci i projektanci wnętrze mogli puścić tu wodze fantazji. Stworzyć coś niesamowitego.

W tym kraju jest już za wiele programów o remontach robionych za 10 czy 20 tys. złotych, gdzie dokładane są dwie poduszki i gotowe. Ja chcę pokazać Polakom coś, z czego my jako naród możemy być naprawdę dumni, czyli prawdziwe architektoniczne dzieła sztuki, tą wyjątkową myśl designerską, której na co dzień nie jesteśmy w stanie zobaczyć, bo skrywana jest za wysokim murem.

Zobacz też: Omenaa Mensah o swojej pierwszej pracy

Luksusowe wille polskich bogaczy, czyli co kryje się za wysokimi murami?

Jak to możliwe, że TVN – mainstreamowa stacja – zdecydowała się na taki program, skoro większość z nas lubi oglądać tanie remonty i ewentualnie domy gwiazd?

Prawda jest taka, że wśród tych pierwszych i drugich większość po prostu lubi oglądać, jak ktoś mieszka, a jeśli do tego wszystkiego mieszka lepiej niż my, „na bogato”, to już na pewno chce to zobaczyć. Domy, które pokazujemy, to inwestycje warte czasami 5, 20, a nawet 30 milionów złotych. Kto nie chciałby ich zobaczyć?! A problem jest taki, że Polacy nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że takie domy są i powstają tu u nas, a nie na zachodzie Europy.

One chowają się za tymi murami, krzakami…

My zaglądamy za te krzaki. Niestety bardzo rzadko zdarza się, że właściciel chce pokazać swój dom szerszej publiczności, a już na pewno nie chce wystąpić w takim programie. Stąd w większości odcinków nie pojawia się inwestor. Szkoda, ale tak jak mówiłam, rozumiem. Ważne jest dla mnie, by pokazać Polakom piękną architekturę, sztukę, design. Tak sobie myślę, że ludziom to jest potrzebne zwłaszcza teraz. COVID-19 sprawił, że zaczęliśmy rozumieć, jak ważne są dla nas te cztery ściany, w których mieszkamy.

Stąd wzmożona liczba remontów w czasie kwarantanny? (śmiech)

Ale to prawda!

Siedzisz w tych budowach, remontach i inwestycjach już od jakiegoś czasu. Powiedz mi, ile twoim zdaniem przeciętnej polskiej rodzinie potrzeba miejsca, by czuła się komfortowo?

A jak myślisz?

150 m kwadratowych?

Okej, to może inaczej. Czteroosobowej rodzinie, by czuła się naprawdę komfortowo, każdy miał swoją przestrzeń, a jednocześnie byś nie musiała dzwonić do córki, by przyszła na śniadanie, potrzeba ok. 300 m kwadratowych. I mówimy tu o powierzchni domu, a nie mieszkania, bo to już zupełnie inna kwestia.

O matko, w takim domu to można na wrotkach jeździć! Kto to będzie sprzątał?! (śmiech)

W takich domach to już są panie do sprzątania. Myślisz, że to jest dużo? Moja znajoma, która udziela mi konsultacji z architektury i designu, opowiadała mi kiedyś, że facet zażyczył sobie dom wielkości 8 tys. m kwadratowych. Więc się jej pytam: „co tam było?”. Więc było tam i boisko, i squash, i baseny i 20 innych rzeczy, które wcale nie były takie potrzebne, ale kto bogatemu zabroni. (śmiech)

Mały park rozrywki…

Ten wielki dom był jego pierwszą inwestycją. Pytają się go po latach, jaki chciałby  mieć teraz dom, a on na to: „400 m kwadratowych w tym garaż”, bo uważa, że więcej przestrzeni nie potrzebuje.

Dla mnie 400 m kwadratowych to też jest gigant. Niestety mam wrażenie, że często im większy dom, tym większy kicz…

Niestety inwestor ma pieniądze, ale często nie ma wiedzy, nie ma też gustu, choć o gustach się nie dyskutuje. Dlatego inwestorzy zatrudniają profesjonalnych projektantów wnętrz, czy architektów to normalna praktyka sama korzystam z wiedzy osób, które w tej materii mają więcej wiedzy i doświadczenia niż ja.

Możesz mieć worek pieniędzy, torebkę za „miliony monet” i nadal będziesz źle ubrana?

Dokładnie. Będziesz rajskim ptakiem obwieszonym metkami. Podobnie jest z domami.

Zobacz też: Omenaa Mensah o swoich piersiach

Polska architektura a "rajskie ptaki" - czy Polacy mają gust?

Sporo architektonicznych „rajskich ptaków” w Polsce.

To prawda, w Polsce za ogromne sumy powstają bardzo dziwne rzeczy… Jesteśmy gdzieś pomiędzy Zachodem, który ma wysoko ukształtowany gust i Wschodem, dla którego liczy się złoto, kryształy i kolorowe pstrokate dywany.

