Pragniemy wierności, chcemy być pewni, że nasz związek jest jak opoka, na której można budować to, co w życiu najważniejsze. Słowa przysięgi "ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską" wypowiadane przy świadkach zobowiązują. Ale jak uodpornić się na milion pokus erotycznych, które czatują wszędzie: w pracy, w klubie, na ulicy i w supermarkecie? Pozwalamy sobie na niewinne flirty, bo potwierdzają naszą atrakcyjność, powodują przyspieszone bicie serca. Czasem tylko krok dzieli nas od zdrady, ale w imię miłości - mówimy "nie". Miłość jest darem wspaniałym, choć wymagającym. Musi iskrzyć, nie znosi rutyny, wegetacji, bo wtedy umiera. Ale jak podsycać żar uczuć, gdy całą mocą zmagamy się z codziennością?

Temperatura uczuć nie może spaść z powodu przepełnionych koszy na brudne pieluszki, niespłaconych rat i kredytów, powrotów z pracy z siatkami pełnymi zakupów. Miłość nie daje taryfy ulgowej. Wymaga, aby człowiek ślepo trzymał się niepisanej zasady lojalności i żeby wierzył, że jest to bezcenne spoiwo między dwojgiem ludzi, które mocno cementuje związek.

Niewierność to pójście na łatwiznę. Przy pierwszych oznakach nużącej rutyny najprościej związać się z kimś, kto przyprawi nas o bicie serca. Oczywiście czasem zdarza się miłość, która spada jak grom z jasnego nieba. Ale czy ulotne miłostki, podczas których pada stereotypowe zdanie "moja żona mnie nie rozumie" są warte ryzyka?

Hazardzista w jednej chwili łóżkowego uniesienia może przegrać ukochaną osobę, dzieci, dom, rodzinę? Bycie wiernym nie jest łatwe, jednak ten, kto przyjmie to wyzwanie, będzie nagrodzony. Związkiem, w który partnerzy rozumieją się bez słów, poczuciem, że jest się połową spójnej całości i pewnością, że druga osoba nigdy nie zdradzi, nie opuści, nie zawiedzie.

Wierność? NIE! To strasznie nudne

Zakazany owoc kusi, a świat jest pełen pięknych kobiet i przystojnych mężczyzn. Wierni są tylko ci, którzy nie mieli okazji spróbować, jak smakuje miłość z kimś innym. Można im tylko współczuć, bo sami nie wiedzą, ile tracą. Szóste przykazanie: "Nie cudzołóż" poznajemy już w pierwszej klasie, na lekcji religii. Niewierność, oszustwo, zdrada - słyszymy mnóstwo negatywnych określeń na skok w bok. Ale czy wierność może być miernikiem wartości człowieka? Związek dwojga ludzi jest wielką niewiadomą i ten, kto z wiarą obiecuje, że będzie "twój na wieki" jest bezgranicznie naiwny. Natura nie przewidziała dla nas monogamii i wszyscy w mniejszym lub większym stopniu jesteśmy wrażliwi na wdzięki płci przeciwnej. Tymczasem wymuszona, nadrzędna idea moralna stara się zredukować miłosne przeżycia człowieka, na całe życie związać z jednym partnerem. Bezskutecznie. Znaczną część wiedzy o sobie czerpiemy z tego, jak działamy na drugą płeć, powodzenie schlebia naszemu ego. Dobrze się czujemy, gdy ktoś stara się nas zdobyć i gdy same kogoś zdobywamy. Rytuały "tokowania" to podniecająca zabawa. Każdy, kto pozostaje w stałym związku, ma ochotę od czasu do czasu sprawdzić swoją "wartość rynkową".

Udana przygoda miłosna może zadziałać jak kuracja odmładzająca, jak zastrzyk energii. Czasem na zdradzie jednego z partnerów zyskuje też drugi. Zdradzający przynosi ze sobą powiew świeżości i entuzjazm, zamierający związek rozkwita. Zdrada nie musi prowadzić do rozstania. Jest tylko sygnałem, że czegoś w związku zabrakło. Zainteresowania, szacunku, okazywania uczuć, czegokolwiek. Ten raniący komunikat zdradzona osoba powinna tylko prawidłowo odczytać i znaleźć środek zaradczy. Wiele związków zdrada umocniła: po szokowej terapii partnerzy lepiej się rozumieją, doceniają, są bardziej wrażliwi na wzajemne potrzeby. Oczywiście, zdarza się, że niewinny skok w bok przekształca się w wielką miłość i niszczy dotychczasowy związek. Ale cóż? Takie jest ryzyko, takie jest życie.