Ja myślę, że nie tylko na Wschodzie tacy inwestorzy się zdarzają. Spójrzmy tylko na nowojorski apartament Donalda Trumpa…

To prawda, ale z drugiej strony panuje obecnie moda na skrajny minimalizm. Inwestorzy decydują się na to, bo wiedzą, że taki dom potem łatwiej sprzedać. Ja nie jestem do tego do końca przekonana, bo często w takich domach trudno mi znaleźć  duszę.

A Twój wymarzony dom to jaki?

Mi też zmieniały się upodobania na przestrzeni lat. Jestem teraz po 40-tce i coraz częściej dochodzę do wniosku, że prawdziwy dom to nie jest tylko i wyłącznie budynek, ale też to, co jest wokół. Dom powinien mieć dużą działkę. Apartament w mieście, czy penthouse jest po coś innego niż dom poza miastem. Tam jedziesz po pracy po to, by odpoczywać i chłonąć przyrodę. Lubię mieszkać w mieście, ale COVID pokazał nam wszystkim, jak bardzo potrzebujemy kontaktu z Matką Naturą. Pokazał też, że wiele rzeczy możemy wykonywać z domu, nie chodząc do pracy. Nagle okazało się, że wielu z nas może spokojnie mieszkać poza miastem i pracować.

Koronawirus w Polsce pokazał, jak ważne jest posiadanie kawałka zielonej przestrzeni

To nie przypadek, że wzrosła sprzedaż działek. Każdy szuka swojego miejsca, gdzie mógłby poczuć się blisko natury…

Dokładnie tak jest. Gdy jesteśmy młodzi, wystarcza nam 40 m kwadratowych w mieście, ale gdy rodzą się nam dzieci, zaczynamy doceniać to, że mamy ogród, że mamy trochę zielonej przestrzeni tylko dla siebie. Potem znowu, gdy jesteśmy starzy, nie potrzebujemy już wielkiego domu, ale ogrodu – zawsze. Trzeba więc to wszystko przemyśleć. Znaleźć złoty środek.

Jeśli pytasz mnie o mój wymarzony dom  - ale dom letniskowy, czy na weekend,  bo mieszkanie na co dzień poza miastem nie do końca jest moją bajka – chciałabym mieć ogród i jakieś miejsce SPA do relaksu. Żartuję sobie z córki, że jak się wyprowadzi, to zamienię jej pokój na takie domowe SPA (śmiech).

To chyba już całkiem niedługo, co?

Ma już 18 lat, ale na razie nigdzie się nie wybiera.

To dobrze czy źle?

Może i lepiej. Pewnie przyjdzie ten moment, gdy powie: „idę na swoje”, ale póki co cieszę się, że mieszkamy wszyscy razem. Mam też w domu maluszka, który na szczęście jeszcze długo zostanie z nami (śmiech).

Omenaa Mensah o dojrzałym macierzyństwie i miłości po przejściach

Dojrzałe macierzyństwo jest inne niż to, którego doświadczyłaś kilkanaście lat temu?

Wszystko było inaczej i teraz właśnie wszystko było tak, jak powinno być. Był komfort psychiczny, ukochany mężczyzna u mojego boku, dużo czasu na spędzanie czasu z małym. Kiedyś nie miałam czasu na nic. Dzisiaj już nie muszę biec, nie muszę zarabiać, starać się, by zapewnić córeczce byt.

Tak było, gdy rodziłaś Vanessę?

Byłam na piątym roku studiów. Zaczynałam pracę w zawodzie. To Vanessa była moją największą motywacją, by zdobyć wykształcenie i pracować, zapewnić jej godne życie. Dla każdej mądrej matki jest to bardzo ważne. Walczyłam. Dziś jest inaczej. Mam swoją pozycję zawodową, na którą pracowałam wiele lat. Już nie muszę się tak martwić, jak kiedyś. Mogę więcej czasu poświęcić maluszkowi.

Coraz więcej kobiet decyduje się na późne macierzyństwo. Polecasz, czy jednak są jakieś trudności?

Polecam. W czasach moich rodziców było to nie do pomyślenia, by 40-letnia kobieta rodziła dzieci. Dzisiaj jest na szczęście inaczej. Dojrzałe macierzyństwo to coś zupełnie innego. Gdy jesteś młodą mamą, nie masz tej dojrzałości, tej mądrości, ale masz więcej sił. Gdy jesteś starsza, być może czasem brakuje ci sił, ale takie macierzyństwo jest dla ciebie bardzo odżywcze.

Wróćmy jednak do tych inwestorów. Mam wrażenie, że wiele inwestycji zaczyna się w głowie… kobiety, żony, partnerki inwestora. Zgadzasz się?

Może odpowiem na to pytanie na własnym przykładzie. To ja namówiłam męża na zmiany, a on całkowicie mi zaufał. Właśnie skończyliśmy tworzyć jedno miejsce w Warszawie. Robimy dwa kolejne.

Gdybyś mogła, zmieniłabyś coś w swoim życiu? Inaczej coś poukładała?

Nic. Miałam momenty, gdy naprawdę było mi trudno, ale gdyby nie było trudno, to byśmy dzisiaj nie rozmawiały. Nie byłabym dla ciebie żadną ciekawą osobą do rozmowy.

Mam taki obraz przed oczami: Widzę ciebie – zawsze w biegu, pełną pomysłów, gwiazdę show-biznesu, w którym często trzeba coś udowadniać – sobie i innym. I widzę, jak spotykasz faceta – jednego z najbogatszych ludzi w Polsce, który ma swoje życie, potrzeby, wartości. Ma też pieniądze, które – trzeba to przyznać – dają poczucie bezpieczeństwa. Jak to spotkanie zmieniło twoje życie?

To jest tak, że jak całe życie musisz nieść sama cały ciężar, to wiesz, że to po prostu to umiesz, że dasz radę, że jesteś silna. Gdy spotykasz kogoś takiego, jak mój mąż, kto umie też nieść ten ciężar sam, to rozumiecie się bez słów. To wspaniałe spotkanie dwóch bratnich dusz na wielu płaszczyznach. Oboje przeszliśmy swoje. Umiemy nieść swoje ciężary. Oboje mamy na swoich kontach sukcesy. Wiemy, kim jesteśmy i ile jesteśmy warci, ale wspaniałe jest to, że teraz możemy nieść to wszystko we dwoje.

To jest sytuacja idealna, ale w wielu związkach – gdy to kobieta rozwija się zawodowo, odnosi sukcesy, facet czuje się zagrożony…

Tak było w moich poprzednich związkach niestety. Teraz dopiero, po raz pierwszy w życiu, zrozumiałam na czym polega związek partnerki.

A jak taki związek partnerki wygląda w świecie architektonicznych inwestycji? Bo wiesz, wiele osób właśnie podczas remontów i budowy domu zaczyna myśleć o rozwodzie (śmiech).

Jest jeden odcinek w moim nowym programie, który jest idealną odpowiedzią na to pytanie. Jest tam para. On jest architektem, ona projektantką wnętrz. On uwielbia minimalizm, wręcz brutalizm, a ona chce wszystko ocieplać. I teraz, uważaj, żyją ze sobą 15 lat, 10 lat w domu, który wspólnie zaprojektowali. Mają trzy córki. On chciałby tam mieć betonowe ściany, a ona wciąż dorzuca tam jakieś poduszki, ścianę z zielonymi roślinami czy jakąś lampę wiesza. Próbuje ten beton „ogrzać”.

Więc ja jej się pytam: „jak ty to wszystko tyle lat wytrzymujesz?”, a ona mi na to: „wiesz co? ja bym nie mogła już dzisiaj w innym domu mieszkać”. Gdy myślę o tych wszystkich inwestycyjnych kłótniach – kto, co i za ile – to myślę sobie tak: czas, dajcie sobie czas.

Mówisz, że teraz nic już nie musisz, nigdzie już nie biegniesz. W takim razie kim jesteś? Gwiazdą show-biznesu, szefową fundacji, dziewczyną z Instagrama, która ma piękną figurę (hello, widziałam zdjęcia!), żoną bogatego Polaka? Kim jesteś? Kim się czujesz?

Kobietą spełnioną i szczęśliwą. Wszystko mam, bo mam wspaniałą rodzinę i wiem, że w razie jakiś potknięć zawsze damy sobie radę. Jedyne o co warto się martwić to zdrowie, bo reszta to tylko zwyczajnie mile dodatki. Wiesz co, myślę, że najważniejsze to umieć się cieszyć z dobrych rzeczy i  dzielić z innymi. Po to jest moja fundacja i wszelkie wsparcie jakie przekazujemy wspólnie z mężem potrzebującym. Po to też regularnie organizuję różne akcje wpierające tych, którzy tego naprawdę potrzebują. W Ghanie dla dzieci ulicy buduję szkołę, a w trakcie lockdown’u z moim zespołem w fundacji zdecydowaliśmy, że będziemy pomagać polskim dzieciom, które nie miały dostępu do komputerów i przez to nie mogły uczestniczyć w szkolnych zajęciach online. Potem do akcji dołączył E.Wedel, który wyszedł z inicjatywą akcji #KAŻDY PLAKAT POMAGA. Tu Jan Kallwejt zaprojektował 6 fantastycznych plakatów, a dochód z ich sprzedaży przeznaczymy na kolejną partię komputerów dla dzieci z domów dziecka i rodzin zastępczych, bo to tam najczęściej brakuje niezbędnego sprzętu. Plakaty dostępne są przez cały czas na stronach naszego partnera Empik. Zapraszam do ich zakupu, są naprawdę super i mogą być atrakcyjnym dodatkiem w różnych wnętrzach. Dostępne są w kilku formatach, nie są drogie, a każdy z nich pomaga. I właśnie takie akcje, kiedy swoim entuzjazmem potrafię zarazić innych, dodają mi skrzydeł i motywują do wymyślania i organizowania kolejnych. To mnie dopełnia i sprawia, że realizuję się na wielu polach, a w rezultacie jestem kobietą w pełni spełnioną.